IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pokój 47 [Noah]

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Allen
Degenerat
avatar

Liczba postów : 27
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 47 [Noah]   Czw Lut 06, 2014 12:26 am

A co miałby rozumieć przez "wszystkie wybryki"? Dla niego wybrykiem był fakt, że się w ogóle urodził. A mianowicie wybryk jego wiecznie zapijaczonego ojca i niezwykle nieodpowiedzialnej matki, którzy wtedy okazali resztki zdrowego rozsądku i postanowili się zejść i zatrzymać dziecko. Szkoda tylko, że była to najprawdopodobniej najgorsza decyzja w ich życiu, a wspólne koegzystowanie stało się piętnem, a nie przyjemnością lub chociaż rutyną. Jak to dobrze, że jednak zdechł. Ale nie o tym mowa.
Nie do końca wiedział co przez to rozumieć, a przynajmniej tak sobie wmawiał. W końcu wybrykiem mogło być wszystko, nawet sam fakt tego, kim jest. Nawet drobna zmiana w wyglądzie, wszystko! Nie oszukujmy się jednak, dobrze wiedział, że określenie to tyczy się konkretnej sprawy. A mianowicie kwestii zdrady, tak cholernie delikatnej i wątpliwej linii, którą kurewsko łatwo przekroczyć. Allen tego nienawidził. Nie zniósłby zdrady, a osoba, z którą jest staje się całym jego światem, więc wkurwia go wszystko, co z nią związane. Jest jednak jebanym hipokrytą i uważa, że jego nie dotyczą te zasady, którymi obejmuje partnera. Jest to niedorzeczne, a jego "myślenie" określa raczej desperacką próbę usprawiedliwienia samego siebie. Dobrze wie, że w swojej pracy i życiu nie może odmawiać sobie "przyjemności" ze względu na jego osobę. Wtedy jego interes by runął, a na to nie może sobie pozwolić. Jeszcze nie. To nie tak jednak, że sprawiało mu to jakąkolwiek satysfakcję. Zawsze czuł się z tym w pewnym stopniu źle, a czasem nawet rzucał na siebie fałszywe oskarżenia, nazywając się dziwką i szmatą. Rzecz w tym, że nie mógł przestać. Teraz, gdy ma stałego partnera jeszcze trudniej będzie mu to przychodziło. Ale najważniejsze to nie dać mu się zobaczyć, prawda? Może jakoś to wyjdzie... Nie warto teraz o tym myśleć.
Westchnął, kiedy ruchy dłoni blondyna stały się bardziej zdecydowane. Szybkie, a jednak wciąż delikatnie. Chciał więcej, chciał jego więcej, więc robił wszystko, aby tylko jeszcze bardziej go zachęcić do dalszego działania. Do czegoś bardziej konkretnego, ostrzejszego. Chwycił podbródek chłopaka i zmusił go, aby uniósł głowę. Kusząco szarpnął jego wargę zębami, żeby zaraz przysunąć usta do jego ucha i cicho, acz ponętnie jęknąć wprost do niego. Zadziorny uśmiech wymalował się na jego twarzy. Wciąż nie puszczał jego podbródka, a następną chwilę wykorzystał, aby go pocałować. Jak zwykle: z dużą dawką namiętności, a jednak coś w tym było innego, nowego. Tym czymś było uczucie, którym postanowił go obdarzyć. Uczucie, które wszystkiemu nadaje pewnego smaczku, nieporównywalnego do żadnej innej rzeczy. Ruszył niecierpliwie biodrami, a wolną ręką sięgnął ku jego kroczu. Zaczepił palcami o odznaczający się na spodniach kształt jego męskości. Więcej, kochanie. Słabo ci dzisiaj idzie~

_________________

KP | Relacje | Telefon

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Noah
Vice–przewodniczący Rady Uczniowskiej
avatar

Liczba postów : 156
Join date : 08/11/2013
Age : 26

PisanieTemat: Re: Pokój 47 [Noah]   Pią Kwi 11, 2014 11:06 am

Noah był tym człowiekiem, który dopiero jak się przejedzie, to zrozumie na czym stoi. Mimo to, to wciąż nasz kochany blondyn. Dopiero myśli, kiedy nastąpi naprawdę coś złego, a tak próbuje o tym nie myśleć. Powiedzmy, że tak życie wygląda dużo prościej i łatwiej. Dobrze wiedział, że Allen musiał odciąć się od dzieciństwa. Zapomnieć je. Wyprzeć z pamięci. Dopiero wówczas miał możliwość wejść w dorosłe życie, którego nie doświadczył. Przynajmniej psychicznie. Wizualnie nadal mógł odstawiać szopkę, którą było obecne życie. Noah nie życzy mu źle, wręcz przeciwnie, chce aby jego obecny partner był szczęśliwy, i z całego serca postara się o to, aby tak było.
Blondynek miał za zadanie odbudować jego życie i odbudowanie poczucia własnej wartości, które zdecydowanie u jego towarzysza uciekło już dawno temu. Kto wie, może bał się i jego ciało opętał paniczny strach przed czymś, co jest mu tak nieznane?
Zasady obejmują ich oboje. Skoro Noam czegoś nie robi, to i Allen też nie mógł. Mowa tu głównie o zdradzie i kłamstwach. Sam nie kłamał, przynajmniej starał się tego nie robić. Kiedy ich usta się zetknęły, na tą małą krótką chwilę, zaczepnie również go ugryzł. Kiedy usta spotkały się ponownie, oddał się pocałunkowi. Wyczuł to. Wyczuł, że Allen w jakimś stopniu zaczął mu ufać. Nie było tego widać, ale było to czuć. Podobało mu się. Kto wie, może uda mu się zmienić w jakimś stopniu te zagubione wciąż dziecko?
Przerwał pocałunek, gdy poczuł dłoń na swojej męskości. Zniżył głowe, a językiem najpierw zaczął zaczepiać i lizać jego podbrzusze. Następnie przez dłuższą chwilę, zaczął lizać główkę jego męskości. Dłonią zaczął delikatnie miętolić jądra, a sam coraz głębiej wsadzał jego męskość do swojego gardła. Nie śpieszył się. Chciał, aby ta chwila trwała dłużej.
Teraz dopiero poczuł, że chłopak jest całkowicie jego, nikogo innego.
Tak powinno być od samego początku.

_________________













Image Map

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Allen
Degenerat
avatar

Liczba postów : 27
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Pokój 47 [Noah]   Czw Cze 12, 2014 9:58 pm

To prawda, w tej chwili był całkowicie jego, choć nie odnosi się to do każdego momentu. Póki co istniały jednostki, które na krótkie momenty mogły odebrać Allena jego kochankowi. Choćby wbrew woli, choćby po to, aby zapłacić lub odpłacić się. Ale nie teraz. Teraz był tutaj, z nim. W intymnym momencie, którego nigdy by nie podzielił z kimś do kogo nic nie czuje. Gdy w grę wchodziły uczucia, wszystko zaczynało wydawać się inne. Przyjemniejsze, milsze, dawało większą satysfakcję i spełnienie. I obecnie właśnie o to chodziło. A co będzie z nimi potem? To się jeszcze zobaczy. Liczyło się tu i teraz. Nic więcej.
A tu i teraz obaj byli zamknięci w swoim małym, wspólnym świecie. Krainie wzajemnej rozkoszy. Narastającej z każdą chwilą i--... ah. Młody Black odchylił bardziej głowę, kiedy wilgotne usta partnera dotarły do wrażliwego miejsca, a spomiędzy jego warg wymknęło się westchnienie. Czarne paznokcie przemknęły po skórze na ramieniu blondyna, zostawiając za sobą czerwonawe smugi. W jednej chwili obrały kierunek w stronę jego twarzy, o którą lekko zaczepiły, gdy wplatał palce między kosmyki jasnych włosów.
Wiedział, że Noah zauważył zmianę. Wiedział też, że w tej chwili wcale mu się nie spieszyło. I dobrze. Jemu też nie. Ten dzień, ten wieczór jest ich na wyłączność, choć po głowie chodziła mu jeszcze jedna myśl. A gdyby tak... zmienić miejsce akcji? Dodać nieco pikanterii, zniecierpliwienia i pragnienia.
Docisnął jego głowę do swojego krocza, nachalnie wsuwając penisa głębiej w jego gardło. Nie przejmował się tym czy kochanek poczuje się przez to niekomfortowo czy nie. To miało charakter zaczepki, a te nie muszą być miłe. Aczkolwiek zadrżał przy tym, ponieważ ciepło i wilgoć w ustach pana przewodniczącego było naprawdę zadowalające.
- Noah. - zamruczał niewyraźnie, czule przeczesując mu włosy. - Nie chcesz iść do mnie?
Ale tam jest Kate. I co z tego? O to właśnie chodzi. Mały zastrzyk adrenaliny i nerwów o to, że śniada kobieta w każdej chwili może ich nakryć w czasie aktu. A nawet, gdyby to zrobiła... Jej reakcja mogłaby być ciekawa. Może trójkącik? Teraz sprawdzimy jak bardzo zniecierpliwiony jest Lanneugrasse. Będzie dobrze, jakakolwiek byłaby jego decyzja.

_________________

KP | Relacje | Telefon

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój 47 [Noah]   

Powrót do góry Go down
 
Pokój 47 [Noah]
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Traditional Royal School :: Akademiki :: ∎ Pokoje-
Skocz do: