IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Piccolo Olivo

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Ava

avatar

Liczba postów : 145
Join date : 27/11/2013

PisanieTemat: Piccolo Olivo   Nie Gru 22, 2013 8:36 am

Restauracja, specjalizująca się w kuchni włoskiej wegetariańskiej. Można zamówić tutaj pizzę, potrawy makaronowe oraz typowe włoskie dania, jednak menu skrzętnie utrzymywane jest w ofercie bezmięsnej. Miejsce to słynie z jakości serwowanej żywności oraz sprawnej obsługi i miłego personelu, a także przyjemnej atmosfery.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Piccolo Olivo   Wto Lut 04, 2014 8:01 pm

Daveth z Seanem, raźnym krokiem maszerowali przez zabiegany Londyn, korzystając z chwilowego dobrego humoru angielskiej pogody, kiedy chmury nie wylewały morza łez, a wiatr darował sobie straszliwe zawodzenie. Nie było ciepło, właściwie dzień należał do chłodniejszych w tym roku, a ciało rudego zareagowało na to mroźne przywitanie dreszczami i natychmiastowym skuleniem się w kurtce okrywającej ramiona. Zatrzymali się na środku węższej uliczki jedynie po to, aby ten odpalił papierosa. Nieodłącznego, cudotwórczego, i co by dodali poniektórzy złośliwi „rakotwórczego”, papierosa. Dla palacza moment zaciągnięcia się długo wyczekiwaną fajką był błogi, dla niepalącego, a maszerującego przy jego boku Irlandczyka, bycie otoczonym dymem, nie było niczym przyjemnym. Jeśli postanowił skomentować ten stan rzeczy, Sean z miejsca odpyskował mu lakonicznym tekstem, pewnie każąc być twardym albo mężnie i w ciszy przeczekać swój straszliwy los. Przy dłuższej dyskusji po prostu przestał odpowiadać, aby później znowu spróbować rozchmurzyć Dave’a za pomocą paru zabawnych komentarzy i krótkich, żartobliwych historyjek związanych z Londynem i anegdotkami tutejszych mieszkańców. Po drugiej fajce, zapalonej w irytacji, gdy jego ulubiona pizzeria okazała się być zamknięta, mógł sypać złośliwymi komentarzami jak z rękawa, nadając się wreszcie do cywilizowanej rozmowy, zamiast jednoosobowego monologu do którego zmuszony był Irlandczyk. Kapryśna pogoda jednak nie dała im szans dłuższego rozważania miejsc pobytu, kapuśniaczek którym ich uraczyła za chwilę mógł się skończyć, ale i zapowiadać większą ulewę. Skończyli więc w restauracji serwującej kuchnię włoską, wegetariańską żeby było zabawniej. Zamówienie przyzwoitej pizzy z dużą ilością mięsa okazało się niemożliwe, a wypytywanie się o owoce morze byłoby równie bezsensowne co próba poderwania zaobrączkowanej kelnerki, która miała ich obsługiwać. Skończyło się na indywidualnych zamówieniach, bez kłótni o warzywne składniki i rodzaje sera. Sean z kuchnią włoską miał niewiele do czynienia, ale kierowany zdobytą wiedzą, intuicją oraz ciekawością (nie poprosił kelnerki o pomoc, a tym bardziej Dave’a) zamówił risotto i  tiramisu. Latte mocchito poprosił po chwili zastanowienia, obawiając się długiego oczekiwania, licząc na ozdobne posypianie pianki wiórkami czekoladowymi.  Na ciastko oraz kawę nie musiał długo czekać, o czym został z miejsca poinformowany przez uprzejmą pracownicę.
Restauracja nie należała do najwykwintniejszych w mieście, zapewniała komfort i swobodę, zachowując przy tym odpowiedni poziom. Całkiem wysoki poziom, sądząc po lekko pobłażliwych spojrzeniach rzucanych im przez innych klientów. Większość osób miała swoje lata, część wyglądała na kandydatów do założenia rodziny, a pozostała reszta składała się ze studentów oraz uczniów. Łącznie mogło znajdywać się nie więcej niż dwadzieścia osób.
Sean kurtkę odwiesił na oparcie krzesła, rezygnując z wieszaczka umieszczonego tuż przy wejściu, z miejsca podciągając rękawy do łokci. Roztaczał wokół siebie specyficzną mieszankę zapachową; chlor, papierosy oraz żel, dezodorant czy perfumy. Siedzieli, on i Daveth, przy oknie, mogąc podziwiać londyńczyków chroniących swoje głowy gazetami bądź tych bardziej wytrwałych, na których lekki deszczyk nie robił najmniejszego wrażenia. Patrzeć w szybę jednak za długo nie wypadało, a rozmowa prędzej czy później musiała wrócić między ich dwójkę. Sean swoim milczeniem wyraźnie wyznaczył osobę odpowiadającą  za podtrzymanie wątku bądź rozpoczęcie nowego tematu, jakby Dave potrzebował jakiegokolwiek wyznaczania.
Powrót do góry Go down
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Piccolo Olivo   Sro Lut 05, 2014 11:03 pm

Cóż, Daveth był jaki był. Świadomie – na szczęście lub nieszczęście - upośledzony pod kątem dostrzegania tego, na czym dostrzeżeniu mu nie zależało. W ten sposób wszystko wydawało się o wiele łatwiejsze. Wydawało – niekoniecznie było, ale taki z kolei był on sam. Prostoduszny i prostolinijny do granic możliwości. Poza tym, także uparty i lubił trzymać się własnych wersji tak samo mocno, jak lubił doczepiać do ludzi o 180 stopni różnych charakterami od jego. Ciężko powiedzieć dokładnie dlaczego. Pod tym kątem jednak, faktycznie był jak ten pies. Szczeniak - jeśli dbać o dokładność. Wierny do granic swojej naiwności, merdający ogonem i wywalający jęzor w pełni szczęścia pod byle pretekstem. Czekającym na swego pana pod drzwiami, mimo niedelikatności z jaką go traktował i niejednego, zasadzonego w zadek kopniaku.
- W sumie to tylko w połowie. – dodał po chwili, jakby dopiero teraz sobie o tym przypomniał. - W drugiej jestem Japończykiem. – i to wreszcie mogłoby tłumaczyć tak bardzo nieirlandzkie włosy, oczy czy totalny brak piegów. Aczkolwiek nieprzejmowanie się podziałem: Irlandia i Irlandia Północna, to zwyczajny już wynik lekkiej hipokryzji. Zdawał sobie doskonale sprawę ze wszelkich spięć międzykulturowych oraz historycznych, ale jednocześnie sam się nimi nieszczególnie przejmował. Po co te wszystkie niesnaski? Skoro żyli razem na wyspach od pokoleń, czy nie mogli zwyczajnie się z sobą dogadywać? Ah on i ten jego mały, wyidealizowany świat.
Jeszcze na wyjściu, uśmiechając się do siebie pod wpływem ciekawego pytania jakie padło z ust rudzielca, chwilę mruczał pod nosem, co zapewne było formą zabicia czasu poświęcanego na zastanawianie się nad odpowiedzią. Przy okazji czuł jak coraz intensywniej ssie go w brzuchu. Tylko czekać aż żołądek zacznie się wreszcie odzywać.
- Kto wie? Nie musisz się jednak za bardzo martwić, na pierwszej nie bywam zazwyczaj zbyt podstępny. – uśmiechnął się do niego szelmowsko, jakkolwiek w Davethowym wydaniu wyszło to raczej prześmiewczo aniżeli poważnie. „Coś więcej”, huh? Brzmiało zabawnie i chyba tylko o to w tym chodziło. Jeśli jednak mógłby przetrzymać chłopaka choć trochę dłużej przez udawanie lub zabawę w „coś więcej”, pewnie by zaryzykował. Nie miał ochoty wracać już dzisiaj na zajęcia, a tym bardziej do domu. Wystarczyłoby właściwie do wieczora lub przynajmniej późnego popołudnia.


Sam wydając się całkiem nieźle znosić pogodowe dyskomforty, pozwolił poprowadzić nowemu znajomemu. Chciałoby się powiedzieć: „Kolejnemu do kolekcji”. Nie to, że był popularny (choć może poniekąd dało się już tak nazwać obecny stan rzeczy). Po prostu łatwo, szybko i chętnie nawiązywał kontakt z otoczeniem. Im więcej ich zyskiwał, tym pewniej się czuł.
Pogodne nastawienie Davetha, tak bardzo różne klimatowi jaki panował o tej porze roku, nie zmieniło się nawet wówczas, gdy Sean postanowił zapalić wbrew wyraźnej początkowo niechęci z jego strony. Nie utyskiwał jakoś strasznie, lecz praktycznie od razu zaczął mu rzucać chorobami jakich się z czasem pewniakiem nabawi przez to śmierdzące parszystwo. Marszczył nos i starał się aby dym nie leciał bezpośrednio na niego, skacząc dla uniknięcia większej styczności to do prawej, to do lewej, zmieniając swoje położenie by raz iść przy prawym, raz przy lewym boku towarzysza. Jako sportowiec, był w pewnym stopniu spaczony pod tym kątem dbania o zdrowie. Dlatego trochę rzecz jasna musiał wyrzucić Seanowi o oczywistej szkodliwości na to, tamto i owamto. Do czasu aż sam nie zabrał się za rozrzedzanie nerwowej atmosfery przy drugiej fajce, mającej uspokoić nowy powód do irytacji tamtego. Nie powiedział tego na głos, ale szczerze powiedziawszy, czuł się całkiem zadowolony z faktu zamknięcia owej pizzerii. Ostatnio się nimi za bardzo przejadł, więc miłą odmianą stanowiła choćby i ta cała, wegetariańska knajpa. Ważne, że włoska! Makarony, sery i sosy! To było to! Naturalnie, jak każdy chłop lubił zjeść porządnie i najlepiej z jakimś mięsnym dodatkiem, ale nie miał nic przeciwko kiedy go akurat nie było na rzecz innych, ciekawych składników. Wchodząc zatem do bardzo porządnie wyglądającego lokalu, rozglądał się z szerokim uśmiechem, którym traktował przy okazji każdego, kto rzucił ku nim choćby krótkie spojrzenie. Skrepowanie nastąpiło jedynie na samym początku, kiedy zorientował się jak nie pasują do otoczenia. A już on sam najmniej.
Nie chciał zbytnio przesadzać z wykorzystywaniem dobroci Seana, czy jakkolwiek można nazwać zgodę z jego strony na ten wyżebrany obiad. Bardzo możliwe też, że na koniec i tak zostanie mu zapłacić za swoją część, dlatego z menu wybierał ostrożnie, zwracając uwagę na ceny. Skończył z wyborem przystawki w formie roladek z cukinii nadziewanych suszonymi pomidorami, kaparami i mozarellą oraz papardelle w sosie z gorgonzoli i szpinaku, plus sok pomarańczowy. Przystawka oraz napój, podobnie jak w przypadku Seana, przyniesiona została stosunkowo szybko.
Co prawda nie powinien tego robić, ale przed sięgnięciem po widelec, roztrzepał jeszcze mokrą grzywkę dłonią, a następnie ściągnął mokry płaszcz i rękawiczkę.
- Woo! Naprawdę mają tu całkiem dobrą kuchnię! - stwierdził po pierwszym kęsie, niemalże promieniejąc swoim chorym entuzjazmem. - Chcesz spróbować? - wskazał na swój talerz, łudząc się pewnie, że później sam będzie mógł uszczknąć jego dania. Dla kogoś kto kocha jeść tak jak on, było to całkiem normalne.
- Swoją drogą, masz dzisiaj jeszcze jakieś zajęcia? Chcę wiedzieć, czy mam się jakoś wyjątkowo spieszyć z pochłanianiem drugiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Piccolo Olivo   Czw Lut 06, 2014 8:19 pm

- Nie, dziękuję.- Uśmiechnął się lekko, zabierając się za ciasto leżące na jego własnym talerzu. Nie proponował podzielenia się, przedzielenia cudownego kawałka na pół, aby Dave dostał równą część, najlepiej z doręczeniem wprost do ust. Słodkości znikały w jednostajnym, miarowym tempie, gdy Sean zamilkł podczas jedzenia, skupiając się na tej jedynej czynności. Niedaleko ich stolika kręciła się kelnerka, roznosząc inne zamówienia, a kawałek dalej młode małżeństwo nieudolnie próbowało powstrzymać nadchodzącą kłótnię. Za oknem deszcz padał w podobny sposób, gdy wchodzili do restauracji. Lekko i ospale. Nie zapowiadało się na burzę, ostatni kawałek zniknął w jego ustach, zaś talerz został odsunięty na bok. Krótki moment przyjemności, rozluźnienia odmalowanego na jego twarzy, przeminął wraz z ciastem, zostawiając jednak po sobie ślady. W mowie ciała, minimalnie wykrzywionych wargach i piwnych oczach, które ostatecznie przestały prześwietlać wzrokiem sylwetkę sportowca. Wyprostował długie nogi, nie rozkładając się przy tym brzydko i nieelegancko na krześle, pilnując zachowywania linii prostej i pionowej kręgosłupa.
- Nie musisz się wyjątkowo śpieszyć.- Przed odpowiedzią musiał zerknąć na wyświetlacz telefonu, sprawdzić godzinę i szybko obliczyć czas wolny. O dziwo, pośród masy ozdóbek na jego nadgarstkach zwykłego zegarka nie sposób było znaleźć. Widocznie dla niego w tym przypadku praktyczność niewiele miała wspólnego z pięknym wyglądem, a obie rzeczy oddzielał od siebie wyraźną linią.- Nie musisz ze mną wracać.- Dodał, łapiąc szklankę z kawą w obie dłonie, rozgrzewając chłodne, sine palce. Rękawiczki tkwiły upchane w kieszeń kuchni, nie wypadała ich jednak wyciągając i zakładać, oczekując, a następnie konsumując w nich obiad. – A tym bardziej dostosowywać się do mnie w czymkolwiek.- Pouczył poważnie, próbując napoju, lekkiego i całkiem słodkiego z pianką na wierzchu i posypką czekoladowo-kokosową. Delikatne rumieńce na jego policzkach zaczęły powoli zanikać, ale lekko wilgotne włosy ponownie lepiły się do policzków, niesforne i nieposłuszne dłoniom, zaczesującym je do tyłu. Widocznie dzisiaj nie będziesz wyglądał jak człowiek, nie opanował się przed zebraniem wiórek z pianki, odkładając łyżeczkę dopiero po chwili, kiedy z czekolady na wierzchu nic nie pozostało.- Ale gdy idzie o moje warunki spotkania, została nam niecała godzina, myślę, że wystarczająca ilość czasu, abyśmy zjedli, zapoznali się i uniknęli kłopotliwych sytuacji. Za wcześnie na twoje „podstępy”, nie kombinuj. – Pochylił się odrobinę, mówiąc cichym, konspiracyjnym tonem, niczym amant wyjawiający największą tajemnicą, mającą uwieść dziewczynę nie treścią, a piękną, teatralną otoczką. Mrużąc oczy i wykrzywiając usta w lisim, zadziornym uśmiechu, mimiką rekompensując sobie nieprzyjemny, chrapliwy głos.- Zakładając, że udałoby Ci się cokolwiek wykombinować.- Sprowadził go na ziemię, podkładając nogę i serwując mniej bądź bardziej nieprzyjemny upadek. Jego ciało rozluźniło się, a na twarz powróciła maskę, odcinając ironicznego, prowokującego Seana od tego uporządkowanego. Pokazując, że nawet sztywny ponurak ma inne, trochę bardziej ludzkie oblicza i cieplejsze uczucia. No dobrze, nie rozpędzajmy się aż tak. Dalej żartował sobie z Dave’a i zdaje się, że szybko nie zamierzał przestać.
Powrót do góry Go down
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Piccolo Olivo   Czw Lut 06, 2014 11:00 pm

- Będziesz żałować. – wpakował kolejną roladkę w usta, sprawiając przy tym wrażenie człowieka, po którym szczęście spływało złotymi strumieniami. Niemalże możnaby się zdziwić, dlaczego do kolekcji nie pada na niego niebiański blask. W chwili takiej jak ta, jak nic machałby szaleńczo ogonem gdyby tylko takowy posiadał. Seanowego ciastka nie żałował. Nie za bardzo przepadał za słodyczami. Nadmiar cukru zadziwiająco go zamulał, miast z logicznego punktu widzenia dodawać energii. Khm, naturalnie sprawa nie dotyczyła lanej czekolady. Wyjątki od reguły zdarzały się w końcu w każdym przypadku. Świecić oczami będzie dopiero do jego dania głównego. Zwłaszcza gdy sam zje swoją porcję w tempie zastraszającym. Tak mniej więcej działo się w 89% przypadków posadzenia go przy pełnym talerzu. Póki co, skupił się na własnej przystawce i do jej zakończenia, z ciekawością obserwował niecodzienne zmiany zachodzące na twarzy towarzysza.
- Czemu? To żaden problem. I tak nie będę miał niczego lepszego do roboty. – odsunął nieco i swój, pusty zaraz talerzyk, na którym pozostał zaledwie minimalny ślad w postaci przybrudzenia oliwą. Czekając na danie główne, nieco nieznośnie kręcił się i rozglądał.
- Na boisku szkolnym lepiej nie będę się już dzisiaj pokazywał, ale po drodze mógłbym zahaczyć o sklep sportowy i skoczyć na inne, znacznie bliżej domu. – skoro wyglądało na to, że jednak będzie musiał jakoś inaczej zagospodarować resztę swojego czasu, najlepiej poświęcić go na coś, co nie będzie wymagało nadmiernego wysiłku umysłowego. Deszcz nie stanowił aż tak groźnego przeciwnika. Właściwie, to całkiem go lubił. Relaksował i potrafił unormować choćby i takiego energicznego napaleńca jak on.
- Dlatego to żaden problem. - zdmuchnął wiecznie opadający w najmniej odpowiednich sytuacjach kosmyk ze środka czoła i na moment zawiesił wzrok na rodzince siedzącej przy stole za plecami Seana. Dwójka odrobinę niesfornych dzieciaków, właśnie kłóciła się o ostatnią grzankę z serem i bazylią. Zapewne podano im nieparzystą porcję lub ojciec podwędził jeden kawałek bagietki,, kiedy nikt inny nie patrzył. Szeroki dotychczas uśmiech zelżał co prawda odrobinę, ale za to wydawał się przynajmniej bardziej naturalny. Z tego lekkiego letargu, wyrwały go kolejne słowa rudzielca. Zamrugał szybko kilkakrotnie.
- Aleś ty skrupulatny... Poza tym mówiłem, że nie stosuję podstępów zaraz na pierwszej randce. - nieznacznie wydął usta na rzecz okazania jak bardzo uraził go ów zarzut. A w każdym razie, starał się takiego odgrywać do czasu, aż jego ręka od bok nie wystrzeliła by chwycić między palce lewy zausznik okularów Srana. Cóż... Skoro ten tak chętnie się do niego nachylał, po prostu nie mógł się powstrzymać przed ściągnięciem mu ich z nosa. Teraz kiedy siedzieli, miał przynajmniej pewność, że ten nie zrobi sobie przez niego przypadkowej krzywdy z racji ich braku.
- Aczkolwiek nie doceniać też mnie nie powinieneś~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Piccolo Olivo   Sob Lut 08, 2014 7:52 pm

Nie, raczej nie będzie... Jedzenie wyglądało smacznie, ale nie było w tym nic dziwnego. Restauracja nie uzyskałaby prestiżu podając brzydko przygotowane posiłki, w dodatku niespecjalnie dobre, w cenie wyższej od zestawów z fastfoodów. Płacisz – wymagasz, prosta zasada umożliwiające przyzwoite życie, o której wiele osób zapominało. Cóż, Sean do zapominalskich nie należał. Pusta szklanka została odłożona na stół, czekając na przyjście kelnerki i zabranie brudnych naczyń, do których wliczały się również oba talerzyki. Niespecjalnie interesowało go co Dave planował robić po szkole. Boisko? Świetnie, niech ćwiczy. Nauka? Jeszcze lepiej. Prace społeczne bądź ostra impreza? Nie ma sprawy. Nie był jego kolegą czy przyjacielem, aby układać mu plan dnia bądź negować pomysły. Wzruszeniem ramion przyjął propozycję wspólnego wyjścia z restauracji. W przypływie altruizmu ten mógł go nawet odprowadzić pod sam akademik.
Sytuacja odrobinę się zmieniła wraz z wydęciem warg przez drugiego chłopaka. Przesadził? Nie sądził, aby jedno złośliwe słowo wyprowadziło bruneta z równowagi, skoro dotychczas prezentował sobą osobę niezdolną do frustracji, czy innych negatywnych emocji i reakcji. Dlatego nie spodziewał się tego. Wyciągnięcia się przez blat i złapaniem w palce jednego z zauszników jego okularów.
Zimna dłoń Brytyjczyka natychmiast złapała za prawy nadgarstek kolegi, zaciskając się odruchowo i dość mocno. Nie miał szans przy próbie siłowania się, nawet nie łudził się w tym temacie. Dave był mimo wszystko większy i niewątpliwie przy tym silniejszy. Uprawianie sportów jednak zobowiązuje, a Sean oprócz biegania i przebywania dwie godziny tygodniowo na siłowni, aktywne treningi miał już dawno za sobą. Pomijając fakt, że dłonie miał wyjątkowo słabe. Zrobił więc to co wydawało się najodpowiedniejsze; dalej zaciskał palce na jego nadgarstku, rzucając ostrzejsze spojrzenie. Ostrzegawcze i odrobinę agresywne, nie udając (nie potrafiąc albo nie chcąc) rozluźnienia. Nie pojmował humoru tej sytuacji, jeśli ta ją posiadała. Żart był słaby, prowokacja jeśli miała być lekka, odrobinę nie wyszła. Sean unosił się błyskawicznie. To był cios poniżej pasa.
- Zabierz rękę.- Czemu wszyscy próbowali zabrać mu okulary, albo nacieszyć się widokiem zagubionego chłopaczka, który je zgubił, i ewidentnie miał spore problemy ze wzrokiem? Daveth miał być grzeczny.
Kelnerka niezrażona ciężką, nieprzyjemną atmosferą, położyła dania główne na stole z ciepłym, uroczym uśmiechem. Być może tylko ich dwójka nią oddychała, a całej reszty nie dotyczyła. Albo… Albo to Sean przewrażliwiony na punkcie podobnych żartów i równie mało śmiesznych dowcipów, podnosił problem z miejsca do niebotycznej rangi. Jego prywatna, mała apokalipsa... Trochę wyrozumiałości. Nie chciał stracić wzroku niezależnie od miejsca czy osoby. Nie chciał zostać ofiarą.
- Nie rób takich rzeczy nigdy.- Dłoń zacisnęła się jeszcze mocniej, a kostki zbielały. Srebro pasowało do jego jasnej skóry, pod względem nie tyle co koloru, a temperatury. – Nikomu.
Powrót do góry Go down
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Piccolo Olivo   Nie Lut 09, 2014 7:15 pm

Reakcja Seana na jego sugestywną groźbę odebrania „drugich oczu”, okazała się o wiele bardziej impulsywna niż tego po nim oczekiwał. Tak właściwie, nawet nie chciał mu ich konfiskować. Może na krótki moment, ot żeby się podroczyć i przy okazji porównać sobie raz jeszcze ten fascynujący ewenement zmieniającego się wrażenia, następujący zaraz po założeniu ich przez niego. Nic ponadto. W końcu Daveth nigdy nie należał do osób nadmiernie złośliwych czy też uszczypliwych. Lubił sobie pożartować, często przy tym zresztą głupawo, lecz na pewno nie z zamysłem pokrzywdzenia drugiej ze stron. Chyba że miał ku temu jakiś wyjątkowy podwód, a to zdarzało się równie WYJĄTKOWO rzadko. Pamiętać należy przede wszystkim, iż osoby jego pokroju urazić niezwykle ciężko gdy nie wiedzieć gdzie leży ich słaby punkt. Istniały zatem plusy z posiadania mentalności prostaczka.
Pochwycony, nie próbował się siłować, ale też nie puścił tak od razu. Zamiast tego, zerkał na przemian to na szczupłe, coraz bardziej bielejące palce zaciskające się na jego nadgarstku, to na lodowate iskry sypiące się z brązowych oczu.
- Jest aż tak poważna? Twoja wada wzroku? - czy tylko z tego powodu, faktycznie należało zachowywać się podobnie negatywnie? Nie rozumiał. Przecież nie próbowałby mu ich uszkodzić Z drugiej strony, Sean zapewne również nie mógł pojąć. jak można być tak natrętną kreaturą jak Daveth. Zresztą nie on jeden. W końcu stanowił swoisty ewenement. Traditional Royal School nie miało zbyt wielu uczniów charakteryzujących się podobną prostolinijnością, nadpobudliwością i niezłomnym optymizmem niezależnie od miejsca i czasu jednocześnie.
- Nie musisz robić takiej strasznej miny. – uśmiechnął się nazbyt przyjaźnie, powoli i leniwie wypuszczając zausznik. I to tylko dlatego, że od kilkunastu sekund, jego nos brutalnie molestowały zapachy podanych im potraw.
- Jedzenie ci wystygnie~ – gdyby nie jedzenie, pewnie jeszcze trochę by się z nim poprzekomarzał. - W przyszłości będziesz mieć paskudne zmarszczy na czole. Strasznie marszczysz brwi kiedy wpatrujesz się w człowieka jak ten sęp, wiedziałeś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Piccolo Olivo   Pon Lut 10, 2014 7:48 pm

Jaki on był irytujący… Jego zdaniem Dave był najlepszym przykładem wkurzającego człowieka. Takiego który prowokuje, podpuszcza, a potem nagle odpuszcza czy opuszcza pole bitwy z wesołym uśmiechem, niezrażonym tonem mówiąc „wyluzuj, to tylko żarty”. Sean nie lubił podobnych numerów, kojarzyło mu się to z tykaniem kijem, podjudzeniem, oczekiwaniem na reakcję i zupełnie nielogicznym odsuwaniem na bok wizji kłopotów, gdy się wciągnął i odpowiedział na zaczepkę. Czy nie do tego Irlandczyk chciał doprowadzić? To było…
Zacisnął szczękę, hamując w sobie złość, z powodu wywołania skonfundowania. Irytacji. Jego nerwy były w strzępach, gdy stracił resztki ochoty na uczynienie tego obiadu miłym. Uśmiechaniem się i rozmawianiem. Zaprzestaniem prób zabicia Dave wzrokiem. Jeśli „straszną miną” był zupełny brak wyrazu, niewiele pozostało mu do dodania. W ciągu jednego dnia zobaczył i tak więcej ekspresji niż niektórzy jego szkolni koledzy przez całe poprzednie półrocze. Parę nieszczególnie przyjemnych sytuacji, zagalopowanie się podczas pozornie nieszkodliwych tematów i odrobinę nierozsądne zachowanie, za które odpowiadała nieznajomość obu chłopaków.  Z drugiej strony próby jej zbudowania przypominały chodzenie jak na szpilkach. Byleby za mocno nie nacisnąć i zburzyć mozolnie budowaną relację. Nie obrażając Dave, ten nie wyglądał Seanowi jak osoba lubiąca układanie kostek domina.
- Nie. Ale dobrze wiedzieć, ze będziemy mogli sobie nawzajem polecać kremy przeciwzmarszczkowe.- On na czoło, Dave w okolice oczy, byleby z peptydem. Dzikie szaleństwo w drogeriach. Marki, zastosowanie, skład. Wyszukiwanie w internecie informacji o jakości produktów, porównywanie ocen kupujących, niesamowicie żywe polemiki. Marzenie każdego geja, żachnął się w myślach, darując sobie wypowiedzenie tego monologu na głos, przesiąkniętego sarkazmem i irytacją, zabierając się w końcu za jedzenie. Trochę w ciemno strzelił z risotto, teraz, gdy dostał ryż polany bulionem, nadeszła chwila zastanowienia. Nie należał do geniuszy, potrafiących stwierdzić jak wygląda prawdziwie włoskie, japońskie czy francuskie danie, a tym bardziej w jakich konkretnie składnikach leży różnica. Jak przystało na ignoranta w kwestii gotowania, jadł wszystko bez narzekania, ostatecznie stwierdzając, że jest niezłe.- Smacznego.
Powrót do góry Go down
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Piccolo Olivo   Sro Lut 12, 2014 8:50 pm

- Strasznie łatwo się irytujesz. - zauważył jakże błyskotliwie, pod stołem lekko postukując podeszwą buta o podłogę. Bardzo możliwe, że jego celem było też podświadomie sprawdzić, jak daleko będzie mu dane posunąć się w stosunku do Seana na najróżniejszych płaszczyznach. Zdecydowanie nie działał celowo. Ułatwiało to w większości przypadków, znalezienie drogi porozumienia w pewnej fazie danej znajomości. Naturalnie... Uprzednio zwykł jeszcze opłacić to kilkoma nadmiarowymi siniakami, ale na to nie zwracał już większej uwagi. Przywykł. Być może nawet za bardzo, acz przynajmniej nic nie było w stanie go zdziwić. Póki co, nadal jednak wciskał ten nieszczęsny kij w mrowisko, z wrodzoną ciekawością obserwując zachodzące podczas tego działania reakcje.
Lubił osoby pokroju Seana. O tyle dziwne, że właśnie ze względu na typową dla nich gwałtowność, zmienne nastroje czy ogółem chłodne i nieprzystępne usposobienie. Uważał je za o wiele ciekawsze i godniejsze zainteresowania. Motywowało go, gdy naprawdę musiał się postarać aby nawiązać byle jaką, choćby najbardziej prymitywną nić porozumienia. Kolejna rzecz którą kochał w tego rodzaju ludziach? Potrafili zaskakiwać. Dokładnie tak, jak przed momentem zrobił to jego kompan.
- - kilka sekund zajęło mu przestudiowaniu skierowanych doń słów. Nieco rozleniwiony chomiczek w kołowrotku, symbolizującym jego mózg, zaczął powoli przyspieszać. Powoli, lecz przynajmniej stale, dopóki nie nabrał odpowiedniej prędkości do pobudzenia szarych komórek.
- Pffh...! - przycisnął wierzch dłoni do ust, a jego ramiona lekko zadrżały kiedy tak usiłował powstrzymać dzikie rozbawienie. Wyobrażenie podsunięte mu przez rudzielca było doprawdy nieocenione! Oto on, niczym z kiepskiej reklamy tanich i średnio sprzedających się produktów, wyciąga telefon w trakcie zakupów na dziale kosmetycznym aby z jakże nieszczęśliwą miną wykręcić numer do siedzącego w tej chwili naprzeciwko, ledwie mu znanego chłopaka, z prośbą o radę. Jego ulubionego kremu pod oczy zabrakło i właśnie stoi przed niezwykle ciężkim wyborem: powinien zastąpić go kremem firmy „x” czy raczej "y"?  Czy to nie jedna z gorszych marek? Może lepiej poszukać sprawdzonego już produktu na mieście, zamiast niepotrzebnie ryzykować?

Niezależnie od której strony by na to nie spojrzeć, wyglądałoby to najzwyczajniej w świecie komicznie. Wręcz nie do uwierzenia.
- Kto by pomyślał, że w taki właśnie sposób przyznasz się do swoich chęci, kontynuowania naszej jakże krótkiej znajomości~ - jak zwykle nie dostrzegł w tym wszystkim krztyny ironii, zamiast tego, przekręcając niewybredny komentarz na własną korzyść. Typowy on.
- Obiecuję zapoznać się z tematem do czasu pojawienia się Twoich pierwszych zmarszczek! - zasalutował mu krótko i dalej w pełni niebywałego rozochocenia, sięgnął po widelec. - Itada-... Khm, smacznego! - nie mogąc się powstrzymać, wypowiedział te słowa o niebo za głośno. Kilka osób siedzących przy sąsiadujących stolikach, odwróciło się by łypnąć na niego z większym lub mniejszym politowaniem, niechęcią tudzież połowicznym rozbawieniem.
Starał się nie jeść zbyt szybko, aczkolwiek wychodziło mu to z widocznego łakomstwa stosunkowo słabo. W tym czasie przynajmniej łaskaw był nie jazgotać, skupiając się na cieszeniu kubków smakowych. Osobiście dodałby więcej bazylii, ale co on tam wie skoro nie jest na tyle dobry by zostać kucharzem? Do końca posiłku nie odezwał się więc słowem. Tylko pełen zadowolenia uśmiech i świecące euforią oczy dawały do zrozumienia to i owo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Piccolo Olivo   Pią Lut 14, 2014 9:55 pm

Brew podniesiona do góry wydawała się mówić więcej niż jakiekolwiek treściwe zdanie, do których Sean przyzwyczajał słuchaczy. Była swoistą kpiną i pobłażliwością, jakby ta wąska linia brązowych włosków mogła oceniać kogokolwiek po godzinie. Brednie. Idiota. Strata czasu. „Łatwo się irytujesz”, o tak, nawet bardzo łatwo, gdy pociągniesz za odpowiednie struny. A strun było wiele, błyskawicznie się naprężały i drżały, nie odzwierciedlając przy tym ciała chłopaka. Taka zagadka. Robił za rozentuzjazmowanego, teatralnego histeryka czy nie dawał rady trzymać się ram „tego ponuraka”? Jak na złość nie uniósł się tym razem, nie kopnął Dave’a pod stołem, chociaż niewątpliwie mu się należało. Przeczekał jego chichot, z cierpliwością wartą lepszej sprawy, jedząc ryż w jakimś sosie, z dużą ilością warzyw. Parę ostrzejszych spojrzeń rzuconych w ich kierunku, za wygląd czy głośne rozmowy, i szybkie przeniesienie wzroku na rozwydrzoną rodzinkę za plecami Brytyjczyka. A w tle męski baryton, melodyjnym głosem szepczący włoskie słówka.
Klimatyczne miejsce. Brakowało jedynie mięsa w daniach.
- Nie musisz się śpieszyć. W genach mam przepisane długą młodość i świetny wygląd.- Zresztą, gdyby faktycznie miałby się martwić, zająłby się innymi rzeczami. Typu przedwczesne siwienie, w jego tempie wpadania w głupie sytuacje i pozostawania w nich, pomimo wyraźnych i zniechęcających komplikacji. Na dobrą sprawę, pod tonami farb ciężko będzie cokolwiek zauważyć. Przesunął mimowolnie dłonie po czerwonych pasemkach, które wpadały odrobinę w bordo. A przynajmniej tak głosił napis na opakowaniu.- Możesz zając się szukaniem innych towarzyszy do zakupowego szaleństwa w drogeriach, jeśli masz ambicję poekscytowania się ofertą na rynku kosmetycznym. Nie obrażę się za skorzy....-  Skorzystanie z usług innej osoby? To nie zabrzmiałoby dobrze. W porę ugryzł się w język, trawiąc swoje słowa, ale chwila zawahania nie trwała dłuższą, nieprzyjemniejszą minutę. Szybko znalazł słowo, a drobne zająknięcie się powinno błyskawicznie odejść w niepamięć poprzez ten lekki, odrobinę kokieteryjny grymas. Jego usta bardzo opornie układały się w przyjacielski, ciepły uśmieszek. Ciężko było pominąć ten szczegół.-… Skorzystanie z innych propozycji.- Cierpliwie czekał, aż Irlandczyk zje, a głupia myśl, że nie fair wygrał konkurs na szybsze zjedzenie, przeszła mu przez głowę. Była równie głównie co spostrzeżenie. Miał mniejszą porcję. Dużo mniejszą i zostawił na talerzu coś co przypominało cukinię, niezależnie od tego czym było naprawdę. Nieistotne szczegóły.
- Więc mówiłeś, że załapię się w Twoim grafiku na odprowadzenie, kapitanie? – Co by nie mówił i nie myślał, pozytywne usposobienie chłopaka było… Całkiem rozluźniające.
Powrót do góry Go down
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Piccolo Olivo   Sob Lut 15, 2014 8:11 pm

Kątem oka zaobserwował, że w którymś momencie para rodzeństwa z sąsiedniego stolika, wreszcie się uspokoiła. Jeden z rodziców najwyraźniej skapitulował, zamawiając każdemu z nich po dwie gałki lodów (prawdopodobnie sorbetu cytrynowego, jeśli Davethowy wzrok się nie mylił), byle tylko nakłonić do uspokojenia i zyskać odrobinę czasu dla samej pary. Teraz stwierdził, że jednak mógł się pokusić na deser w podobnej postaci. Nawet nie próbował spojrzeć na tę część menu, która była dla nich przeznaczona, a przecież nie wszystko musiało zasładzać gębę. Nieważne. W końcu też nie czułby się dobrze, wykorzystując do tego stopnia osobę nowo poznanego kolegi.
- Wiesz, że geny niekoniecznie poratują przed efektami palenia? Skóra jest gorzej dotleniona, więc zmarszczki również pojawiają się szybciej! – mógł być skrajnym nieukiem, ale jak na sportowca przystało, znał się w tym i tamtym temacie gdy mowa o zdrowiu. Toteż nie wszystkie jego uwagi bywały aż tak głupie, wyssane z palca czy godne pożałowania. Choć nie oszukujmy się, takie właśnie zdarzały się być najczęściej...
- Hmm, jeśli mam być szczery, to chodzenie po stoiskach innych niż sportowe, niespecjalnie przypada mi do gustu. – odruchem, zazwyczaj oznaczającym w jego przypadku pewną konsternację, podrapał się po czubku nosa. - Więc lepiej doceń moją niebywałą chęć poświęcenia się w imię ratowania twojej cery gdzieś tam w przyszłości! – przez stół wycelował w niego paluchem wskazującym z taka miną, jakby ogłaszał coś niebywale ważnego i znaczącego dla losów całego świata. Nie mniej, faktycznie go zainteresowała i przy tym uradowała możliwość złożenia innej propozycji niż biegania po drogeriach. Ponadto znając go, zamiast kremu do twarzy, przez swoje gapiorstwo zdarzało mu się nie jeden i nie dwa razy wyjść ze sklepu z kremem do stóp lub pomylić piankę do golenia z damską pianką do włosów. Podejrzewać by więc można, że kremik przeciwzmarszczkowy magicznie zmieniłby się w jego rękach na maść na hemoroidy... W skrajnym wypadku.
- Innych? – powtórzył po nim, merdając swoim wyimaginowanym, psim ogonem. Zwłaszcza po wyłapaniu tamtego uśmieszku. Kolejny objaw jego prostaczkowatej natury.
- W takim razie, może wpadniesz kiedyś zagrać w kosza? - szare oczy rozbłysnęły niebezpiecznym entuzjazmem, który całe szczęście w porę zdołał odrobinkę przygasić. - Treningi mamy w każdy wtorek, środę i piątek! Pod koniec zazwyczaj rozgrywamy między sobą krótki mecz czy dwa. Chociaż... Gdybyś nie miał ochoty, zawsze mogę ci się odwdzięczyć wyjściem w jakieś inne, ciekawe miejsce. I tym razem to ja stawiam. Merdu, merdu, merdu... Ciekawe czy istnieją granice naiwności.
Za bardzo się rozgadawszy podczas dopijania soku między kolejnymi słowami, dwukrotnie zdołał się przy okazji zakrztusić. Wreszcie jednak udało mu się odsunąć od siebie pusty talerz i szklankę, aczkolwiek po drodze, jeszcze nabił na widelec kawałek tego, co rzeczywiście okazało się pozostawioną przez Seana cukinią kiedy przetransportował go do swoich ust. No co...? Szkoda zostawiać jak już się płaci, nie?
- Mm! – przytaknął energicznie i rozejrzał się aby odszukać wzrokiem kelnerkę, której zaraz zaczął dawać szybkie znaki, że chcą poprosić o rachunek. Zaraz potem, wrócił do twarzy towarzysza. Kolejny szeroki uśmiech zapewne spowodowany był tym, że równolatek nie próbował go do tej decyzji zniechęcić, jak to całkiem często miało miejsce przy jego pierwszych kontaktach z mało otwartymi ludźmi.
- Chodźmy więc. Będę się czuł winny, jeśli przeze mnie oberwiesz po głowie za spóźnienie. Swoją drogą... Dlaczego aż tak lubisz nazywać mnie „kapitanem”? – nie było to nic dziwnego między członkami drużyny, lecz jak dotąd, nikt postronny jeszcze nigdy nie tytułował go w ten sposób.

Po wszystkim, opuścili lokal, a Daveth tak jak obiecał, odprowadził go do szkoły i sam czmychnął jak najszybciej aby nie zostać przyłapanym na wagarowaniu.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Piccolo Olivo   Czw Lut 26, 2015 4:47 pm

Włoch poprowadził parkę do samego stolika, kwadratowego z dwoma krzesłami po przeciwnych stronach. Gdy tylko usiedli wręczył im karty dań.
- Prega [tłum. Proszę], najlepszy stolik dla wyjątkowej pary.
Matematyk wchodząc do restauracji zakończył proces resetu i był w paskudnym humorze. Nie mógł teraz uciec, więc musiał jakoś utemperować tego kucharzynę. - Zaszło ogromne nieporozumienie, to jest mój siostrzeniec. Domagam się natychmiastowych przeprosin – rzucił zniesmaczony wiercąc ostrym wzrokiem dziurę w głowie mężczyzny, a za chwilę spojrzał surowo na Vincenta, by nawet nie próbował zaprzeczać, bo wtedy cały świat zobaczy go w kiecce.
- Oh, mój błąd. Przepraszam pana, scusate – skinął lekko głową, po czym dyskretnie puścił oczko do młodszego, jakby kompletnie nie wierzył nauczycielowi i się oddalił. Zamierzony cel osiągnął, bo do restauracji za nimi podążył sznur kobiet. Wyglądały na bardzo poruszone, przypominały fanki męskiej miłości. Gdy Eito usiadł na swych czterech literach i spojrzał na menu, zaczął obmyślać jak wyjść z tej patowej sytuacji. Wyglądała na iście beznadziejną, wpadł niczym śliwka w kompot. Trudno było mu się skupić nad wyborem potrawy, bo te baby piszczały prawie jak nastolatki. Przeleciał wszystkie pozycje na karcie i... Nie znalazł mięsa. Podniósł rękę i zaraz podeszła młoda, całkiem ładna kelnerka.
- Co państwu podać? – naszykowała notesik gotowa do pisania.
- Dlaczego w karcie nie ma żadnego dania z mięsem?! – zapytał nad wyraz niezadowolony.
- Proszę wybaczyć, prowadzimy włoską, ale wegetariańską kuchnię. Mogę przyjąć już zamówienie? – zapytała z lekka niepewnie.
Nauczyciel skrzywił się i oddał jej kartę. - Przynieś coś smacznego, bym nie musiał tego potem reklamować. A ty Vincent, zamawiaj co chcesz, stawiam – oznajmił całkiem neutralnie, jak prawdziwy wujek. Kelnerka przeniosła uwagę na młodszego gościa, a matematyk podparł się w monumentalnej pozycji, jakby potrzebował na chwilę się odizolować. Uczeń zaskoczył go swą adaptacją do sytuacji, może i próbował mu dopiec, ale był w tym wszystkim w pewien sposób słodki. Sam się temu dziwił, ale to mu się nawet podobało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Piccolo Olivo   Sob Lut 28, 2015 12:23 pm

Vincent nie spodziewał się, że nagle odkryje swojego dawno zaginionego wujaszka. Na takie oświadczenie uniósł sceptycznie brew i już rozchylał usta, żeby nieprzyjemnie skomentować takie wymigiwanie, jednak zaraz zacisnął je pod wpływem spojrzenia szantażysty. Długowłosy był całkiem potulny, ale do czasu! Tylko odzyskam zdjęcia, a się kurrrwa zemszczę, oj zemszczę okrutnie... Mimo że wyjątkowo otwarty i tolerancyjny pan wydawał się być miodem dla serca lub ostatnim desperatem, jedyne co uzyskał to wrogie spojrzenie nauczyciela i nieznacznie podirytowany uśmiech siostrzeńca. Po zajęciu swojego miejsca, skrzyżował ręce na klatce piersiowej, nogę założył na nogę i wwiercił intensywne spojrzenie w czoło matematyka, niemal na wylot wypalając dziurę. Do tego doszła uniesiona (ponownie!) brewka, gdy ten zawołał kelnerkę tylko po to, aby poskarżyć cię na brak mięsa. Zniesmaczony mlasnął językiem o podniebienie, najwidoczniej uważając, że takie zwracanie na siebie uwagi jest co najmniej niestosowne (hipokryta) i przesunął spojrzeniem po menu. Warzywa. Owoc. Tofu. Mleko sojowe. I jeszcze trochę warzyw.
- Jesteś taki hojny, wujaszku - rzucił z lekkim sarkazmem. Spojrzał na kelnerkę ze swoją zwyczajową, chłodną uprzejmością i nieznacznie się do niej uśmiechnął; zrobił to specjalnie, ponieważ matematyka nie obdarował takim uśmiechem - Poproszę specjał dnia i coś, co pani poleca. Dobrze? - Kelnerka najwidoczniej nie była przyzwyczajona do takich klientów, bo w lekkim popłochu kiwnęła głową i szybko oddaliła się w kierunku innego stolika. Vincent odprowadził ją wzrokiem, a potem powoli przeniósł go na swojego towarzysza.
- Wujku, obawiam się, że jakkolwiek blisko byśmy nie byli, musisz mi oddać cały materiał poświęcony mojej osobie. - Gładko przeszedł do konkretów, nie tracąc sarkazmu, arogancji i tego irytującego lekceważenia. - Dobrze wiesz, że tacy jak ja potrafią być naprawdę bardzo, bardzo kłopotliwi. Chyba chcemy załatwić to pokojowo, czyż nie? - Nieznacznie pochylił się w kierunku nauczyciela, najwidoczniej podejmując próbę przytłoczenia go swoją osobą. Nie tracił czasu w przejęciu kontroli, jak to miał w zwyczaju.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Piccolo Olivo   Sob Lut 28, 2015 8:59 pm

Jeszcze kilka minut temu Eito nie był zauważany niemal w ogóle, a teraz wiercono mu dziurę w czole. Ku zaskoczeniu to najmniej przeszkadzało z całego bałaganu dookoła. W zasadzie zależało mu na uwadze młodego Stara, z tego właśnie powodu wysłał mu tą walentynkę. Musiał oczywiście znacznie wyróżnić się z pośród stosu pozostałych, w końcu mowa była o niepokornej gwieździe show biznesu. Jako aktor ładnie podłapał rolę jego siostrzeńca i nawet zdobył się na uśmiech do kelnerki, którą przed chwilą kiepsko potraktował. Ten gest uznał oczywiście za pewien sposób przekomarzania, ofiara za wszelką cenę starała się utrzymać nad powierzchnią wody. Tak właśnie tłumaczył sobie to zachowanie, dlatego w tej sytuacji daleko było mu do zazdrości. Pomyślał również, że z takowym uśmiechem dobrze było by mu w kreacji dumnej hrabiny. Będzie musiał później to sprawdzić, a teraz ponownie długowłosy przeszedł do konkretów, których on sam wolał uniknąć w publicznym miejscu. Został nawet ostrzeżony. „Taaa... Bardzo kłopotliwi.” Zdawał sobie sprawę z powagi rozmówcy, w końcu ciążył nad nim kurator, więc do grzecznych nie należał. To nie oznaczało jednak, że Eito się wystraszy i z łatwością przekaże mu cały materiał. Dla kontrastu rozmówcy on objął przyjazną postawę wujka zaangażowanego w sprawy rodzinne. Niezmiennie wspierał łokieć na stoliku, z przemyśleń przenosząc pełną uwagę na towarzysza.
- Jak tak patrzę na ciebie cierpiącego, to serce mi się kraja – oznajmił z odegranym poruszeniem. – Zawsze byłem gotów przedłożyć twoje szczęście nad własne i dotychczas nic się nie zmieniło. Chciałbym jednak abyś w zamian poświęcił więcej czasu swemu kochanemu wujkowi. To chyba nie jest wygórowana prośba? – pochylając się położył delikatnie dłoń na jego głowie i uśmiechnął w życzliwy sposób. Nie zamierzał testować jego cierpliwości, więc po chwili zabrał rękę. – Jesteś moim jedynym, najdroższym siostrzeńcem, nie powinieneś się tego wstydzić. To normalne, że rodzina dzieli się pamiątkami. Na dobrą sprawę, jak się zastanowić, to nie mamy wspólnych zdjęć. Cóż za niedopatrzenie, nie sądzisz? – stwierdził udając zatroskanego i wiele nie brakowało by się roześmiał. Spodobało mu się odgrywanie roli wujka. Tymczasem podeszła do nich kolejna kelnerka, nieco starsza, pełna profesjonalizmu.
- Przepraszam, że przeszkadzam – zaprezentowała im białe, wytrawne wino. – Pragnę zaproponować państwu butelkę Gavi od Pio Cesare, rocznik 2013 z najwyższą klasą jakości z specjalnymi pozdrowieniami od szefa kuchni. Przyjmą państwo to wino w prezencie?
- Owszem – potwierdził również skinieniem głowy. Kobieta nalała obojgu do kieliszków, po czym zostawiła butelkę na stoliku i się oddaliła. Nauczyciel skosztował trunku uznając za smaczny krótkim mruknięciem.
- Kucharz jednak potrafi przepraszać – stwierdził bardziej zrelaksowany. – Vincent, lubisz wina? – zapytał jakby w ogóle nie istniał wcześniejszy temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Piccolo Olivo   Nie Mar 01, 2015 11:19 am

Musiał dosłownie ugryźć się w język, przez co syknął pod nosem, żeby tylko nie odpysknąć bardzo nieprzyjemnie swojemu szantażyście. Co jak co, ale naprawdę nie chciał, żeby to było w rękach kogokolwiek, a sama świadomość, że był przebrany w sukienkę, uderzała w jego przerośnięte ego. Nawet człowiek bez wyobraźni teraz bez problemu widziałby Vincenta w roli najeżonego kocura, który nieznacznie wzdrygnął się pod dotykiem nauczyciela i na krótki moment, jak ostatni kundel, pokazał zęby. Następnie przyszła starsza pani, której panicz Star nawet nie słuchał, za bardzo zajęty wymyślaniem stu pierwszego sposobu na zemstę. Ruszył go dopiero widok wina, który zniknął w cudzych ustach. Na chwilę najeżona sierść wróciła do swojego normalnego układu, niemal haustem wypił cały kieliszek, a następnie blada dłoń podsunęła kieliszek bliżej nauczyciela.
- Lubię. Nalej mi, proszę – powiedział ochoczo, jakby nie było to już oczywiste, a słowo „proszę” było dodane tylko z uprzejmości. - Skoro przekładasz moje szczęście nad swoje, to daj mi te cholerne zdjęcia – dodał równie uprzejmie. Nie skomentował wzmianki o robieniu wspólnych zdjęć, wszak – według długowłosego – było to cholernie oczywiste, że ich nie będzie.
Znowu musiał przytaknąć twierdzeniu „Mam przejebane”; młodsza kelnerka, nowa albo najzwyczajniej w świecie ofiarna, idąc z daniami dla stolika obok, potknęła się na prostej drodze. Wylądowała na niej z krótkim piskiem, naczynia przez chwilę lewitowały u góry, a następnie z hukiem spadły na ziemię. Sałatka z sosem opadła ostatnia, w większej części na głowie gwiazdki. Teraz to i Vincent pisnął, gwałtownie wstając i krzycząc donośne (pamiętajmy o muzycznym gardle) „Kurrryywa mać!”. Kelner obok niemal rzucił się na Vincenta z chusteczkami, najstarsza kelnerka dawała naganę młodszej pracownicy, ale czy poszkodowanego to obchodziło? A gdzie tam!
- Głupia babo, czy ty chodzić nie umiesz?! Kurwa, czy ty wiesz, ile mnie to kosztowało? Ile czasu to wybierałem?! Kurwa, w dupę wsadź sobie te tanie, niemal przeźroczyste chusteczki! Co żeście się na mnie uwzięli!- Ostatnie zdanie wykrzyknął w kierunku nauczyciela i gwałtownie odsunął krzesło, żeby opuścić tę restaurację. Dziękował za to, że nie ściągnął płaszcza; wszystko przebiegało sprawniej, ale równocześnie przeklinał; nawet płaszcz był z sosu czosnkowego.
I na tym skończyła się jego cierpliwość. Bardzo lubił ten strój, nic dziwnego, że czuł próżną, łzawą gulę w gardle.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Vincent dnia Nie Mar 01, 2015 7:58 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Piccolo Olivo   Nie Mar 01, 2015 7:33 pm

„Proszę?” Powtórzył w myśli z niedowierzaniem, że młody potrafił się zdobyć na to słowo do swojego szantażysty. Nie oczekiwał od niego przychylności, chociaż nie pogardziłby nią. Prawdopodobnie negatywne emocje rosły względem niego. Ledwo dotknął nastolatka, a ten pogryzłby go okrutnie, a jeszcze kilkanaście minut temu rwał się do pocałunku. Eito bacznie go obserwował przez ten cały czas, chciał wiedzieć o nim więcej. Na prośbę o nalanie wina pochwycił butelkę i zapełnił kieliszek od razu podając mu go do ręki.
- Czasem może ci się wydawać, że coś powinno dać ci szczęście, ale w prawdzie wychodzi inaczej – stwierdził całkiem poważnie na kolejne zawołanie o zdjęcia. Czy to było aż tak straszne, że matematyk posiadał owe materiały? Nie był jakimś przypadkowym idiotą, a wykształconym, ogarniętym nauczycielem. W zasadzie nie zapowiadało się aby chciał koniecznie szkodzić uczniowi, jego karierze. Tak czy owak, trzymał go w niepewności. Podczas tej dość trudnej konwersacji wydarzył się wypadek, danie niefortunnie wylądowało na Vincencie, który od razu dał upust nagromadzonym emocjom. W pierwszej chwili zdumiony nauczyciel rzucił okiem na leżącą kelnerkę, a potem ponownie na zdenerwowanego poszkodowanego i również powstał z krzesła mając w oczach dość chłodne spojrzenie.
- Natychmiast chcę się widzieć z kierownikiem! – zwrócił się stanowczo do tej starszej kelnerki, która przerwała pouczanie niezdary i wykonała w pośpiechu polecenie gościa. Następnie matematyk zbliżył się do kelnera, który w pośpiechu wycierał sos chusteczkami, złapał go pewnie za nadgarstek odsuwając jego rękę od ucznia.
- Przynieś ręcznik i to szybko – posłał groźne spojrzenie pod tytułem „Nie dotykaj go” i puścił. Przeniósł uwagę na gwiazdora dokładnie badając wzrokiem jego stan, zmienił przy tym aurę na tajemniczo-ciepłą. – Spokojnie, zajmę się wszystkim – unosił już dłoń, by przyłożyć ją do policzka młodego, ale kątem oka spostrzegł prawdopodobnie nadchodzącego kierownika, więc zatrzymał w połowie rękę zaciskając palce w piąstkę.
- Kierownik restauracji, w czym mogę pomóc? – zapytał przybyły pan w eleganckim ubraniu.
- Pańska kelnerka upuściła danie na mojego siostrzeńca. Miał ogromne szczęście, że nie został raniony zastawą. Z tego względu domagam się sowitej rekompensaty, albo inaczej spotkamy się na drodze sądowej i zniszczę pana i tą restaurację. – Był śmiertelnie poważny, gotowy bez wahania spełnić groźbę. W międzyczasie kelner wrócił z białym ręcznikiem i zaraz wręczył długowłosemu.
- Najmocniej przepraszam – spiął się kierownik stając niemal na baczność. – Restauracja pokryje wszelakie koszty, jak zarówno zrekompensuje szkodę moralną. Proszę zatem wstrzymać się od skarżenia.
Eito obdarował go surowym spojrzeniem, po czym wyciągnął z portfela wizytówkę z numerem telefonu i mu wręczył. – Również kolacja, której nie możemy zjeść z winy niezdarnej kelnerki dopisuje się do pańskiego rachunku. – Był bardzo drobiazgowy i nie zamierzał wydawać ani grosza, jeśli nie musiał.
- Oczywiście. Jeszcze raz proszę przyjąć nasze najszczersze przeprosiny – tym razem ukłonił się przed samym poszkodowanym.
- Vincent, wychodzimy. Trzeba coś zrobić z tym brudnym ubraniem, nie wspominając już o włosach – zatrzymał wzrok na jego zniszczonej fryzurze. Był to dla niego ciężki widok, ponieważ ubóstwiał te długie włosy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Piccolo Olivo   Wto Mar 03, 2015 4:04 pm

Nie mógł uwierzyć, jak wielkiego miał czasem pecha; czy jego usłane różami i złotem życie kogokolwiek skrzywdziłoby? Po raz któryś jego strój został zniszczony, był szantażowany, czyha nad nim groźba dorosłości i nawet nie miał komu się poskarżyć, wszak – jak uważał Vincent – osoby z jego otoczenia najchętniej skorzystałoby z jego słabości, a nie pomogły. Kiedy pierwsza fala wybuchu przeszła, posłał nauczycielowi smętne spojrzenie zranionego szczeniaka i, faktycznie, zostawił mu wolną rękę. Uniósł brewkę zdziwiony nadchodzącą ku niemu dłoni, i wcale nie zmieniło się to mimo że ten palce zwinął w piąstkę i zajął się pokazywaniem właścicielowi, gdzie jest jego miejsce. Z pewnością para obok ich stolika, słysząc groźby i poważny ton nauczyciela, twierdziła, że przesadzał, zaś Vincent najchętniej posłałby ich wszystkich na spotkanie z samym diabłem, coby im dupy sparzył. Zachował całą swoją godność osoby z sałatą i białą, gęstą, śmierdzącą cieczą we włosach i obdarował właściciela wyniosłym spojrzeniem – co było dość zabawne, zważywszy na to, jak wyglądał – w ogóle nie reagując na przeprosiny, ani nawet na słowa wujaszka. Zamaszyście obrócił się na pięcie i wyszedł, po drodze niechlujnymi gestami strzepując z siebie warzywa i pozbywając się sosu.
Miał tylko nadzieję, że jego zdjęcie nie wyląduje w jakimś podrzędnym brukowcu.
Najwidoczniej panicz Star naprawdę nie słuchał, bo kiedy nauczyciel stanął obok niego, obdarował go podirytowano-zdziwionym spojrzeniem.
- Chyba nie myślisz, że pójdę z tobą w jakiekolwiek miejsce publiczne w takim stanie? A co ważniejsze, chyba nie myślisz, że pójdę z tobą gdziekolwiek? - Od razu go zaatakował, najwidoczniej z tego wszystkiego zapominając, z kim ma do czynienia i co ten ktoś ma. Cóż, zawsze był temperamentny, a przez to bywało, że bezmyślny. Nerwowym ruchem zapiął płaszcz, tym samym zakrywając największą plamę na koszuli i już począł energicznymi ruchami iść w swoją stronę.
- Odpieprz się – rzucił przez ramię, nie zwalniając dość szybkiego kroku.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Piccolo Olivo   Wto Mar 03, 2015 8:03 pm

Wyolbrzymianie problemu było normą u Eito, również był taki w pracy. Nie zwracał uwagi na zdziwienie pozostałych, liczył się tylko efekt. Oczywiście podążył za uczniem doganiając go, ponieważ nie osiągnął jeszcze zamierzonego celu na dzisiejszą noc. Poza tym nie był obojętny na jego aktualny rozbity stan, jako szantażysta czół się za niego odpowiedzialny, jak to występowało w relacji pan i sługa. W skrócie pan zapewnia bezpieczeństwo, a sługa umila życie. Gdy tylko młody spostrzegł go koło siebie od razu wyrzucił poirytowanie i zaczął szybko się oddalać szczekając jeszcze za siebie. Matematyka nie specjalnie ruszyło to nieprzyjemne zachowanie, od razu ruszył za nim szybko łapiąc go dosyć mocno za ramię by zatrzymać.
- Vincent – złapał kontakt wzrokowy stając naprzeciw. – Bawisz się w Kopciuszka? – uniósł pytająco brew łapiąc wolną dłonią za jego podbródek – Księżniczka ucieka z balu, ale dlaczego? Czyżby zniknęło jej piękne oblicze? Naprawdę pechowo, ale – zmierzwił groźnie brwi unosząc wyżej jego podbródek – nie powiedziałem, że możesz odejść – zakończył z surowością w głosie. „Nie chciałem być dosadny, ale chyba nie mam wyjścia.” Pomyślał stwierdzając, że powinien ukazać mu te niewidzialne kajdany i zagrzechotać trochę łańcuchem, którego koniec trzymał w ręku. – Jeśli nie chcesz aby twoje zdjęcia w sukni okrążyły jutro cały świat, to pójdziesz ze mną gdziekolwiek powiem. Rozumiesz? – Wyglądał na śmiertelnie poważnego i taki właśnie był. Nie zamierzał wysłuchiwać sprzeciwu. Również nie był w najlepszym nastroju przez wypadek w restauracji, a nawet już wcześniej, jak włoski kuchach przeszkodził im rozmowę na rynku.
Gdy młody zdecydował się posłuchać nauczyciela, to ten poprowadził go do swojego sportowego auta i najpierw otworzył mu drzwi od strony pasażera, jak prawdziwej damie, a zaś usiadł za kierownicą.


[z/t] x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Piccolo Olivo   Sro Lip 22, 2015 7:42 pm

Piccolo Olivo. Kiepskie wspomnienia związane z tym miejscem, jednakże jedzenie było dobre, obsługa miła, a ludzie średnio-wścibscy. Nie był pewien, czy kierownik powita go z otwartymi rękoma, a może wręcz przeciwnie, przyjdzie, a na szybie znajdzie swoją i szantażysty podobiznę z dopiskiem "Zakaz wstępu"? Tak czy siak, umówił się z Hunterem na osiemnastą trzydzieści i babsko spóźnił się o dziesięć minut - ale przynajmniej napisał, żeby jego randka weszła do środka. Niby starał się wejść spokojnie do pomieszczenia, ale i tak otworzył za zamaszyście i zamknął za głośno drzwi. Wziął uspokajający oddech, bo najwidoczniej ostatnio zaniedbał kardio i odszukał wzrokiem Huntera. Od razu dopadł stolik, w którym ten usiadł i usiadł naprzeciw. Założył nogę na nogę, wziął jeszcze dwa wdechy i wydechy i wyszczerzył się jak totalny kretyn, bo i Vincent czasem może.
- Zapytaj co, zapytaj co, Hunter! Albo czekaj, nie musisz, sam ci powiem! Dzisiaj byłem w pracy i - zaczął na wstępie, bo przecież Starowie z łatwością znajdują romantyczny temat - I dostałem pełno, peeeeeełno kuponów i rabatów, bo wymienili mi stylistę i się polubiliśmy. Wygląda trochę pedalsko, ale co z tego, dał mi kupony! Pokażę ci swoje skarby - Klasnął w dłonie wyjątkowo zadowolony z siebie i otaczającego go świata i począł wyjmować owe skarby zgodnie z tym, jak opowiadał. - Uwielbiam, po prostu uwielbiam produkty z Yves Rocher. Balsamik do ust, mleczko do ciała, kremuś do rąś i żel, a wszystko o zapachu miodu i muesli, jakie to boskie, niuchaj Hunter, niuchaj! - wepchnął mu pod nos otwarty żel. - I jeszcze zakupiłem sobie olejek do ciała. Taki dość specyficzny zapach, ale... - sam otworzył olej, wdychając zapach i tym razem ten wepchnął pod nozdrza Huntera. - Wywietrzeje. Ach, no i moja matka ma urodziny za tydzień, powiedz to temu swojemu... pracodawcy... czy kimkolwiek on jest, bo już mnie szlag trafia na widok tej babki, którą sprowadziła do naszego domu. Ach i pokażę ci, co ja jej kupiłem. Ta szminka, karmazynowa czerwień i jeszcze malinową, bo nie jestem pewien, jaki kolor będzie pasował do jej karnacji i...
I dla Huntera w końcu nastało wybawienie, mimo że autentycznie szczęśliwa i zadowolona minka mogła wprowadzić w niezły nastrój, o ile zatkało się uszy. Teraz miał duże porównanie między tym autentycznie dobrym nastrojem, a tymi krzywymi uśmieszkami, którymi każdy był obdarowany na co dzień, a wniosek był jeden - panicz Star rzadko miewał naprawdę dobry humor.
Kelnerka pojawiła się przy ich stoliku i spojrzał krótko na stolik, który zapełniony był kosmetykami. Zaraz przyjrzała się gościom, a na Vincencie się zatrzymała i jakby zarumieniła. Ze wstydu. I podała im menu.
- Witamy ponownie, panie Star. I bardzo przepraszam za ostatnią sytuację i cieszę się, że dał nam pan jeszcze jedną szansę. Kierownik też będzie zadowolony, na pewno - zaczęła na wstępie, a Vincent uniósł brewkę i skinął głową. A myślał, że zostanie wyproszony, a tutaj taka niespodzianka. Czyżby tatuś był bardziej szanowany niż sądził? A może byli u niego zadłużeni? A może pan szantażysta coś odwalił? - Ekhm. Co podać? - zapytała, przerywając ciąg myśli. Vincent zrobił usta w lekki dzióbek.
Jedzenie. Racja.
- Specjał dnia - powiedział, nawet nie patrząc na kartę dań. Kobieta zanotowała i spojrzała na Huntera, czekając na jego decyzję.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hunter

avatar

Liczba postów : 201
Join date : 18/05/2014
Skąd : Jacksonville, Florida, USA

PisanieTemat: Re: Piccolo Olivo   Sro Lip 22, 2015 7:59 pm

To była jego pierwsza wizyta w tym miejscu, więc nie czuł się zbyt pewnie, jednocześnie nie zamierzał zachować się jak roztrzęsiony pod wpływem nowego otoczenia smarkacz. Właściwie nie znał zbyt wielu knajp, a co dopiero mniej lub bardziej eleganckich restauracji, jednak nie będzie z tego powodu robił sobie wyrzutów. Przynajmniej ma jako taki pogląd na to, jak się zachowywać podczas ważnych kolacji. Czy randka różni się znacząco od biznesowego spotkania, podczas którego dobija się targu na przemyt narkotyków? Według Huntera była tylko drobna zmiana w charakterze obu okazji – randka była bardziej osobista. Być może w oczach innych ludzi przedstawia się zazwyczaj jak dzikus, mimo to również potrafi zachowywać się w pełni kulturalnie, o ile ma ku temu jakiś cel, co już nieraz udowodnił. Tym razem starał się odpowiednio wyglądać i stwarzać przy tym pozory normalności oraz ułożenia, ponieważ zależało mu, żeby spotkanie wypadło jak najlepiej. Cholera, to jego pierwsza randka, więc musi się postarać! W przypadku takiej determinacji naprawdę nie można niczego schrzanić. Zresztą, nie chciał wpaść w niełaskę Vincenta, bo ten prawdopodobnie oburzyłby się za zbyt swawolne potraktowanie tej wspólnej kolacji.
Zatem Hunter zamartwiał się nie tylko przez całą noc, praktycznie nie mogąc zmrużyć oka, również spóźnienie długowłosego nie dawało mu spokoju. Na całe szczęście ten przybył i wszedł od razu do lokalu, gdzie przy jednym ze stolików już czekał towarzysz. Młody gangster poderwał się na równe nogi, aby powitać gwiazdora, lecz ten szybko zajął miejsce naprzeciw, wcale nie bawiąc się w powitania. Oczywiście, Radley z poirytowaniem usadził tyłek na swoim miejscu, gdy dotarło do niego, że zrobił z siebie głupka. Zamiast całusa w policzek otrzymał monolog, z którego zrozumiał jedynie tyle, iż wielka sława kupowała ekskluzywne produkty przy pomocy rabatów. Kurwa, jeszcze musiał niektóre wąchać, gdy natrętnie podsuwano mu preparaty pod nos. Jednak zaraz uśmiechnął się krzywo, kiedy pomyślał o tym, jak używanie rabatów wyjątkowo nie uwłacza nastoletniej sławie. A potem rozważał kwestię pedalskiego wyglądu nowego stylisty Stara, który w obecnej chwili sam brzmiał nad wyraz gejowsko, kiedy tak entuzjazmował się nad kosmetykami. Lecz nie skomentował głośno jego słów, mimo wszystko marzyła mu się całkiem miła atmosfera. Skoro Vincent jest już w dobrym humorze, nie warto tego psuć.
- Myślisz, że mojemu pracodawcy… – to słowo zaakcentował z ledwo słyszalną goryczą, mimowolnie marszcząc przy tym brwi. - …umknąłby tak istotny szczegół?
Naprawdę nie chciał wtrącać się w prywatne sprawy przyjaciela ojca, dlatego też istną torturą było dla nie już samo przekazanie listu od pani Star. Całe szczęście, że Victor nie wypytywał go o szczegóły, w przeciwnym razie nastolatkowi zrobiłoby się niedobrze.
- Cieszę się, że miałeś miły dzień – wyrzucił z siebie w końcu całkiem elokwentnie, starając się być miłym. Niestety, w nowej roli nie czuł się zbyt dobrze.
Kelnerka podeszła do nich i zaczęła całym swoim uroczym zachowaniem podkreślać swój stosunek do Stara. Oczywiście, nawet taka pierdoła była w stanie wnerwić Huntera, jednak musiał powstrzymać się od złośliwości. Wysłuchał jej dłużącego się powitania, po czym zwrócił uwagę na reakcję swojego partnera. Ten złożył zamówienie, więc przyszła kolej na Radleya.
- Poproszę to samo – odparł szybko, nawet nie zerkając w kartę dań. Ta została zabrana przez dziewczynę, po czym pracownica lokalu oddaliła się w stronę kuchni. – A teraz powiedz mi, co odwaliłeś ostatnio, skoro trzeba było o tym wspomnieć przy twojej kolejnej wizycie.
Rzucił mu pytające spojrzenie, zwyczajnie nie mogą przezwyciężyć swojej ciekawości. Naprawdę musi wiedzieć, co też się stało, choć w ostateczności odpuści, jeśli okaże się to zbyt drażliwym tematem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Piccolo Olivo   Sro Lip 22, 2015 8:00 pm

Vincent był w tak wielkiej harmonii ze światem, że nawet nie usłyszał goryczki w głosie. Jedynie wzruszył ramionami.
- Cóż. Mi o tym istotnym szczególe musiała przypomnieć moja siostra, więc skąd mogłem wiedzieć, że jakiś kochanek będzie pamiętał? - Cóż, kochankowie to nie wyrodni synowie, Vincent. I tak nie uważał, żeby to wydarzenie było  jakieś szczególne. - I niech pamięta, żeby nie dawał jej kartki z jej cyferkami, bo potem będzie miała paskudny humor. Wybacz, że tak instruuję, ale naprawdę nie chcę tej kobiety w tym domu.
Miał ochotę powiedzieć moim domu, ale w porę przypomniał sobie, że właściwie sam był w nim gościem.
Skinął krótko głową na następne słowa Huntera. Tak, to był z pewnością dobry i udany dzień. Vincent zaczekał, aż kelnerka odejdzie i już miał wrócić do temu kosmetyków, ale Hunter go ubiegł. Na chwilę zamarł, zastanawiając się, czy powinien to przemilczeć, ale zaraz zamrugał powoli i rozciągnął usta w lekkim uśmiechu. Zaczął powoli chować kosmetyki, aby zrobić na stoliku miejsce na dania.
- Ostatnio danie wylądowało na moim nowiutkim ubraniu. Sos miałem nawet we włosach. Mój towarzysz zareagował dość gwałtownie. Wyobraź sobie, że kierownik myślał, że kręcimy ze sobą i był bardzo, bardzo milusi. Naprawdę! Pełna tolerancja, a nawet poparcie i na nic zdało się to, że wyraźnie pokazywaliśmy, że nie jesteśmy w takich stosunkach. Żeby było mało, dosy... - i zaciął się, będąc bardzo pewien, że za bardzo się rozkręcił. Z perspektywy czasu wydawało mu się to zabawne, ale to zdecydowanie nie był temat na randkę. - No. Tak to było.
Po raz pierwszy przyjrzał się swojemu towarzyszowi i nie mógł powstrzymać się przed pomrukiem zadowolenia. Wyglądał naprawdę dobrze. Widać było, że się starał, a to wystarczyło Vincentowi, aby poczuł przyjemny skurcz w okolicach splotu słonecznego. W dodatku, wydawał się nie wyspać i mógł jedynie zgadywać, czy ten... pracował... był na jakimś melanżu, a może najzwyczajniej w świecie stresował się przed dniem dzisiejszym. Panicz Star był skłonny naiwnie uwierzyć, że była to ta ostatnia opcja. Nie mogąc się powstrzymać, przysunął nogę do tej drugiej i czubkiem obuwia przesunął wzdłuż całej łydki, a potem leniwym ruchem zaczął sunąć w dół, aż opuścił nogę w okolicach kostek, gdzie wyraźnie się stykali.
- Wyglądasz naprawdę przystojnie. Podoba mi się - wyraził swoją aprobatę, chwilowo zatrzymując wzrok na znanym wisiorku. Zaraz powrócił na twarz Huntera. Wysunął stopę z buta, a jej palce wsunął pod nogawkę spodni, gdzie począł dopieszczać kostkę. Najwidoczniej, Vincent miał humor na drobny kontakt fizyczny. - I ja mam pytanie. Pamiętasz, jak się poznaliśmy? Bardzo romantycznie i wcale niegejowsko, prawda? Założyłeś się z kimś, że mnie przelecisz? - zapytał lekko. Nie byłby urażony, gdyby tak naprawdę było, bo to b y ł o.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hunter

avatar

Liczba postów : 201
Join date : 18/05/2014
Skąd : Jacksonville, Florida, USA

PisanieTemat: Re: Piccolo Olivo   Sro Lip 22, 2015 8:02 pm

To miał być ich wieczór, dlatego też nie powinni rozmawiać o burzliwym romansie pani Star z szefem niezwykle wpływowej grupy przestępczej, z którą powiązany był sam Hunter. Zwyczajnie szkoda było czasu na czcze dyskusje. Poza tym, nie zamierzał pójść za poradami Vincenta i pouczać szefa o tym, jak ma dbać o swoje kobiety. Starał się nie mieszać spraw zawodowych z osobistymi, jednak ostatnimi czasy przychodziło mu to z coraz większym trudem. Najpierw komplikacje z rudzielcem – niechęć prawie zaważyła na interesach, teraz okazuje się, że cała znajomość z Vincentem wisi na włosku, ponieważ ten drążył temat ciemnych interesów ojca. Dla młodego gangstera ta randka miał być swego rodzaju odskocznią od wszystkich nieprzyjemności. Stresował się samą naturą tego wydarzenia, to prawda, jednak powoli nabierał coraz więcej swobody. Z czasem przyzwyczajał się, a więc i wszystko stawało się łatwiejsze.
Lekko zmarszczył brwi, kiedy rozmówca wspomniał o tajemniczym towarzyszu podczas wcześniejszej wizyty w tym lokalu. Jeszcze bardziej nie spodobało mu się to, ze właściciel tego przybytku wziął ich za parę. Ale irytacja osiągnęła swe apogeum, kiedy wątek został przerwany i to w dość niedbały sposób. Czyżby rzeczywiście była to niewinna omyłka? A może wielki panicz próbuje robić z niego idiotę? Hunter westchnął ciężko pod nosem, już całkowicie mając mętlik w głowie. Kompletnie nie wiedział po co byłaby im ta cała randka, gdyby jednak Vincent zabawiał się z innymi. Dobra, sam nie był święty i zdarzyło mu się przespać z chętnym osobnikiem, ale to nie on wyleciał z propozycją randki.
Drgnął, gdy poczuł czubek buta ocierający się o jego łydkę. Wcześniejszy pomruk zadowolenia prawie przeoczył, jednak szybko sobie o nim przypomniał, gdy tylko padły słowa pochwały z ust długowłosego. Czyli jednak zapatrzony w siebie kochanek zwrócił uwagę na jego ubiór. Był z tego faktu nieco zadowolony, z drugiej zaś strony obawiał się, że Starowi wpadnie do łba, iż się starał specjalnie dla niego, a tego Radley by nie zniósł. Po prostu się ubrał jak chciał, to nic wielkiego.
- Oczywiście, że pamiętam – odburknął w pierwszej chwili lekko urażony, lecz szybko wziął się w garść i skupił na kolejnej kwestii, posyłając przy tym rozmówcy uważne spojrzenie ciemnych oczu oraz rozbawiony uśmieszek. – Jeśli uważasz, ze podryw w barze rzeczywiście jest romantyczny, to muszę się z Tobą zgodzić. No i nie był aż tak gejowsko, jak mogliby sądzić dociekliwie gapie.
Na samo wspomnienie ułożył usta w chytrym uśmieszku. Już sam początek ich znajomości wydawał się być doprawdy seksowny, inaczej być nie mogło przy ich charakterach. I może się nawet zdawać, że całkiem do siebie pasują, ale nie są w żadnym związku. Burzliwy romans – tak powinno się określać ich relację.
- Przeleciałem cię z ciekawości. Zaliczenie tak wielkiej gwiazdy było dla mnie miłym wyzwaniem.
Urwał jednak, kiedy kelnerka zbliżyła się z ich zamówieniem. Do tego dostali jeszcze dzbanek soku jabłkowego gratis. Nalał sobie napój do szklanki i upił porządne dwa łyki, po czym chwycił za sztućce, chociaż nie był gotów jeszcze przełknąć nawet kęsa.
- Mam słabość do twojego zgrabnego tyłka. Od pierwszej chwili postawiłem sobie za cel zerżnięcie cię – dodał jeszcze z kolejnym chytrym uśmieszkiem, nie mogąc oderwać oczu od długowłosego. – Mam nadzieję, że wybaczysz mi moją szczerość, po prostu nie mogę się powstrzymać w twoim towarzystwie.
Wreszcie przeszedł do konsumpcji, nie wiedząc jak dalej poprowadzić rozmowę. Cholera, to jego pierwsza randka, więc może być nieco zagubiony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Piccolo Olivo   Sro Lip 22, 2015 8:03 pm

Kochanek szczególnie go nie zaskoczył, choć nie byłby sobą, gdyby w reakcji nie przewrócił oczami. Podziękował skinięciem głowy za przyniesienie dania i zaraz skupił się na swoim rozmówcy. Jeszcze kątem oka łypnął na sok jabłkowy, bo oczywiście, nie miał nic przeciwko niemu, ale to nadal nie było jego parująca gorąca czekolada...
Zaraz wynagrodził mu to widok jedzącego Huntera. Vincent zdawał się czerpać perwersyjną przyjemność z patrzenia na to, jak brunet wkłada jedzenie do ust, przeżuwa i połyka. Niby takie proste, a takie fascynujące.
Zaś sama gwiazdka swojej porcji nie tknęła.
- Wiesz, Hunter, to bardzo dobrze, że jesteś szczery, bo przynajmniej mogę ci powiedzieć, że ty również masz zgrabny tyłek i moim celem było zerżnięcie go i w końcu to zrobiłem, choć niekoniecznie wtedy, kiedy to zaplanowałem. Zawsze myślałem, że moja twarz jest atutem, a wszyscy gapią się tylko na mój tyłek. Może powinienem zakręcić tyłkiem przed nosami moich przyszłych pracodawców? - prychnął rozbawiony, choć trochę urażony. Nie na Huntera, a na cały świat (w szczególności show-biznesu). - Bo po co próbować omamiać czarującym uśmiechem i słowami, po co prezentować moje talenty, skoro lepsze argumenty ma moja dupa. - Nadal nie był zły! Vincent przedstawiał swoje poczucie humoru. Prawda była taka, że wszystko było mu obojętne i był w stanie zakręcić tyłeczkiem w razie potrzeby. Skoro nie miał na coś wpływu, po prostu przestawał się tym przejmować, to takie proste.
Stopa ponownie zainteresowała się drugim ciałkiem; poczęła sunąć po kostce, potem leniwym ruchem po łydce, do połowy i w dół, potem po samo zgięcie kolana i w dół, aż w końcu ponownie pokonała tę samą trasę, aby zacząć głaskać uda, a potem wcisnąć się między nogi i ich wnętrze, aż nagle nie docisnął pięty do męskości, ukrytej w dobrym materiałem. Vincent zachichotał jak mały diabeł i odsunął pięte, choć stopy nie wziął. Oczywiście, nie miał chcicy, ale po prostu nie mógł uwierzyć, że ten sam Hunter, z którym był w stanie pieprzyć się wszędzie, siedzi tutaj na r a n d c e, wraz z nim, Vincentem C. Starem, który sam był dość rozwiązły. I właśnie na wpół leżał na swoim krześle, będąc głupio uśmiechnięty i z psotą w oczach. Sam czuł motylek, a nawet dwa w swoim żołądku, ale był aktorem, więc musiał od czasu do czasu zapanować nad emocjami.
- Kiedyś poznasz moje koty - wypalił nagle. - Wędrują między pokojem w akademiku, a moim apartamentem. Samiec i samiczka. Władca i Królowa. Zapewniam, że jak cię polubią, to non-stop będą cię zaczepiać. Dorosły na tyle, aby wskakiwać mi na łóżko i te małe skurczybyki ciągną mi włosy i je żują, uwierzysz, normalnie słyszę, jak je jedzą. Nie mówiąc o tym, że nie chcą dać mi spać i mnie liżą i podgryzają, a ja na kacu. Czasem mam ochotę je wyrzucić przez okno, choć wiem, że spadną na cztery łapy - przerwał na chwilę i nalał sobie soku, ale tylko trochę, aby nawilżyć gardło. - Kiedyś zrobią sobie dziedziców tronów i, dokładnie tak, kochanie, przygarniesz co najmniej dwa. A wiooosnaa się zbliiiżaaa! - Na sam koniec popisał się wysokim falsetem, choć nie krzyczał, bo to nie czas na to.
A jedzenie jak leżało, tak leżało. Choć przestało parować.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hunter

avatar

Liczba postów : 201
Join date : 18/05/2014
Skąd : Jacksonville, Florida, USA

PisanieTemat: Re: Piccolo Olivo   Sro Lip 22, 2015 8:04 pm

Poczuł na sobie to rozmarzone spojrzenie niebieskich oczu, dlatego też zaraz uniósł brew i utkwił wzrok z niemym pytaniem w twarzy towarzysza. Oczywiście, nie przerwał konsumpcji, która wyjątkowo nabrała więcej ogłady. Cóż, starał się zachowywać się jak najwięcej kultury, choć to nie było nigdy jego mocną stroną, w końcu kultura opiera się na dobrym wychowaniu, a z jego wychowaniem było bardzo różnie. Z całą pewnością ojciec nauczył go wiele pożyteczny rzeczy, ale te krążyły przede wszystkim wokół mafijnego świata. Po prostu nie miał go kto nauczyć tego, jak powinno się jeść, grzecznie rozmawiać czy być w miarę miłym. Kuźwa, nawet randka to dla niego spore wyznanie. Kiedy kątem oka zerkał na Vincenta, ten wydawała się być bardziej adekwatnie ubrany do okazji. No i nie rzucił się na jedzenie. Czyżby mu nie smakowało? To nie to, przecież nawet nie tknął swojej porcji. Być może wcześniej coś zjadł z tym durnym stylistą czy jeszcze kimś innym z ekipy.
- Nie sądzisz, że kręcenie dupą przed każdym byłoby zbyt pedalskie dla gwiazdy twojej rangi? – spytał prowokacyjnie, rzucając mu nieco poirytowane spojrzenie. Sama myśl, że miałby się wyginać przed innym gościem już wystarczająco go wkurzała. Z drugiej strony nie mógł się tak unosić, w końcu sam poleciał na jego tyłek, więc była to całkiem skuteczna strategia na nawiązywanie nowych znajomości, jak i zdobywania nowych projektów. – Twoja twarz też jest niczego sobie – dodał szybko, nie chcąc ukazywać zazdrości. Jakoś niespecjalnie uśmiechało mu się ukazywanie zaangażowania. Choć czuł, że w każdym przypadku wyjdzie na idiotę, to jednak rozpaczliwie starał się zachować resztkę godności. – Właściwie całe twoje ciało ma mnóstwo uroku.
Na tę wzmiankę uśmiechnął się tajemniczo pod nosem. Cóż, uwielbiał wiele części tego smukłego ciała. Każdy skrawek bladej skóry wydawał się Hunterowi niezwykle atrakcyjny. Na przykład taka długa szyja – bardzo przyjemne miejsce do całkowania i gryzienia. Albo sutki, które można ssać, ściskać i również gryźć. Z rozmyślań wyrwała go stopa sunąć po jego ciele. Kiedy ta dotarła do krocza, na które to zaraz naparła, Hunter podziękował w duchu za długi obrus będący doskonałą osłoną przed ciekawskimi spojrzeniami. Śmiało chwycił za kostkę u nogi, po czym dłonią pomknął po łydce, zaczynając ją leniwie masować. Całkiem niezły był w rozluźnianiu wszelakich mięśni. Oczywiście, powinien pozostać niewzruszony, w końcu to miała być zwyczajna randka, ale jak tu się powstrzymać, gdy kusi sam wielki Star? Rozpieszczony z niego paniczyk, zdecydowanie. Robi to, co chce i nie liczy się z konsekwencjami.
- Mam dobrą rękę do zwierząt – pochwalił się bez zastanowienia, choć wcale nie miał na myśli zwyczajowego znaczenia tych słów. Aż uśmiechnął się do siebie, wspominając swoje szczenięce lata i pierwsze kroki w kierunku zadawania bólu innym żywym istotom. – Raz w wakacje dziadek pokazał mi, jak wypycha się króliki.
Wypuścił łydkę Vincenta i zerknął na nietknięte przez niego jedzenie. Przynajmniej soku się napił. Krótkowłosy również nalał sobie soku do szklanki i wziął kilka łyków, jednak szybko stracił zainteresowanie napojem. Skoro Star nie jest głodny, a on sam zjadł wystarczająco, mogli chyba opuścić to miejsce i przenieść się do apartamentu Vincenta. Nawet pokój Huntera w akademiku nadałby się do spędzenia dalszej części wieczoru. Albo mogą kontynuować randkę w innym miejscu, jakimś kinie czy klubie.
- Widzę, że nie jesteś głodny – rzucił niedbale, uważnie przyglądając się swojej gwieździe. – Może skoczymy do mojego pokoju w akademiku i czegoś się napijemy? Mam niezłą whisky.
To było oczywiste, do czego dążył. Udanie się do jego sypialni i wypicie alkoholu było mocno jednoznaczne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Piccolo Olivo   Sro Lip 22, 2015 8:05 pm

Był odrobinę zdziwiony reakcją kochanka na słowa dotyczące zdobywania kontraktów swoimi kształtami - nawet nie brał pod uwagę ewentualnej zazdrości, a jedynie brakiem chęci zadawania się z takim pedałkiem, bo przecież Hunter był niegrzeczny i męski, najzwyczajniej w świecie nie wypadało. Prawdopodobnie nadal rozwodziłby się nad tymi słowami, gdyby nie posłany komplement. Młody Star od razu zrelaksował się (chociaż nie był szczególnie spięty) i zamruczał w podzięce.
- Ty również masz w sobie mnóstwo uroku, ale jestem pewien, że większość osób, z którymi miałeś styczność, teraz zwiewa na twój widok - wyraził swoje zdanie, ale przecież to nic takiego,  przecież Hunter był młodym przestępcą, więc to naturalna kolej rzeczy.
Swoją drogą, kurator nie byłby zadowolony z takiego towarzystwa.
No i, oczywiście, Vincent był daleki do zwiewania na widok Huntera, ba, śmiało obmacywał go stopą w miejscu publicznym i nie zważał na konsekwencje. Długi obrus uratował go przed gapiami, a kochanek nie skręcił mu kostki, o co optymistycznie podejrzewał go w pierwszej kolejności; zaczął masować mu kostkę i to nie byle jak, wszak Star zupełnie uległ i już nawet nie droczył się tak, jak miał w planach. Zadziwiający talent nr 1 - masaż. Zapamiętać.
Zadziwiający talent nr 2 - wypychanie królików. Vincent zaczął głupio patrzeć się na tego niebezpiecznego typa, który właśnie masował mu w delikatny sposób kostkę. Odchrząknął, bo każda rodzina miała swoje dziwactwa, a Starowie mieli ich naprawdę wiele i nie powinien być aż taki zdziwiony.
- A te króliki umarły śmiercią naturalną, czy dobiłeś je? - zapytał uprzejmie i całkiem spokojnie, jak na właściciela kotów, które co najmniej lubił. - Jeśli to drugie, to obawiam się, że właśnie przekreśliłeś szanse na zobaczenie moich skarbek, a szkoda, bo są bardzo urocze. Nie dam ich wypchać.
Nie dość, że czyhali na jego kociaki, to jeszcze zaprzestano masażu. Skandal.
A stopa nadal widniała między udami Huntera i nie zamierzała się stamtąd ruszyć.
Przewrócił oczami na propozycję i zerknął na niedojedzoną potrawę na talerzu kochanka.
- Nigdy nam się nie spieszy, więc zjedz do końca to, co masz na talerzu. Nie uwierzę, że jadłeś dzisiaj coś porządnego. - A Vincent, żeby wesprzeć w walce z żywnością, począł je powoli i bezwzględnie kroić na małe, snobistyczne kawałeczki, których i tak nie zamierzał wziąć do ust. - I nie mogę napić się alkoholu, bo jutro mam pracę. I tak, nawet szklanka mi zaszkodzi i nie, nie napiję się z tobą, ani z nikim innym - odpowiedział automatycznie na wszystkie znane mu alkoholowe teksty.
Vincent bardzo lubił alkohol, więc same słowa bolały jego duszę (otchłań). Musiał przepić stratę sokiem jabłkowym, który nawet nie umywał się do porządnej whisky.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Piccolo Olivo   

Powrót do góry Go down
 
Piccolo Olivo
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Gastronomia oraz kluby :: ∎ Restauracje-
Skocz do: