IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Algerian Coffee Store

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Ava

avatar

Liczba postów : 145
Join date : 27/11/2013

PisanieTemat: Algerian Coffee Store   Nie Gru 22, 2013 8:30 am

Wchodząc do środka od razu do nosa uderza zapach ziaren kawy i liści herbaty. Kawiarnia, a właściwie sklep znany jest ze sprzedaży nietypowych, algeryjskich herbat i kaw. Oferta napojów jest obfita w wywary z zakątków całego świata, a wszystko można zakupić na miejscu. W sklepie znajdują się również różnego rodzaju desery, których głównym składnikiem jest czekolada, lecz nie tylko. Można tutaj zamówić kawę, lecz nie ma miejsc, aby posiedzieć i ją wypić, więc w grę wchodzi tylko zamawianie na wynos. To doskonałe miejsce, kiedy chcesz po prostu wstąpić po gorący i świeży napój, a następnie ruszyć dalej w swoją stronę.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Algerian Coffee Store   Pią Cze 06, 2014 8:17 pm

< z Green Park  

No proszę, Zack wiedział, jak zbajerować młodego Stara przynajmniej na kilka chwil. Czarnowłosy był jednostką władczą i niekiedy przeceniającą swoje możliwości - nawet w tej chwili twierdził, że wszystko ma pod kontrolą, nawet nieznaczną sympatię w kierunku znajomego.
Kiwnął głową na wywód o róży. Nie doceniał jej piękna, bo to kwiatek jak kwiatek, który zyskał opinię romantyczną, cholera wie dlaczego. Zdecydowanie bardziej doceniał Mozarta.
- Pamiętaj, że cały ten symbol i charakter róży dopełnia jej kolor - mruknął w jego kierunku - Czyli rozumiem, że przeżyłeś miłość od pierwszego wejrzenia? - zakpił pod nosem romantyk XXIw., posyłając mu nieskrępowany uśmieszek. Oczywiście, więcej było w tym zaczepności i prowokacji, niżeli głoszenia prawdy, ale cholera ci go wie z tymi ludźmi.
Oczywiście, próba zachęcenia Vincenta do postawienia mu gorącej czekolady była daremna; Zack został spławiony machnięciem ręki, co mówiło więcej niż tysiąc słów. Zdecydowanie niekiedy doskwierało mu (albo raczej jego otoczeniu) zupełne lekceważenie innych, ewentualnie ich zdań i poleceń.  
Nawałnica słówek specjalnie go nie zdziwiła, tym bardziej, że wyrzucił połowę tekstu z głowy, pozostawiając tylko najważniejsze informacje.
- Nie wiem, nie jestem artystą z działu "rysunek". Może być północ? Jestem nocną zwierzyną - puścił do niego oczko - Podaj mi numer pokoju.
Jak tylko stanęli przed kawiarenką, ta została otaksowana wzrokiem. Nie była zła, ale to też nie był poziom Vincenta. Przez chwilę oboje stali przed otwartymi drzwiami, najwidoczniej przyzwyczajeni do przepuszczania w nich dam. Koniec końców to panicz Star wszedł pierwszy, z nieznacznym niezadowoleniem. Czy ja ci wyglądam na babę?! - hipokryzja rozbrzmiała w jego umyśle.
W pierwszym momencie aż zakręciło mu się w głowie od zapachów. Były przyjemne, różnorodne, ale też cholernie intensywne. W wyrazie zmęczenia potarł palcami obojczyk, jednocześnie drugą dłonią - całkiem zgrabnie - rozpinając swój płaszcz.
Żadne zaskoczenie, że pod spodem też miał czarne łaszki - tylko pasek był w kolorze ciemnoszarego, który miał być załamaniem tego kolorku.
- Czyli rozumiem, że dzisiaj i po części jutro jesteś mój? - zapytał lekko, pozwalając sobie na dwuznaczność. Vincent bardzo lubił kręcić na noskach innych, ale bynajmniej nie miał zamiaru się przespać z Zackiem - nie, gdy jego (były) chłopak miał amnezję, sam uwiódł go i teraz wypadało być (w miarę) grzecznym. I potem też.
Miał tak miłosny nastrój, że nawet kolejka mu specjalnie nie przeszkadzała. Stał cierpliwie, kontrolując przy okazji godzinę na telefonie. Nie chciał się spóźnić do roboty, chociaż miał jeszcze trochę czasu. Jak inaczej zapłaci za apartament?
- Odpowiadając na twoje wcześniejsze pytanie, na profilu muzycznym, oczywiście. Już niedługo. - Pod koniec zdania zamruczał z głębokim zadowoleniem.
W końcu więcej wolności.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Vincent dnia Wto Cze 10, 2014 1:20 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Coma

avatar

Liczba postów : 136
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Algerian Coffee Store   Sob Cze 07, 2014 5:40 pm

- Tak, barwa też jest piękna - zamyślił się na chwilę.- Ten kolor czasami przypomina krew - szepnął.- Nigdy nie przywiązuję się do osób - odpowiedział chłodno. Nie, nie zakochał się w nikim, ale w nim się zakochali. Miał kilka chłopaków i dwie dziewczyny. Najdłużej był z nimi jakieś dwa tygodnie. Tylko z Adamem był mniej więcej rok.
Tak jak myślał Vincent go zignorował. Nie spodziewał się niczego innego.
- Może być północ - odpowiedział.- Pokój 17.
Zauważył niezadowolenie chłopaka, ale on nie mógł inaczej. Nie lubił za kimś wchodzić do pomieszczeń. Nawet obcych puszczał przodem. Nie dlatego, że był kulturalną osobą, a dlatego, że wolał widzieć wszystko. Co jeśli ktoś go z tyłu walnie? ostrożności nigdy za wiele. Wiedział, że to podchodzi pod paranoje, ale jednak. Nie ufał ludziom i tyle. Może udawać przyjaciół, ale nigdy się do nikogo nie przywiąże. Tak już jest i tyle.
Zauważył, że Vincent ściągnął płaszcz. Zack tylko wzruszył ramionami i podparł się pod bokami odsuwając trochę odpięte poły płaszcza na boki. Nie miał zamiaru go ściągać. Był do niego przyzwyczajony i przywiązany.
- Powiedzmy raczej ty mój, bo to ja będę zajmować tobie czas - dodał w myślach. Zauważył w jego zdaniu dwuznaczność, ale chciał tylko prychnąć, lecz się powstrzymał.
Patrzył na innych ludzi. Obserwował ich czujnym wzrokiem szukając kogoś ciekawego. W kolejce stała zakochana para - dziewczyna i chłopak - za nimi jakaś starsza pani i wiele innych szaraczków. Do środka weszła niska dziewczyna, ta sama, którą narysował. Nadal była smutna. Stanęła z tyłu nich i Zack przestał na nią patrzeć.
- Ja jestem na Technikach Plastycznych - powiedział i już po kilku chwilach była ich kolej na zamówienie.
Pamiętał, że Vincent mówił coś o gorącej czekoladzie - chyba - więc zamówił trzy kubki. Jeden jeden z nich zapłacił szybciej i czekali tylko niecałą minutę. Zabrał kubek, odwrócił się i bez słowa podał blondynce. Miał to być niemy gest za nieświadome pozowanie do szkicu i pocieszenie. Potem spojrzał na Vincenta i zapytał.
- To mam płacić?- uniósł jedną brew do góry sygnalizując, że może zapłacić za siebie, a jeśli nie było to zrozumiałe to dodał.- Wiesz, mam swoją kasę, więc mogę chociaż zapłacić za siebie - westchnął.
Zerknął do tyłu, a dziewczyna nadal stała lekko oszołomiona. Uśmiechnął się złośliwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Algerian Coffee Store   Sob Cze 07, 2014 6:12 pm

- Zack, kochanie... przywiązywanie się jest w podświadomości, a tam nie masz żadnej kontroli - mruknął dobrodusznie, jakby był jakimś starym dziadkiem, który poucza swojego niedoświadczonego wnuczka. Położył krótko dłoń na jego ramieniu, nieznacznie przyciągając go siebie. - Ale we mnie się nie zakochuj. Jestem wredny, oziębły i samolubny. Niedobry ze mnie gość. - Ostatnie dwa zdania zostały wypowiedziane aksamitnym głosem, akcentując starannie wszystkie wypowiedziane przez niego przymiotniki, które miały rozbrzmieć w głowie Zacka i tam pozostać. Blade wargi wykrzywiły się w jakimś specyficznym uśmieszku, nim nie odsunął się od białowłosego. Stał, jakby nigdy nic.
Zauważył, że już kilka razy jego towarzysz zawieszał na kimś wzrok. Zdecydował się mało dyskretnie odwrócić, patrząc przez krótką chwilę na dziewczynę. Nie wywołała u tego zimnego kolesia żadnych uczuć... może oprócz drobnej irytacji. Vincent lubił być w centrum uwagi, a ta odbierała mu te stanowisko. Uniósł brew zdziwiony, jak ten dał kubeczek cennego napoju dziewczynie. Zerknął krótko na niego i wyciągnął w odpowiedzi portfel, podając odpowiednią kwotę.
Bez napiwku.
Wziął swoją gorącą czekoladę. Poczekał, aż i Coma to zrobi, a potem przerzucił rękę przez jego kark, przybliżając się do niego z psotnym uśmieszkiem.
- Podoba ci się? - zapytał lekko, sprawnie odzyskując należytą mu uwagę - Weź jej numer. Jest całkiem słodka... i młoda. Bardzo młoda. Lubisz takie? - zapytał. Trudno było powiedzieć, co panicz Star myślał o takiej delikatnej pedofilii. Prychnął pod nosem, odwracając się w kierunku niewiasty. Ta została obdarowana czarującym uśmiechem, nim nie puścił Zacka, odsuwając się od niego o dobry krok.
W lokalu nie było miejsc, gdzie mogliby usiąść. Vincent, nawet się nie odwracając, zdecydował się wyjść z lokalu i oprzeć o ścianę, przy wejściu. Było ciszej, a zmysł węchu nie był tak okrutnie bombardowany przez zapachy. Kiwnął głową do towarzysza, żeby ten do niego dołączył, a jak tylko to uczynił, zadał kolejne pytanie:
- Powiedz mi... pijesz alkohol? Jeśli tak, to jaki? - Najwidoczniej miał zamiar należycie wprosić się do jego pokoju. Najlepiej z butelką whiskey. Miał za dużo problemów na głowie, żeby był w stanie sobie odmówić.
Upił pierwszego łyka swojego napoju; nawet Zack mógł usłyszeć gardłowy, niski i cholernie zadowolony pomruk. Napój był zadziwiająco dobry. Ba, naprawdę dobry. Na tyle, że zdecydował się upić kolejnego łyka. Powolnym ruchem przesunął językiem po wargach, żeby na pewno żadna kropelka tego cuda się nie zmarnowała.
- Powiem ci... że to jest bardzo dobre - wypalił, jakby same pomruki nie były wystarczające w pochwale. - Nie spodziewałem się.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Vincent dnia Wto Cze 10, 2014 1:18 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Coma

avatar

Liczba postów : 136
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Algerian Coffee Store   Nie Cze 08, 2014 3:43 pm

Przewrócił oczami z rozbawieniem. Cóż, Vincent był słodki. On zakochać się? Nigdy. Gdyby się zakochał nie miałby czasu na rysowanie.
- Spróbuje - powiedział zaczepnie i żartobliwie.- W tej chwili nie planuje się zakochać - wzruszył ramionami.
Trochę przeszkadzało Zackowi, to że Vincent trzymał na jego ramieniu rękę i był tak blisko niego. W ten sposób zakłócał jego przestrzeń osobistą. Poczuł się lepiej, gdy chłopak się od niego odsunął. Zauważył, że Vincentowi nie odpowiada, to że Zack skupia się na innych, ale on tak miał. Uwielbiał obserwować innych ludzi, niektórzy nieraz byli naprawdę ciekawi, a wyobraźnia chłopaka wymyślała im różne historie.
Chwycił swoją czekoladę i tylko przewrócił oczami, a potem się lekko zdziwił. Jego przestrzeń osobista ponownie została zakłócona.
- Nie podoba mi się - szepnął mu na ucho.- Nie jest w moim typie i nie wezmę jej numeru. To co zrobiłem jest skomplikowane. Nie zrozumiesz - spojrzał na blondynkę.- Dzięki- powiedział do niej i potargał jej włosy z delikatnym uśmiechem. Rozwalały go takie osóbki, które były takie delikatne, ale lekko małolata go zaskoczyła, bo spojrzała na niego gniewnie. Dziewczyna zignorowała Vincenta i spiorunowała Zacka. Biało włosy szybko opuścił lokal tuż za brunetem. Oparł się też o ścianę.
Miał mu już odpowiedzieć, ale z pomieszczeniu wyszła smutna blondynka i oddała mu pełen kubek gorącej czekolady. Zack go chwycił, a dziewczyna pobiegła. Co oznaczało, że artysta jej już nie zobaczy, a w jego głowie przybył nowy pomysł jak urozmaicić jej szkic. Spojrzał na parujący napój. Nie miał nawet ochoty na swoją czekoladę, a teraz ma dodatkowy kubek. Westchnął ciężko i spojrzał na bruneta.
- Tak piję alkohol, a mi to obojętnie jaki- odpowiedział.- Whiskey dobrze rozgrzewa i pobudza moją wyobraźnie - uśmiechnął się chytrze.
Spojrzał na swoje dwa kubki czekolady, a następnie spojrzał na Vincenta.
- Chcesz?- zapytał podając mu jeden kubek, a z drugiego upijając. Nawet było dobre jak na coś tak strasznie słodkiego.
- To co teraz?- zapytał.- Mam zacząć coś szkicować, czy może coś innego robimy?- zapytał i spojrzał na niebo. Jedna z chmur przypominała mu róże, chociaż to mogła być też jego wyobraźnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Algerian Coffee Store   Nie Cze 08, 2014 4:30 pm

- Nie planujesz? Zakochać? - parsknął pod nosem. Zack bywał tak uroczo nieświadomy. - To jest jak z przywiązywaniem. Nie masz nad tym kontroli. Zapytaj moich ex - zarechotał wrednie znad kubka pyszności. Najwidoczniej miał też spory dystans do siebie i świadomość, że najzwyczajniej w świecie NIE pasował do związków, a jedynie do szybkich numerków. No i był cholernie trudny w obyciu.
- Czasem im współczuję. Czasem. Rzadko, ale jednak! - Co innego, że Los to złośliwa suka i mogę sobie jedynie trzepać do zdjęcia mojego głównego obiektu pożądania i uczuć... Gdy tak o tym myślał, to była to naprawdę chujowa sprawa, tym bardziej, że sobie na to pozwolił i teraz musiał cierpieć.
Vincent nie zważał na to, że jego koledze odrobinę przeszkadzała ta bliskość. Sam był przyzwyczajony do bliskości z mężczyzną, a jako, że był wysokim ignorantem i jednocześnie złośnikiem... Nawet powolnym ruchem przesunął palcem po skrawku jego biodra, a blade wargi od razu wykrzywiły się w psotnym uśmieszku. Nie była to żadna gra wstępna. Raczej władczy gest, który jednoznacznie pokazywał, że Zack nie ma nad nim żadnej kontroli i lepiej, żeby się przyzwyczajał! Dobrzy modele zawsze mają trudne charaktery. Ponownie się odsunął, coby nie oberwać. Co jak co, ale jest delikatny.
- Jakie nie zrozumiem, po prostu albo jesteś kretynem, albo po prostu nie chcesz mi powiedzieć.
Wysłuchał uważnie jego kolejnych słów, a jego nie-miałem-orgazmu-od-jebanych-trzech-dni potrzeba od razu ułożyła piękny scenariusz przynajmniej soft porn. Przełknął ciężko ślinę i popił czekoladki. Cholera. Trzymaj się!
Posłał długie i jednoznaczne spojrzenie jego kroczu.
- Byle, żeby coś jeszcze ci się nie pobudziło, albo raczej nie uniosło, Zack. - Zmysłowo przeciągnął samogłoski w jego imieniu, puszczając zaczepnie oczko. - Wiesz, jak się nie odzywam, to jestem cholernie seksowny - posłał mu rozbrajający uśmiech. Bynajmniej nie chodziło tutaj o głos, bo ten miał melodyjny i bardzo podniecający... jak tylko chciał.
Oczywiście, przyjął kolejny kubeczek czekolady. Poczuł się tak niesamowicie kochany!
- Delektujemy się własnym towarzystwem i czekoladą. No i będziesz musiał jeszcze namalować mnie farbkami. Nad łóżkiem sobie przywieszę - zacmokał zadowolony, oddalając się tylko na chwilę od Zacka, coby wyrzucić jeden z kubeczków po czekoladzie.
I przyssać się do drugiego.
Uniósł brewkę, wpadając na świetny pomysł.
- Ej, jak tam stoisz z anatomią? Namalujesz mnie nago. To się chyba aktem nazywało?
Bo przecież wywołanie zazdrości u faceta, który nie pamięta cię przez amnezję to świetny pomysł!
No i tak oto biedny Zack stanie się pionkiem, ewentualnie kozłem ofiarnym w starowej gierce.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Vincent dnia Wto Cze 10, 2014 1:17 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Coma

avatar

Liczba postów : 136
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Algerian Coffee Store   Nie Cze 08, 2014 6:36 pm

- Haha - mruknął.- Ja wiem, czego chcę od życia - westchnął. Tak on zawsze wie czego chce, a zwłaszcza chce chronić swojego brata. To jest podstawa. Nie ma czasu na romanse, na nic. Brat jest ważny i jeszcze jego pasja, która powoli staje się jego obsesją.
Właśnie, brat. Dawno go nie widział, no cóż. Wzdrygnął się na jego śmiech.
Nie skomentował jego drugiej wypowiedzi, tylko siorpnął trochę czekolady myśląc o przeszłości. Czasami myślał o Adamie, ale tylko czasami. No sam musiał przyznać, że Adam był fajny i Zack się do niego przyzwyczaił, ale ludzie są jak życie - ulotni. Raz są przy tobie, a później odchodzą. Ludzie to tylko zwykłe marionetki, które wszystkiego się boją i myślą, że są panami wszystkiego. Robaki - pomyślał.
Poczuł dłoń na biodrze. Przewrócił oczami odsuwając się od niego. Nie lubił tego. Niewiele osób zakłócało jego przestrzeń osobistą, a to zawsze źle się kończyło. Nic nie powiedział, bo wiedział, że ten chłopak zrobi na przekór jego słowom.
- To były podziękowania za nieświadome pozowanie do szkicu - mruknął.
Poszedł za jego wzrokiem i westchnął lekko zirytowany. Kochaniutki nie masz na co liczyć. Nie szukam romansów. - pomyślał, ale wiedział też, że nie będzie mógł nad nim dominować. To był ten typ, a Zack się w takie coś nie mieszał. Nie, nie ma mowy.
- Nie masz na co liczyć -nachylił się do jego ucha z chytrym uśmiechem.- Potrafię się kontrolować - szepnął.- A ty potrafisz?- odsunął się i upił łyk czekolady jak gdyby nigdy nic.
Z tym ostatnim zdaniem miał rację, ale Zack potrafił się kontrolować. Przynajmniej jak był trzeźwy.
- Spoko - zaczął.- Mam dużo czasu, bo nie mam ostatnio zbyt dużo roboty - odpowiedział.
Spojrzał na niego i mu się przyjrzał od góry do dołu. Wbijał w niego obojętny wzrok tak jakby chciał prześwietlić jego ubranie. Zastanowił się chwilę. Miał tylko jedną osobę na aktach. Był nią Adam. Często siadał i go malował. Uwielbiał to. On był jego ulubionym modelem.
- Tak - siorpnął ostatni łyk czekolady i wyrzucił kubek do kosza.- Mogę narysować - znowu uśmiechnął się chytrze.- Jeśli nie będziesz się wstydzić - spojrzał na niego.- A co dokładnie chcesz?- zapytał.- Czy zdajesz się na moją intuicję?
Miał dość stania w miejscu. Nie uśmiechało mu się tu stać, ale nic nie mówił. Stąpał z jednej nogi na drugą.
- Co powiesz na następną porcję czekolady?- zapytał.- Ale teraz ja stawiam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Algerian Coffee Store   Nie Cze 08, 2014 8:00 pm

POST UZNAJE ZA UDANY (w końcu)
Uśmiechnął się krzywo. Cel w życiu? On nie miał czegoś takiego. Jego cele to były zwykłe kaprysy, które spełniał na pstryknięcie palców. Nawet - chociażby z czystej uprzejmości - nie zapytał się, jakiż to miał białowłosy. Uznał po prostu, że jakby ten chciał, to by powiedział, a panicza Stara ciekawość bynajmniej nie zżerała.
Uniósł brew. Podziękowania?
- Myślę, że to ona nie zrozumiała, a nie ja. Dostałeś od niej eleganckiego kosza, jak się z tym czujesz?
Poczynania Zacka niekiedy były cholernie dwuznaczne, i chociażby nie szkodziło to w żaden sposób Vincentowi, to tej dziewczynie owszem. Ciekawe, co pomyślała. Czyżby adorator? Przynajmniej wiadomo, że potraktowała to poważnie. Czyli wręcz przeciwnie, jak czarnowłosy. On nie planował romansu, ani numerka z jego artystą. Zachowywał się w sposób prowokacyjny i - być może - przyjazny, ale śmiało można stwierdzić, że posiadacz szmaragdowych oczu był mu niemal zupełnie obojętny. Po prostu likwidował swoją n u d ę, a jego empatia rzadko co brała pod uwagę cudze serca, a w tym i towarzysza.
Uniósł brewkę na jego śmiałe poczynania. Myślał, że on tutaj jest od tego. Zamruczał cicho na uczucie ciepłego oddechu, które owiało ucho i chyba nawet nieznacznie zbliżył się nim do jego ust.
- Mniemam, że po prostu nigdy nie trafiłeś na kogoś t a k i e g o. T a k i e g o, kto rozpala cię jednym spojrzeniem, którego głos wibruje echem w głowie, a pamięć obowiązuje zawsze... Każdy, każdy cholerny dotyk sprawia, że wrzesz cały i tracisz zupełnie głowę. To szaleństwo, Zack. Uwielbiam je - pogrążył się w tej zmysłowej, seksoholicznej zadumie, ale podczas mówienia nie patrzył się na towarzysza... To było coś nieobecnego i - zapewne - całkiem ulotnego - Chcesz sprawdzić moją samokontrolę, panie Coma? - Obdarzył go głębokim, przeszywającym spojrzeniem, ale na jego ustach wciąż widniał ten pewny siebie uśmieszek. Najwidoczniej jego nastrój zmienił się o dobre kilkanaście stopni, co kolega mógł spokojnie odczuć.
Vincent nie był ani trochę speszony mierzeniem jego ciała wzrokiem. Był przyzwyczajony i pewny swojej atrakcyjności. Diabeł podarował mu świetną powłokę, jeśli charakterek miał paskudny.
- Namalować. Nie chcę kredek, czy szkiców. Farby - uściślił - A mam czego się wstydzić? Chcę coś zmysłowego, ale nie wyzywającego. Z duuużą porcją twojego uczucia, co ty na to? - Błysnął białymi ząbkami.
W odpowiedzi na czekoladową propozycję białowłosego, wyciągnął portfel podając mu odpowiednią ilość kaski.
- Pewnie, że chcę. - Nadal miał w nosie zdanie Zacka. - A jest tam jakieś ubarwienie, na przykład bita śmietanka z rurką? Pozwolę się utuczyć, żebyś nie popadł w kompleksy przy malowaniu mnie - obdarował go swoim monologiem, tak dla pewności, wciskając mu w dłoń jeszcze jeden banknot.
On miałby pozwolić za siebie płacić? To wbrew kodeksowi dżentelmena! I to takie... takie... niemęskie...

_________________


Ostatnio zmieniony przez Vincent dnia Wto Cze 10, 2014 1:15 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Coma

avatar

Liczba postów : 136
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Algerian Coffee Store   Pon Cze 09, 2014 5:23 pm

Uśmiechnął się szeroko, ale bynajmniej nie miło.
- Nikt nigdy tego nie rozumie – odpowiedział.- Normalnie. Spodziewałem się tego. Ludzie są przewidywalni i małostkowi - spojrzał w miejsce gdzie zniknęła.- Nie są już zdolni do ufania drugiej osobie – uśmiechnął się chytrze, mrużąc przy tym oczy.- Dostałem już, jak to ująłeś, wiele koszy, a ten był najlepszy – zaśmiał się.
Zamyślił się, a o czym myślał? O tej smutnej dziewczynie. Dopiero teraz uświadomił sobie, że gorąca czekolada nie była zwykłym podziękowaniem jak inne „prezenty”, które zafundował swoim nieświadomym – modelom. Starszym paniom wręczał kwiaty, mężczyznom pomagał w jakichś pracach, ale gorąca czekolada była pocieszeniem za straconą róże, a może nawet za złamane serce. Gdyby Zack miał chociaż odrobinę więcej empatii zapewne dłużej by o tym rozmyślał, ale on taki nie jest. Jego ojciec wiele razy powtarzał mu, że jest do niczego, a matka miała chęć go zamknąć w czterech ścianach i nigdy nie wypuścić za te jego dziwactwa. On to lubił, bo ludzie zawsze patrzyli na niego jak na kretyna, zboczeńca, bądź pedofila. Zero zaufania wśród społeczności. Człowiek potrafi podkładać belki pod nogi swojemu bliźniemu.
Następne słowa jego towarzysza na chwilę go sparaliżowały. Słuchał go uważnie i w milczeniu, a głos i słowa bruneta pobudziły jego wyobraźnie przywracając obraz nagiego Adama. To była jedyna osoba, która potrafiła go tak rozgrzać i nawet czasami onieśmielić, ale Zack zaliczał się do głupców, którzy nie potrafili zaufać i to sprawiło, że stracił tamtego chłopaka. Zawsze miękły mu nogi, gdy byli sami w domu Adama, który prawie mieszkał sam, bo jego rodzice ciągle gdzieś wyjeżdżali. Szaleństwo – na to słowo uśmiechnął się. Zawsze ogarniało ich szaleństwo, a nieraz do takiego stopnia, że następnego dnia nie mieli siły nawet kiwnąć małym palcem. Czasami tęsknił za tymi odjazdami.
Nie skomentował pierwszej części wypowiedzi Vincenta, ale uśmiechnął się łobuzersko na jego pytanie. Spojrzał na niego nieznacznie przekrzywiając głowę. Ich twarze dzieliło zaledwie parę centymetrów.
- To byłby ciekawy eksperyment - odpowiedział patrząc mu głęboko zielonymi oczami. Jego tęczówki były skierowane w dół uświadamiając brunetowi, że Zack jest od niego wyższy.
Zapatrzył się w jego oczy. Były naprawdę intensywnie niebieskie. Takich oczu z bliska nigdy nie widział. Na tym się na pewno skupi, gdy będzie go malował. To będzie jego największe dzieło. Coś, czego nawet Da Vinci mu pozazdrości z zaświatów, jeśli coś takiego jest możliwe.
- Idealne... - wyszeptał nieświadomie na głos.
Farby, farby, farby - powtórzył kilka razy w myślach. Znowu zaczął się mu przyglądać. Nagi, farbowany Vincent? Zack uwielbia wyzwania, ale to już nie będzie zwykły obrazek. To będzie arcydzieło, a to trochę potrwa.
- Chcesz to powiesić w pokoju, tak? To jakie mają być wymiary?- zapytał myśląc o zwykłych wymiarach mniej więcej 40 cm x 90 cm. Coś w tym stylu. To musi być coś wielkiego. Jeśli Zack się za coś zabiera, to musi to być idealne.
Przewrócił oczami. Jak on to lubił. Nic nie powiedział tylko wszedł do budynku. Stanął w krótkiej kolejce, która liczyła tylko trzy osoby. Uśmiechnął się kręcąc głową i patrząc na pieniądze chłopaka. Taki z niego męski typ, a ma ego gwiazdy - pomyślał.
- Poproszę jedną czekoladę z bitą śmietaną i jeśli jest czekoladową rurką - jeśli tyć to na całego.- Oraz gorzką kawę - zaczął, gdy była jego kolej. Zack nie lubił za dużo słodkiego, to niszczyło mu humor i było mu po tym niedobrze.- I proszę liczyć osobno - cóż, nie miał zamiaru żerować na innych, a zwłaszcza obcych. Nie lubił wyzyskiwania. Spojrzał na sprzedawce. Był to nawet przystojny chłopak, a że w czasie czekania nudziło mu się zaczął go podrywać w niemy sposób. Mężczyzna speszył się i szybko oddał mu zamówienie oraz resztę.
Wrócił do Vincenta z łobuzerskim uśmieszkiem.
- Proszę, o to nektar bogów - zażartował podając mu gorącą czekoladę z dodatkami.- A tu reszta - oddał mu kasę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Algerian Coffee Store   Wto Cze 10, 2014 3:46 pm

- Wiesz, twoje "nikt" i "nigdy" świadczy o twojej przesadnej pewności siebie i arogancji. Jesteś arogancki i nader pewny siebie? - zapytał, specjalnie nie przejęty. Wiedział, że jego towarzysz ma przynajmniej zalążki tych cech charakteru, a również był świadom tego, że nazywanie rzeczy po imieniu bywało cholernie peszące. Vincenta nigdy nie dotykały takie rzeczy - był jednostką konkretną, nie żądną miękką kluchą.
Pan Coma na coraz więcej sobie pozwalał - nawet teraz, gdy przybliżył swoją twarz tak blisko starowskiej; ten wolał czuć jego wargi przy swoim uchu, ale nie śmiał narzekać. Był niewzruszony, no naprawdę, można byłoby pomyśleć, że był przyzwyczajony do tak bliskich i - być może - peszących kontaktów, a i w istocie tak było. Zmrużył nieznacznie oczy na takie nieme próby dominacji nad nim, a spostrzegawczy artysta mógł dostrzec ciekawe zjawisko, bowiem jego tęczówki nieznacznie pojaśniały pod wpływem bliżej niezidentyfikowanych emocji. Nieznacznie, ale jednak!
Odsunął lekko głowę, a potem wzruszył ramionami.
- Nie wiem. Jakieś duże wymiary. Jak największe, chociaż nie chcę, aby zajmowało to calutką ścianę w pionie i poziomie - prychnął rozbawiony. Nieważną kwestią jest to, czy obraz wyląduje w pokoju akademickim, czy w apartamencie.
Nawet nie patrzył na towarzysza, jak ten załatwiał mu prawdziwy napój bogów, chociaż ten uśmieszek uświadomił go po powrocie, że ten coś przeskrobał, ewentualnie ma zamiar to zrobić. Spojrzał powoli na swój kubeczek, a potem na Zacka.
- Ej... ty faktycznie chcesz mnie tym utuczyć - wypalił ze swoją teoryjką - Stąd ten uśmieszek! I tak ci nie wyjdzie, prowadzę bardzo aktywne życie!
Zapewne seksualne, nieprawdaż, Vincencie?
Nie! Taka figa! I nawet nie wiedział, czy powinien być z tego dumny, czy wręcz przeciwnie.
Z gorzkim westchnięciem upił słodkiej czekolady, która zdoła na pięć minut osłodzić jego życie... a potem przyjdzie kolej na beznamiętnego papieroska.
Dwie rozchichotane nastolatki, idące z naprzeciwka przystanęły, jak tylko dostrzegły Vincenta. Jak to one, umiejętnie zrobiły mały szumik i od razu wyciągnęły kartkę, podchodząc po autograf. Jedna gadała jak najęta, a druga zapomniała chyba o języku - przy tym każda zignorowała Zacka. Najwidoczniej fanki.
Oczywiście, gapi było coraz więcej - i tych zirytowanych, i tych ciekawskich, a w nich zapewne było jeszcze więcej wzdychaczy. Kątem oka panicz Star dostrzegł zbierający się tłumek, więc szybko który kulturalnie zarzucił jednego, pięknego, gwiazdorskiego zawijasa.
Widząc u kogoś aparat zamiast twarzy, wyczuł, że pora się ewakuować. To był ewidentnie nie za dobry pomysł.
- To północ. Pamiętaj. Do zboczenia! - puścił oczko białowłosemu i zgrabnie wyminął ludzi, znikając - rozpływając się w powietrzu - za rogiem.
Umiejętność prawdziwej gwiazdy!

[z/t] x2

Napisz w swoim pokoju posta.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Algerian Coffee Store   Wto Sty 06, 2015 12:57 pm

Niestety Percy w tej sytuacji okazał się strasznie naiwny. Gdyby tylko wiedział, że ta cała fałszywa troska skrywa prawdziwego węża nigdy nie zgodziłby się na jakąkolwiek rozmowę. Sądził, że zna się na ludziach, jednak widocznie miał zbyt małe doświadczenie, aby rozgryźć nauczyciela włoskiego. Niczym cielaczek podążył za mężczyzną, spełniając jego kaprys. Nawet nie zauważył, kiedy stał się obiektem manipulacji i cholernie dobrych zdolności aktorskich. Niech go.
- Niech będzie. – Nie miał ochoty na marznięcie na dworze. Kawiarnia wydawała się całkiem sensowną propozycją. Chwilę stał przed jej drzwiami, obserwując starszego mężczyznę i wyglądał, jakby naprawdę przeżywał wewnętrzny kryzys między obrazem jaki serwował mu Morietti, a tym co słyszał w szkolnych murach. W końcu wszedł.
I tak było już za późno na jakikolwiek stosowny odwrót taktyczny, który nie byłby odebrany jako strach i spłoszenie. Musiał stawić mu czoła, nawet jeśli podejrzewał, że ta rozmowa do najprzyjemniejszych należeć nie będzie. Zwłaszcza po szczerym komentarzu nauczyciela. Faktycznie, chodziły plotki na temat jego upodobań do młodych chłopców, którzy dziwnym przypadkiem okazywali się jego uczniami. Jednak, czy on, chłopak, który sam sypiał z nauczycielem miał prawo wydawać w tej kwestii jakieś opinie? Widocznie wszyscy ci, którzy ulegali wdziękom Włocha robili to z własnej woli bądź musieli mieć coś na sumieniu, o czym nikt poza Donatienem nie wiedział. Percy swoich sekretów dobrze strzegł. Jedynie ojciec miał za długi jęzor, który zapewne rozplątał się w jakimś kasynie, gdzie przepuścił kupę kasy.
- Faktycznie coś obiło mi się o uszy – mruknął, woląc nie zdradzać, że słyszał znacznie więcej niż mogłoby się wydawać. Donatien wbrew pozorom lubił być na tapecie uczniów. Zwłaszcza tych, którzy musieli przetrwać z nim lekcje. Język włoski w Royal był nienawidzonym przedmiotem, a jedynie jacyś ukrycie masochiści chodzili na zajęcie z jakąkolwiek radością.
Siadł przy jednym z wolnych stolików w rogu sali, gdzie ciekawskie oczy ich nie dosięgały. Rozebrał zbędną odzież wierzchnią, trzymając chłodne dłonie między swymi udami. - Nie sądziłem, że ojciec toleruje kogokolwiek towarzystwo, nie wliczając w to jego asystenta – Spojrzał na nauczyciela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Algerian Coffee Store   Sro Sty 07, 2015 10:42 am

Odruchowo chciał pomóc młodzieńcowi przy zdejmowaniu płaszcza, a następnie odsunąć lekko krzesło, by ten mógł usiąść. W ostatniej jednak chwili powstrzymał się przed tymi wszystkimi grzecznościami, które mogły obudzić niepokój oraz potwierdzić plotki. Ruszył po menu, podejrzewając, iż w lokalu trudniącym się głównie sprzedażą na wynos, nie uświadczy kelnera. Zabrał dwie książeczki, z czego jedną położył przed Percym.
Odwiesił płaszcz i zajął miejsce naprzeciwko młodzieńca. Zamiast odpowiedzieć, zmienić temat lub choćby podtrzymać rozmowę zaczął przeglądać menu. Pionowa zmarszczka na jego czole mogła świadczyć o zmartwieniu, ale tak naprawdę była efektem intensywnego rozmyślania Donatiena nad sytuacją oraz próby znalezienia sposobu na wyciagnięcie z niej jak największych korzyści.
- Mogę zamówić alkohol? – zapytał nagle, bez cienia zakłopotania w głosie. Przy czym rzeczywiście wyglądał, jakby tego pozwolenia oczekiwał. Percy był jego uczniem i nie wypadało pić przy nim niczego wysokoprocentowego, ale… to nie była pora na kawę, a herbatę każdy Włoch pije tylko, gdy jest chory. Spojrzał na niego znad menu, może wyczekująco, a może jedynie przyglądał się mu bezwstydnie.
Percy jak na dzikusa wyglądał całkiem pociągająco, gdyby nie te różowe włosy Donatien chętnie umówiłby się z nim na kolejne nieformalne spotkanie. O sekundę za późno zorientował się, że jego uśmiech może zdradzać myśli. Wrócił szybko spojrzeniem do menu, jednocześnie podejmując ryzykowną decyzję.
- Nie znasz swojego ojca, co? Skoro uwierzyłeś, że może być gejem i co zabawniejsze sypiać z Twoim nauczycielem. Nic mnie nie łączy z Twoim ojcem, ktoś mnie poprosił o upokorzenie go i zagwarantowanie mu nieprzespanej nocy. Poprosił to eufemizm. Nie miałem wyboru. Z Tobą nie miało to nic wspólnego… więc uznałem, że powinieneś wiedzieć – mówił spokojnie, bez cienia poczucia winy, nie odrywając wzroku z karty. Wiedział, że dzieciak jest zbyt ciekawski, żeby teraz tak po prostu wyjść. Oczywiście, nie przyzna się, że… poproszono go o przekazanie informacji tatusiowi, a cała ta kompromitująca otoczka przy wykorzystaniu Percy’ego była wynikiem twórczej inwencji Donatiena. Och, nie. On odegra teraz rolę tego szczerego i wyjaśniającego sytuacje, w trosce o zdrowe relacje ojca z synem. A do tego ofiary jakiegoś szantażu, odwołując się do naiwnego serduszka swojego drogiego, niezbędnego i ślicznego ucznia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Algerian Coffee Store   Czw Sty 08, 2015 11:32 pm

Nie istniało coś takiego, jak bezinteresowność, zwłaszcza w obecnych czasach, gdzie korzyści materialne stanowiły kartę przetargową. Percy nauczył się bardzo szybko, że świat, który kiedyś był bezpiecznym i przytulnym miejscem, to krzywy obraz rzeczywistości. Często, to co wydawało się piękne i bez skazy, okazywało się paskudne i zepsute, dlatego też z całą ostrożnością podchodził do dziwnego spotkania z nauczycielem. Może był naiwny, jednak nie na tyle głupi, aby pierwszej lepszej osobie zwierzać się ze wszystkich swoich (bądź rodzinnych) sekretów.
- Bardzo proszę – powiedział, jednak przypuszczał, że Włoch zrobił to z grzeczności. W końcu przyszedł tu z uczniem ze szkoły, a nie kochankiem na spotkanie. W innym wypadku ich rozmowa wyglądałaby inaczej, znaczniej… swobodniej.
Chłopak siedział, jak na szpilkach mimo, że nie pokazywał tego po sobie. Czuł lekki ścisk w żołądku, gdyż to całe przemiłe zachowanie mężczyzny nie pasowało do opinii tyrana ze szkoły. Ludzie często przesadzali, jednak, czy aby aż tak mogli w tym przypadku wyolbrzymiać? Zapewne w plotkach tkwiło mało ziarenko prawdy, musiał postarać się wyczuć, jak ono jest duże.
- Najwidoczniej. Mamy z ojcem różne charaktery. Mam nadzieję, że mimo wszystko pana intryga nie zrujnuje go. Ciężko znosi porażki. Jakiekolwiek – powiedział spokojnie, podnosząc wzrok znad karty, którą wcześniej złapał i zaczął przeglądać. Pomimo darcia kotów z ojcem, nie lubił mieszania się osób trzecich w ich spory. Kompletnie mu to nie odpowiadało. A może już sam przesiąkł tymi wszystkimi kłamstwami i matactwami, że nie umiał inaczej funkcjonować, starając się wszystko tuszować? Kto wie.
Teraz całą swoją uwagę skupił na karcie. Przecież wybranie odpowiedniego napoju to nie lada wyzwanie zwłaszcza, że rozmowa wcale nie zapowiadała się na krótką. Było mu zimno. Potrzebował czegoś gorącego, natychmiast. Nawet jeśli to miała być herbata z cytryną. Wszystko mu jedno. Kiedy kelnerka podeszła do ich stolika, miał nadzieję, że Donatien już coś wybrał. Sam postawił na zwykłą herbatą, nie chcąc mu się bawić w żadne wymyślanie.
- Dla mnie Earl Grey z plasterkiem cytryny. – Uśmiechnął się lekko w stronę dziewczyny, która z pełnym zacięciem zaczęła notować zamówienia. Wyglądała, jakby właśnie to był jej pierwszy dzień pracy. Może, dlatego dłonie niesamowicie jej się trzęsły przy każdej próbie zmagania z długopisem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Algerian Coffee Store   Sob Sty 10, 2015 10:17 am

Odruchowo znów uniósł na niego wzrok znad karty. Cisnęło mu się na usta pytanie, czy Percy dobrze się czuje… skoro zamawia herbatę. Dopiero potem przypomniał sobie, ze przecież wszyscy Anglicy są chorzy na kij w tyłku, może dlatego wciąż sączą ten parszywy napój. Zdaniem Donatiena nic im to nie pomaga. Po ten zdrowotnej konkluzji wrócił do karty, skoro zagubiona kelnerka postanowiła przerwać im rozmowę, Włoch uznał, że to doskonały moment na podroczenie się z nią.
Miał coraz bardziej parszywy nastrój, czując, że nie osiągnął zamierzonego rezultatu, a więcej asów w rękawie nie miał. Nie wiedział, że istnieje argument, który przekonałby Percy’ego do wszystkiego. Wystarczyłaby wiedza, że młodzieniec spotyka się z trenerem piłki nożnej. Wtedy mógłby liczyć na jego zrozumienie albo chociaż miałby czym mu zagrozić. Niestety, informacje Donatiena nie były tak użyteczne, postanowił więc wyżyć się na kelnerce, dając doskonały przykład tego, że plotki nie oddają wszystkich uroków rzeczywistości.
Skupił na niej spojrzenie i zaczął zadawać pytania. Uprzejmie domagał się informacji na temat kolejnych kaw z menu, tylko po to, by udowadniać biednej dziewczynie, jak bardzo jej wiedza jest powierzchowna. Nie kpił z niej wprost, ale jadowitymi uwagami doprowadzał niemal do łez, udając, że tego nie zauważa. Na koniec zamówił tylko szklankę wody, ale po odbytej rozmowie poczuł się zdecydowanie lepiej. Troskliwie ją przekonał, że kompletnie nie nadaje się do tej pracy. Wrócił uwagą do ucznia, którego zupełnie ignorował podczas swojej uprzejmie nieprzyjemnej rozmowy z kelnerką.
- Nie mów o mojej intrydze. Nie mam tak cudownie diabelskich mocy, żeby zdobywać prywatne informacje z życia Twojego ojca. A nawet jeśli bym miał, to wykorzystałbym je do czegoś ciekawszego – znów ten swobodny ton, który w niczym nie przypominał ataku na kelnerkę sprzed kilku sekund. Wrócił do tematu, jakby przed chwilą nie dał najlepszego popisu brutalnego chamstwa przybranego w świetnie skrojony garnitur i okraszonego zniewalającym uśmiechem. Mężczyzna właściwie teraz wyglądał na zdecydowanie bardziej rozluźnionego i zrelaksowanego, jakby upokorzenie kogoś sprawiło mu satysfakcję – Powiem szczerze… że liczyłem na Twoją wdzięczność i ciekawość, gdy ja udzielę Ci informacji, na przykład, kto tak nie znosi Twojego ojca, a Ty w akcie wdzięczności obiecasz mi przysługę.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Algerian Coffee Store   Pon Sty 12, 2015 5:28 pm

Iluzja pękała niczym bańka mydlana z każdym przytykiem kierowanym w stronę młodej, zagubionej kelnerki. Był w głębokim szoku widząc, jak ten z uśmiechem na ustach i całkowitym opanowaniem zasypuje ją lawiną pytań, na które ona praktycznie nie znała odpowiedzi. Ten z pozoru uroczy i troskliwy mężczyzny wydawał mu się w tym momencie niesamowicie okrutny. Nie odzywał się nic. Jedynie zerkał na nich, nie przerywając przesłuchiwania, tylko dlatego, aby móc więcej zaobserwować. Donatien faktycznie bywał do bólu uprzejmie nieuprzejmy, dlatego też Percy mając taki obraz przed nosem od razu przyjął postawę zamknięcia buzi na kłódkę. Dla własnego bezpieczeństwa. Mężczyzna mógł być na tyle niebezpieczny, że mógł wykorzystać wszelkie słabości na jego niekorzyść. Nie tylko ojca głowa by poleciała, ale również Baldrica, który po rozdmuchaniu sensacji, najpewniej wyleciałby ze szkoły. Przygryzł niewidocznie wargę, wiedząc, że wchodzenie z nim w jakiekolwiek układy nie skończą się dobrze. Z jednej strony pragnął poznać nazwisko tego, który chce dobrać się jego ojcu do tyłka, lecz z drugiej… perspektywa posiadania przez Włocha osiemnastolatka w garści również mu się nie uśmiechała. Musiał zdecydować, co jest dla niego ważniejsze. Zaspokojenie własnej ciekawości, czy dbanie o pilnie strzeżone tajemnice. W końcu gdyby wyszedł na jaw romans z trenerem piłki nożnej to nie tylko Percival musiałby tańczyć, jak Morietti mu zagra. Zresztą, nie to jedno miał na sumieniu. Przecież także był posądzany o rozprowadzanie narkotyków. Ta sprawa była bardzo świeża. A takie informacje bardzo szybko docierają do tych, do których nie powinny.
- Niech ojciec sam sobie radzi – powiedział, ani na moment nie odrywając od niego wzroku. Nawet, kiedy ten wyżywał się na dziewczynie, miał nadzieję, że nauczyciel opanuje się i pod wpływem obecności swojego ucznia trochę zejdzie z niej. Lecz on za nic miał jego obecność.
To dało mu wiele do myślenia, a może zbyt wiele wyolbrzymiał. Natłok informacji jakich dostał trochę go przerażał. Nigdy nie miał do czynienia z Donatienem. Czasem go mijał na korytarzu podczas przerwy. Tylko tyle.
- Nie lubię być nikomu nic winien, więc chyba te informacje będzie musiał pan zatrzymać dla siebie, albo dla mojego ojca. Jego zapewne one bardziej zainteresują. – Ostrożnie dobierał słowa. Czuł, jak stąpa po kruchym lodzie, a jeden nieuważny ruch może go pozbawić tchu. Tak samo, jak kelnerkę, która przyniosła im do stolika zamówienie. Drżącymi dłońmi postawiła szklankę z wodą i herbatę, nie czekała na żadne podziękowanie. Po prostu uciekła. Widocznie presja jaką wywarł na niej Donatien była zbyt wielka, aby zachować profesjonalizm. Percival wcale się jej nie dziwił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Algerian Coffee Store   Wto Sty 13, 2015 5:23 pm

Czuł na sobie spojrzenie młodzieńca, ale swój wzrok skupił na szklance z wodą. Nie miał zamiaru z niej pić. Po pierwsze nie wiedział na ile dziewczyna była wystraszona, a na ile mściwa i czy do napoju nie napluła. A po drugie… miał ochotę na alkohol, którego po gruntownym zastanowieniu nie zamierzał jednak pić przy uczniu, pomimo jego grzecznego pozwolenia.
Odłożył menu na bok i wyjął z kieszeni marynarki swoją wizytówkę, na której oczywiście ani słowa nie było o jego nauczycielskiej profesji. Odwrócił ją czystą stroną kartonika na zewnątrz i czarnym piórem zapisał jakieś imię oraz nazwisko. Zakrył tę informację, poprzez ponowne odwrócenie, a następnie przesunął po stole w stronę młodzieńca. Nie cofnął jednak swojej dłoni z cennego papiera.
Znów przyglądał mu się z ciekawością, ale też rozbawieniem. Ta zachowawcza, zdystansowana poza przyjmowana zdaniem Donatiena na siłę, była dla mężczyzny pewnie śmieszna. Mógłby podziwiać jego opanowanie, ale Włoch wychodził z założenia, że jest ono jedynie przejawem tchórzostwa. Zachowawczego strachu przed podjęciem jakiegokolwiek ryzyka. Nuuuuda.
- To nie jedyna użyteczna informacja jaką posiadam, ale widzisz… nie chciałem żeby nasza przyjemna rozmowa zaczęła przypominać jakiś prymitywny szantaż. Powiedźmy… że na razie prasa będzie mówiła tylko o Twoim ojcu, ale na Twój temat też mogę udzielić im kilku fascynujących, lukratywnych, anonimowych wywiadów – blefował, oczywiście nie wiedział nic, co tak naprawdę miałoby jakiegokolwiek znaczenie, ale i partię w pokera można wygrać kłamstwem, jeśli dobrze się je rozegra – Niektórymi z tych informacji byłby również zainteresowany dyrektor – dodał uprzejmie, niemal wyzywająco spoglądając na swojego ucznia. Tak naprawdę chciał dostrzec jego reakcje, jakiś mimowolny skurcz mięśni, który upewni go, że warto w ten blef brnąć dalej.
Każdy dzieciak ma coś na sumieniu, ale nie za każdy sekret zaprzeda duszę diabłu. Donatien właśnie próbował wyczuć, który rodzaj tajemnicy skrywa Percy. Choć nie był w tym nachalny. Dał mu nawet czas na oswojenie się z tą informacją, odwracając wzrok w kierunku okna. Nie zdradzał zdenerwowania, choć każdy kto położyłby dłoń na jego ramieniu wyczułby pod miękkim materiałem marynarki silnie napięte mięśnie. Swoboda jego ruchów była pozorna, ale radosne iskry w oczach zupełnie szczere. W gruncie rzeczy dobrze bawił się tą sytuacją, ale będzie się bawił jeszcze lepiej, kiedy już dostanie czego pragnie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Algerian Coffee Store   Pią Sty 16, 2015 10:44 pm

Obserwował go uważnie spod przydługiej grzywki, jednak zaraz odwrócił spojrzenie, jakby wizytówka miała mu wypalić oczy. Niech będzie przeklęty. Nauczyciel doskonale wiedział, że chłopak jest ciekawy, chociażby tylko dlatego, aby utrzeć nosa ojcu. Mógł tyle stracić. Morietti nie był dobrym towarzyszem do robienia interesów. Zwłaszcza, że ten czekał na pikantne szczegóły z życia swoich uczniów, które będzie mógł wykorzystać do własnych celów. Ponownie zerknął na kartonik, pogrążając się chwilę w zamyśleniu.
Chciał już sięgnąć dłonią po wizytówkę i dowiedzieć się, co jeszcze Donatien ma mu do zaoferowania, jednak, kiedy ten z pełnym opanowaniem oświadczył mu, że posiada informacje również na temat osiemnastolatka, zainteresowany mimowolnie drgnął. Cień zdenerwowania przemknął mu się po twarzy, dający tym jasny sygnał – takiemu staremu wyjadaczowi – że coś jest na rzeczy. Włoch miał dobrego nosa w jakie kłamstwa należy brnąć, a z jakich się najlepiej wycofać. Tym razem rybka połknęła haczyk i nawet pomimo szarpania się żyłka nie miała zamiaru pęknąć. Znajomość z nauczycielem odbije się na nim. Wiedział to z chwilą, kiedy wpadł w jego sidła. Nie miał pojęcia na ile kłamie, a na ile ma rzeczywiście wiarygodne informacje.
- Wiedziałem, że tak to się skończy… – powiedział po chwili milczenie. Długo zbierał się, aby zabrać głos. Sam nie zamierzał grać w otwarte karty. Nie mógł zasugerować mu na jaki temat może posiadać informacje. Chociaż przypuszczał, że prędzej dowiedziałby się o narkotykach niż o romansie. Wystarczyły lekcje z odpowiednimi osobami, które same rozpuściłby z chęcią podobną plotkę po szkole. - Wiedziałem, że na zwykłej herbacie się nie skończy – Sięgnął dłonią po wizytówkę, jednak jej nie podnosząc, tak jakby miał nadzieję, że ma szansę jeszcze się wycofać. Nie miał. Włoch wyczuł, że Percival ma coś, co może go zainteresować. Coś niezwykle znaczącego, nie tylko dla jego samego, ale również dla reszty otoczenia. Grzeszne sumienie.
- Co ja, poza nazwiskiem nieprzyjaciela ojca, będę mieć w zamian? – zapytał, podnosząc wizytówkę i przesuwając opuszkami palców po jej brzegach. Nie patrzał na nią. Wbił wzrok ponownie w nauczyciela, starając się również u niego wyszukać fałszu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Donatien Moretti
Nauczyciel włoskiego
avatar

Liczba postów : 115
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Algerian Coffee Store   Wto Sty 20, 2015 10:12 am

Zaczynał nieźle bawić się w towarzystwie młodzieńca. Trudne zwycięstwa smakują o wiele lepiej. Żałował odrobinę, że Percy nie stanowi nagrody samej w sobie, chętnie przygarnąłby go na noc. No… może dwie. Nie traktował jednak swojego ucznia oficjalnie protekcjonalnie, raczej z przyjemnością się w niego wpatrywał. Skoro już niemal skończyli z interesami, mógł cieszyć oczy jego młodością i urodą.
Podniósł się lekko i wychylił przez stolik by móc szepnąć coś do jego ucha. Nie był to przejaw nierozsądnej, romantycznej czułości, co już chłopak mógł wnioskować z treści wypowiadanych słów. Percy’emu mogło się nawet wydawać, że wargi nauczyciela przesunęły się po jego policzku, nim zaczęły mruczeć nieprzyzwoite tajemnice. Może było to tylko złudne wrażenie, ponieważ treść tego, co słyszał była zupełnie sprzeczna z tego typu gestami. Donatien niczym szaleniec, czerpał przyjemność z tej nieprzyzwoitej sytuacji. Igrał z młodzieńcem, który tak naprawdę był tylko pionkiem w jego zabawie z Aidanem. Dopóki był użyteczny, nie spotka go raczej ze strony nauczyciela żadna przykrość.
Usiadł z powrotem na swoim krześle, ale woń jego perfum wciąż drażniła nos młodzieńca, a policzek palił, jakby jednak te fałszywe usta się z nim zetknęły.
- Co z tego będziesz miał? Nic. Zupełnie nic i chyba właśnie o to chodzi – odparł z szerokim uśmiechem, obiecując zapewne milczenie na temat, o którym i tak nie miał bladego pojęcia. Przynajmniej jedno słowo, którego w życiu uda mu się dotrzymać. Położył na stoliku banknot, stanowiący zapłatę za wodę, herbatę i możliwość udzielenia porad zawodowych głupiej kelnereczce. Wstał, narzucił płaszcz na ramiona, a następnie zmierzwił swoje blond włosy.
- Do zobaczenia, panie Percivalu – pożegnał go oficjalnie lekkim skinieniem głowy i zostawił z całym tym bałaganem, który jego zdaniem narobił Aidan i za który on nie ma zamiaru brać odpowiedzialności.
A co do nazwiska na wizytówce, to winą za nieprzyjemną sytuację obarczony został jeden z konkurentów ojca Percy’ego na rynku. Bardzo prawdopodobny kandydat do roli łotra, zdradzającego sekrety rodzinne. A to, że zmyślony przez Donatiena na poczekaniu? Mniejsza. I tak ktoś, kto to zrobił, nie przyznałby się do niecnych uczynków. A nawet gorliwiej zapewniałby o swojej niewinności.
[zt]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
A.E. Cozza

avatar

Liczba postów : 16
Join date : 07/05/2015

PisanieTemat: Re: Algerian Coffee Store   Wto Cze 02, 2015 7:55 pm

Byc może Aidan sie tgo nie spodziewał, ale smsa dostał już następnego dnia wieczorem. Armand nie należał do ludzi przesadnie cierpliwych, a odebrawszy rysunek z wiadomością w recepcji teatru i krótkim przemyśleniu tej kwestii uznał, że niezależnie od tego, co miałoby z tego wyniknąć, chce się o tym dowiedzieć już teraz.
Krótka wiadomość, jaką przestał Aidanowi maestro zawierała zdawkowo jedynie informacje na temat spotkania, to jest miejsce oraz czas wyznaczony na jedenastą trzydzieści rano, w niedzielę, a poza tym podpis złożony z samego nazwiska.
Tym samym, o ile szybkość odpowiedzi z jaką spotkał się liścik mogła szokować, o tyle na właściwy finał oboje musieli poczekać do końca tygodnia.
Jak można się spodziewać, perspektywa ta nie mąciła spokoju maestra, chociaż w typowy dla siebie sposób doświadczał tego stanu cokolwiek rzadko, z rozmaitych innych przyczyn, z czego większość skupiała się wokół nieubłaganej konieczności obcowania z ludzkością jako taką. Tym chętniej izolował się od świata we własnym mieszkaniu, początkowo spędzając czas na urządzaniu go, a w następnych dniach głównie na komponowaniu i czytaniu. Gdy nie był już w stanie wytrzymać w czterech ścianach wybierał się na długie spacery po mieście gdzie, korzystając z faktu że zła pogoda przepłoszyła większość turystów, oglądał rozmaite zabytki architektury, takie jak chociażby Kościół Templariuszy. Był też parokrotnie w Tate Modern i nabrał nawyku, by później zatrzymywać się na hałaśliwym Blackfriars Bridge, gdzie oparty o barierkę długo spoglądał na szarawa taflę zgęstniałej wody niesionej rozłożystym korytem Tamizy. Wyobrażał sobie jak wpada do łagodnego, błękitnego morza, doświadczając przy tym osobliwego stanu ducha. Pierwotnie sądził, że jako wenecjanin zdołał zaobserwować i przywyknąć do każdej możliwej postaci wody, a jednak ta rzeka zdawała się obca. Nie czuł się dobrze spoglądając w nią, jednocześnie coś w niej nieustannie go przywabiało, tak jakby miał nadzieję, że będzie w stanie oswoić to uczucie, tak jak miasto które zakleszczyło się wzdłuż brzegów ujarzmiło pierwotny nurt.

W tę zapowiedzianą niedzielę, zaraz po mszy, wprost spod kościoła pojechał w umówione miejsce, to znaczy niewielki lokal o którym zdołał się już przekonać, że podają nie najgorszą kawę.
Sklep był nieduży, wyraźnie nieprzeznaczony do tego, by funkcjonować jako pełnoprawna kawiarnia, mimo tego, jak zwykle w takich miejscach znalazło się kilka stolików, by bez mitrężenia wypić co się zamówiło i wyjść. Armandowi takie podejście było bliższe, nawet jeśli w ciągu ostatniego pół roku nieco się przyzwyczaił do francuskiego stylu, który przewidywał długie przesiadywanie nad jedną filiżanką.
Znalazł się na miejscu dokładnie na trzy minuty przed czasem, ale nie zdziwiło go gdy dostrzegł, że chłopak już na niego czeka, jakże by inaczej, przed wejściem.
- Bonjour - rzucił i nawet lekko się uśmiechnął, uchylając przed nim drzwi i tym samym uruchamiając umieszczony przy futrynie dzwonek.

_________________
☾ ( art is a way of cure and survival )
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Algerian Coffee Store   Wto Cze 02, 2015 11:34 pm

Oczekiwać, iż Aidan będzie niecierpliwy nie byłoby wcale naiwnością. Tym bardziej, nawet dla niego samego, zaskakującym było, jak bardzo pozostawał spokojny. Owszem, na początku częściej niż zwykle zerkał na telefon, ale kiedy już dostał wiadomość odpisał równie zdawkowo, potwierdzając, że termin mu odpowiada, a potem... myślał o tym znacznie miej niż oczekiwał, że będzie. Znacznie mniej niż pół roku wcześniej, kiedy Armand całkiem poważnie zawładnął jego myślami.
Dopiero obudziwszy się w niedzielę rano, po dość niespokojnie przespanej nocy zorientował się, że jest zdenerwowany. Chociaż nie, słowo "zdenerwowany" zupełnie nie oddawało stanu w jakim znalazł się zupełnie niespodziewanie. Bardziej adekwatnym byłoby raczej "przerażony". Przerażony, że nic z tego nie wyjdzie, ale jeszcze bardziej - że wręcz przeciwnie. Miał bowiem nieuchronną świadomość, że ta znajomość namiesza mu nie tyle w życiu, co w głowie. Brutalnie. Nie potrafił sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego znowu to robi.
Chłopak nie był zwolennikiem wstawania o nieludzko wczesnych porach, zwłaszcza w niedziele, szczęśliwie więc nie miał rano zbyt wiele czasu - akurat tyle żeby spokojnie zjeść śniadanie (nie, żeby miał apetyt) i wziąć prysznic, a potem zacząć zbierać się do wyjścia. Bardzo nie chciał wyglądać jakby się za bardzo starał, a najciemniejsze i najmniej znoszone jeansy wyciągnął z szafy zupełnym przypadkiem. A co do koszuli włożonej pod sweter, to cóż - przecież było chłodno. Nie chciałby marznąć.    
Kwestię godziny przemyślał natomiast dokładnie. Przez myśl by mu nawet nie przeszło, by ostentacyjnie się spóźnić. Nie dość, że maestro niewątpliwie przejrzałby takie zagranie, to niewątpliwie by nim pogardzał. Nie było sensu robić coś równie nieskutecznego, Pytanie brzmiało, czy powinien być do minuty punktualny czy jednak zjawić się wcześniej. Względy praktyczne zadecydowały jednak, że wybrał pierwszą opcję. Nie czekał jednak długo. Cóż, wystarczająco długo, by mógł poczuć, jak żołądek skręca mu się w supeł z nerwów.
A jednak całkiem nieźle panował nad twarzą (ostatnio podszkolił tę umiejętność), posłał więc mężczyźnie na powitanie całkiem wyważony uśmiech.
- Dzień dobry - mruknął miękko, tylko minimalnie zdezorientowany francuszczyzną, która musiała być jakimś podstępem, którego założeń za grosz nie rozumiał.
Rozejrzał się po wnętrzu dość krytycznie, ale z komentarzem postanowił się powstrzymać... na jakieś dwie minuty.
- Rozumiem, że w najbliższej okolicy nie było już bardziej przytulnego lokalu? - zapytał minimalnie tylko uszczypliwie, jednocześnie błądząc wzrokiem po wykazie herbat, który, chociaż niedługi okazał się całkiem satysfakcjonujący, co lekko zmiękczyło jego serce.
Tak naprawdę wcale nie chciał się czepiać. Tak wyszło. I okazało się całkiem niezłą metodą przełamywania stresu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
A.E. Cozza

avatar

Liczba postów : 16
Join date : 07/05/2015

PisanieTemat: Re: Algerian Coffee Store   Czw Cze 04, 2015 7:23 pm

Wsunął się do pomieszczenia za chłopakiem i ostrożnie zamknął za sobą drzwi, tak że słychać było jedynie delikatne szczeknięcie zamka.
Wnętrze lokalu było urządzone bardzo klasycznie. Na wystrój składała się wyłożona czarnymi i białymi płytkami posadzka i ściany w odcieniu butelkowej zieleni. Do tego ciężkie meble z ciemnego drewna z mosiężnymi wykończeniami. Całość prezentowała się może nie wymyślnie, ale elegancko. Jak łatwo się domyślić zarówno to, jak i sam asortyment miał jeszcze jedną zaletę - w przeważającej większości zwabiał określony typ klienteli. Armandowi jak najbardziej to odpowiadało. Dlatego skrzywił się, słysząc rzuconą najwyraźniej bez refleksji uwagę ze strony Aidana. A może nawet nie ona była irytująca, co ta jego... Specyficzna maniera, którą zdołał już poznać lepiej, niż by sobie tego życzył.
Chodziło o to, że chłopak nie raz wygłaszał uwagi tak, jakby planował jedynie przemycić jakąś drobna uszczypliwość, ale w istocie wypadało to bardzo ostentacyjnie, a pozornie ugrzeczniony ton dodawał całości ironiczny wydźwięk, co tylko potęgowało to wrażenie. Zupełnie jakby Aidan starał się za wszelka cenę sprawiać wrażenie potulnego, jednak jego usta miały własną wole do wygłaszania niegrzeczności. Byłoby to może zabawne albo rozczulające, gdyby nie było drażniące. Kto tego chłopaka uczył manier i czy ktoś w ogóle? Z mimowolnych obserwacji wiedział, że malkontenctwo i silenie się na nonszalancje uchodzi za wyznacznik fajności, ale nie podobało mu się, że Aidan musiał z tego uczynić otwarcie rozmowy. Wobec czego okazał swój brak aprobaty odpowiednio złośliwym tonem:
- Mój błąd. Nie przewidziałem, że będziesz oczekiwał czegoś dostosowanego do swojego gustu i kierowałem się własnym. Zapewne wolałbyś iść do Starbucksa. Zmyliło mnie to, że w liście napisałeś o kawie.
Wygłosił tę tyradę właściwie nawet na niego nie spoglądając. W tym czasie odwiesił płaszcz i szalik na wieszaku obok drzwi, a teraz, opierając jedną smukłą dłoń o ladę, z lekko przechyloną głową spoglądał na ułożone za witryną ciasta.
- Zdecydowałeś się na coś...? - rzucił po dłuższej chwili - Nie musisz się ograniczać - dodał lekko, w sposób wyzbyty jakiejkolwiek ostentacyjności, najwyraźniej całkiem szczerze. W duchu jednak liczył na to, że Aidan okaże to minimum klasy, by nie zażądać połowy sklepu ze złośliwości czy dla samego kaprysu sprawdzenia, jakby się zachował postawiony przed takim żądaniem. Mimo nieodpartego uroku chłopaka na chwile obecną maestro nie miał o nim najwyższego mniemania.

_________________
☾ ( art is a way of cure and survival )
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Algerian Coffee Store   Czw Cze 04, 2015 10:37 pm

W pierwszym momencie zmarszczył lekko brwi, czując jak trafia w niego ten celnie wymierzony cios. To zawsze było nieprzyjemne i oczywiście Aidan poczuł się mimowolnie urażony podobnym brakiem względów wobec jego prób, by zachowywać się swobodnie. No dobrze, może trochę sobie zasłużył powinien być milszy, skoro praktycznie wymusił to zaproszenie (tak, o tym również cały czas pamiętał, ale nawet jeśli to było niezręczne - zrobiłby to jeszcze raz; przynajmniej na tę chwilę). Być może powinien potulnie zamilknąć, poprzedzając to może odpowiednimi przeprosinami, ale nie, oczywiście, że nie.
- Oczywiście, że uwielbiam kiepską kawę, tekturowe kubki i rozchichotane dziewczyny robiące sobie zdjęcia przy sąsiednim stoliku. Jak zgadłeś? - mimo wszystko jednak uśmiechnął się lekko, niemal przymilnie, tym rodzajem uśmiechu, który mówi bardzo wyraźnie "no już się nie złość...". - Chciałbym też zaznaczyć, że to, że wolę większe przestrzenie nie znaczy, że mi się nie podoba - dodał mimochodem, zdradzając bardziej pokojowe nastawienie.
Często było tak, że krytyczne uwagi spływały po nim jak po kaczce, ale nie tym razem. Sam mógł do końca nie zdawać sobie z tego sprawy, ale niezależnie od tego, jakby się nie rzucał i nie buntował, nigdy nie pragnął nikogo tak zadowolić, jak akurat tego mężczyzny. Chciałby spełniać jego wymaga, ot tak, jakby to był czysty przypadek, ale jakiś przepojony złośliwością głosik w jego głowie szeptał schizofreniczne mantry o tym, że to nigdy nie będzie możliwe.
- Dziękuję, będę miał to na uwadze - odparł, chyba trochę zakłopotany takim postawieniem sprawy. Najwyraźniej nie stanowiło to dla niego większej pokusy, bowiem poprosił jedynie o herbatę i  po chwili sceptycznego namysłu kawałek tarty z kremem cytrynowym. Z cała pewnością nie był jednym z tych dzieciaków, które strach było wpuścić do sklepu ze słodyczami. Co po części wyjaśniało jego mizerną posturę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
A.E. Cozza

avatar

Liczba postów : 16
Join date : 07/05/2015

PisanieTemat: Re: Algerian Coffee Store   Czw Cze 11, 2015 9:06 pm

- Pracowałem w szkole. Oczywiście, że nie musiałem zgadywać. - rzucił dość obojętnie. Najwyraźniej tamten okres nie był wart nawet wspomnienia.
- Jak dobrze, że jesteś taki alternatywny. - dodał a kącik jego warg drgnął lekko w kpiącym uśmiechu. Patrząc na ten popis hipokryzji można się było zadławić z oburzenia a Armand chyba o tym wiedział, bo w tej samej chwili oko widoczne zza oprawki błysnęło mu przewrotnie. Ciężko było odgadnąć, o co mu chodzi. Wynikało to pośrednio z faktu iż on sam jeszcze się nie zdecydował. Oczekiwał jednak że po dzisiejszym spotkaniu wyklaruje mu się stosunek wobec Aidana... A może to przesadny optymizm? Zwykle nie potrzebował długo ustalać swoich poglądów, a zwłaszcza ich rewidować. Coś się jednak zmieniło. Nie tylko chłopakowi udało się go jakoś podejść (tym razem), ale prawdopodobnie było to możliwe z jakiegoś względu... Jak to opisać? Sam nie wiedział, ale percypowanie przez niego wielu rzeczy subtelnie się przewartościowało, podczas jego pobytu we Francji. I wyglądało na to, że ten proces postępuje. Na razie było to delikatne zjawisko, jakby różnica w sposobie postrzegania kolorów. Nie był pewien dokąd go to zaprowadzi, nie do końca nawet to sobie uświadamiał, raczej przeczuwał... I odczuwał w związku z tym ekscytacje, chociaż nie rozumiał, dlaczego.
W tak niewielkim lokalu obowiązywała oczywiście samoobsługa, tak więc po złożeniu zamówienia przy ladzie i odczekaniu stosownej chwili przeszli do stolika, oczywiście zabierając ze sobą zamówione rzeczy. Dla siebie Armand również wybrał tarte, w przeciwieństwie jednak do Aidana, jego kawałek zawierał czekoladę i karmelizowane orzechy. Do tego zdecydował się na podwójne espresso, które teraz dosładzał brązowym cukrem. Spoglądał przy tym na chłopaka.
- Tak więc...? - zachęcił go do mówienia w sposób chyba najmniej zachęcający i to prawdopodobnie z rozmysłem. Nieśpiesznie zamieszał w filiżance, nie odrywając od niego spojrzenia.

_________________
☾ ( art is a way of cure and survival )
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Algerian Coffee Store   Pon Cze 15, 2015 10:45 pm

- Czy przed chwilą nie ustaliliśmy, że wręcz przeciwnie? - zapytał z powątpiewaniem, nie sprawiał jednak wrażenia szczególnie urażonego. Nawet jeśli trochę urażony się poczuł. Ale tylko odrobinę, ostatecznie sam zaczął.
Gdzie przy okazji, mimochodem, pomyślał oczywiście o tym, że kompletnie mu odbiło. Dlaczego tutaj siedział, pozwalając miotać w siebie szyderstwem jak rzutkami do tarczy i upokarzał się żebrząc o chociaż ochłap uwagi? Przecież wydawało mu się, że już z tego wyrósł. Że był o wiele bardziej podły niż kiedyś, a przez to - pozostający ponad podobne dylematy. Ale jednak nie. Wyglądało na to, że miał po równi zepsuty charakter i bliską zeru silną wolę. Nie potrafił nawet do końca pojąć własnych motywów, bo przecież nie mogło chodzić tylko o szare oczy, palce pianisty i równie rozbrajający, co skąpy uśmiech.
Siedział tam, rozważając w myślach własne motywy, wpatrzony we wnętrze filiżanki, chociaż powinien z trzaskiem odłożyć ją na spodek, wstać i wyjść, nigdy więcej nie odwracając się w tę stronę własnej przeszłości. Powinien pogrzebać tę tkliwość i pozwolić jej zdechnąć wreszcie śmiercią naturalną lub skrócić jej cierpienia jedną decyzją, ale nie, oczywiście, że nie. Zamiast tego siedział, muskając i trącając rozgrzaną od wrzątku porcelanę tak nieśmiało, jakby się obawiał, że rozsypie się ledwie tylko dotknięta. Nie byłby to przecież pierwszy raz.
Przełknął ślinę, podniósł wzrok. Przez chwilę bawił się jeszcze widelczykiem do ciasta, aż w końcu odłożył, nie zrobiwszy zeń użytku, tak jakby wydawał wyrok.  
- Więc wahasz się i oczekujesz, że powiem teraz coś, co ułatwi podjęcie decyzji? - odezwał się w końcu przyciszonym głosem i uśmiechnął smutno, bo wiedział, że przegra, chociaż nie do końca wiedział co dokładnie. - Że mam jakiś argument za tym, że moje ukryte zalety przeważają nad byciem pospolicie irytującym smarkaczem? Cóż, nie mogę zaprzeczyć, że jestem dokładnie taki, jak widać. Przykro mi.
Wyszeptawszy, to co miał do powiedzenia uniósł filiżankę, do ust, powoli i ostrożnie, najwyraźniej bojąc się poparzyć. Sam był zaskoczony, że płyn nie kołysze się wewnątrz, świadcząc o drżeniu dłoni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
A.E. Cozza

avatar

Liczba postów : 16
Join date : 07/05/2015

PisanieTemat: Re: Algerian Coffee Store   Wto Cze 16, 2015 9:22 pm

Wyglądało na to, że Aidan spał na lekcjach języka angielskiego, gdy omawiano antyfrazę. A myślałby kto, ze powinien być jej mistrzem, tak często ja stosował... Cóż, może w tym tkwiła odpowiedź na pytanie, czemu szło mu to tak nieudolnie.
Nie to jednak było zabawne, a przynajmniej nie tak jak fakt, że ktoś inny mógłby wszelkie Aidanowe rozterki podsumować jednym tylko słowem 'zakochanie' i najprawdopodobniej podkreślić to wzruszeniem ramion i pobłażliwym uśmiechem, jakimi dorośli zwykli kwitować młodzieńcze porywy. Hipotetyczni dorośli, bowiem nie dotyczyło to Armanda, który sam w sobie był porywczy oraz namiętny i co jak co, ale nie umniejszał wagi uczucia, przynajmniej jako ogółu idei. Co się zaś tyczyło konkretnej sytuacji, osobnika i cisnącej się na usta kąśliwej uwagi, to oczywiście mogło być bardzo różnie. Nie mniej afekt skierowany na niego nie wzbudzał w maestrze najmniejszego poczucia zakłopotania. Wydawało się że jest bardzo na miejscu.
Obserwował chłopaka, przynajmniej do momentu gdy ten się odezwał. Słowa które padły na chwilę wytrąciły go z równowagi. Zamrugał gwałtownie spoglądając na niego, zaskoczony, z jaką łatwością ten rozszyfrował jego myśli. Czy to było widać...? Zmarszczył brwi i milczał dłuższą chwilę, ponownie mu się przyglądając. Aidan był wyraźnie przerażony, strach wyrażał się w jego bladej twarzy, oczach niezręcznie utkwionych w filiżance, drobnych, nerwowych gestach, samej postawie, o głosie już nie mówiąc. Nikłe drżenie w tym cichym głosie może umknęłoby komuś innemu, do maestra przemawiało jednak mocniej, niż słowa same w sobie. Zresztą często odnosił wrażenie że one są bez znaczenia. Samemu zdarzało mu się wyrzucać z siebie istne ich potoki i nigdy nie sprawiło to, by był zrozumiany. Mówił, raczej nie wierząc w sens takiej komunikacji, po części dlatego, że frustracja kiedyś musiała się z niego wylać, po części zaś, by ukarać innych za bycie beznadziejnymi na polu człowieczeństwa.
- To tylko asekuracja. - rzekł w końcu - I, o ironio, zdaje się że trafiłeś w sedno. Jednak będę skłonny się zgodzić tylko wtedy, gdy to co powiedziałeś rozważymy w odwrotnym znaczeniu. - położył dłonie płasko na blacie stolika i lekko nachylił się w stronę Aidana - Więc. Opowiedz mi, jakie masz argumenty za tym, by pozować na pospolicie irytującego smarkacza, podczas gdy, być może, posiadasz zalety, obecnie starannie ukryte...? Ponieważ najwyraźniej bardzo się starasz by nie było widać, jaki jesteś.
Po tych słowach powoli odchylił się i opadł lekko na oparcie krzesła, następnie ujął własna filiżankę i niespiesznie upił z niej łyk.
- Ah, z jednym masz rację. Z pewnością się waham. Jednak nie nie potrzebuję, by mi cokolwiek 'ułatwiano'. - Dodał, starannie ukrywając fakt, że bądź co bądź słowa chłopaka wywarły na nim niejakie wrażenie.

_________________
☾ ( art is a way of cure and survival )
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Algerian Coffee Store   

Powrót do góry Go down
 
Algerian Coffee Store
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Gastronomia oraz kluby :: ∎ Kawiarnie-
Skocz do: