IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Starbucks

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Ethan
Nauczyciel marketingu
Doradca zawodowy
avatar

Liczba postów : 28
Join date : 03/02/2014

PisanieTemat: Re: Starbucks   Pon Lut 10, 2014 9:24 pm

Nie miał najmniejszego zamiaru krytykować go za tą dumną i niemal władczą postawę. Tak był wychowany i pewnie mało rzeczy byłoby w stanie sprawić, że od tak zmieniłby się diametralnie. 30 lat nauki etykiety i dobrych manier nie idzie ot tak w las, zwłaszcza że za młodu obcował w towarzystwie tylko wysoko urodzonych. Napatrzył się na to co sprawiło, że zachowuje się wedle określonych wzorców. Z jednej strony Ethan mógł go za to podziwiać. Sam nie potrafiłby zachowywać się jakby połknął kij - bez urazy - bez przerwy dobrze ułożony i nienaganny. Może to też kwestia tego, że sam od małego miał raczej bezstresowe wychowanie. Dużo szaleństw i zabaw, co za skutkowało bagażem doświadczeń. Owszem musiał przestrzegać niektórych rzecz- chociażby w kwestii religii i stosunku do starszych, ale nie było to coś arcy wymagającego. Na pewno nie tak jak etykieta.
Nic dziwnego, że ta rozmowa była raczej niezobowiązująca. Bo i jaka miałaby by być przy kubku kawy i kawałku ciasta w przerwie na lunch? Szczególnie, że oboje nie podchodzi jakoś poważnie do tego flirtu czy gry słownej. To raczej zwykła zabawa, która powtórzy się zapewne jeszcze kilka razy. Jak to się skończy pozostawało niewiadomym. Może być tak, że znudzą się szybko taką relacją, równie dobrze mogą pozostać na stopie przyjaźni lub kto wie, może czegoś więcej. Opcji było sporo, ale na takie rozważania było za wcześnie i pewnie żadnemu z nich coś takiego nawet nie przyszło do głowy.
-Nie ma problemu, skoro chcesz zobaczyć mnie w pełnej klasie. Chociaż i tak myślę, że dopiero z czasem zobaczysz na co mnie stać. Jakieś pozory póki co zostaną - uśmiechnął się psując tym samym poważną postawę, jaką próbował przyjąć. No bo co jak co, ale teraz nie mieli znowu aż tak dużo czasu, by w pełni się otworzyć. No i to było pierwsze spotkanie, jakieś opory pozostawały. Przynajmniej Ethan jest starał się stwarzać. Z drugiej strony nie robił tego jakoś wybitnie skutecznie nieprawdaż?
-Uf kamień z serca - no tak, takiej gry mimiką nigdy by nie osiągnął. Też "uroda" komika była na tyle specyficzna, że sprawiała iż był on nie do podrobienia. Drugiego takiego jak on z pewnością nie znajdziesz. Swoją drogą widząc jak Malcolm próbuje opanować śmiech, sam miał ochotę mu zawtórować ze swoją radością. Bo trzeba przyznać, że pomimo prób stłumienia rozbawienia przez arystokratę, wychodziło mu nie aż tak skutecznie by nie pozostało niezauważone. Aż tak to porównanie wprawiło go w dobry nastrój? Dobrze wiedzieć na przyszłość. Zwyczajnie, gdy go znowu zobaczy z kwaśną miną i aurą pod tytułem "nie zbliżaj się do mnie", to poprawi mu nastrój parodiując Fasolę. Co z tego, że do nie lubił, czego się czasem nie robi dla kolegów z pracy.
Nie robił tematu tabu ze swojego minionego życia prywatnego. Rozwód to nic złego, zwłaszcza, że nie był on spowodowany zdradą, czy awanturami o nic. Dalej pozostawali przyjaciółmi dając sobie na wzajem wolność. Po prostu on odszedł, chcąc by ta ułożyła sobie życie z kimś, kto ją pokocha miłością prawdziwą, a nie przyjacielską. On jej tego dać nie mógł z wiadomych przyczyn, nie oszukiwał jej przy tym, że postara się to zmienić. Po co więc ukrywać fakt, ze się rozwiódł? Swoją drogą nie rozumiał tego, jak ktoś z tak ludzkiej rzeczy robił tajemnicę poliszynela. To śmieszne, ale kto co woli.
-Powiem tak, uważaj co ci wygodnie. A jak jest na prawdę przemilczę. Niech chociaż przez chwilę też otoczę się aurą tajemniczości - odparł już mnie roześmianym tonem pochylając się lekko w jego stronę. Zupełnie jakby chciał mu w ten sposób przekazać jakiś sekret czy coś w ten deseń. Czy go rozpracował? I tak i nie. Na razie jednak doszedł tylko do wniosku o otwartości Ethana, nic poza tym.

Wybacz zwłokę, kompletnie nie mogłam zebrać w sobie weny na odpis x/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Starbucks   Sro Lut 12, 2014 11:06 pm

Zdecydowanie cieszy go fakt, iż nie ma do czynienia z osobą o zachowaniu arystokraty, tego tak łatwo by nie zniósł. Gdyby spotkał równie dumnego osobnika, co on sam, to z pewnością spotkanie to nie byłoby mu tak miłe, jak jest obecnie. Ethan prezentował się dobrze, był świetnym rozmówcą, którego Malcolm miał szczęście spotkać w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Przy innych okolicznościach ich pierwsze spotkanie mogłoby wypaść gorzej niż teraz, a tak może się rozkoszować przyjemną wymianą zdań. Te ich drobne przekomarzanie się było naprawdę zabawne i przychodziło im ono tak lekko, ponieważ od początku nie czuli się zobowiązani do czegokolwiek. Dobrze się bawią w swoim towarzystwie i właściwie tylko to jest istotne, inne kwestie na chwilę obecną nie mają większego znaczenia.
- Pozory wcale mi nie przeszkadzają, wręcz przeciwnie, uważam je za najlepszy element każdej znajomości. Odkrywanie skrawek po skrawku osobowości innej osoby, to dopiero intrygujące zajęcie, nie sądzisz?
Uśmiechnął się subtelnie poprzez uniesienie kącików ust, przy okazji wpatrywał się głęboko w oczy rozmówcy. Zielone ślepia gada rozbłysły w lekkim podekscytowaniu, choć powód tego zjawiska był nieznany nawet samemu Malcolmowi. Może podziałała tak na niego wizja kolejnego spotkania, która już wcześniej zrodziła się w jego głowie i powróciła niczym natrętna mucha? Z pewnością nie powinien robić sobie wielkich nadziei, w końcu jego rozmówca przyznał, że rzadko tu przychodzi o tej porze, jednak zawsze warto się łudzić, czyż nie? Kawa smakuje o wiele lepiej, gdy można się cieszyć jej smakiem w miłym towarzystwie. Samotna konsumpcja też nie jest taka zła, lecz ma inny wydźwięk, bardziej nieczuły. Na pewno w przypadku nauczyciela fizyki samotność wiąże się z chłodem i jeszcze większą niedostępnością.
- Aura tajemniczości nawet do ciebie pasuje, mój drogi - odparł spokojnie, samemu nieco pochylając się w stronę rozmówcy. - Ale i tak cię w końcu jej pozbawię, jeszcze zobaczysz.
Zaśmiał się subtelnie, po czym poderwał się z krzesła. Bez słowa ubrał płaszcz, sprawdził jeszcze czy ma wszystko w kieszeniach, następnie uśmiechnął się do swojego rozmówcy subtelnie. Niestety, czas ich spotkania dobiegł końca, bo zaraz przerwa na lunch się skończy. Choć Malcolm z początku planował przeciągać rozmowę w nieskończoność, to jednak musiał się poddać i powrócić do szkoły. Cóż, jak vice dyrektor ma kilka rzeczy do zrobienia. Drobne formalności, a jednak dość istotne.
- Do zobaczenia, Ethanie.
Po tych słowach pożegnania wyszedł z kawiarni i mocniej zanurzając się w swój czarny płaszcz do kolan, walczył z chłodnym wiatrem, aby ten nie zakradł się czasem pod materiał jego ubrań.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Ethan
Nauczyciel marketingu
Doradca zawodowy
avatar

Liczba postów : 28
Join date : 03/02/2014

PisanieTemat: Re: Starbucks   Czw Lut 13, 2014 4:43 pm

Wszystko tak ładnie się rozwijało, rozmowa szła gładko obojgu sprawiając radość. Szkoda tylko, że to co dobre i przyjemne szybko się kończy. Nie miał mu za złe, że wyszedł. Rozumiał przecież, że mężczyzna miał swoje obowiązki, których nie mógł już dłużej odkładać. Sam przecież też powinien iść w jego ,ślady i zająć się papierkową robotę. Te kartkówki i projekty same się nie sprawdzą. A szkoda o ile szybciej by to poszło. No nic. Dopił swoją kawę i niespiesznie zaczął zbierać się do wyjścia.
Już miał wychodzić, gdy jego telefon dał znak, że żyje. Nieco zaskoczony wyjął urządzenie i odczytał wiadomość. To jego syn dawał znak, że nie wróci tak szybko. Miło z jego strony. Pewnie gdyby nie napisał, Ethan odchodziłby od zmysłów zastanawiając się, gdzie też on poszedł i czemu jeszcze go nie ma. Zdecydowanie był przewrażliwiony jeśli chodziło o Damiena, ale co się dziwić, gdy był on jego oczkiem w głowie. W każdym razie odpisał mu szybko, po czym opuścił lokal kierując się do szkoły.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Starbucks   Czw Maj 15, 2014 5:12 pm

Powiadają, że poniedziałek to najgorszy z możliwych dni tygodnia. Zwiastuje po weekendzie rozpoczęcie ciężkiej pracy dla większości. Eito zaliczał się do owej grupy, bo miał na celu podniesienie poziomu z wykładanego przez siebie przedmiotu. Był naprawdę zawzięty i nie odpuszczał nikomu, a zwłaszcza tym najsłabszym. Jego zdaniem każdy powinien znać przynajmniej podstawy matematyki, na której opierał się ten świat. Zmęczony wrócił po zajęciach do swego mieszkania i nawet nie zdążył się wygodnie usadowić w fotelu, gdy usłyszał dzwonek do drzwi. „A kogo znowu tu przywiało?” Nie umawiał się z Baldem, a nawet gdyby tak było, to z pewnością zrobiłby to na mieście. Był zagorzałym samotnikiem, cenił sobie spokój, wolał własne towarzystwo. Gdy ktoś je zakłócał, nie okazywał temu zadowolenia. Otworzył drzwi mając wymalowane na twarzy: „Czego tu szukasz?”. Nieproszonym gościem okazał się być kurier z przesyłką dość niecodzienną. Z początku Eito pomyślał, że to jakiś dowcip, ale niby nie. Na podwórzu czekał nowiusieńki motocykl, który od razu zaczął dokładnie oglądać. Dopytywał doręczyciela, czy to przypadkiem nie pomyłka i od kogo była ta droga przesyłka. Zamiast tego otrzymał kartkę z zagadką. Został kilkakrotnie zapewniony, że adresu nie pomylono. Jedyna poszlaka, jaką otrzymał, była ta gra liczb skonstruowana dla inteligentnej głowy matematycznej. Brunet odruchowo zabrał się za rozwiązywanie łamigłówki, Był nią niemal całkowicie pochłonięty, dlatego na odczepne podpisał odbiór przesyłki kurierowi, by mu dłużej nie przeszkadzał w liczeniu. Dość szybko uwinął się z zagadką otrzymując za rozwiązanie miejsce w centrum miasta i datę z dokładną godziną. Uznał to za bardzo dziwne, tym bardziej, że ta informacja wyznaczała nieodległą przyszłość za cztery dni. Żeby mieć pewność, jeszcze raz sprawdził łamigłówkę i wyszło mu dokładnie to samo. Przez kolejne dni intensywnie zastanawiał się nad tym, kim mógłby być nadawca. Miał wielką ochotę wsiąść na nowiusieńkie cacuszko, ale nie potrafił, bo motor mógł być kradziony. Nie przesypiał spokojnie nocy, aż nawiedziła go całkiem prawdopodobna myśl. Bogaty rodzic jednego z aktualnych uczniów mógł chcieć przekupić surowego nauczyciela. Tym dłużej rozważał tą możliwość, tym bardziej wydawała mu się sensowna. Był tym faktem bardzo poirytowany, a nawet wściekły. Z jednej strony pragnął zachować podarek, bo obecna maszyna co chwile miała jakąś usterkę, ale z drugiej zaś strony nie pozwoli się przekupić, a już tym bardziej kosztem ukochanej matematyki. Z tego właśnie powodu nie tknął prezentu, który zamierzał zwrócić na tajemniczym spotkaniu właścicielowi. Z pewnością nie pozwoli tak sobą manipulować.
Nadszedł w końcu piątek, dzień spojrzenia w twarz tchórzowi, który myśli, że kasą rozwiąże każdy swój problem. I to właśnie Eito pokaże mu, że jest w kolosalnym błędzie. Możliwe, o ile nie pewne, że ten kiepski uczeń będzie miał jeszcze gorzej, niż do tej pory. Jego ojca zamierza porządnie pouczyć i nie pomoże mu to, że dostarczył brunetowi rozrywki w formie zagadki. Bardzo możliwe, że komuś zlecił jej ułożenie, bo gdyby sam był taki dobry, to i syn nie byłby ostatnim matematycznym osłem. Pan Fujimoto wszedł do Starbucks,wskazanej kawiarni i od razu zajął wolny stolik zamawiając kawę. Był parę minut przed czasem, właśnie dochodziła szesnasta. Kelnerka przyniosła mu małą czarną, której pozwolił sobie raczyć się aromatem. Wyglądał na bardzo skupionego, czasem spoglądającego na wchodzących gości, ale częściej zwracał uwagę na wiszącym na ścianie zegar. Nienawidzi spóźniających się osób, ale dziś był gotów trochę zaczekać, by rozwiązać ten poważny problem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Starbucks   Nie Maj 18, 2014 2:04 am

Wszystko zaczęło się ponad trzy lata wcześniej. Dante Arrow wylądował w nowej szkole, po wyrzuceniu z poprzedniej. Miał za zadanie nie rzucać się w oczy i zakończyć w miarę spokojnie edukację. Zbuntowany syn mafioza wytrzymał we względnej zgodzie z systemem edukacji niedługo. Gdy tylko zaczął się nudzić, przystąpił do szukania sobie zajęcia. Normalny nastolatek zająłby się zabawami, podrywami, czy alkoholem i dragami. Ale nie młody Arrow. On musiał znaleźć najsłabszego nauczyciela w szkole i zacząć go prześladować. Był to Eito Fujimoto, całkiem przystojny matematyk tuż po studiach. Nie oczekiwał ataku ze strony swojego najlepszego ucznia, dlatego był tym lepszym kąskiem. Oberwał za swoje zaufanie, niejednokrotnie tracąc swój czas, cierpliwość i szacunek wśród podopiecznych. Dante był okrutny. Stosował wszelkie formy przemocy, poczynając od rzucania przedmiotami, przez dyskusje słowne, po brzydkie i niesmaczne kawały, zazwyczaj o tematyce homoseksualnej. Bawił się tak dobrze, iż pewnej nocy, wracając z imprezy, popełnił błąd, za który przyszło mu potem zapłacić. Pod wpływem używek niewiadomego rodzaju i rozbawionych kolegów ukradł motor należący do nauczyciela, a potem kompletnie go zniszczył. Miał nadzieję, że bogaci znajomi ojca uchronią go od kary, jedna iście matematyczna prawda „umiesz liczyć, to licz na siebie” dała mu popalić. Wylądował na rok w więzieniu, w efekcie czegoś przeszedł potężną szkołę życia. Nauczył się panować nad emocjami i głupimi pomysłami, poprawił zdolności waleczne, oraz analizy sytuacji, a także do końca się spedalił. Doświadczenia zmotywowały go do objęcia rządów mafijnych po ojcu, by zdobył absolutną władzę, której tak pragnął. Niestety tatuś musiał wrócić z więzienia i przejść cudowną zmianę w dobrego, miłego filantropa, który chętnie dzielił się pieniędzmi z organizacjami charytatywnymi, ku uciesze, ale i pewnemu niezadowoleniu dawnych kolegów „po fachu”. Do tego wszystkiego Dante miał na karku kuratora, który uczepił się go jak rzep psiego ogona i nie istniała właściwie możliwość, by dał radę tak po prostu się go pozbyć. Do momentu, aż ten wredny, wiedźmowaty kretyn nie zrezygnuje ze sprawowania nad nim opieki, będzie musiał jakoś z nim żyć. A szkoda, bo znacznie łatwiejsze okazałoby się jego sprzątnięcie. Szkoda tylko, że wiązałoby się również z dalszymi problemami natury prawnej, oraz opieką kolejnego kuratora, którego nie znał i nie wiedział, czy nie trafi gorzej. Istna sytuacja bez wyjścia.
Brunet jednak jakoś sobie radził. Znalazł pracę (oczywiście nielegalnymi sposobami) i zdobył własne mieszkanie – ba! apartament – powoli stając się niezależnym członkiem społeczności Londynu. Zdobywał wśród poszanowanych gangów uznanie i dążył do docenienia go przez każdą ważną osobę w tym mieście, oraz jego okolicach. A w międzyczasie urozmaicał sobie chwile, szukając coraz to nowych ofiar. Idealną ofiarą był szef, oraz sex-friend, jednak nie mógł cały czas ich prześladować. Gdy pewnego razu minął na ulicy swojego byłego nauczyciela matematyki, nie miał wątpliwości, kim będzie chciał się zająć w najbliższych dniach. Ta wredna twarz, przez którą trafił na dwanaście miesięcy do celi mocno wbiła mu się w pamięć. Postanowił jednak zadziałać odpowiednio wyrafinowanie. Przez pewien czas planował swoje posunięcia, by ostatecznie dojść do wniosku, że najpodlejsze będzie wykorzystanie starego motywu. W końcu, skoro zniszczył mu motor, to właściwie powinien go odkupić, prawda? Rok w więzieniu na pewno nie przywrócił zużytej maszyny, a sądząc po środku lokomocji, dzięki któremu przemieszczał się Eito, nie wiodło mu się najlepiej. Nowy motor odpowiednio go zaciekawi, wraz z matematyczną zagadką. Wprawdzie Dante musiał ograniczyć przez pewien czas wydatki, a nawet posunąć się do zaciągnięcia kredytu, który zamierzał spłacić przy kolejnym napływie gotówki na początku miesiąca, ale udało mu się. Kupił porządne urządzenie, z odpowiednio wysokiej półki, a potem posłał je kurierem, oczywiście wraz z karteczką z zadaniem. Dał Japończykowi kilka dni na rozwiązanie zagadki i zainteresowanie się tematem, a gdy nadszedł termin spotkania, pojawił się w umówionym miejscu, grubo przed czasem. Usiadł w kącie „Starbucksa” i zasłonił się gazetą. Dostrzeżenie Fujimoto przyszło mu bez problemu. Dał mu chwilę, udając, że spóźnia się, a gdy minął tak zwany „studencki kwadrans” podszedł do stolika.
- Wolne? - spytał możliwie uprzejmym tonem, mimo to dało się wyczuć w nim nutki arogancji. Wziął krzesło i usadowił się naprzeciwko swojego byłego nauczyciela, nie czekając na potwierdzenie. O ile matematyk specjalnie się nie zmienił, o tyle Dante przeszedł metamorfozę. Z typowego, zbuntowanego dzieciaka stał się... Naprawdę zbuntowanym mężczyzną. Był znacznie wyższy, przybyło mu kolczyków, fryzura uległa zmianie, tak samo jak i strój. Był ubrany w elegancki komplet, po pracy, a jednak nawet w nim pasował bardziej na recydywistę, niż zwykłego, szarego urzędnika. Z wiekiem nabrał więcej pewności siebie, oraz... Grozy.
- Witam. Być może mnie pan nie pamięta. Moje nazwisko Arrow, Dante Arrow - mruknął, opierając się łokciami o stół, zbliżając twarzą do Japończyka i zmniejszając znacznie odległość między nimi. - Byłem winny motor i oto... Przybyłem. - Wzruszył lekko ramionami, pozwalając sobie na rozbawiony uśmieszek. - Mam szczerą nadzieję, że spełnia on pańskie oczekiwania. Na ulicy go nie dostrzegłem, ale przyznaję, mogłem go przeoczyć. - Pokiwał lekko głową, dodając swoim słowom powagi. Mówił niczym dorosły facet, znajomy, być może współpracownik Eito, a nie jego były uczeń, który nie skończył żadnej szkoły. A mimo to widać było, że biedy nie klepie. Na pierwszy rzut oka można było nawet posądzić go o całkiem dobrą pracę, gdyby nie fryzura (czarne włosy, głowa z jednej strony krótko ogolona) i masa kolczyków w prawym uchu. Mówi się trudno, prawda? To i tak było nic w porównaniu z niektórymi złoczyńcami, czy punkowymi nastolatkami. Gdyby nie złowrogie spojrzenie, oraz kolczyki-ćwieki ułożone w „irokeza” można by go posądzić o względną grzeczność. Styl w końcu każdy ma swój, nie był w pracy w końcu!
- Cieszy się pan, że mnie widzi? - spytał z rozbawieniem w oczach, przesuwając machinalnym gestem po kolczykach na uchu i delikatnie nabijając opuszki palców na ćwieki.
Powrót do góry Go down
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Starbucks   Pon Maj 19, 2014 10:04 pm

Nie miał zagwarantowane, że ktokolwiek się zjawi w wyznaczonym miejscu. Gdy było już jakieś pięć minut po czasie zaczął się zastanawiać, czy to przypadkiem nie jakaś pułapka terrorystyczna i zaraz tam wszyscy wylecą w powietrze. Tylko po co byłby cały ten zachód z tak drogim prezentem? Nie dało się ukryć, że był dobrym wabikiem, ale ta wersja i tak mu się nie kleiła. Bo kto niby chciałby się go pozbyć? Tak naprawdę nikt mu nie groził. Miał za dużo czasu na rozmyślanie w tej kawiarni, a jedyne scenariusze, jakie go nawiedzały to tylko te negatywne. Nie spieszył się z piciem kawy, lubił się nią delektować. Gdy odstawił filiżankę na talerzyk, ktoś podszedł do jego stolika, niby grzecznie się wpraszając. Eito nic nie odpowiedział przybierając podejrzliwość na twarz zmierzył wzrokiem młodego mężczyznę. Z pewnością nie przypominał on statystycznego rodzica uczniów z Traditional. Był przekonany, że to jakiś przypadkowy młodzian, ale nie zdarzało mu się, że ktoś takiego buntowniczego pokroju decydował się do niego dosiadać. Czego mógł chcieć? No chyba nie pogawędzić z sztywnym facetem jak on. Z nieschodzącą czujnością i podejrzliwością czekał, aż ten usiądzie i wyjawi powód, dla którego zdecydował się właśnie na jego towarzystwo. Za chwilę z ust nieznajomego padło nazwisko, które z pewnością już kiedyś słyszał. Arrow najwyraźniej go znał i to nie od wczoraj. Matematykowi nie podobało się jego natarczywe zachowanie. Zaskoczony patrzył na siedzącego przed sobą człowieka i jakoś nie potrafił go skojarzyć, a do tego zaczął mówić o motorze. „To na niego czekałem?” Na biedaka nie wyglądał, więc istniała możliwość kupna przez niego takiej maszyny. „Był mi winny? Jakim cudem? Przecież...” Sięgnął pamięcią do przeszłości z trzech lat temu, jak to tragicznie stracił swoje cudeńko. W życiu nic nie przeszedł dotkliwiej, a sprawcą tego nieszczęścia był wtedy jego najlepszy uczeń, a zarazem najgorszy i zwał się... „Dante Arrow!” W całej swojej karierze nie miał większego utrapienia, które teraz miało czelność pokazać mu się po latach przed oczyma. Czyżby zadręczało go sumienie i postanowił się zrehabilitować? Na pierwszy rzut oka właśnie tak wyglądało, ale Eito nie potrafił w to uwierzyć. Może i nauczyciel nie zmienił się z zewnątrz, ale jego charakter zdecydowanie tak i to w głównej mierze dzięki samemu Dante. Gdyby nie miłość do matematyki, już wtedy zrezygnowałby z zawodu nauczyciela. Nie był przygotowany na wycisk ze strony zdolnego ucznia, który prawdziwie się na niego uwziął i nawet zniszczył mu motor. Bez wahania oskarżył młodego o kradzież i zdewastowanie mienia. Zeznając w sądzie nie pominął najdrobniejszej krzywdy, jaka go spotkała ze strony chłopaka. Gdy usłyszał wyrok skazujący go na rok, pierwszy raz ukazał iście jadowity uśmieszek satysfakcji. Jego problem został skutecznie zapuszkowany. Oczywiście świętował niemal do białego rana i obiecał sobie, że już nigdy więcej nie pozwoli nikomu wejść sobie na głowę. Nauczył radzić sobie z trudną młodzieżą i żaden gagatek nie jest już wstanie go złamać. Co do dzisiejszego Arrowa, to nie potrafi zrozumieć, jaki ma w tym wszystkim cel. Może potrzebuje pomocy ze strony nauczyciela i dlatego postanowił najpierw odkupić swe winy? Za dużo było niewiadomych w tym zadaniu, żeby odnaleźć jednoznaczną odpowiedź. Fujimoto wraz z odbiorem przesyłki został wciągnięty w tę farsę, dlatego nie spocznie dopóki jej nie rozwiąże. Miał teraz do czynienia z dojrzalszą wersją Dante, dlatego zamierzał go potraktować jak dorosłego. Przynajmniej postara się, bo nadal w nim widzi tego nieokrzesanego dzieciaka, który próbował się teraz maskować.
- Jakże mógłbym się nie cieszyć? Był pan przecież moim ulubieńcem – zdobył się nawet na życzliwy uśmiech, ale każde ze słów zdawało się nasycone jadem. Odkąd rozpoznał byłego ucznia, stał się pewny siebie, a nawet biła od niego pogarda. Młody był ostatnią osobą na ziemi, którą chciałby zobaczyć i to chyba nie trudno było po nim spostrzec.
- Żałuję, że wcześniej nasze drogi się nie zeszły. Tak wiele mnie ominęło. W ciągu tych trzech lat stałeś się prawdziwym mężczyzną i to nawet w garniturze. Czuję się taki dumny – w powadze położył otwartą dłoń na swym torsie, odgrywając tym gestem niemal teatralne poruszenie. Był ciekaw, czy towarzysz będzie potrafił się kontrolować. Na ile i jak bardzo się zmienił. Ta prowokacja miała za zadanie mu to ukazać. Oczywiście nigdy nie był przychylny dziwnym fryzurom, kolczykom, czy tatuażom, ale uważał, że każdy może robić ze swym ciałem co zechce. W braw pozorom był bardzo tolerancyjny.
- Co do moich oczekiwań... – zastanawiając się patrzył prosto w oczy rozmówcy. – To jest nowy, całkiem dobry motor i założę się, że również dość kosztowny – stwierdził w opanowanej tonacji głosu. – Proszę mi zatem powiedzieć – oparł prawe przedramię tuż obok filiżanki i również nieco pochylił się w stronę rozmówcy obdarowując go zimnym, wręcz lodowatym spojrzeniem – komu tym razem pan go ukradł? Hmm? – zapytał półtonem. – W zasadzie mnie to mało interesuje, ale za to policja jest bardzo ciekawska. Nie chciałbym zawieść jej oczekiwań – odsuwając się triumfalnie uniósł kąciki ust. „On chyba ma ochotę znowu trafić za kraty.” Nie miałby nic przeciwko, gdyby mógł się ponownie przyczynić do odizolowania tego szkodnika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Starbucks   Nie Maj 25, 2014 6:16 pm

Dante w pierwszej chwili nie został rozpoznany. Ucieszyło go to do tego stopnia, że skinął na obsługę i zamówił sobie mrożoną kawę, czekając na przebłysk zrozumienia ze strony Japończyka. Pojawił się on nagle, ale był ciężki do przeoczenia, jak i szeroki uśmiech na ustach Eito. Arrow oczywiście nie oczekiwał powitania pełnego szczęścia i wcale go nie zdziwiła sarkastyczna odpowiedź.
- Oczywiście, to wszystko dzięki panu. Dostałem prawdziwą lekcję życia i nauczyłem się współistnieć obok innych ludzi, w prawdziwym, prawym społeczeństwie, bez narażania go na żadne szkody. - Zapewnił go z równą emfazą. A może i większą, ponieważ w jego zachowaniu oprócz ironii dało się dostrzec zwyczajne rozbawienie. Wyraźnie kompletnie nie ruszała go subtelna niczym czołg złośliwość. Rok w więzieniu spowodował, że stał się znacznie bardziej odporny na wszelkiego rodzaju prowokacje.
Uniósł brew wysoko, słysząc odpowiedź. Uśmiechnął się kątem warg. No dalej, panie Fujimoto, no dalej, co też ciekawego mi pan powie...
Mrożona kawa dla Londyńczyka pojawiała się na stole w tym samym momencie,  w którym jego były nauczyciel rzucił bombę na stół. W sensie przenośnym, oczywiście. Arrow ani drgnął, chociaż poczuł pewien niesmak, że został uznany za złodzieja. Po tym podejrzeniu chyba mógł zrozumieć brak zaufania ze strony kuratora. Skoro przeciętny człowiek, który przez trzy lata go nie widział, uznawał go za złego... Co dopiero mężczyzna, który miał z nim kontakt i widział wszystkie jego potknięcia? Znał chociaż część nieprzyjemnej prawdy, jego przeszłości i sytuacji rodzinnej.
Uśmiechnął się do spoglądającej na niego z przerażeniem kelnerki.
- On tylko żartuje. - Zapewnił ją miękkim głosem, a potem sięgnął do kieszeni. Wyjął z niej portfel, w którym miał zagiętą fakturę za motor. Podsunął ją prosto pod nos Eito, spoglądając z czystą wrednością.
- Proszę bardzo. Jestem pewien, że policja się tym zainteresuje. Sklep ma genialne maszyny. Byłyby idealne do ścigania przestępców. - Uśmiechnął się szeroko. Oddał papierek mężczyźnie, dając mu się uważnie przejrzeć. Zarówno na pierwszy, jak i drugi, oraz trzeci rzut oka wyglądał na oryginalny. Tym razem Arrow przygotował się na atak, lub być może faktycznie kupił sprzęt. Tego nauczyciel na pewno nie mógł wiedzieć, a przynajmniej nie do momentu, w którym wyszukałby firmę i sprawdził, czy dokonano tam zakupu.
- Jak się powodzi mojemu ulubionemu nauczycielowi? W końcu uczniowie przestali sprawiać kłopoty? - Przekrzywił głowę, mierząc mężczyznę ciekawym spojrzeniem. Fujimoto może wizualnie niewiele się zmienił, jednak dwudziestojednolatek był pewien, że charakter uległ znaczącym modyfikacjom. Było to widać już po prowokacji, nie wspominając niczego na temat ogólnego zachowania starszego mężczyzny. Dante nie mógł powiedzieć, że mu się ta zmiana nie podoba. Przeciwnie, miał o niej jak najlepsze zdanie. Czyniło to Eito odpowiednio ciekawego.
- Właśnie, przypomniało mi to coś - mruknął z namysłem, zbliżając się do mężczyzny i wyciągając dłoń, lekko łapiąc go za podbródek. - Wciąż pana jedyną miłością jest matematyka? - Zmrużył oczy. Nie była to może otwarta propozycja, jednak niewiele jej brakowało. Niejasna aluzja zawisła między nimi, a wcale nie dzieliła ich wielka odległość. Dante oblizał wargi perfidnie, wpatrując się prosto w oczy Japończyka. W tym momencie zupełnie nagle, z kompletnego degenerata przerodził się w jakiegoś boga, wypełnionego seksapilem. Czuć to było od niego i z daleka, a co dopiero, gdy tkwił tak blisko swojej ofiary. Gdyby Eito się skupił, mógłby poczuć od niego przyjemny zapach perfum. Nie były one tak intensywne, by zwracać uwagę innych osób, gdy jednak ktoś był tak blisko pracownika firmy RoboticsUNION, czuł ich przyjemną woń, dopełniającą wizerunek mężczyzny, który prowadzi kochanków w chwile uniesienia. I który lubi wyprowadzać innych z równowagi.
Powrót do góry Go down
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Starbucks   Pon Maj 26, 2014 11:36 pm

Może to spotkanie po latach nie było takie złe. W końcu nauczycielowi nadarzyła się okazja rozmówić z byłym uczniem. Kiedyś brakowało mu na to pewności siebie, którą wypracował sobie przez ten czas. Do tego Dante wydawał się jakby przytemperowany po swej odsiadce. Idealny moment, żeby odwrócić strony i pokazać młodemu gdzie jego miejsce.
- Niezwykle miło, że przypisujesz mi całą zasługę. Jednak nic by z tego nie wyszło, gdyby nie świerzbiły rączki. I w efekcie to sam sobie zacinałeś pętle na szyi mój drogi – oznajmił spokojnie przywdziewając wężowy uśmieszek. Prawda była taka, że gdyby Arrow nie ukradł i zniszczył motor, to nie trafiłby za kraty. Sam Eito nie namawiał go do tego, nawet nie prowokował swoim zachowaniem. Raczej usuwał się w cień, starał się schodzić z drogi młodemu gniewnemu i zająć wyłącznie matematyką, ale niestety uczeń uznał zadręczanie starszego za hobby, najwyraźniej musiał się przednio bawić. Ciekawe czy później też tak było za stalowymi kratami. – Założę się, że tęsknisz za państwowymi wakacjami. Darmowe lokum, wyżywienie, codzienne spacerki, no i sami oddani przyjaciele... Choć słyszałem, że nieco niezdarni, często upuszczają mydło – nie potrafił powstrzymać się od uszczypliwego komentarza, popatrzył na rozmówcę chcąc wyłapać jakąkolwiek reakcję na twarzy. Niemal w każdym filmie pokazującym wnętrze zakładów karnych dochodziło do napastowania, czy dźgania w brzuch przemyconym narzędziem. I to była tylko kropla w morzu tego prawdziwego piekła.
Oczywistością było, że przestępcom przypisywało się łatkę do jakiegokolwiek podejrzenia o przewinienie. Fujimoto miał taką tendencję, że oskarżał każdego z góry i wystarczył mu do tego już drobny powód. Był bardzo nieufny i przeważnie na szkolnych dyżurach ścigał uczniów, którzy nie stosowani się do regulaminu. Był jednym z najbardziej wymagających nauczycieli, uwielbiał zachodzić za skórę bogatym dzieciakom. W każdym bądź razie nie zwrócił uwagi na znajdującą się w pobliżu kelnerkę, była mu kompletnie przeźroczysta. A nawet gdyby spostrzegł jej obecność, to i tak nic by to nie zmieniło. Za to rozmówca próbował uspokoić wystraszoną kobietę. „Hmm?! Od kiedy to niby obchodzi go co sobie inni pomyślą o nim?” Nie dowierzał własnym oczom. Czyżby ulubieniec zaiste nabrał manier? Jakoś nie potrafił w to uwierzyć patrząc na jego podejrzaną facjatę. Miał przy sobie dokument kupna motoru, który radośnie mu podał. Eito dość wnikliwie zainteresował się papierkiem, na którym były wypisane wszystkie niezbędne dane. Były nawet godziny otwarcia i wynikało, że pracują dziś jeszcze około półtorej godziny. Trzymając w ręku kartkę, wyciągnął z kieszeni komórkę i przepisał numer kontaktowy do firmy, po czym nacisną zieloną słuchawkę i przyłożył telefon do ucha patrząc cały czas na dokument.
- Halo – odezwał się, gdy tylko nastało połączenie. – Dzień dobry – odpowiedział mężczyźnie, który nieświadomie potwierdził mu właśnie nazwę sklepu. – W ostatnim czasie syn nabył u państwa motor. Nie należy on do zbyt uczciwych osób, a nie zamierzam tolerować pod swym dachem oszustwa. Dlatego chciałbym upewnić się, że wystawiona kwota na fakturze jest zgodna z tą u państwa w sklepie. Będę dozgonnie wdzięczny za pomoc – zdawał się być uprzejmy, ale barwa głosu była bardziej oschła i poważna. Kierownik sklepu poprosił o numer faktury, którą zaraz mu podał czarnowłosy, a następnie poprosił o chwilę cierpliwości. – Dobrze, zaczekam. – Eito był dość skupiony na rozmowie telefonicznej, że ani razu nie spojrzał na Arrowa, w zasadzie to nie odrywał wzroku od dokumentu. Po niecałej minucie pracownik podał dokładnie tą samą kwotę, na jaką właśnie patrzył matematyk. – Tak, zgadza się. Dziękuję. – Rozłączył się i schował do kieszeni komórkę.
- Na to wygląda, że zakup jest czysty. Pytanie tylko, czy gotówka za niego również taka była? – oddając własność Dante, patrzył mu nieufnie prosto w oczy. Był niemal pewien, że prowadził jakieś nieczyste interesy. Nie skończy z swą podejrzliwością. Będzie szukał dziury w całym, aż ją znajdzie. Był przekonany, że młody próbował go bardziej sprowokować, niż nawiązać zwykłą konwersację pytając o szkolę. Choć w głównej mierze prowokowała go ta buntownicza aura.
- Nie martw się, nikt do tej pory cię nie przebił. Nadal jesteś moim numerem jeden – jadowicie uniósł kąciki ust, a w oczach przejawiał niemal cień mordu. Miewał w klasach trudne przypadki, ale już nie dopuścił do tego, by rozprzestrzeniły się jak zaraza. Nawet nie spostrzegł, kiedy przestał się zwracać do rozmówcy na pan. Stara relacja wzięła nad nim górę, widział w nim jedynie swego byłego ucznia. To było bardzo niespodziewane gdy został złapany za podbródek i padło pytanie o miłość. Podniósł powieki zastygając w kompletnym zaskoczeniu. Nigdy się nie krył z obsesją do matematyki i nie to stanowiło zawieszenie się plików, a raczej ta cała przemiana młodego w wygłodniałego wilka. Momentalnie dreszcz przebiegł mu po ciele, a do tego czuł się dziwnie osaczony. Nigdy wcześniej nie doznał czegoś podobnego. Jeśli działo się coś dla niego zupełnie nowego, nieznanego, automatycznie brał to dystans. Złapał porządnie za nadgarstek rękę, która ośmieliła się go dotknąć i niemal powalił ją na blacie stołu, aż stojące naczynia zadźwięczały. Nie puszczał, nie ufał jej, chciał mieć ją pod kontrolą, ale nie ściskał bardzo mocno, krew dopływała do palców.
- To chyba oczywiste, że zawsze była i zawsze będzie – zdenerwowany zmierzwił brwi. – Zamiast zadawać dziwne pytania, lepiej powiedz w końcu, dlaczego przysłałeś mi ten motor? Co zamierzasz przez to osiągnąć? – obniżył ton głosu z racji, że byli dość blisko, a nie chciał jeszcze bardziej zwracać na siebie uwagi. W pewnym stopniu nie panował nad sobą, a chęć rozwikłania problemu zdawała się osiągnąć limit. Nadal nie rozumiał powodu tego zadośćuczynienia. Bezinteresowność kompletnie mu nie pasowała do Arrowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Starbucks   Czw Maj 29, 2014 11:44 pm

- Oczywiście, ma pan rację. Popełniłem w swoim życiu wiele błędów. - Pokiwał głową z powagą. - Wiadomym jest, że powinienem mieć pretensje tylko do siebie, jednak gdyby nie właśnie pana osoba, możliwe, że niczego bym się nie nauczył. - Westchnął, jakby ubolewając nad taką możliwością. Zdawał się naprawdę nawróconym, grzesznym młodzieńcem, który postanowił zrobić wszystko, co w jego mocy, by pomóc całemu światu, któremu zrobił tyle krzywd.
Oczywiście, świat nie powinien wierzyć w tą twarz Dantego. Mężczyzna był prawdziwym wcielonym demonem, który dla swojej zachcianki potrafił zrobić wiele złego. Opinia innych ludzi go nie interesowała, chociaż zawsze działał w ukryciu. Było to większym wyzwaniem, a jednocześnie nie komplikowało mu życia z wrednym kuratorem na karku.
- Panie Fujimoto, byłem pewien, że kto jak kto, ale pan nie opiera się na wiedzy zawartej w kilku podrzędnych pornosach... - Pokręcił lekko głową, wyraźnie ubolewając nad niedoinformowaniem mężczyzny. Zdawał się wyraźnie zawiedziony tym, jak prostacko został potraktowany przez swojego ULUBIONEGO nauczyciela.
Kolejne poczynania starszego mężczyzny również nie przypadły dwudziestojednolatkowi do gustu. Ostatecznie jednak zdecydował się dać mu czas na uzyskanie wszystkich potrzebnych informacji. Rozparł się w tym czasie na krześle i zaczął powoli sączyć kawę, obserwując spokojną twarz Eito. Zaskakujące, jak bardzo niewiele się w nim zmieniło. Jedyne, co potrafił ocenić Dante na pierwszy rzut oka, to nabycie znacznej pewności siebie i wyostrzenie języczka. Zanim zdążył się zastanowić, jego myśli już podążyły ku mniej dozwolonym tematom. Uśmiechnął się szeroko i oblizał leniwie wargi, napawając się lekko gorzkawym smakiem kawy. Oj tak, stanowczo pasowała mu ta sytuacja. Pomysł zdobycia ciała matematyka wcześniej nie przyszedł mu do głowy, jednak gdy już się w niej pojawił, nie chciał żadną siłą zniknąć. Dlatego zamierzał szybko i konkretnie wybadać, a do tego miały prowadzić jego kolejne czyny.
Mimo to, został poważnie zaskoczony. Aż do tego stopnia ten facet mu nie ufał? Straszne.
- Wyciągu z konta ci nie pokażę, ale zapewniam, że dostałem wypłatę z szanującej się firmy. - Zapewnił go z uśmiechem. - Ale zaraz! Zaciągnąłem też mały kredyt! - Rzucił, aż odkładając na stół kubek i wesoło szukając papierka w kieszeni. Znalazł go po chwili. Bardzo sfatygowana, ale wciąż umowa, wyraźnie świadczyła o pożyczeniu z banku odpowiedniej kwoty – połowy kosztów motoru. Nie dało się jej niczego zarzucić, a przynajmniej nie przez kogoś, kto miał jako takie pojęcie o tamtejszym banku. Na pewno nie wiązał się on w żaden sposób z działalnością przestępczą.
A przynajmniej nie oficjalnie, ale tego Eito na pewno nie wiedział. I bynajmniej z tego nie korzystał Arrow. Uznał jednak, że najwyższa pora skończyć z tymi zapewnieniami i wyjaśnieniami i przeszedł do sedna sprawy. Źrenice aż lekko mu się rozszerzyły, gdy dostrzegł strach w zachowaniu mężczyzny. Więc to tak... Stanowczo nauczyciel nie miał wielu męskich doświadczeń. Dante zamyślił się tak głęboko, że w pierwszej chwili nie wyrwał dłoni z uścisku i pozwolił na jej unieruchomienie. Nie było to dla niego wcale duże wyzwanie, by w ciągu kilku krótkich chwil zamienić sytuację dramatycznie, nie chciał się jednak do tego posuwać. Znajdowali się w miejscu publicznym, taka bójka nie mogła być mile widziana.
Wywrócił oczami. A ten ciągle swoje, naprawdę. Nie mógł się na chwilę uciszyć i zająć czymś... Ciekawszym?
Zbliżył się tak, by praktycznie dotykali się nosami. Ręki wciąż nie oswobodził, dając Eito złudzenie posiadania władzy. Złapał go za to drugą ręką za podbródek.
- Powiedziałbym, mój drogi panie nauczycielu, ale wtedy straciłbym twoje zainteresowanie. Musisz nauczyć się czytać między wierszami... Poradzić sobie z równaniem z kilkoma niewiadomymi, jak to mówią w twoim języku... - Uśmiechnął się, już z otwartą złośliwością. Trącił jego nos swoim, oblizując bardzo, bardzo nieprzyzwoicie wargi. W tym momencie wyglądał naprawdę jak typowy buntownik, z podejrzaną mordą i czarną skrzynią zamiast mózgu. Nikomu nie było dane odkryć, co tak naprawdę się w niej kryło.
A potem odsunął się, zupełnie nagle wypuszczając mężczyznę i wyrywając swoją dłoń z jego uścisku. Dopił napój, zostawił na blacie pieniądze i złapał Fujimoto za krawat. Pociągnął go mocno i bezpardonowo do wyjścia, nie siląc się na żadne informacje. W momencie, gdy ten zaczął protestować, odparł po prostu:
- Chcesz się dowiedzieć, czy wolisz pozostać w błogiej nieświadomości? - rzucił, unosząc brew wysoko. I wyciągnął go prosto na ulicę.

[z/t x2]
Powrót do góry Go down
Yamai

avatar

Liczba postów : 50
Join date : 17/09/2014
Skąd : Japonia

PisanieTemat: Re: Starbucks   Pon Lis 24, 2014 3:43 am

Szczerze mówiąc nie czuł się zbyt pewnie, pierwszy raz jechał motorem. A jednak często się słyszy o wypadkach na tych maszynach. Może właśnie dlatego w drodze do kawiarni obejmował Erika nieco mocniej niż zrobiłby to każdy inny. Swoją drogą było mu naprawdę głupio, że nie przyszedł na czas, choć jakiegoś dużego spóźnienia też nie miał. Ale nie było co przepraszać kolejny raz, prawda? Wtedy pokazałby jak przejmuje się tym spotkaniem, a po co? To było zbyt zawstydzające, by przyznać, że z nerwów serce szybciej mu bije, a ręce drżą... Kiedy zatrzymali się przed kawiarnią Yamai nieco niepewnie zszedł z motoru, by po chwili oddać Erikowi jego kask, który zdjął z głowy. Jeżeli o niego chodzi to raczej rzadko chodził w takie miejsca, nie żeby wcale. Ale jednak większość czasu spędzał samotnie na robieniu zdjęć. Gdy jeszcze miał chłopaka to było nieco inaczej. Ale już sporo czasu nie był w związku. Zaczekał grzecznie na blondyna, po czym udał się z nim do kawiarni. Mógł stwierdzić, że to naprawdę miłe iż ten chłopak zabrał go w miejsce, które sam lubi. Dzięki temu, choć nie było to zamierzone, Ishida mógł się dowiedzieć o nim nieco więcej. Nie żeby mu jakoś znacząco na tym zależało... bądźmy szczerzy, wciąż nie pojmował dlaczego to właśnie on był tutaj teraz z tym dwudziestojednolatkiem. Ale czy było sens kolejny raz pytać? Jakby się zastanowić to w tej konkretnej kawiarni był pierwszy raz, dlatego też, gdy tylko znalazł się w środku wzrokiem przebadał pomieszczenie. Skupił wzrok na wolnych stolikach. - Tam będzie w porządku? - wskazał na jeden, przy którym stały dwa krzesła. Dlaczego akurat to miejsce? Może dlatego, że znajdowało się tuż przy oknie? Na szczęście chociaż w tym momencie jego twarz nie była zaczerwieniona... Niestety nie radził sobie z ludźmi takimi jak Erik. Często stawał się podatny na ich słowa i uległy, mimo, że wcale nie zamierzał. Tracił pewność siebie i czuł zawstydzenie. Tacy są niebezpieczni, sprawiają, że brunet całkowicie się gubi. A jednak był tu dzisiaj. Sam nie wiedział czemu. Zgodził się, prawdopodobnie właśnie przez charakter Wincklera. Czuł presje? Ale to chyba nic złego jeżeli posiedzi z nim trochę, a później grzecznie wróci do akademika i zapewne weźmie się za robienie zdjęć? W końcu to tylko jedno spotkanie....

_________________
Oh world...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Erik

avatar

Liczba postów : 55
Join date : 03/07/2014
Age : 21

PisanieTemat: Re: Starbucks   Wto Gru 02, 2014 1:10 pm

Erik uważnie się przyglądał i badał każdą reakcję Yamaia. Zainteresował go ten niepozorny, spokojny chłopaczek. Nie można powiedzieć, że był w guście blondyna... Duńczyk wolał wysokie blondynki z długimi nogami oraz w chłopcach o dziewczęcej urodzie i delikatnym ciałku. A Yamai? Erik nie widział w nim tego wdzięku, który pociągał go u innych. Ale miał w sobie coś, przez co starszy student po prostu nie mógł przejść obok obojętnie. Tylko nie miał jeszcze pojęcia co to było. Może rutyna mu się znudziła i chciał spróbować czegoś nowego? Młodszy chłopak zdecydowanie był od skocznią od tego.
- Pasuje mi tamten stolik - odpowiedział z uśmiechem Erik idąc w stronę wyznaczonego stolika. Wkurzało go to, że znowu musiał na nowo udawać miłego i kochanego. Ale cóż, w sumie był do tego przyzwyczajony i właściwie samo tak wychodziło. Yamai się wydawał typem osoby, która uciekłaby gdzie pieprz rośnie, jakby poznała prawdziwe oblicze Duńczyka. Większość rozsądnych osób by tak zrobiła... Erik to nieposkromiona, porywcza istota, która traktuje innych jak śmieci albo zabawki. No, pomijając wyjątki jak jego ukochany braciszek.
- Na co masz ochotę młody? - zapytał patrząc na menu i samemu szukając dla siebie czegoś dobrego. Chociaż w jego głowie były także inne myśli, niż wybranie odpowiedniej kawy. Mianowicie chodzi o to, w jaki sposób Erik miał najlepiej dotrzeć do Yamaia. Oczywiście, że mu chodziło tylko o zaciągnięcie go do łóżka. Dawno się z nikim nie pieprzył, więc i cierpliwość jego była na granicy. Patrząc na towarzysza jakoś specjalnie niczego wielkiego nie wymagał od seksu z taką osobą. Yamai kojarzył mu się... ze spokojną przeciętnością. Niewybijającą się w żaden sposób w jakąkolwiek stronę. Był normalny, zwykły. Ale jednocześnie nadal go ciekawił i intrygował, czego sam Erik nie rozumiał.
Blondyn wybrał już swoją kawę oraz jakiś pierwszy lepszy deser na cieście francuskim, którego jeszcze nie próbował wcześniej. Oczywiście jako, że zabrał Yamaia to i mu stawiał. Usłuchał tego co chłopak sobie życzy i poszedł zamówić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raven

avatar

Liczba postów : 18
Join date : 29/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Starbucks   Nie Gru 07, 2014 2:39 pm

Po wyczerpującym wywiadzie, w którym musiał odpowiadać na różne głupie pytania, od początków swojej kariery zaczynając na rozmiarze koszulki kończąc, oraz po ustaleniu kilku istotnych szczegółów ze swoim menadżerem dotyczących najbliższego koncertu stwierdził, iż przydałoby się trochę wyluzować, więc poszedł na spacer po mieście. ze słuchawkami na uszach przemierzał uliczki, które wyglądały praktycznie identycznie. W pewnym momencie do jego nozdrzy dotarł orzeźwiający zapach kawy, rozejrzał się dookoła i zauważył dobrze znany napis ''Starbucks''. Bez namysłu wszedł do środka i zamówił pierwszą lepszą kawę. Rozmyślając nad dalszymi poczynaniami, gdy sięgał po telefon wypadła mu z kieszeni mała karteczka, na której widniał numer, po długości wnioskując telefonu. *A no tak, przecież dostałem go od chłopaka, którego spotkałem rano. A co mi tam*. Napisał do niego esemesa czekając co będzie dalej słuchał muzyki i rozkoszował się aromatem boskiego napoju.

_________________
''Będę walczyć, a wyśpię się po śmierci''
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tenshi

avatar

Liczba postów : 13
Join date : 26/11/2014

PisanieTemat: Re: Starbucks   Nie Gru 07, 2014 4:43 pm

Nie wiedział, że to miasto jest takie duże i trudno tu cokolwiek znaleźć. Na szczęście miał nawigację i namierzył najbliższy lokal Starbucksa. Dotarcie tam nie zajęło mu wiele czasu, ale też się nie spieszył. Chciał poznać okolicę, w końcu miał tu spędzić trochę czasu.
Gdy dotarł do lokalu uśmiechnął się na zapach kawy. Był orzeźwiający i mocny. Mimo, że sam nie lubił pić kawy, smakowe mu odpowiadały.
Postanowił zamówić czekoladową i odnaleźć Ravena. Nie było łatwo lokal mały nie był, ludzi było pełno, na szczęście nikt go nie rozpoznawał.
Odnalazł wzrokiem kogo szukał i podążył do niego. Ściągnął płaszcz zakładając go na oparcie krzesła i usiadł przed nim kładąc czekoladową kawę na stoliku.
-Hejka... Znowu...-uśmiechnął się przeczesując lekko włosy i zbłąkane kosmyki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yamai

avatar

Liczba postów : 50
Join date : 17/09/2014
Skąd : Japonia

PisanieTemat: Re: Starbucks   Pią Gru 12, 2014 1:59 am

Kiedy usłyszał potwierdzenie skierował swoje kroki do wyznaczonego chwilę wcześniej stolika i usiadł na jednym z krzeseł. Czuł się dziwnie. Erik był zbyt uprzejmy, a przynajmniej tak się Yamaiowi wydawało. Może dlatego, że na co dzień nie miał kontaktu z takimi ludźmi? Na pytanie blondyna nie odpowiedział od razu. Pewnie z racji tego, że zamiast skupić się na menu jego wzrok już badał to co działo  się za oknem. Wydało mu się to jednak nie grzeczne. W końcu nie powinien odpływać. Wytrzyma ten czas spotkania. Chwycił za menu. Kawa, kawa, kawa... naprawdę ich nie lubił. Ile razy by nie próbował się przemóc, po prostu smak mu nie odpowiada.
- Czy mógłbyś mówić mi po imieniu? - zapytał nie podnosząc wzroku z karty. Nie był dzieckiem, a przez jego określenie czuł się jak smarkacz. Wystarczył mu sam fakt, że był młodszy. A może Erik chciał to zaznaczyć?
- Poproszę... - zmarszczył brwi wyraźnie się wahając. Herbata czy gorąca czekolada? Czy wybierając to drugie nie da potwierdzenia, ze totalny z niego dzieciak? Dlaczego musiał się przejmować takimi rzeczami?
-... herbatę Earl Grey... - odpowiedział w końcu z lekką rezygnacją. Nie chciał wypaść źle, choć był świadom, że nie powinno go to obchodzić. W końcu nie planował spotkać się z Wincklerem więcej niż raz.
- I kawałek sernika - dodał jeszcze i odłożył kartę. Nie był spięty... przynajmniej na razie nie, nieco się uspokoił. Ale za pewne wystarczył moment, by znów zaczął czuć się niepewnie. Miał wrażenie, że nie pasuje jako towarzystwo blondyna. Czemu go zaprosił? To kaprys? Odskocznia od znajomych, którzy za pewne są bardziej rozrywkowi niż Yamai? Tyle pytań i zero odpowiedzi. A przecież nie zapyta chłopaka wprost... nawet jeśli, to nie sądził, by uzyskał szczerą odpowiedz. Dwudziestojednolatek poszedł złożyć zamówienie, a wzrok Ishidy skierował się po kolei na rożnych ludzi w kawiarni. Wszyscy wyglądali tak normalnie. Czy on w towarzystwie swojego towarzysza nie wyglądał dziwnie? Spojrzał znów na chłopaka, gdy tylko ten wrócił. I co ma niby powiedzieć? Raczej Erik nie będzie zadowolony siedzeniem w niezręcznej ciszy. Jak szybko brunet go zdenerwuje?

_________________
Oh world...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raven

avatar

Liczba postów : 18
Join date : 29/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Starbucks   Wto Gru 16, 2014 7:52 am

Czując czyjąś obecność spojrzał do góry i zobaczył błękitne ślepia wpatrujące się w niego, dokładnie te same, które zaintrygowały go wcześniej dzisiejszego dnia. Zsunął słuchawki i się przywitał.
- Chciałem zaproponować Ci coś do picia, ale widzę, że mnie ubiegłeś. Jak samopoczucie? - zapytał przybierając ton głosu imitujący zainteresowanie. Owszem była to informacja bez której mógłby przeżyć resztę swojego życia, ale co najmniej przez grzeczność wypadało zadać to trywialne pytanie. Zależało mu tylko, żeby chłopak został jego modelem, więc zbędne cergiele mógł sobie darować, takich podstawowych zasad uprzejmości nie mógł jednak odpuścić, gdyż z autopsji wiedziałam, że łatwiej będzie go do tego przekonać, jeśli zachowa pozory bycia miłym.

_________________
''Będę walczyć, a wyśpię się po śmierci''
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Erik

avatar

Liczba postów : 55
Join date : 03/07/2014
Age : 21

PisanieTemat: Re: Starbucks   Pon Gru 29, 2014 12:57 am

O tak, Yamai miał dobre przeczucie. Erik był zdecydowanie za bardzo uprzejmy. Ale na tym polegała jego gra. Blondyn uważnie przyglądał się zamyślonemu towarzyszowi. Co on w nim widział? Lubił go i tyle. Duńczykowi jakoś także niespecjalnie chciało się podkreślać różnicę miedzy nimi, po prostu mówił to, co mu pasowało. Uśmiechnął się lekko.
- Wybacz. - dla Wincklera był to już znak, że mówienie do Yamaia w taki sposób przyniesie wręcz negatywny skutek. Uważnie notował w głowie reakcje młodszego kolegi. Budował sobie tym samym strategie, jak go uwieść. Chłopak zdecydowanie był niepewny, więc na sam początek najlepiej będzie go na jakiś sposób rozluźnić. Może zabierze go do jakiegoś baru? Odrobina alkoholu pewnie załatwiłaby sprawy. Erik zauważył, że Yamai nie chce wyjść na dziecko, szybko to wychwycił. Więc za pewne nie odmówiłby wyjścia do "miejsca dla dorosłych".
Po chwili Duńczyk wrócił z zamówieniem. Podał mu sernik i herbatkę, siadając na swoim miejscu. Spojrzał na niego, uśmiechając się.
- Mają tu naprawdę dobre rzeczy. Co lubisz najbardziej? - zagadał, nie przyglądając mu się jednak nachalnie tylko zerkając na niego. Nie chciał go peszyć, wiec starał się wyczuć w jakiej sytuacji chłopak będzie czuł się komfortowo.
Rozmowa z początku się nie kleiła, ale z czasem coraz lepiej im szło. Erik powypytywał o to i owo, ale także i coś tam burknął o sobie. Takie mało znaczące informacje, ale grunt, że udawał otwartego na chłopaka. W rzeczywistości wolał, by nikt naprawdę nie wiedział o nim za wiele, miał swoje granice, których nikomu nie pozwalał przekraczać. Po rozmowie Duńczyk pomyślał, gdzie mógłby Yamaia dalej zabrać.
- Może chcesz się ze mną gdzieś dalej wybrać? Wiesz... Potańczyć, popić... Jesteś pełnoletni wiec chyba problemu nie ma, prawda? - uśmiechnął się, przyglądając mu się uważnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yamai

avatar

Liczba postów : 50
Join date : 17/09/2014
Skąd : Japonia

PisanieTemat: Re: Starbucks   Pon Sty 12, 2015 12:09 am

Zdecydowanie powinien się uspokoić i po jakimś czasie na szczęście mu się to udało. Rozmowa stała się dość naturalna. Choć Yamai nie często z kimś gdzieś wychodził. No i... raczej rzadko był to ktoś tak przystojny. W sumie kiedy ostatnim razem brunet gdzieś był... nie sam? Tego chyba sam nie pamiętał. Zawsze chadzał z aparatem nie zwracając nawet uwagi na innych. Kto by pomyślał, że w jeden z takich dni, ktoś sam do niego podejdzie. Blondyn wyraźnie wiedział jak rozmową rozluźnić Ishidę, bo ten nawet uśmiechnął się parę razy. Mówienie o sobie było krępujące, ale jakoś wyduszał z siebie zdania na różne tematy. Wszystko było w porządku, dopóki nie padło pewne pytanie. Wyjść gdzieś potańczyć i popić? Yamai nie umiał tańczyć, a alkoholu nie ruszał. Był na niego zbyt podatny i szybko się upijał. Ale jeżeli odmówi czy Erik znów nie spojrzy na niego jak na dzieciaka? W końcu, jak to Winckler powiedział, był pełnoletni. Osiemnaście miał, tylko charakter był problemem. Jeżeli przesadzi z piciem może stać się problemem, zresztą nie panuje wtedy nad swoim ciałem i zachowaniem, co może być zgubne. Choć polubił blondyna nie ufał mu jeszcze na tyle, by wiedzieć, że ten zwyczajnie go tam nie zostawi, pijanego.
- Zgoda - odpowiedział po chwili namysłu, choć dość niepewnie. Ciasta zdążyli zjeść, wypić zamówione napoje również. Dlatego oboje wstali i udali się do wyjścia.


[z/t - oboje]

_________________
Oh world...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shōta

avatar

Liczba postów : 29
Join date : 29/04/2015

PisanieTemat: Re: Starbucks   Sob Sty 09, 2016 9:25 pm

Nie wyrwał ręki, choć w pierwszej chwili miał na to ochotę. Grzecznie pozwolił zaprowadzić się do miejsca zaproponowanego przez chłopaka, chociaż, kiedy uświadomił sobie, ile pracy go czeka, miał cichą nadzieję, że uda mu się wrobić nastolatka w pomoc. Dźwiganie ton papieru nie służyło mu.
Kawiarnia przypadła Shocie do gustu bardziej, niż się tego spodziewał. Gdy tylko znaleźli się w ciepłym pomieszczeniu, odszukał wzrokiem pierwszy wolny stolik i zaciągnął tam Satoriego. Swoją kurtkę powiesił na oparciu krzesła. Nigdy nie miał okazji przyjść do takiego miejsca, więc korzystał z okazji i przyglądał się wszystkiemu ukradkiem. Nawet gdy zamawiał gorący napój, przyglądał się dekoracjom, choć ktoś z boku miałby wrażenie, że zwyczajnie przygląda się twarzy kelnerki. Zwrócił na nią uwagę dopiero wówczas, gdy dziewczyna miała odchodzić. Przekrzywił głowę.
Stanowczo za duże, pomyślał, bez skrępowania wlepiając oczy w biust kelnerki. Cóż, był gejem. Dla niego praktycznie każda kobieta miała za duży biust.
- Ładnie tu - stwierdził, odprowadzając dziewczynę wzrokiem. Po krótkiej chwili spojrzał na Satoriego i osunął się nieco na krześle. Tak było mu wygodniej. - Masz dobry gust, nie powiem. Ale coś mnie męczy, wiesz? - Uśmiechnął się szeroko. - Mam wrażenie, że się mnie przestraszyłeś. Mam rację prawda? Oczywiście, że mam! Chodzi o mój zawód? Zawsze chodzi o mój zawód - westchnął ciężko. - Dlaczego wszyscy unikają psychiatry? Też jestem człowiekiem. Nie próbuję z każdego zrobić sobie pacjenta. Chyba, że ktoś faktycznie potrzebuje pomocy. A bycie ciekawym to jeszcze nie grzech, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satori
Kapitan sekcji gimnastycznej
avatar

Liczba postów : 545
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Starbucks   Pon Sty 11, 2016 2:44 pm

Ale on nie chwycił go za rękę tylko za rękaw. A to jest rożnica. Za materiał odziweży wierzchniej jaką Shota miał na sobie, a nie za rękę!
Oj nie, nie uda mu się urobić Satori'ego, żeby pomógł psychiatrze. Bo pewnie pomyślałby, że to jakiś sposób, żeby zrobić z niego czubka albo jakieś tajne i specjalne badanie, aby zobaczyć czy nie jest czubkiem. Bał się?!
Gdy Shota rozsiadł się na krześle, Satori zwrócił uwagę z jaką bacznością mężczyzna lustruje piersi kelnerki.
Zboczeniec! – pomyślal nastolatek.
– A tak, calkiem przyejmnie. Lubie czasem tu przyjść między treningami , a lekcjacmi i cos sobie poczytać. – odrzekł lekarzowi, po czym wstał i udał się, aby zamówić sobie coś dobrego do picia.
Przy kasie, jeden z baristów poznał już chłopaka i miło się do niego usmiechnął. Satori tylko powiedział, że chce to co zawsze i chłopak o jasnych wlosach zaczął przygotowywać mu truskawkową latte na mleku sojowym. Uwielbiał smak soi i truskawek. On w ogóle kochał truskawki.
Gdy wrocil ze swoja kawą do stolika, rozsiadl się wygodnie.
– Ja przestraszyłem się? Nie prawda! – rzachnął się Satori.
– Bycie ciekawym człowiekiem czy bycie czlowiekiem ciekawym świata? – zapytał go czerwonowłosy, po czym upił swoją latte.
– Masz około 23 lat, prawda? Jak to jest możliwe, że jesteś zawodowym psychiatrą w tak młodym wieku? – zapytał tak po prsotu, bo wydawał się być czlowiekiem ciekawym świata, a to przecież nie grzech. Jak już ustalili wcześniej.

_________________


Galeria:
1,2,3,4,5,6,7,8,9,10,11,12,13,14,
15,16,
17!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shōta

avatar

Liczba postów : 29
Join date : 29/04/2015

PisanieTemat: Re: Starbucks   Wto Sty 12, 2016 9:57 pm

A rękaw zasłania rękę, więc jakby wyrwał rękę, to poszłoby z rękawem.
Najprawdopodobniej Shota co najwyżej wrobiłby Satoriego w dźwiganie i niszczenie niepotrzebnych dokumentów. Miał dość świrów na co dzień, by nie musieć szukać ich sobie na ulicy.
Chyba zostałem uznany za zboczeńca, pomyślał, kątem oka rejestrując minimalne zmiany na twarzy chłopaka. To była część jego pracy - musiał potrafić zauważyć najmniejsze zmiany.
Kagamine zaczekał, aż kelnerka przyniesie mu gorącą czekoladę. Tym razem nawet na nią nie zerknął. Wystarczyło mu patrzenie na Satoriego, który stawał się z każdą chwilą coraz bardziej interesujący. Chociaż dla chłopaka znaczyło to dłuższe przebywanie w towarzystwie Shoty, nawet niechciane.
- Cofnąłeś się - wypomniał mu z uśmiechem, ogrzewając dłonie ciepłą filiżanką. - Spokojnie, nie będę nawet próbował cię leczyć z czegokolwiek, póki nie założysz karty w moim gabinecie. - Uniósł naczynie do ust i dmuchnął delikatnie, by troszkę ostudzić czekoladę. Nie chciał sparzyć sobie języka. - Chyba jedno i drugie. Chociaż mówi się, że ciekawość to pierwszy stopień do pie... Auć! - syknął, mimo wszystko parząc język i wargę. Odstawił filiżankę i zagryzł na moment usta, by zneutralizować ten ból innym. Na pytanie o wiek uśmiechnął się i poprawił na krześle. Pochylił się nad stolikiem i puścił oko do Satoriego. - Zwyczajnie jestem geniuszem - szepnął konspiracyjnie i zaśmiał się. Znowu się wyprostował i przekrzywił głowę. - A na poważnie, mam IQ powyżej przeciętnej. Ludzie myślą, że to świetnie, ale tak naprawdę szybciej przez to musisz dorosnąć. - Nadął policzki niczym obrażone dziecko. - I jeszcze starzy twierdzili, ze jestem dziwadłem, bo dziecko w wieku kilku lat nie czyta książek o psychologii. Ale ludzie zawsze mnie interesowali. Nie wyglądam, co? - Zaśmiał się i znów spróbował się napić. I znów się poparzył. Odstawił naczynie z cichym jękiem. Przesunął opuszakmi zagrzanych już palców po wargach. Piekły nieprzyjemnie. Wgapiając się we własne palce, przejechał po ustach czubkiem języka. Wielokrotnie słyszał, by tego nie robił w miejscach publicznych, bo w jego wykonaniu było to mocno dwuznaczne, ale taki miał nawyk i nie mógł nic na to poradzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satori
Kapitan sekcji gimnastycznej
avatar

Liczba postów : 545
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Starbucks   Czw Sty 21, 2016 7:19 pm

Zachowanie faceta o zjawiskowych oczach wprawiało w zdziwnie czerwonowlosego chłopaka. Bo raz był bardzo zainteresowany kelnerką, a potem już na nią nawet nie spojrzał. O co mogło chodzić? Niepokojące było jednak to, że nie patrzył już na cycatą kelnerkę, tylko calą swoją uwagę skupił na nim.
– Karty pacjenta? Haha dobre żarty, ja nie zamierzam tam iść dobrowolnie. Chyba, że mój ojciec założy mi ja pod przymusem. – powiedział, po czym widać było, że chce coś powiedzieć, ale koniec końcow, zakończył przemowę na tej właśnie kropce. Po prostu zamknął buzie i zajął się swoją kawą.
– Mówią też, jak się człowiek śpieszy to się diabeł cieszy. – zaśmiał się i zrobił sobie z palców wskazujących przy głowie takie jakby „diabelskie różki”.
Ten na stwierdzenie o geniuszu, uśmiechnął się znacząco.
– A to mamy coś wspólnego, bo ja też tak naprawdę jestem geniuszem. Tylko cichoo-szaaa. – powiedział to szeptem i przyłożył sobie palec wskazujący do ust. Nakazując tym symbolem ciszę, spokój i nie rozpowiadanie o nim i jego wielkim geniuszu gimnastyki sportowej, jak i artystycznej.
– Czyli serio jesteś już lekarzem? Możesz wyonywać zawód i masz dyplom? – Satori chyba nie do końca wierzył chłopakowi. No bo bez jaj, taki gowniaż może już leczyć. Nie którzy w wieku 28 lat dopiero kończą studia. A ten już leczy… dziwne.
Dla Satoriego wydało się to nie być dwuznaczne, ponieważ był świadkiem jak lekarz Psychiatrii dwukrotnie, pod rząd parzy się czekoladą na gorąco. Sięgnąl do kieszeni i wyciągnął ochronną pomadkę do ust. Oczywiście była o zapachu truskawek, ale jak zawsze była także bezbarwna. Podał ją psychiatrze z nieukrywalnym uśmieszkiem na ustach.
– W takie zimne dni jak ten, nie powinno oblizywać się ust. Wysychają, pękają, robią się szorstkie i krwawią. Weź użyj, nie zostawia koloru, a naprawdę cudownie nawilża. Po niej są takie miękkie, że aż chce się całować. – powiedział i czekał czy Shota skorzysta z jego szminki czy też nie.

_________________


Galeria:
1,2,3,4,5,6,7,8,9,10,11,12,13,14,
15,16,
17!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shōta

avatar

Liczba postów : 29
Join date : 29/04/2015

PisanieTemat: Re: Starbucks   Nie Sty 24, 2016 5:31 pm

- Nie zrozum mnie źle, ale mam nadzieję, że do tego nie dojdzie - zaśmiał się, jednocześnie notując w pamięci, że prawdopodobnie ojciec, albo i oboje rodzice, to dla towarzysza temat, którego się nie porusza. Sam nie lubił opowiadać o własnych relacjach z rodzicami, do tego nie to było jego specjalnością. Nie miał zamiaru drążyć.
Niby on geniuszem?, pomyślał sceptycznie, unosząc wysoko brwi. To prawda, że "geniuszem" można określić kogoś na wiele sposobów. Geniusz Satoriego był całkiem niewinny, wręcz wygodny. Geniusz Shoty natomiast bywał bardzo męczący i niezrozumiały. Nie przepadał za porównywaniem tego typu "geniuszy".
- No, mam wszystko, co potrzeba - przyznał, wzdychając ciężko. - Chociaż i tak często słyszę, że ktoś chce potwierdzenia. Ciężko jest z niektórymi pacjentami, ale nie narzekam. Mam przynajmniej jakieś urozmaicenie.
IQ powyżej przeciętnej, a robię takie głupoty!, ochrzanił się w myślach. W pierwszej chwili nie zrozumiał, po co chłopak pokazuje mu pomadkę. Dopiero po jego słowach dotarł do niego sens tego gestu. Przewrócił oczami i pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Dzięki - westchnął, przyjmując niewielki przedmiot. Nałożył na poparzone wargi cienką warstwę, po czym oddał chłopakowi jego własność. - Całkiem ładnie pachnie - mruknął bardziej do siebie, niż do Satoriego. Spojrzał mu w oczy i uśmiechnął się zaczepnie. - Więc, ten tekst o całowaniu to sugestia czy zaproszenie? Bo wiesz, nie żebym miał coś przeciwko całowaniu się z obcym facetem, ale rzucanie takich propozycji w publicznym miejscu... - Urwał i rozejrzał się, czy aby nikt nie słucha. Pochylił się nad blatem i zniżył głos do szeptu. - Nie sądzę, by w moim przypadku skończyło się tylko na całowaniu.
I co ty na to, smarkaczu?, pomyślał, dalej szczerząc się zaczepnie. Nie spodziewał się, by chłopak się na niego rzucił. Raczej oberwie mu się za takie gadanie. Zarumienisz się czy nie? Oberwę tylko słownie, czy też fizycznie?, zastanawiał się, czekając na reakcję nastolatka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satori
Kapitan sekcji gimnastycznej
avatar

Liczba postów : 545
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Starbucks   Wto Lut 02, 2016 6:29 pm

No dla niego jego geniusz był wygodny, bo musiał nawet wyjechać z domu. Wyjechać, aby szkolić się lepiej i jeszcze lepiej. Przez co mógł szybko opuścić dom, a to był dla niego najszczęśliwszy dzień w calym życiu. Kiedy wyszedł z domu i pojechał do szkoły, oddalonej od domu o setki mil.
– Wiesz to wcale nie takie dziwne, skoro masz tak malo lat, a już możesz leczyć. Ja też bym pewnie chcial zobaczyć jakiś dyplom i na wszelki wypadek sprawdzić na uczelni czy naprawdę byłeś tam studentem. Bo wiesz, że teraz i dyplom można sobie wydrukować z internetu. – powiedział.
Na wspomniane „dzięki” tylko uroczo się uśmiechnął i popatrzył na Shote.
– Pachnie truskawkami, to mój ulubiony zapach. – powiedział, po czym dodał: – Smakuje też jak truskawki. – gdy to dopowiedział, oblizał dolną wargę. Mogło to wyglądać dwuznacznie, ale on nie robił tego specjalnie.
Popatrzył na niego dziwnie gdy ten zaczął o całowaniu się w miejscu publiczym. I jak gdyby nigdy nic, pokiwał przecząco głową.
– Nie ja nie mówiłem o calowaniu się z Tobą. Tak tylko ćwiczę ten tekst, jakby mnie ktoś miał kiedyś poprosić, aby reklamować tę pomadkę do ust. – teraz on uśmiechnął się zaczepnie, przeczesał dłonia włosy i cały czas patrząc na Shote, zaczął się śmiać. Tak jakos ta sytuacja poprawiła mu humor.
Gdy psychiatra pochylił się nad nim i powiedział co miał do powiedzenia, Satori pochylił się także w jego kierunku i nie wiedząc co będzie później, pocałował go tak w kącik, między ustami, a policzkiem.
Następnie spalił jana i powiedział szeptem: – To było zaproszenie, prawda? – zapytał, nie ważąc na inne osoby siedzące w kawiarni.

_________________


Galeria:
1,2,3,4,5,6,7,8,9,10,11,12,13,14,
15,16,
17!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shōta

avatar

Liczba postów : 29
Join date : 29/04/2015

PisanieTemat: Re: Starbucks   Wto Lut 02, 2016 10:49 pm

Uniósł wysoko brwi, gdy usłyszał, że chłopak sprawdziłby uczelnię tylko po to, by być pewnym. Dotąd wszystkim wystarczył dyplom za dowód.
Bardziej rozgarnięty, niż niektórzy dorośli, pomyślał zadowolony. Lubił takie typy.
Na informację o smaku pomadki, automatycznie przesunął czubkiem języka po górnej wardze. Nigdy nie używał takich rzeczy, toteż zdziwił się, uświadamiając sobie, że chłopak nie oszukuje w tym temacie. Nie lubił truskawek jakoś szczególnie, ale też nie nienawidził tego smaku. Zanotował w myślach, by poszukać pomadki o bardziej odpowiadającym mu smaku.
- Ćwiczysz? - parsknął. Nie mógł się powstrzymać. Ten chłopak zwyczajnie go rozbrajał. Naprawdę uwielbiał taki typ ludzi.
Czekał na reakcję chłopaka, cały czas próbując rozgryźć, czy zostanie ochrzaniony, oberwie, czy zwyczajnie Satori wyjdzie, uznając go za ośmieszającego się kretyna. Ale to, co zrobił, kompletnie go zaszokowało. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw.
- Zaproszenie - potwierdził głucho. Przez dłuższą chwilę, z rozchylonymi lekko ustami, wpatrywał się w chłopaka. Nie docierało do niego to, co zrobił. A gdy już dotarło, zarumienił się mocno i usiadł na krześle zgarbiony. Pochylił głowę, żałując, że jego włosy nie są dłuższe i nie mogą zasłonić czerwonych policzków.
- W Japonii publiczne okazywanie uczuć nie jest dobrze widziane - mruknął niezbyt wyraźnie, to splatając, to rozplatając palce. Spojrzał na chłopaka spod grzywki. Zdawał sobie sprawę, że właśnie odkrywa swoją słabą stronę, ale nic na to nie mógł poradzić. Z napalonymi facetami myślącymi jedynie o przeleceniu go potrafił sobie radzić, ale co miał robić, kiedy Satori nie zaliczał się do tej kategorii. Sam się go uczepił i sam sprowokował tę sytuację.
Był tak blisko, jęknął w myślach, ledwie dotykając palcami miejsca, w które został pocałowany. Pierwszy raz doświadczał czegoś takiego. Rozmowa na takie tematy nie krępowała go, co innego samo zbliżenie.
Westchnął cicho. Wyprostował się. Spojrzał na Satoriego i, nadal czerwony na twarzy, wymusił kpiący uśmieszek.
- Kiepsko, kiepsko. Coś się z celem minąłeś. Usta mam tutaj. - Wskazał swoje wargi. Ton wyszedł mu perfekcyjnie, ale wyraz twarzy zepsuł efekt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satori
Kapitan sekcji gimnastycznej
avatar

Liczba postów : 545
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Starbucks   Sro Lut 03, 2016 12:45 am

No jasne, że by sprawdził dyplom. Bo teraz nie dość, że można sobie wszystko wydrukować z sieci, to taki dyplom można też kupić. A jak się ma bogatych starych albo dobre kontakty to wszystko można załatwić. On jakby był pacjentem Shoty na pewno upewnilby się czy chłopak ten ma prawdziwe uprawnienia. Bo jednak jest trochę młody jak na lekarza psychiatrii?!
– Tak, ćwiczę. A co, cos się nie podoba? Nie wyszlo realistycznie? – zapytał tak jakby niby zmartwiony, ale tak naprawdę to dobrze się bawił w towarzystwie tego ciekawego czlowieka. Który chyba nie do końca zdawał sobie sprawę, że Satori nie jest jakimś tam zwykłym, przeciętnym dzieciakiem.
Ha! Zaskoczył go i o to właśnie mu chodziło. Bo Shota mylnie, pomyślał, że rozgryzł chłopaka już… szybciutko. Pewnie pomyślał,: „że jest niekochanym dziwolągiem, który uważa się za pożal się boże gwiazdę gimnastyki artystycznej o którym nikt nie slyszał”! A tu, ha!
Zatkało go! Chi chi! Dobry jestem, nie ma co! – uśmiechnął się sam do siebie w myślach, zadowolony ze swoich działań.
– Zabrzmiało jak zaproszenie. Ups, a jednak nim nie było, a to sorry. – powiedział jak gdyby nikgy nic, nie zważając na patrzące się na nich tak mniej więcej osiem par ciekawskich oczu. Dla niego mowa o tym co właśnie zaszło, była normalna. Satori chciał go zaskoczyć, zaszokować i mu się udało. Nie było to dla niego jakieś tabu, ale uwaga najwyraźniej dla Shoty tak. Bo młodzieniec zrobił się cały czerwony. Normalnie jego twarz była bardziej czerwona, niż włosy gimnastyka.
Gdy dotarly do niego słowa Shoty, zdziwił się. Po czm nagle jakby zmartwił. Nie chcąc, aby gapie, usłyszeli także ich rozmowę znowu pochylił się w stronę chłopaka i niby na żarty, ale w sumie serio powiedział: – Jeśli to był twój pierwszy dziewiczy półpocałunek to przepraszam. Czasu nie cofnę. – powiedział, biorąc na siebie calą winę. Chociaż nie chciało mu się wierzyć, że chłopak po raz pierwszy był pocałowany. Chociaż, może pierwszy raz przez mężczyznę.
I nagle coś tknęło Satori'ego!
– O kuźwa ty jesteś hetero. – nie wykrzyczał tego, ale miał w głębi serca taki zamiar. Poczuł się trochę głupio, gdy Shota wyprostował się i zdecydowanie zwiększył dystans między nimi.

_________________


Galeria:
1,2,3,4,5,6,7,8,9,10,11,12,13,14,
15,16,
17!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Starbucks   

Powrót do góry Go down
 
Starbucks
Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Kawiarenka Starbucks - Ulica Nankińska

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Gastronomia oraz kluby :: ∎ Kawiarnie-
Skocz do: