IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Starbucks

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Ava

avatar

Liczba postów : 145
Join date : 27/11/2013

PisanieTemat: Starbucks   Nie Gru 22, 2013 8:16 am

Jedna z najpopularniejszych sieci kawiarni nie tylko w Londynie, ale i na świecie. Kawiarnia znana jest z bogatego menu gorących i zimnych napojów, a także ze świeżości serwowanych posiłków, do których zaliczają się głównie lekkie przekąski. Miejsce to jest też popularne z innego względu - darmowe Wi-Fi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Starbucks   Sro Sty 15, 2014 4:29 pm

< --- Z klubu „Blue Dragon”

Wyjście z klubu przyjął z ulgą. To nie to, że nie umiał się bawić. Po prostu pilnowanie tematów, coby się jego chłopcy nie pokłócili było dość męczące. Vincent święcie wierzył, że w bardziej „kameralnej” atmosferze na pewno nie dojdzie do rękoczynów. A na pewno nie ze strony Księcia, który – jak widział – reagował strasznie gwałtownie na jego byłego. A na pewno nie miał zamiaru ratować ich z jakiejś kłopotliwej sytuacji, jeśli się w nią wpakują. Poza tym, co to za zabawa, jak wzrok Twojego partnera wbija Ci się plecy, przez co nawet porządnie zabawić się nie można... A wiadomo, jakie Bożyszcze preferowało zabawy.
Gdy trójka weszła do kawiarenki, vincentowski wzrok od razu padł na dekoracje pomieszczenia, jego wygląd i atmosferę. Było nieźle, nawet przyjemnie, więc miał zamiar zostać tutaj, dopóty zupełnie nie straci ochoty na jakiekolwiek towarzystwo. Wystarczyła chwila, a zdołał wyłapać wolny stolik. Akurat przy oknie, jak lubił, więc od razu ruszył w jego stronę. Najpierw zdjął rękawiczki, które wcześniej wziął od Keitha i schował do kieszeni, uważając, żeby się nie  pogniotły. Zaraz zsunął z siebie płaszcz, który powiesił na oparciu krzesła, a następnie usiadł na krzesełku. Spojrzał na obu panów, po czym mruknął z cichą aprobatą.
- Jest całkiem nieźle...  - powiedział pochwalnie.
Bożyszcze ułożyło się wygodnie na krzesełku - znak, że było zadowolone i miało zamiar zostać tutaj trochę dłużej.
Gdy towarzysze dołączyli do niego, piegowata blondynka od razu podeszła do nich z menu, uśmiechając się uroczo. Oczywiście, było w co wbić oczy [czyt. całkiem spore zderzaki], ale Vinc - jako gej -  nie zwrócił większej uwagi na jej osobę. Dając im czas na wybór, wróciła do swoich spraw. Minęło zaledwie piętnaście sekund, a Gwiazda już zawołała dziewuszkę. Przecież od samego początku wiedział, czego chciał.
"Co podać?" - padło pytanie, zadane dość przyjemnym głosem, co muzyczne ucho chłopaka zdołało zarejestrować.
- Gorącą czekoladę. - powiedział, nawet nie siląc się na miły ton, czy też ten znany, gwiazdorski uśmieszek.
Przecież od czarujących uśmieszków był Keith.
Młoda kobieta zanotowała to w swoim notesiku, po czym spojrzała wyczekująco na Keitha i Natha.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Starbucks   Czw Sty 16, 2014 5:04 pm

Wnętrze kawiarni było urządzone całkiem przyjemnie. Nie gryzło w oczy, nie rzucało się, nie raziło bezsensowną mieszanką kolorów, a do tego o odpowiednio późnej porze nie było wypełnione po brzegi. Większa część mebli i ozdobników była stworzona z drewna, przez jakiegoś zdolnego projektanta, który sprawnie połączył tradycję, z minimalizmem dnia dzisiejszego. Innymi słowy, wyglądała jak wiele kawiarni dzisiejszych czasów.
Keith podążył za ukochanym, wkładając ręce do kieszeni i pobieżnie rozglądając się po wnętrzu. Jego wzrok od razu przykuło kilka deserów, których bardzo chętnie by spróbował. Był świadom, że Vincent zamówi tylko czekoladę, więc pozostało mu liczyć, że Nathaniel zdecyduje się na coś więcej. Inaczej wyjdzie na osobę, która myśli tylko o jedzeniu.
Usiadł przy stoliku, przysuwając swoje krzesło lekko w stronę Stara, a potem sięgnął po menu, żeby odkryć, jak też te apetycznie wyglądające ciasta się nazywają. Nie byłby księciem, gdyby nie podziękował z uśmiechem dziewczynie, a potem, gdy została wezwana ponownie, natychmiast nie podjął decyzji, żeby oszczędzić jej dodatkowego chodzenia.
- Ja poproszę Tort Royal, muffina czekoladowo-wiśniowego i mrożoną Black Tea. -
Skinął delikatnie głową, jednocześnie rozważając, czy nie przesadził. Ale musiał przyznać, że słodycze wyglądały niesamowicie apetycznie. Może nawet uda mu się wcisnąć na spróbowanie Vincentowi trochę? Wyszedłby wtedy na mniej łakomą bestię.
Gdy i Nath podjął decyzję odnośnie zamówienia, podziękował jeszcze raz za jej wysiłek, rzucając jedno z tych swoich czarujących spojrzeń, a potem wlepił je w siedemnastolatka.
- No, to skoro już możemy normalnie porozmawiać, to może powiesz mi, do jakiej klasy chodzisz, czy czymże ciekawym się zajmujesz? -
spytał całkiem pokojowym tonem.
Nie zamierzał w żaden sposób rozpoczynać kolejnej sytuacji, w której mógłby chcieć zniszczyć eks Vincenta. Wybrał najbardziej neutralny temat, a gdy wypowiedział to pytanie na głos, zastanowił się, czy przypadkiem nie chciał w ten sposób sprawdzić dzieciaka. Czy stanowi dla niego zagrożenie? Czy jest pod jakimś kątem lepszy?
Aż wywrócił oczami na swoją głupotę. Przecież Vincent był jego, a nie Nathaniela. I żaden nie wskazywał na to, by zamierzał coś z tym zrobić. Ufał mu... To znaczy, Starowi. Więc co za problem? Żaden. Zwyczajnie, najprościej w świecie, żaden. Powinien na dobre przestać się tym przejmować.
Westchnął cicho, wiedząc, że nie będzie to tak proste, jakby chciał. Umiał tak po prostu "wyłączyć" zazdrość, oczywiście, jako host musiał się z tym liczyć, ale z każdą chwilą przy Vincencie przywiązywał się do niego bardziej. I coraz ciężej było mu pomyśleć, że ktoś mógłby mieć podobne przywileje do niego.
Nie odda go.
Nikomu.
Aż musiał się upewnić w postanowieniu i pogładził dłonią biodro kochanka. Tak, by pozostało to niezauważone przez resztę świata. Nie było w tym też żadnych podtekstów, zwyczajna chwila bliskości. Gdyby jednak na taką bliskość zdobył się Nathaniel, jego zęby przemieściłyby się na drugą część kawiarni, a palce wygięły się pod wszelakimi, dziwnymi kątami. Ot, taka dygresja.
Młody Marshall zastanawiał się intensywnie nad tym, co też jeszcze może zaliczać się jako pytanie "niezobowiązujące" do niczego. Przez chwilę myślał, czy by nie spytać, co to był za gość w tym klubie. Ostatecznie jednak nie zdecydował się na tak bezpardonowe pytanie, ze zwykłej obawy o odpowiedź. Może Nathaniel nie chciał o tym wspominać? No bo i po co miałby opowiadać o swoich mniej lub bardziej udanych podrywach? Jeszcze - nie daj boże - znowu usłyszy od Vincenta o jakiejś eks dupie i będzie znowu próbował ją zamordować wzrokiem. Wraz z całym jej właścicielem, oczywiście.


*Jedzenie w Starbucksie
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Starbucks   Pią Sty 17, 2014 5:29 pm

Sam również odetchnął z ulgą, gdy wyszli z klubu. Spotkanie Scyzora nie było czymś, czego pragnął tego dnia w szczególności, gdy już i tak był z Vincentem oraz Keithem. Roswell przyjmował to wszystko jak na razie spokojnie, nawet gdy Marshall był wylewny w swoich uczuciach. Dlaczego miałoby być inaczej? Przecież pozwolił Starowi odejść, więc pogodził się z faktem, że ten kogoś miał. Sam raczej nie wyrywał się, aby bawić się w rękoczyny, ale starał się uważać na to co robi.
Zaciągnął się chłodnym powietrzem, wkładając dłonie w kieszenie płaszcza. Potrzebował trochę kontaktu z ludźmi, który ostatnio zanikał. Wyrwanie się z domu było bardzo dobrym pomysłem, a jak na razie to całe spotkanie nie wydawało mu się szczególnie złe, mimo zazdrości ze strony partnera Matrony. Wszedł do kawiarni, w której było o wiele cieplej niż na dworze i od razu ściągnął z siebie płaszcz. Rozejrzał się po pomieszczeniu i poszedł za Centem, aby po chwili dosiąść się do stolika. Wcześniej powiesił jednak na krześle swój płaszcz. Wziął od razu menu i przełknął nerwowo ślinę, ukryty za kartą. Oczywiście chciało mu się jeść, ale często jeszcze miał z tym problemy, gdy obcy ludzie na niego się patrzyli. Dobrze, był Vincent, ale siedział z nimi również Keith. Przez to w głowie Roswella pojawiły się różne dziwne myśli. W końcu jednak postanowił coś zamówić. Spojrzał na kelnerkę i uśmiechnął do niej delikatnie.
Poproszę szarlotkę oraz herbatę parzoną Chai — rzekł, przyglądając się kobiecie przez chwilę i obserwując jak ta wszystko notuje.
Gdy ta się oddaliła, wzrok od razu powędrował na szatyna. Wsłuchał się w jego pytanie, unosząc kącik ust. Ściągnął łopatki, starając się rozluźnić.
Techniki artystyczne, ostatnio głównie tym się zajmuję, czasami, gdy znajdę chwilę to przysiądę do fortepianu i zagram coś. Ale głównie rysunek oraz fotografia, chociaż tym drugim rzadziej, skupiam się głównie na rysunku — odpowiedział spokojnie, przypatrując się chłopakowi i przekrzywiając głowę. A ty? Czym się zajmujesz? Jakie posiadasz zainteresowania, co zajmuje twój czas oprócz, oczywiście, Vincenta? — zapytał się go z równie pokojowym tonem, nawet dość beztrosko, pod koniec pozwalając sobie na rozbawienie.
Serio, nic do niego nie miał, wydawał się być miłym chłopakiem. Sam starał się pokazać z jak najlepszej strony, ale znowu miał przeczucie, że mu to nie wychodziło. Ale może po prostu przesadzał, jak zwykle zresztą. Spoglądał to jednego, to drugiego, czekając na zamówienie. W końcu pojawiła się kelnerka, której posłał miły i ciepły uśmiech. Spojrzał na swoje ciasto, a następnie na Marshalla. Właściwie to coś go interesowało. Wydawało mu się, że podobny akcent u kogoś słyszał.
Skąd pochodzisz? — Uniósł kącik ust, patrząc na niego z żywym zainteresowaniem. — Zastanawia mnie to, bo mam jakieś przypuszczenia, ale nie chciałbym strzelać.
Nie chciał strzelać, bo jednak może i w dawnej szkole było pełno osób z różnych zakątków świata, jednakże nie był pewien tego, że dobrze strzela. Stąd też to trywialne pytanie. Nieprzystosowanie do rozmów robi swoje. I właściwie pytanie o tego kolesia z klubu byłoby mu obojętne (o dziwo!). Wziął widelec do ręki i zaczął zajadać się szarlotką, którą zamówił. Powoli, oddzielając dość małe kawałki. Dobra, zdobył się na jedzenie, mały, wewnętrzny sukces. Przez chwilę zastanawiał się jakie pytanie mógłby zadać chłopakowi Vincenta, nawet myślał nad tym czy nie dowiedzieć się kiedy się poznali. Zaraz jednak to odgonił. Może kiedyś. Pozostawał w milczeniu, jedząc ciasto.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Starbucks   Pią Sty 17, 2014 6:32 pm

Westchnął ciężko, jak człowiek zmęczony życiem, gdy tylko dojrzał to czarujące spojrzenie Keitha ku kelnerce. Nie raczył tego inaczej skomentować. Zapewne, jakby sam posłał takie spojrzenie jakiemuś seksownemu barmanowi, ten już zgrzytałby zębami.
Pieprzony hipokryta. Kiedyś w końcu wkurzy się i powie swoje.
Host klub jest w host klubie, kutwa.
Czekał cierpliwie na swoją czekoladę, bardziej zainteresowany widokami zza okna, niżeli tym nudnym tematem, jaki rozpoczął Keith. Na litość boską, kogo to w ogóle obchodzi? Vincentowy nastrój drastycznie uległ zmianie, jednak na razie nie miał zamiaru przeszkadzać w tych neutralnych pytaniach.
Na razie.
Jednym słuchem słuchał rozmowy, drugim to wszystko wylatywało – najwidoczniej umysł Stara znalazł o  bardziej fascynujące zajęcie w postaci powtarzania swojej roli. Przyszedł do Starbucksa nie tylko dla czekolady, ale również przez to, że ma bliżej do roboty. Ciekawe, kiedyś Ty się nauczył tego wszystkiego, jak byłeś rzekomo w psychiatryku... - pomyślał kąśliwie, słysząc wypowiedź Natha.
Szybki rzut okiem na molestowanie jego biodra, potem spojrzał krótko na Keitha, ale nijak zareagował. Ani nie odtrącił dłoń, ani również nie odwzajemnił pieszczoty.
- Na litość boską, książkę o nim piszesz? Z Francji. I co, zmieniło to coś  w Twoim beznadziejnym życiu? - wtrącił się chamskim głosem, nawet nie siląc się na udawanie miłego. Nath zapewne już był przyzwyczajony do matrońskich humorków, zatem nawet nie będzie się silił na przeprosiny. Jak zwykle zresztą.
Obrzucił spojrzeniem chłopców, nim nie sięgnął do swojej gorącej czekolady, kiedy kelnerka raczyła przynieść ich zamówienia. Podziękował jej krótkim kiwnięciem głowy, a gdy tylko ta odeszła, stwierdził prosto:
- Jesteście cholernie nudni.
To byłoby na tyle z kąśliwych słów Bożyszcza, gdyż zaraz posmakował swojego napoju. Przypadł do gustu Vincentowi, więc niewyparzony języczek był zajęty czymś innym; smakowaniem. Zsunął się trochę z krzesełka, na wpół leżąc i znowu spojrzenie powędrowało na okno. Z jakimś dziwną namiętnością molestował kosmyki własnych włosów, nakręcając je na palec, potem znowu prostując i gładząc i tak na okrągło.
Jak zwykle, starowski układ emocjonalny to kolejka górska.
W mig dopił swoją czekoladę. Pusty kubeczek postawił na stole, po czym zaszczycił ich znowu spojrzeniem.
- Ten zespół był... nie, jest beznadziejny - stwierdził po dłuższej chwili - Nie rozumiem, jak coś takiego może legalnie grać. Uszkodził on mój smak muzyczny. Ja już tam śpiewałem i z łaską wyłudziłem od nich pięć tysięcy. Pięć, cholera! A jestem warty przynajmniej dwa razy więcej.  - prychnął, najwidoczniej uznając to za ciekawszy temat.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Vincent dnia Pon Lut 17, 2014 9:08 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Starbucks   Pią Sty 17, 2014 10:11 pm

Keith dostrzegł od razu niezadowoloną reakcję swojej Gwiazdy. Bynajmniej nie chciał jej denerwować, więc westchnął cicho i starł z twarzy uprzejmy uśmiech. Nie powitał nim już dziewczyny, która zdawała się być zaskoczona zdawkowym "dziękuję", które wyszło z jego ust, kiedy spoglądał w desery, a nie w kelnereczkę. Miał nadzieję, że to trochę ugłaska swojego kochanka. W końcu interesował się tylko nim, tak? Obdarzył go krótkim, maślanym spojrzeniem, jednocześnie wysłuchując odpowiedzi Nathaniela.
Prawdę mówiąc, trochę go ona zaskoczyła. Wyglądało na to, że chłopak naprawdę miał się czym pochwalić, jeśli chodzi o zainteresowania. W sumie niesamowite, że Vincent przy nim nie czuł się gorszy. Jeśli miał wrażenie, że Kei jest zbyt idealny... To co dopiero Nath?
Chyba, że tak naprawdę chłopak miał w sobie sporo wad. Tego ocenić Keith nie mógł. W pamięci pozostało mu to krótkie wyznanie, że Nathaniel nie bronił się przed odejściem od niego. Co w oczach Gwiazdora najwyraźniej było nie lada przestępstwem. A Keith już dwa razy protestował i mu nie pozwolił. Sukces! Chociaż, czy to dobrze, że JUŻ mieli za sobą takie dwie dyskusje...?
- Aktualnie staram się zdobyć doświadczenie w masażu. A w wolnych chwilach tańczę - mruknął, bez tej wylewności wypowiedzi, jaka cechowała Nathaniela w tym momencie. Nie lubił się zachwycać nad samym sobą. Nie widział też powodu, by się przechwalać przed Vincentem. Brunet na pewno nie odbierze takiego zachowania pozytywnie, a zresztą, wiedział o nim wszystko, co chciał wiedzieć.
Oczywiście Roswella mogło zastanowić, czemu właściwie w klubie młody host nie był specjalnie chętny do prezentowania swoich umiejętności. A może był tak beznadziejny?
Nie, powód należał do bardzo prozaicznych - nie lubił, jak ludzie na niego patrzą, gdy tańczy. Szczerze mówiąc, pewnie by się wstydził nawet przy Vincencie, a co dopiero przy jakiś obcych gościach... Beznadziejny przypadek, bez dwóch zdań.
Westchnął cicho i odgarnął włosy z czoła. Otworzył usta, zamierzając odpowiedzieć na kolejne pytanie, ale wcześniej pojawiła się chłodna informacja Vincenta. Aż drgnął, zaskoczony jego zachowaniem. Z tej strony też go poznał, oczywiście, ale... Starał się o niej nie pamiętać. Potrafił ją przełamać swoim uporem, uczuciem i przywiązaniem do niego. Był w tym wypadku trochę jak masochistyczny osioł, który owszem, uczył się na błędach, wyciągał z nich poprawne wnioski, ale nie takie, jakich oczekiwał jego właściciel.
- Tak, z Francji. Ale właściwie jestem dwujęzyczny, więc nie robi mi to dużej różnicy. - Uśmiechnął się do niego, mimowolnie chcąc złagodzić złe wrażenie spowodowane przez Vincenta.
Oczywiście, na krótko. Panicz Star musiał skomentować zachowanie ludzi, którzy próbowali być neutralni i uniknąć ewentualnej bójki spowodowanej jego osobą. No ale co go to interesuje.
- A ty jesteś z Anglii?
Keith spojrzał na niego z wymownym niezadowoleniem, ale nic nie powiedział. W końcu, to nie jest jego sprawa, co mówi. Jego takie teksty akurat specjalnie nie ruszały, a jeśli chodziło o Nathaniela... cóż, jeśli on to przeżywał, to nic dziwnego, że zerwali.
Skorzystał z chwilowej ciszy i sam zabrał się za konsumpcję. Ciasto było całkiem niezłe, chociaż niczego nie urywało, żadnych latających części ciała w powietrzu nie dostrzegł. Muffin był już lepszy, ale Kei osobiście by go trochę poprawił. Tak, czy inaczej, był w miarę zadowolony ze swojego zakupu. Zamruczał cicho, popijając leniwie mrożoną herbatę, a potem wziął ciasto do ręki i przysunął delikatnie w stronę kochanka.
- Spróbujesz? - Zaproponował łagodnie. Było w końcu czekoladowe, powinien się skusić. Jednocześnie nie trzymał go niedaleko jego ust, żeby przypadkiem Vincent się nie obraził. W końcu... Byli dorośli, byli w kawiarni, takie zachowanie uchodziłoby za mocno dziecinne. A on był przecież bardzo grzeczny!
Jakby na potwierdzenie tych słów wyszczerzył się uroczo w stronę swojego ukochanego.
- Czyżbyś wtedy, kiedy u nich grałeś, przedstawiał sobą podobny poziom? -
Zamruczał z leciutką złośliwością w głosie. Zaraz jednak się zreflektował.
- Wiadomo, że jesteś wart znacznie więcej. - Zamruczał z uśmiechem, a potem zerknął na Nathaniela. - No nie? - rzucił, czekając na potwierdzenie.
W tym czasie dopił do końca swoją czarną herbatę i odłożył pustą szklankę na stół. Mogła być większa, szczerze mówiąc.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Starbucks   Sob Sty 18, 2014 1:06 pm

Wsłuchał się w głos Keitha i kiwnął głową na jego odpowiedź. Trochę żałował, że Francuz nie zaprezentował swoich umiejętności, ale to już pozostawi dla siebie. Raczej nie sądził, aby ten był beznadziejny. Właściwie to od razu skłaniał się do opcji: „jest zbyt wstydliwy, aby zaprezentować swoje umiejętności”. Co do idealności... Posiadał jakieś umiejętności oprócz jednej podstawowej, zwanej „radzeniem sobie w życiu”. I sporo wad.
Patrzył przez chwilę na Stara. Nie dziwiło go to specjalnie, nie uraziło. Po prostu wzruszył ramionami i dalej ze swoim jakże promiennym uśmiechem (czyżby ktoś przeprowadził pranie mózgu i dlatego Roswell zachowuje się tak, a nie inaczej? Bardzo prawdopodobne) wodził wzrokiem po kawiarence. Za dużo szeptów. Za dużo głosów. Za dużo ludzi. Podsumowanie tego co sądził Roswell o kawiarence, w której czuł się może i dobrze lecz i dziwnie.
Dziękuję za odpowiedź, po prostu mnie to zastanawiało. Mogę teraz spokojnie wykorzystać jedno z wygranych żyć. — Gracz się odezwał, nołlajf durny. — Czyli dobrze myślałem.
I to tyle. Wzruszył ramionami na kolejne stwierdzenie Stara, który stwierdził, że są nudni. Są i co tego, nie każdy musi zabawiać pana Stara. Przynajmniej Nath uważał, że dzisiaj akurat tego nie musi robić. Był jeszcze Keith, który mógł to zrobić, chociaż oczywiście nie musiał. Czarny był skupiony bardziej na partnerze Stara niżeli na samym niebieskookim. Ciekawiło go po prostu to kogo obrał za partnera.
Nie, pochodzę ze Stanów Zjednoczonych — odpowiedział krótko i spojrzał gdzieś przed siebie, na chwilę się wyłączając.
Nawet nie jadł. Odłożył widelec na talerzyk i po protu trwał zawieszony pomiędzy światami. Jak między jawą, a snem. Oczywiście coś słyszał, lecz wszystkie słowa były dla niego niewyraźne, niezrozumiałe. Tylko na chwilę.
Zamrugał kilka razy, a potem przeniósł swój wzrok na twarz Matrony. Wsłuchał się w jego słowa, a potem westchnął cicho.
Szczerze powiedziawszy, to część grajków z ulicy grałaby lepiej od nich. Jeśli dostali więcej niżeli półtora tysiąca, to chyba pozostaje tylko wyśmiać właściciela — mruknął, po chwili dzierżąc widelec w dłoni i oddzielając nim kolejny kawałek ciasta, który po chwili wylądował w jego ustach. Upił kilka łyków herbaty i uśmiechnął się szeroko do Stara. — Chyba osobie, która zajmuje się tamtym klubem słoń nadepnął na ucho. Parokrotnie. Jesteś zawodowcem, a zaproponowali ci tylko pięć tysięcy. — Mlasnął zniesmaczony, zaraz patrząc gdzieś przed siebie.
Poczuł wibracje na nodze. Albo siostra pisała, albo dzwoniła. Nie widział innej możliwości, chyba że po prostu już mu się wydawało. Wyciągnął telefon z kieszeni, uśmiechając się znowu przepraszająco i spojrzał na wyświetlacz. Czyli pisała. Odpisał szybko, a potem schował urządzenie i wypił do końca herbatę, a potem zjadł spokojnie szarlotkę. Właśnie, spokojnie, bez poczucia winy. Ot, jak normalny człowiek. Milczał po prostu, znowu się na chwilę odrywając, porwany gdzieś do innego świata. Nie wiedział o czym rozmawiać, aby nie wkurzyć Vincenta albo nie wywołać u Keitha zazdrości. Dlatego też po prostu milczał. Może łatwiej by było, gdyby nie było jego byłego?
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Starbucks   Sob Sty 18, 2014 1:35 pm

W tym momencie irytowało go dosłownie wszystko. Zaczynając od sztucznego zachowania Natha, przez uśmieszki do kelnereczki, aż po kolor ścian w tej pieprzonej kawiarence. Odetchnął ciężko, już będąc blisko wygarnięcia wszystko i wszystkim, w czym na pewno najbardziej ucierpiałby Nath. Przecież jego znał najlepiej. Ale owszem, musiał to komentować:
- Skarbie, nieważne ile się powstrzymujesz i tak wszystko wyjdzie na wierzch. - stwierdził, samemu teraz wzruszając ramionami, perfidnie naśladując gesty Natha.
Ten tylko wzruszał tymi cholernymi ramionami, jakby nie potrafił się odezwać. Albo po prostu nie miał odwagi.
Obrzucił ciastko spojrzenie, po czym kiwnął krótko głową, już sięgając po tą czekoladę, aż nie usłyszał złośliwości Keitha. Coraz bardziej czuł się tutaj niepotrzebny, przez co rosła u niego nie tyle co irytacja, ale niechęć. Nie skomentował słów Marshalla, sięgając do swojego płaszcza i zakładając rękawiczki, podczas całego monologu Roswella. W tej chwili żywił naprawdę dużo niechęć do świata, a jeszcze musiał iść do pracy. Spojrzał krótko na zegarek. Pół godziny w tym piętnaście na dojście.
Trudno. Posiedzi sobie na ławce, czy coś.
Naprawdę, nienawidził fałszywych ludzi, a całe to miłe zachowania Natha, tak bardzo niepodobne do standardowej wersji, niezmiernie go irytowało.
Już po chwili odsunął krzesełko, przy czym założył starannie płaszcz, najwidoczniej wybierając się do wyjścia.
- Nie płacą mi za znoszenie takiego traktowania, a wam nie płacą za znoszenie mojego towarzystwa. Żegnajcie. - powiedział dość oficjalnie, by nie rzecz jak elegancki sztywniak i wyjął portfel, po czym rzucił kilka banknotów na stół, za swoje zamówienie.
I już, tym dumnym, arystokratycznym krokiem udał się do wyjścia. Otworzył drzwi i znikł za nimi, nawet nie oglądając się na obu panów.

[z/t]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Starbucks   Sob Sty 18, 2014 10:40 pm

Kei był bardziej pokojowo nastawiony do świata, niż Vincent. Ale to się wie nie od dziś. Tak czy inaczej nie ruszało go specjalnie zachowanie Nathaniela - które, prawdę mówiąc, było odrobinę sztywne, a nawet mogłoby uchodzić za fałszywe. Tak czy inaczej spokojnie dokończył posiłek, a potem uniósł brew wysoko, gdy dostrzegł przygotowywanie się do wyjścia. Otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, zapewne mruknąć, że żartował, że nie mówił poważnie, a jego znowu coś ugryzło... Ale nie zdążył. Wywrócił oczami, słysząc jego informację i prychnął pod nosem przy tym dramatycznym "żegnajcie". Och, jakie to iście aktorskie i szalone było, doprawdy...
Szatyn założył ręce na piersi i odprowadził go wzrokiem. Prychnął pod nosem znowu, zazgrzytał zębami i wywrócił w końcu oczami. Dzieciak. I pewnie oczekiwał, że za nim pójdzie, będzie go przepraszać i bóg jeden wie co jeszcze. I tym bogiem jest sam Vincent Christopher Star. Może od razu padnie przed nim na kolana i będzie mu obciągać, na środku ulicy?
Spojrzał na bruneta i wzruszył lekko ramionami. Nie wydawało mu się, że powinni jakoś skomentować zachowanie Gwiazdy. Przecież oboje dobrze ją znali. Po co wchodzić w głębsze szczegóły, które niczego pożytecznego nie dadzą? Z Vincentem po prostu było, jak było i od tego się żadnym sposobem nie ucieknie. Można to tylko zaakceptować... Albo zrezygnować.
Keith nie miał zamiaru rezygnować z Vincenta. A to oznaczało tylko jedno...
Westchnął ciężko i odgarnął włosy z czoła.. Spojrzał znowu na kompana przy stoliku i uśmiechnął się przepraszająco.
- Chyba powinienem za nim iść. Sorry, nie chciałem, żeby to tak wyszło. -
Wyciągnął do niego dłoń. - Tak czy inaczej miło było cię poznać. Na pewno jeszcze w szkole się zobaczymy - mruknął z uśmiechem. Wstał i narzucił na siebie kurtkę, a potem wyciągnął z kieszeni zwitek banknotów i rzucił odpowiednią kwotę na stół. To, że Vincent dał pieniądze, które wystarczyły w zupełności na zakupy całej trójki wcale nie spowodowało, że Kei poczuł się pozbawiony obowiązku zapłaty. Wręcz przeciwnie, tym bardziej dał zaokrągloną do napiwku kwotę.
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, że ci go wziąłem. Wtedy nie wiedziałem, że jesteście razem -
powiedział, wyrzucając w końcu z siebie to nieszczęsne poczucie winy. Westchnął cicho. On naprawdę nie potrafił być taki... Taki... Obojętny. Taki nieprzejmujący się resztą świata.
Nawet Vincent, który uparcie twierdził, że inni go nie obchodzą i robi to, co chce i jak chce, czasami pokazywał swoją słabość. Oczywiście później się jej wypierał i robił wszystko, żeby pokazać jakim to zimnym sukinsynem jest, ale w tym momencie... W tym momencie to się kompletnie nie liczyło. Bo był człowiekiem.
- Przepraszam - mruknął jeszcze, chowając ręce w kieszeniach i wychodząc szybszym krokiem ze Sturbucksa. Stanął za drzwiami i wypuścił powietrze z płuc, a potem rozejrzał się, w poszukiwaniu swojego kochanka. Oczywiście go nie dostrzegł, to było bardzo przewidywalne. Po pierwsze, minęła wystarczająco długa chwila, by ten mógł się spokojnie ulotnić, a po drugie... Po drugie był jak zwykle w tym cholernym, czarnym stroju. Idealnie wtapiał się w otoczenie.
- Przeklęte bożyszcze... -
Zaklął pod nosem, owijając się szczelniej szalikiem. Mamrocząc wściekle pod nosem ruszył w stronę akademika.
Miał jakieś takie przeczucie, że znowu przez parę dni go nie zobaczy. Oczywiście.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Starbucks   Nie Sty 19, 2014 2:52 pm

Nie obchodziło go to. Spojrzał na Vincenta, który coś do niego powiedział i zbył to machnięciem ręki. Wyjdzie czy nie wyjdzie... I co? Był miły? Był. Bo dzisiaj taki miał nastrój. Sorry, Vincenty, jak cię to irytuje to nie moja sprawa. Wysłuchał jego kolejnych słów i przewrócił oczyma. Właśnie... Standardowa wersja zagubiła się gdzieś w zajebistym nastroju, zalana lukrem i słodkim uśmiechem. Sztuczność nie była sztuczna, nic nie było takie jakie powinno być... Wszystko oświetlone promieniami słonecznymi, nawet jeśli widniały na niebie chmury. Mrok nie lubi światła, czyż nie?
Trafiony - zatopiony. Uśmiechnął się jeszcze szerzej na aktorskie zachowania urażonej Gwiazdy.
Obyło się bez komentarzy. Nawet nie obejrzał się za Gwiazdą, tylko przyglądał się Keithowi. Łagodny uśmiech gościł na jego twarzy, a gdy usłyszał jego słowa, westchnął tylko ciężko. Zgarnął czarne kudły, które swoją sztucznością drażniły oczy, nader chętnie właziły do nich i kuły. Brązowe ślepia aż mu się zaszkliły, ale otarł je tylko chusteczką. Ważne, że farba mu z nosa nie poszła, a niestety wszystko było możliwe.
Spoko, nic się nie stało. — Ścisnął jego dłoń. — Mam taką nadzieję. Może następnym razem trochę lepiej pójdzie nam rozmowa. — Zaśmiał się, po chwili samemu wstając i rzucając banknoty na stół. Nieźle dzisiaj się ta kawiarnia obłowi. Narzucił na siebie płaszcz, a potem zaczął go zapinać.
Kolejne słowa do niego dotarły z opóźnieniem. Oddany własnemu światu, marząc już o tym, aby po prostu ułożyć się w łóżku i usnąć. Zamrugał parokrotnie i chrząknął. Właściwie to nie miał za złe. Jeśli Vince miał go opuścić to i tak by to zrobił. Keith najprawdopodobniej ułatwił mu po prostu decyzję, a Nath nie walczył.
Nie masz za co. Co było to było. — Uśmiechał się do niego pokrzepiająco, idąc za nim do wyjścia. — Prawdopodobniej i tak w końcu by odszedł. — W jego głosie nie był słyszalny żal, smutek. Słowa były wypowiadane monotonnym tonem, jakby mówił o kolejnym deszczowym dniu w Londynie.
I już nic nie mówił. Cichociemny. Spojrzał na Keitha, który rozglądał się w poszukiwaniu Gwiazdy. Westchnął ciężko. Powodzenia, przemknęło mu przez myśl, a potem ruszył w swoją stronę. Do domu, do cichego zakątka. Sam. I tylko myśli będą towarzyszami podróży. To był początek, po prostu początek...


[z/t]
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Starbucks   Wto Lut 04, 2014 5:23 pm

Pogoda była okropna, lecz to dla nikogo nie było zaskoczeniem, bo od dłuższego czasu ta nie dopisywała. Choć zima rzekomo nadeszła, to jednak nie warto było rozglądać się za śniegiem. Z nieba nie spadały płatki śniegu, za to co jakiś czas od ciemnych chmur odrywał się krople deszczu. Na całe szczęście w chwili, gdy nastała pora lunchu, przez wyrwy między ciemnymi chmurami przebiły się życiodajne promienie słońca, dając nadzieję tym, którzy pogrążeni byli w smutku z powodu niezbyt korzystnych warunków atmosferycznych. Jednak stale nie przestawiało wiać, a mimo to spora część uczniów, jak i personelu szkoły, postanowiła opuścić budynek szkoły, aby spożyć posiłek z dala od placówki, w której to męczyli się na lekcjach. Również Malcolm zdecydował się wyjść na zewnątrz. Ubrany w długi do kolan, czarny płaszcz z postawionym do pionu kołnierzem, który ochraniał długą szyję mężczyzny przed zimnem, skierował swe kroki w kierunku najbliższej kawiarni. Może i była to sieciówka, za którymi raczej nie przepadał, jednak można było zasiąść w suchym i przede wszystkim ciepłym kącie, dzięki czemu kawę pić można w pełnym spokoju oraz cieszyć się jej aromatem dłużej. Pan Graham należy do osób wygodnickich, które zdecydowanie nie zaakceptowałyby tego, że muszą pić z plastikowego kubka, jaki otrzymuje się przy zamówieniu na wynos, on musiał znaleźć sobie wygodny fotel, w którym mógłby rozsiąść się wygodnie, a na stoliku obok znajdowałaby się filiżanka na spodku.
Po kilkuminutowym marszu zaraz znalazł się przed lokalem. Spokojnie otworzył drzwi i wszedł do środka, z bólem stwierdzając, że na miejscu nie ma zbyt wiele wolnych miejsc, jedynie pozostały stoliki przy wejściu, a w tak beznadziejnym miejscu z pewnością nie usiądzie. Podszedł do kasy, gdzie zamówił Espresso Macchiato i kawałek sernika. Rozpiął leniwie płaszcz i wyciągnął z wewnętrznej kieszeni portfel, z którego zaraz wyjął banknot o największym nominale. Wręczył go młodej dziewczynie, ta z kolei miała lekki problem z wydaniem mu reszty. Szybko kwestie finansowe zostały uregulowane, dzięki czemu Malcolm mógł zacząć szukać stolika dla siebie z tacą w rękach, na której już znajdowała się filiżanka kawy i talerzyk z sernikiem i czystą łyżeczką. Spojrzeniem zielonych oczu sunął po pomieszczeniu, aby w końcu zatrzymać wzrok na stoliku, przy którym siedział znany mu mężczyzna. Bez większego zastanowienia podszedł do swej ofiary.
- Pan Arslan - rzekł łagodnie z delikatnym uśmiechem skrytym w kącikach ust. - Mogę się dosiąść?
Grzecznie czekał na zgodę, skrycie licząc na to, że nauczyciel marketingu mimo wszystko zgodzi się na towarzystwo Vicedyrektora przy kawie. Malcolm nie spuszczał oczu z mężczyzny, choć należy podkreślić, iż jego spojrzenie wcale nie było napastliwe, wręcz przeciwnie, było subtelne i jak najbardziej naturalne, w końcu przyglądał się mu w oczekiwaniu na jego odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Ethan
Nauczyciel marketingu
Doradca zawodowy
avatar

Liczba postów : 28
Join date : 03/02/2014

PisanieTemat: Re: Starbucks   Wto Lut 04, 2014 5:59 pm

Ten dzień nie był taki najgorszy. Owszem zimny, wietrzny i deszczowy, ale czego innego spodziewać się o zimowym Londynie? Tutaj tak jest zawsze, niezależnie od pory roku krople wody padają z wyjątkową częstotliwością, a wiatr wieje niosąc ze sobą chłodne, morskie powietrze. Klimat morski jak się patrzy. Dziś było tak samo. Cieszmy się jednak, że deszcz nie zamieniał się w śnieg, a chodniki nie pokryły się cienką warstwą lodu. To byłby prawdziwy koszmar wiążący się z zagrożeniem złamania nogi lub co najmniej nabiciu sobie kilku porządnych siniaków.
Zbliżała się pora lunchu. Przerwa obiadowa wyczekiwana z takim utęsknieniem przez czarnowłosego mężczyznę. Tego dnia nie miał okazji zjeść śniadania - w sumie nic nowego zważywszy na jego ciągłe spieszenie się - więc marzył o jakimkolwiek posiłku. Tyle, że gdy przyszedł ten moment, dzwonek wybił koniec zajęć, jego żołądek stwierdził, że wcale nie ma ochoty na ambitne dania. Ale takie ciasto czekoladowe na przykład to bardzo chętnie. A jako, że z organizmem się nie walczy, nie pozostało mu nic innego jak założyć ciepły płaszcz i udać się do najbliższego przybytku kawowo-ciastkowego.
Starbucks był niedaleko, zaledwie kilka minut od szkoły. Od razu zauważył, że nie tylko on obrał ten punkt, za cel swojej wędrówki. Uczniowie, nauczyciele, przechodni kierowali się do kawiarni chcąc przyjemnie spędzić ten krótki czas wolny. Ethan wszedł do środka i jeszcze przed złożeniem zamówienia zajął stolik otoczony dwoma, wygodnymi fotelami. Płacz przewiesił przez oparcie, a torba z rzeczami spoczęła na drugim siedzisku. Tak zabezpieczony podszedł do lady i zamówił carmelowe latte z kawałkiem tortu Shwardzwaldzkiego. A co zaszalejmy. Z posiłkiem wrócił do stolika i nie zwracając uwagi na nikogo zabrał się za jedzenie ciasta i przeglądania porannej gazety.
Nie obchodziło go to, kto wchodzi, kto wychodzi, jakie rozmowy prowadzą obecni. Tak przynajmniej było do momentu, kiedy to usłyszał męski głos zwracający się do niego po nazwisku. Musiał wyglądać dość zabawnie odwracając się z zaskoczoną miną i łyżeczką pozostawioną w ustach. Jego nowym towarzyszem miał być Malcolm Graham, vice dyrektor oraz nauczyciel fizyki, jego kolega z pracy, którego prawdę mówiąc nie znał zbyt dobrze. Jedynie tyle co z widzenia. Przełknął kawałek ciasta i od razu zabrał sztućca z ust.
-Zapraszam - zgodził się bez ociągania i zabrał swoją torbę z siedziska. -I proszę, jestem Ethan, będzie wygodniej niżeli używanie ciągłego "pan". Chyba, że masz coś przeciwko- wolał się upewnić, czy jego towarzysz nie będzie miał obiekcji przed takim lekkim spoufaleniem. W końcu pracowali ze sobą, a z tego co się orientował różnica wieku pomiędzy nimi nie była duża. Mógł się oczywiście mylić, w akta mu nie zaglądał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Starbucks   Wto Lut 04, 2014 6:29 pm

Musiał w duchu przyznać, że wyra twarzy mężczyzny w chwili, gdy się odwracał, był naprawdę zabawny, na całe szczęście Malcolm stłumił w zarodku chociażby chęć zaśmiania się z reakcji łaskawego towarzysza. Właściwie miał wielkie szczęście, że w lokalu znalazł się ten oto nauczyciel, inaczej byłby skazany na siedzenie przy drzwiach, bądź musiałby się posunąć do szantażu, aby uczniowie ustąpili mu jeden z bardziej korzystnie ulokowanych stolików. Byłby zdolny do grożenia im jedynkami z fizyki, ponieważ doskonale zdaje sobie sprawę ze swojej bezkarności, w końcu któż mógłby oskarżyć vice dyrektora o to, że nadużywa władzy? Mało kto odważyłby się na coś takiego, to jest pewne. Żaden uczeń nie chce mieć problemów z fizyką, którą już i tak jest sama w sobie trudna, zaś przy pomocy pamiętliwego nauczyciela stałaby się jeszcze bardziej niezrozumiała.
- Dziękuję - odpowiedział na jego zaproszenie i ułożył tacę na stoliku, następnie ściągnął z siebie płaszcza i przewiesił swoje nakrycie na oparciu krzesła w pół, aby czasem czarny materiał nie miał jakiejkolwiek styczności z podłogą, w końcu nie chce ubrudzić swojego ubioru. Po chwili zasiadł na krześle naprzeciwko rozmówcy, nie kryjąc swojego zadowolenia z faktu, iż ma gdzie usiąść. Być może dla jego towarzysza nie jest to równie szczęśliwa rzecz, bo przecież mógł chcieć posiedzieć w samotności czy poczytać w ciszy gazetę, jednak dla Malcolma to już było mało istotne. Trudno, nauczyciel marketingu trochę pocierpi.
- Właściwie to nie mam nic przeciwko - rzekł z delikatnym uśmiechem, choć pewne zaskoczenie malowało się w jego zielonych tęczówkach. Rzadko kiedy ma możliwość bliższego poznania innego pracownika szkoły. - Zatem mów mi po imieniu. Malcolm.
Złapał w końcu za filiżankę obiema bladymi dłońmi, aby zagrzać je nieco. Właśnie dziś jak na złość zapomniał swoich skórzanych rękawiczek. Ostrożnie uniósł naczynie do ust i upił łyk ciemnej cieczy. Tego potrzebował, gorącej kawy i słodkiego sernika. Na ciasto jeszcze przyjdzie czas.
- Zawsze tu przychodzisz w porze lunchu?
To nie tak, że jakoś specjalnie intrygowała go ta kwestia. Zadał to pytanie po to, aby podtrzymać rozmowę, do czego czuł się poniekąd zobowiązany, w końcu to on się dosiadł i zmącił spokój mężczyzny. Poza tym czuł, że na pewno dobrze porozumie się z obecnym rozmówcą. Ethan był zaledwie o rok starszy od niego, więc nie muszą czuć się skrępowani przez różnicę wieku, jak to czasem bywa. Z pewnością znajdą wspólny język, już Malcolm się o to postara, nawet się dostosuje do rozmówcy, aby nie drażnić go swoją obecnością za bardzo.
Powrót do góry Go down
Ethan
Nauczyciel marketingu
Doradca zawodowy
avatar

Liczba postów : 28
Join date : 03/02/2014

PisanieTemat: Re: Starbucks   Wto Lut 04, 2014 7:11 pm

Często robił głupie miny i zachowywał się niestosownie do swojego wieku. Może to kwestia tego, że musiał zbyt szybko dorosnąć i teraz to sobie odbijał. To całkiem prawdopodobne. Często człowiek przez niektóre wydarzenia zmienia się co ma wpływ na całe życie. Jednak analiza stanu psychicznego Ethana nie jest tutaj przedmiotem rozprawy. Zbyt długi temat i mało pasjonujący.
Fakt, Malcolm miał bardzo uprzywilejowaną pozycję w szkole. W zasadzie mało kto byłby w stanie mu się postawić bez wyraźnych konsekwencji. Nawet pomniejsi nauczyciele mogliby czuć się zagrożeni. W końcu mężczyzna był drugą osobą w szkole, tuż po dyrektorze dzierżącym władzę. Może i nie były to rządy autorytarne ale mimo wszystko mógł bez trudu komuś nabruździć w papierach. Po co więc mu podpadać. Co mieli więc zrobić uczniowie na jawny szantaż i zagrożenie kłopotami z fizyką. Już bez tego, ten przedmiot nie był łatwy i dla sporej ilości społeczności szkolnej stanowił on zmorę życia.
Nie miał nic przeciwko towarzystwu. Zawsze był osobą nastawioną na socjal. Lubił rozmowy, żarty i poznawanie nowych ludzi. Wprawiało go to w dobry nastrój i zdecydowanie bardziej pobudzało do działania. Tak więc nagłe pojawienie się mężczyzny przyjął niejako z radością. Nie tylko dowie się o nim czegoś więcej, ale i będzie miał do kogo otworzyć usta. Zawsze to miła odmiana niż siedzenie w samotności na kubkiem kawy w popularnej sieciówce.
- Prawdę mówiąc, zaglądam tu dość rzadko. Nie mam czasu na włóczenie się w porze obiadowej po kawiarniach. Zwykle wtedy staram się ogarnąć najistotniejsze sprawy nad miską sałatki lub spotykam się z uczniami. Niemniej lubię to miejsce. - zapewnił go samemu sięgając po swoją wysoką szklankę. Niespiesznie upił nieduży łyk krzywiąc się przy tym. Gorzka, nie znosił gorzkiej kawy. Niby Latte samo w sobie jest słodkie, zwłaszcza z syropem karmelowym ale i tak musiało zostać dosłodzone. Sięgnął po cukier i dosypał jeszcze dwie łyżeczki.
-A ty? Nie spotkałem cię tu wcześniej. - zapytał samemu nie chcąc by zapadła cisza. Nie czuł się komfortowo siedząc w milczeniu, zwłaszcza jeśli był z kimś. Było to niejako obrazą dla niego i jego rozmówcy. Zamieszał w szklance kilka razy i skosztował na reszcie będąc zadowolonym z jej smaku. Cudowna słodycz w połączeniu z pianką i syropem. Takie coś od razu stawia na nogi i sprawia, że nawet pochmurny dzień staje się o wiele przyjemniejszy.
-Muszę przyznać, że cieszę się z tego spotkania. Nie mieliśmy okazji jeszcze porozmawiać, a wydajesz mi się dość fascynującą osobą. Wiecznie zdystansowany arystokrata. Zawsze taki jesteś, czy to tylko szkolna poza? - Może i pytanie było nieco zbyt śmiałe i nie na miejscu, ale odkąd go zauważył w szkole był tego ciekawy. Na prawdę jest takim magnatem za jakiego się podaje, czy to tylko kreowanie wizerunku. Tak interesowało go to też od strony zainteresowań Ethana. Jaką miał strategię na siebie, co chciał osiągnąć? Ale przecież nie można o takie rzeczy pytać wprost i to od razu. Nie świadczyło by to o nim najlepiej prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Starbucks   Wto Lut 04, 2014 7:53 pm

Po wysłuchaniu całej jego wypowiedzi skinął głową na znak, że rozumie, choć sam z pewnością nie poświęciłby wolnego czasu w porze lunchu dla swoich uczniów. Każdy może do niego przyjść z pytaniami po lekcjach, aby się z nim skonsultować, jednak rzadko kto korzysta z tej możliwości, bo po lekcjach albo są zajęcia klubowe, albo stanie jakaś inna przeszkoda, na przykład wspólny wypad cała grupą na miasto. Zresztą, nikt o zdrowych zmysłach nie przyszedłby na konsultacje z fizyki, a już na pewno nie na konsultacje do Malcolma, którego bardzo łatwo rozdrażnić wątpliwościami, niekończącymi się pytaniami oraz samą głupotą, która u pewnych uczniów jest chyba wrodzona. Delikatnie odłożył filiżankę i potarł dłonie, gdyż te dla niego były jeszcze niewystarczająco ciepłe. Sam nie wie z czego to się bierze, ale ostatnimi czasy bardziej odczuwa chłód, jakby ten przenikał go na wskroś wkradła do jego ciała z brutalną siłą i nie opuszczał go. Za to ciepło, ciepło ucieka od niego gdzie pieprz rośnie.
Kiedy usłyszał pytanie, przeniósł spojrzenie ze swych bladych dłoni na twarz mężczyzny. Musiał przyznać, że ucieszyło go to, iż jego rozmówca również chce kontynuować konwersację, jednak nie liczył na to jakoś specjalnie, również dobrze i przede wszystkim godnie zniósłby jego milczenie. W pierwszej chwili wydawało mu się, że Ethan zmusza się do rozmowy, jednak jego zachowanie wskazywało na coś zupełnie innego, on po prostu jest towarzyskim osobnikiem.
- Przychodzę od czasu do czasu, kiedy chcę się napić porządnej kawy. Zdecydowanie lepsze Espresso Macchiato serwują tutaj niż w szkole. Na dodatek na szkolnej stołówce nigdy nie mogę dopaść sernika, a to moje ulubione ciasto.
Nawet w przypadku deseru ma wysokie wymagania i nie zadowoli się byle czym, ale taka już jego natura, wszystko po prostu musi być jak najlepsze, jeśli nie może być idealne. Ta jego filozofia życiowa z pewnością nie jest normalna dla przeciętnego człowieka, ale przeciętny człek wychowuje się w zupełnie innym środowisku, zatem jego rozumowanie będzie z pewnością inne. Ale o tym nie chciał myśleć, wolał się raczej cieszyć tym, że może się wreszcie zadowolić sernikiem. Sięgnął po łyżeczkę i wziął kawałek ciasta, następnie wsunął go do ust. Może nie było to kulinarne dzieło, jednak ser rozpuszczał się w ustach, był tak miękki, jak lubi Malcolm.
Kolejne słowa, które wypadły z ust jego rozmówcy zszokowały go nieco. Zupełnie nie spodziewał się takiej bezpośredniości, ale jakąś ją przeżył. Przełknął spokojnie kęs sernika, po czym skupił spojrzenie zielonych oczu na sylwetce mężczyzny. Śmiało sobie poczynał, choć zapewne nawet tak tego nie odczuwał. Kierowała nim czysta ciekawość, dlatego też vice dyrektor podszedł z niezwykłym opanowaniem do zagadnienie jego arystokratycznej natury. Odłożył łyżeczkę, następnie uniósł kąciki ust w ledwo widocznym uśmiechu.
- Również mnie cieszy możliwość rozmowy z tobą - odpowiedział jak najbardziej grzecznie, ukazując swoje dyplomatyczne zdolności. - Cóż, odpowiedź na to pytanie jest dość złożona. Od małego uczono mnie, bym zachowywał się w taki sposób, więc weszło mi to w nawyk. Na podłożu prywatnym jestem bardziej... odprężony.
Ostatnie słowo zabrzmiało w jego ustach naprawdę intrygująco, gdyż podczas jego wypowiadania dodał do swojego głosu nutę tajemniczość, która mogła zachwycić. Taka odpowiedź powinna być satysfakcjonująca, choć z pewnością nie wyczerpała ona całego zagadnienia.
Powrót do góry Go down
Ethan
Nauczyciel marketingu
Doradca zawodowy
avatar

Liczba postów : 28
Join date : 03/02/2014

PisanieTemat: Re: Starbucks   Sro Lut 05, 2014 11:13 am

Ethan uwielbiał pracę z uczniami. I dotyczyło to nie tylko jego przedmiotu, ale również wiązało się z doradztwem zawodowym. Wychodził z założenia, że póki kogoś dobrze nie pozna nie będzie w stanie prawidłowo wskazać mu ścieżki kariery. Dajmy na to, mamy kujona wiecznie siedzącego nad kalkulatorem. Wybór, bankowość, finanse byłby oczywisty. Poznajesz go bliżej, a tu trach okazuje się, że byłby świetnym architektem czy geodetą. Zupełnie inna dziedzina prawda? Dlatego właśnie poświęcał uczniom wiele czasu. Po lekcjach również. Czasem, w okresie przygotowań do egzaminów i wyboru nowych szkół siedział od rana do późnego wieczora w gabinecie przyjmując zainteresowanych, więc poświęcanie przerwy obiadowej nie stanowiło dla niego najmniejszego problemu. W ogóle uważał, że gdyby niektórzy nauczyciele poświęcili więcej czasu dla swoich uczniów wyszłoby im to tylko na dobre, ale to ju prywatna opinia Ethana.
-No tak, uroki szkolnej stołówki. Nigdy nie ma tego na co ma się aktualnie ochotę. Polecam ci z niej sałatki, są wyborne. Szczególnie krabowa, nie wiem czemu jest tak mało popularna, bo smak ma wyśmienity- a przynajmniej mężczyzna za nią wprost przepadał. Niemniej faktycznie, jeśli chodzi o słodycze, to szkolna kuchnia miała niewielki wybór, a i to co się pojawiało szybko znikało. Nic więc dziwnego, że coraz więcej osób wychodziło po ciastka do pobliskich kawiarni. Co do samej kawy, nie pił jej zbyt dużo, jeśli już parząc ją samemu w swoim "gabinecie". Nie potrafił więc określić, gdzie jest lepsza lub gorsza, poza tym zabijał smak cukrem i mlekiem, więc z oryginalnej esencji nie zostawało zbyt wiele do porównań.
Owszem śmiało sobie poczynał. To pewnie przez to, że za dużo czasu przebywał z uczniami i ci nauczyli go, że czasem szybciej się dogadasz mówiąc prosto z mostu. Może faktycznie w rozmowie z Malcolmem powinien się dostosować i okazać się znajomością chociaż podstawowych manier. Nie trudno było zauważyć, że mężczyźnie, ta bezpośredniość raczej nie przypadła do gustu i wolał zejść na inny temat. Przynajmniej tak to odebrał Arslan. Trzeba jednak przyznać, że vicedyrektor potrafił wybrnąć z kłopotliwego dla siebie pytania w sposób dyplomatyczny mówiąc coś jednocześnie nie zdradzając niczego. To sztuka godna podziwu.
-Czyli tak jak myślałem. Jesteś arystokratą w każdym calu. Wybacz mi tą bezpośredniość ale chyba nabrałem niekorzystnych nawyków od uczniów- zaśmiał się cicho, co raczej miało w sobie więcej nerwowości niżeli faktycznego rozbawienia. No cóż co chlapnął to jego i tego nie cofnie. Nie, żeby żałował swojego pytania. Potwierdził to co mu się wydawało. Co do tej nuty tajemniczości, owszem usłyszał ją, trudno było ją z resztą przeoczyć. Czy go zachwyciła? Nie do końca a na pewno nie przykuła tak bardzo uwagi jak powinna. Pod niektórymi względami bywał ignorantem i tyle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Starbucks   Sro Lut 05, 2014 9:47 pm

Szkolna stołówka pod względem higieny z pewnością była najlepszą stołówką w kraju, tego faktu nie można było podważyć, również jej obiadowe menu było niezwykle szerokie, więc i na to nie można narzekać. Jedynie kwestią, przy której można marudzić, to niezbyt wielki wybór deserów, bo było zaledwie kilka słodkich specjałów godnych uwagi Malcolma, lecz wszystkie wystawione smakołyki znikały już po pierwszej przerwie w szkole. Uczniowie zazwyczaj w pierwszej kolejności rzucali się na desery, aby wybrać sobie jak najlepszy kawałek ciasta, dopiero potem rozważali, co zjedzą na obiad. Może nie wszyscy tak robili, ale ogromna większość przyjęła taką strategię, przez co zapracowany vice dyrektor nie miał nigdy sposobności do tego, aby dorwać się do wymarzonego sernika, bo do stołówki chadza jedynie w przerwie na lunch, a raczej w połowie tej przerwy. Zanim zbierze się z gabinetu czy klasy, zanim dojdzie do stołówki, to wszyscy inni zjedzą już swoje serniki, a mu zostaną jedynie nie tak smakowite muffinki i niekiedy resztki szarlotki, czyli mnie apetycznie wyglądające kawałki, które są z brzegów ciasta.
- Jako vice dyrektor powinienem bronić dobrego imienia szkolnej stołówki, jednak muszę przyznać ci rację, w stołówce nigdy nie ma tego, czego najbardziej się pragnie w danej chwili. Zawsze tak jest, kiedy próbuję się dobrać do sernika. Chyba będę musiał pogadać z kucharzem, aby przechowywał mi jeden kawałek w kuchni.
Czy przy takich błahych sprawach nie powinien nadużywać swoich przywilejów? Ale to przecież tylko kawałek sernika, nic takiego. Najwyżej rozzłości trochę uczniów, którzy będą z zawiścią patrzeć na niego, a z zazdrością na ciastko, lecz z pewnością nie powiedzą nic niepotrzebnego, w końcu żaden nie chce mieć problemów z fizyką. Czasem Malcolm nawet im współczuje, ponieważ zdaje sobie sprawę z tego, jaki postrach sieje wśród tych młodych chłopaków. Z pewnością wielu jego podopiecznych chciałoby go zetrzeć w proch, jednak ich szanse na powodzenie są naprawdę nikłe. Taka chytra gadzina nie da się wygryźć tak łatwo.
Oparł łokcie na stoliku, następnie splótł swe dłonie, aby z delikatnym uśmiechem wesprzeć na niego głowę. Lekko pochylony nad stolikiem, znalazł się odrobinę bliżej mężczyzny, jednak wciąż dzielił ich stół, dlatego też Ethan mógł czuć się bezpieczny, jad Malcolma nie dosięgnie go z takiej odległości. Jednak vice dyrektor wcale nie myślał o tym, aby użyć na nim swojego jadu, gdyż nie mógł pozwolić sobie na stratę tak odważnego rozmówcy.
- Pozostaje mi jedynie wybaczyć ci tę bezpośredniość - odrzekł z lekkim rozbawieniem. - Ponieważ jest ona dla mnie przyzwoleniem na większą poufałość. Ja też mogę być od teraz bezpośredni względem ciebie, dlatego możesz już się obawiać o swój los.
Z jego idealny wykrojonych ust wypłynął ledwo słyszalny chichot, co mogło dawać złudzenie, iż dźwięk ten jest efektem omam słuchowych. Obecnie Malcolm bawi się całkiem dobrze, nawet nie myśli o tym, że niedługo będzie musiał powrócić do szkoły. Zazwyczaj wychodzi z kawiarnie po wypiciu kawy i zjedzeniu kawałka ciasta, lecz tym razem z chęcią posiedzi te kilka minut dłużej.
- Teraz odwdzięczę się i zapytam o coś, co mnie nurtuje od chwili, kiedy zadałeś mi pytanie. Zawsze jesteś taki bezpośredni?
Powrót do góry Go down
Ethan
Nauczyciel marketingu
Doradca zawodowy
avatar

Liczba postów : 28
Join date : 03/02/2014

PisanieTemat: Re: Starbucks   Sro Lut 05, 2014 10:50 pm

Fakt, jak na szkolną stołówkę była bez zarzutów. Ba, była lepsza niż niektóre miejskie restauracyjki. Zawsze świeże jedzenie, czysta sala, oraz produkty najwyższej jakości. Niejako dla szkoły o takim prestiżu był wymóg nie do przeskoczenia. Oczekiwało się odpowiedniego powodu i jadłodajni to też nie ominęło. Ale niektóre rzeczy można by poprawić. Chociażby właśnie tą kwestię deserów. Może warto zatrudnić dodatkowego cukiernika, który codziennie piekłby świeżą porcję ciast i smakołyków? Szkoła mogłaby na tym tylko zarobić, zwłaszcza, ze po osiągnięciu pewnej renomy mogłyby pojawić się i zamówienia z zewnątrz. Idea godna przemyślenia i rozważenia, choć przymusu wprowadzenia takiego rozwiązania nie było. Do tej pory wszyscy jakoś sobie radzili z brakiem ulubionego smakołyku. Nawet Malcolm, więc da się to obejść.
-To dobry pomysł. I przynajmniej będziesz mieć pewność, że w czasie ulewy nie będziesz musiał wychodzić poza swój gabinet. Ewentualnie zawsze możesz wysłać jakiegoś ucznia w zamian za hmm podwyższenie oceny lub zwyczajny immunitet jednorazowo zwalniający z kartkówki czy odpytki. Taki system nagród czasem potrafi zdziałać cuda. - Nie mówiąc już o tym, że obie strony by na tym skorzystały. Malcolm zdobyłby swój ukochany sernik, a uczeń choć przez chwilę poczułby się bezpieczny na zajęciach. Nigdy nie wiesz kiedy taki bonus może uratować ci średnią. A przecież, jeśli nauczyciel będzie chciał cię dorwać i tak to zrobi w tym lub innym momencie. Prawdę mówiąc takie zagranie pasowałoby mu do wizerunku wicedyrektora. Nieczyste zagranie, ale nikt by mu nie mógł zarzucić, że jest niesprawiedliwy. Przecież zasady były jasne, a wiadomo że skoro raz się uczeń wywinie to następnym razem już mu się to nie uda. Taka kolej rzeczy.
Nie czuł się zagrożony obecnością Malcolma. Może powinien? Póki co jednak, poza rozmową nic się przecież nie działo. Mężczyzna nie atakował go ani werbalnie ani ruchowo. Jedynie co to zbliżył się, co przy rozmowie jest do przewidzenia. Dlatego też bez krępacji wrócił do swojego torciku. Odkroił widelczykiem kawałek czekoladowego ciasta z wisienką na górze ii niespiesznie spożył słodycz. Swoją drogą ciekawe dokąd ta rozmowa zaprowadzi.
-Pytaj o co chcesz- odparł równie lekko. Fakt, ten chichot był zaskakujący. Zwłaszcza, że "prawie" dyrektor nie wyglądał na osobę, która to robi. O ile nie ma znaczyć, że wpadło się w tarapaty. Coś jak zimny śmiech szaleńca, który zwiastuje jedynie że twój koniec jest blisko. Tym razem dźwięk ten miał bliżej do rozbawienia niżeli groźby, to też Ethan czuł się w dalszym ciągu bezpieczny.
-W zasadzie to tak. Nie mam oporów przed zadawaniem niektórych pytań. Sam to już zauważyłeś. Jestem ciekawską osobą i chęć zdobycia informacji jest u mnie silniejsza niż ogłada. Czasami to kłopotliwe, kiedy nie wiesz w jakim momencie zamknąć usta, ale pasuje to do mnie, nie uważasz? - czemu by nie pociągnąć tego toku rozmowy? Niech będzie poufała i po nie kąt nie na miejscu. Nie są w szkole, nikt ich nie obserwuje ani tym bardziej nie podsłuchuje. Czym się więc krępować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Starbucks   Sro Lut 05, 2014 11:31 pm

Propozycje wysunięte przez Ethana warte były rozważenia, jednak Malcolm niezbyt przychylnie podchodził do podobnych rozwiązań, bo choć wyręczanie się innymi przychodzi mu z łatwością, to jednak nie może przecież ot tak wykorzystywać uczniów. Z jednej strony wynagradzałby ich za te drobne przysługi, jednak wtedy z pewnością straciłby wizerunek nad wyraz podłego fizyka, a na to sobie pozwolić nie mógł. Ktoś musi trzymać w ryzach uczniów, a kto tego dokona, jeśli nie nauczyciel od najbardziej nielubianego przedmiotu w szkole. Wielu nie cierpi matmy, inni nie przepadają za historią, jednak najbardziej znienawidzonym przedmiotem przez uczniów jest fizyka, ponieważ jest dziedziną nauki najbardziej niepojętą dla człowieka. Sama myśl bawi Malcolma, ponieważ on sam nie wyobraża sobie istnienia bez fizyki kwantowej. Wszystko jest energią, dlatego też niekiedy przygląda się swoim uczniom, jakby chciał przemienić ich w inną formę o tej samej ilości energii, co jest absurdalnym pomysłem. Ale czy nie można mu czasem sobie pomarzyć o rzeczach niemożliwych?
- Przemyślę twoje uwagi.
Rozmówca gadziny nie wystraszył się, co rzecz jasna uznać można za przejaw otwartości lub swego rodzaju brak instynktu samozachowawczego. Czyż nie powinien z przerażeniem wyczekiwać pytania, które może go pogrążyć? Tymczasem on spokojnie zajadał zamówiony przez siebie torcik i rozkoszował się w najlepsze smakiem specjału oraz samą rozmową. Nic nie było mu straszne, nawet wizja nieznanego mu pytania. Co by zrobił, gdyby usłyszał inne pytanie, tyczące się bardziej intymnej strefy? Rzecz jasna Malcolm z pewnością nie zadałby takiego pytania, gdyż dobre maniery mu na to nie pozwalają, jednak przez chwilę kusiło go, aby zapytać o coś bardziej osobistego. Lubi niekiedy prowokować, a wszystko po to, by zobaczyć minę swojego rozmówcy. Każdy człowiek reaguje inaczej i to czyni istotę ludzką tak intrygującą.
- Nie znam cię za dobrze, ale łatwo zauważyć, że jesteś dość towarzyski. Zachowujesz się beztrosko, lecz to moje subiektywne spojrzenie.
Uśmiechnął się kącikami ust, po czym powrócił do wyprostowanej pozycji, aby znów pochłonąć drobny kęs sernika. Ta ich rozmowa coraz bardziej mu się podobała, gdyż miał dzięki niej przyjemność poznania mężczyzny, ale także możliwość toczenia bitwy słownej. Nie musieli być złośliwi, po prosto brzmienie ich wypowiedzi sprawiało, że Malcolmowi zdawało się, iż prowadzi drobną grę. A może to natura intryganta podpowiadała mu podobne rzeczy?
- Rzadko kiedy mam do czynienia z osobami, które potrafią być bezpośrednie, co z jednej strony może być zaletą, z drugiej zaś wadą. Jednak cieszy mnie to, że wreszcie nadarza się okazja, aby porozmawiać z kimś, kto od razu obnaża mą arystokratyczną naturę.
Nie ukrywał tego, iż sytuacja ta go bawi. Czuł się odprężony, pewny swego, nie obawiał się już kolejnych nietypowych pytań, po prostu starał się być jak zwykle dumnym mężczyzną, który wie, czego chce. Tym razem pragnie jak najdłużej cieszyć się niezobowiązującą rozmową z nauczycielem marketingu.
Powrót do góry Go down
Ethan
Nauczyciel marketingu
Doradca zawodowy
avatar

Liczba postów : 28
Join date : 03/02/2014

PisanieTemat: Re: Starbucks   Czw Lut 06, 2014 12:56 pm

To nie było by wykorzystanie. Zgłaszaliby się dobrowolnie w celu zdobycia dla siebie profitów. Zarówno Malcolm jak i uczniowie czerpali by z tego korzyści. Może i nie było to zachowanie zbyt pedagogiczne ale jakże życiowe. Przecież normalnie jeśli nie potrafisz zatroszczyć się o własne dobro zginiesz marnie. A gdzie się tej zasady najlepiej nauczyć? Właśnie w szkole. Chcą mieć łatwiej na fizyce, niech na to zapracują chociażby małymi przekrętami typu zdobywanie immunitetu. Uczciwy układ jego zdaniem ale to czy zostanie on wprowadzony w życie nie należało już do jego kwestii. Fizyk sam zdecyduje, a on tylko podsunął niezobowiązującą propozycję.
Od razu brak instynktu samozachowawczego. Póki co mężczyzna nie zrobił niczego co kazałoby Arslanowi uważać czy trzymać ręki na pulsie. Nie wierzył w plotki podsycane przez uczniów. Wolał wszystkiego doświadczyć na własnej skórze. Czy fizyk był gadziną? Może i tak, ale jak na razie tylko bada językiem otoczenie nie atakując czy wysyłając sygnały ostrzegawcze. Czego się bać? Nie bądźmy też paranoikami, którzy od razu boją się wszystkiego. To nie Ethan, wolał się przejechać z uśmiechem na ustach niż stawiać w okół siebie mury obronne. A fe. Co do tych pytań zawsze mógł na nie nie odpowiadać. Nigdzie przecież nie padło, że mają być szczerzy i mówić wszystko prosto z serca. Nikt nie może zmusić go do wyjawiania swoich sekretów.
- Marketingowiec musi być otwarty i gotowy na wszystko jeśli chce się dobrze sprzedać. Dobra to źle zabrzmiało ale wiesz o co mi chodzi. Szara myszka nie będzie miała odpowiedniej siły przebicia a reklama potrzebuje rozgłosu oraz kogoś, kto odpowiednio nią pokieruje. Skoro muszę być taki w pracy, czemu miałbym się zamykać poza nią. To mijałoby się z celem. - Dzieki takiemu zachowaniu stawał się też bardziej wiarygodny. Swoją drogą, skoro teraz Malcolm brał go za towarzyską osobę to szkoda, że nie widział go, w okresie młodości. Wtedy dopiero Ethan mógł być uznawany, za pana tłumów, duszę towarzystwa, która nakręcała wszystkie imprezy. Dalej pozostał w nim ten dawny duch, lecz życie znacząco to przytłumiło. Co nie znaczy, że nie potrafił zaszaleć. Może właśnie dlatego miał tak dobry kontakt z ludźmi? Był otwarty i gotowy na wszystko. Nie bał się być zaskakiwanym, jednocześnie nie musiał udawać kogoś kim nie jest.
-Czuję się więc zaszczycony, że to na mnie padło. Mam dziś chyba dobry dzień sir- zażartował posyłając mu nieco wyzywające spojrzenie, a w jego oczach pojawiły się wesołe chochliki. Skoro dobrze się przy nim czuł nei było sensu zmieniać swojego zachowania. A nóż go rozbawi jeszcze bardziej i sprawi, że Malcolm porzuci choć na chwilę tę pozę arystokraty. Swoją drogą dla Ethana szlachcice zawsze wydawali się tacy strasznie nienaturalni, a tu proszę. Pomimo wyuczonych zachowań i ogłady, Graham zdawał się być kompletnie sobą. No proszę czyli istnieją jeszcze prawdziwi panowie z wyższych sfer.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Starbucks   Czw Lut 06, 2014 4:08 pm

To jest niezobowiązująca rozmowa, dlatego też wcale nie muszą być ze sobą do końca szczerzy, jednak kłamstwa z pewnością popsułyby całkowicie ich relacje, a przecież to dopiero początek tej znajomości. O wiele lepsze będą już niedomówienie czy dwuznaczności, które Malcolm wręcz uwielbia, tak samo jak tajemnicze uśmieszki, krótkie spojrzenia, subtelne gesty. Być może nie zachowuje się jak prawdziwy mężczyzna, gdyż mężczyzna według szerokiej opinii publicznej powinien być bezpośredni, w końcu to kobiety przeważnie bawią w te wszystkie podchody, jednakże można mu wybaczyć jego z lekka kobiece zachowanie, tak już został wychowany. Wszystko przez to, że miał swego rodzaju szczęście urodzić się w bajecznie bogatej rodzinie z wielopokoleniowymi tradycjami. Ojciec zajmował się wielkimi biznesami, więc to matka musiała zająć się jego wychowaniem i nigdy nie kryła tego, że traktuje go jak dziewczynkę. Zawsze chciała mieć córkę, dlatego wlała w Malcolma tyle uczucia, tyle miłości do sztuki, że aż się nią zakrztusił.
- Zatem chcesz się dobrze sprzedać nawet mnie? - spytał z lekkim rozbawieniem, rzecz jasna nie kryjąc go w swym aksamitnym głosie czy lekkim uśmiechu. - Jeśli się postarasz, to z pewnością cię kupię z całą twoją otwartością, towarzyskością i bezpośredniością.
Po raz kolejny zaśmiał się cicho w jego towarzystwie. Dawno nikt nie działał na niego w ten sposób, jakby ta ich drobna potyczka, toczona w jak najbardziej przyjacielskim tonie, była mu potrzebna już od dłuższego czasu, czego rzecz jasna nie przyzna głośno. Bawi się całkiem dobrze, czuje się odprężony i na dodatek stale może rozkoszować się sernikiem. W jego ustach szybko znalazł się kolejny smakowity kęs, a ser jak zwykle rozpuścił się w podniebieniu. Właśnie o taki sernik zacznie domagać się szkolnego kucharza, z całą pewnością tak będzie. Ale z drugiej strony szkoda by było pozbawiać się możliwości ponownego spotkania z Ethanem przy kawie. Może jednak nie poprosi kucharza o sernik, tylko będzie przy każdej możliwości dosiadać się w tym lokalu do nauczyciela marketingu? To wcale nie jest taki głupio pomysł, choć gadzina już wie, że ten oto mężczyzna rzadko wychodzi na kawę podczas przerwy na lunch z powodu swoich szkolnych obowiązków.
- Nie chwal dnia przed zachodem słońca - zaczął z jeszcze śmielszym uśmieszkiem, który z pewnością dodawał mu jeszcze więcej uroku. Może pozwolić sobie na więcej, przynajmniej takie odniósł wrażenie, gdy poczuł na sobie to wyzywające spojrzenie rozmówcy. - Przecież jeszcze może się okazać, że rozmowa ze mną była raczej smutnym obowiązkiem. Niczego nie można być do końca pewnym na tym świecie.
Uniósł filiżankę i upił łyk swojej kawy z jawnym zadowoleniem. Delikatnie przechylił głowę, lecz szybko powrócił do poprzedniej pozycji, aby bladą dłonią rozmasować zdrętwiały kark. Ostatnio kark naprawdę mu sztywnieje, jednak nie ma zamiaru narzekać, w końcu to nic takiego.
- Ale myślę, że rozmowa może potoczyć się jedynie w przyjemnym kierunku. Jesteś całkiem zabawny, wiesz?
Powrót do góry Go down
Ethan
Nauczyciel marketingu
Doradca zawodowy
avatar

Liczba postów : 28
Join date : 03/02/2014

PisanieTemat: Re: Starbucks   Czw Lut 06, 2014 5:32 pm

Od razu podchody były domeną kobiet. Owszem, to one częściej się nimi posługują, ale bez przesady. Nie każdy mężczyzna musi być męski, z wielkimi mięśniami i basem zamiast strun głosowych. Prawdę mówiąc Ethan właśnie wolał tych delikatnych mężczyzn, oni odpowiadali mu w większym stopniu niż "bysiory" bez karku. Poza tym wychowywanie przez ojca też od razu nie jest równoznaczne z staniem się prawdziwym, stereotypowym mężczyzną. Chociażby on sam, miał oboje rodziców, swego czasu pracował w warsztacie ojca a mimo to lubił projektować ubrania i kochał filmy z bollywood. Akurat to ostatnie w szczególności nie można było uznać za niebabskie zajęcie. W szczególności w kręgu arabskim w jakim dorastał.
-Zapamiętam i kto wie, może się postaram - odparł równie lekko odruchowo zaczynając bawić się przywieszką na łańcuszku. Był to u niego dość częsty gest, który powtarzał bez pomocy świadomości. Przy tej rozmowie można by było to nawet uznać za kokieteryjne, ale to już zależy od tego jak odbierze to druga strona.
Czasem dobrze jest się odprężyć i zapomnieć o sztywnych ramach. Każdy zasługuje na chwilę wytchnienia zwłaszcza w towarzystwie kogoś, kto tylko pomaga ci zrzucić maskę. Rozbawi i pozwoli spojrzeć w inny sposób na niektóre rzeczy. A jak dodamy do tego słodycze i kawę to żyć nie umierać. Tak na prawdę jeśli Malcolm chciałby się jeszcze kiedyś z nim spotkać i wyskoczyć na sernik i kawę nie byłoby problemu. Jeden telefon i są umówieni. Nawet jeśli miałby poświęcić czas zwykle przeznaczany dla uczniów. Trudno, też jest człowiekiem i potrzebuje przerwy. A to spotkanie pozwalało właśnie odpocząć i zwyczajnie na chwilę zapomnieć o pracy. Kochał ją, ale odświeżenie jest zawsze na miejscu.
-Sugerujesz, że w każdej chwili możesz zamienić się w skórwiela, który zrówna mnie z ziemia? - zapytał rozbawiony tym pomysłem. Może i ten był kobrą królewską plującą jadem, ale Ethan na upartego mógłby pobawić się w zaklinacza węży. Widelczykiem odłamał kolejny kawałek ciasta i skosztował go rozkoszując się smakiem. Widać oboje mieli słabość do tego typu smakołyków. Co do tego rozmasowywania karku, masażu proponować nie zamierzał, propozycja byłaby kompletnie nie na miejscu.
-Tak, dziękuję. Moja była żona powtarzała to samo. Dobrze wiedzieć, że nie wyszedłem z wprawy i jeszcze kogoś potrafię rozśmieszyć.- uśmiechnął się po części będąc ciekawym reakcji na wiadomość o byciu rozwodnikiem. Niby nic niezwykłego. W dzisiejszych czasach co druga osoba ma za sobą nieudany związek małżeński. I tyczyło to coraz częściej młodych osób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Starbucks   Czw Lut 06, 2014 6:03 pm

Z pewnością jego starania nie pójdą na marne, lecz tego nie miał zamiaru mu powiedzieć, aby czasem nie okazać mu, że jest nim jakoś specjalnie zainteresowany, również nie chciał dawać ani jemu, ani sobie złudnych nadziei. Jednak nadal ma nadzieję, że wspólne wypady na kawę będą możliwe, bo wychodzi na to, iż stanowią one dobrą okazję do tego, by się rozluźnić w towarzystwie innej osoby oraz dają okazję do tego, aby na chwilę wyrwać się ze szkoły. Czy to grzech, że nauczyciele też chcą czasem uciec z tej prestiżowej placówki? Nauczyciel to też człowiek, więc jak każdy potrzebuje chwili wytchnienia. Niestety, w przypadku Malcolma, nauczyciel potrafi czasem przypominać wredną gadzinę, ale to wcale nie zmienia faktu, że też potrzebuje niekiedy drobnej przerwy.
Słysząc jego pytanie, obdarzył go nieco bardziej intensywnym spojrzeniem zielonych oczu niż dotychczas. Dość szybko zapanował nad tym, dzięki czemu mógł zaśmiać się z lekkim rozbawieniem, które towarzyszyło również jego rozmówcy. Malcolm zajadał leniwie sernik, zwlekając z odpowiedzią na pytanie Ethana, co rzecz jasna robił celowo. Niech trochę poczeka, to taka mała kara za jego coraz to większą śmiałość. Ta bezpośredniość w końcu go zgubi, ale i tego nauczyciel fizyki nie zamierzał mówić, niech mężczyzna sam dojdzie do tego wniosku.
- Sugerujesz, że mogę być aż tak bezwzględny, by ot tak zmienić się w skurwiela? - odpowiedział pytaniem na pytanie, przy czym w jego oczach pojawił się chytry błysk. Powoli rozmowa robiła się coraz bardziej intrygująca, a to działało na korzyść Arslana. - Cóż, mogę, ale nie muszę. Obecnie nie mam ochoty zetrzeć cię na proch. Taki jestem dobroduszny.
Kiedy usłyszał jego kolejne słowa, w tym wzmiankę o rozwodzie, jakoś nie zrobiło to na nim większego wrażenia. Tylu ludzi rozwodzi się w dzisiejszych czasach, dlatego nie ma co zajmować się pojedynczym przypadkiem. Rozstał się z żoną, a jakie są tego powody, to już nie interesuje to Malcolma specjalnie.
- Powinieneś częściej mnie rozśmieszać, wtedy z pewnością nie wyjdziesz z wprawy. To dobry układ dla nas obu, bo sprawi on, że obaj będziemy zadowoleni, przynajmniej przez jakiś czas.
Nie była to żadna głębsza propozycja, jego słowa wiązały się raczej z kolejnym swobodnymi spotkaniami w kawiarni podczas przerwy na lunch. Oczywiście, Ethan nie musi czuć się w obowiązku rozśmieszać Malcolma, bo niby z jakiej racji miałby to czynić? Ale takie spotkanie się raz na jaki czas byłoby miłe.
- Minąłeś się z powołaniem, powinieneś był zostać komikiem - stwierdził spokojnie, lecz w jego głosie dało się posłyszeć żartobliwą nutę.
Powrót do góry Go down
Ethan
Nauczyciel marketingu
Doradca zawodowy
avatar

Liczba postów : 28
Join date : 03/02/2014

PisanieTemat: Re: Starbucks   Pią Lut 07, 2014 9:23 pm

No tak, lepiej udawać kompletną ignorancję niż najmniejsze zainteresowanie drugą osobą. Chociaż jedno spotkanie jeszcze nic nie znaczy. Przy kolejnych może się bowiem okazać, że kompletnie nie nadawaliby na podobnych falach i tyle. Co nie zmienia faktu, że przyjacielskie spotkania przy kawie byłyby i tak na miejscu. Przynajmniej dają czas na oderwanie się od monotonii zajęć i widoku ciągle tych samych twarzy siedzących w ławkach z ogłupiałą miną.
Nie wiedział czemu Malcolm zwlekał z odpowiedzią na jego zaczepkę. Czy było to spowodowane tym, że trafił w sedno i mężczyzna zastanawiał się jak z tego wybrnąć? A może był to zabieg całkowicie celowy. Nie zdziwiłby się. Z tego co czytał o arystokratach - w końcu żadnego osobiście wcześniej nie poznał - to mieli oni tendencję do "wprowadzania napięcia" i nerwowego oczekiwania chcąc skupić na sobie dodatkową uwagę. Czy brunet był taki sam? Chyba tak, a przynajmniej z tego co Ethan zauważył to lubił, gdy wszystko kręciło się w okół jego osoby. Nic w tym złego, odrobina egocentryzmu jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
-Czyli zdecydowanie mam szczęście. Czyżbym wkradł się w łaski postrachu Royala? A może to zwykłe szczęście nowicjusza w kontaktach z tobą? - czemu by nie pociągnąć w ten sposób tej rozmowy. W ogóle czy to nie podchodzi już niejako pod flirt? Dość specyficzny polegający w dużej mierze na niedomówieniach i zaczepkach ale jednak flirt. Osobiście nie lubił tego słowa, ale pasowało mu do sytuacji. -Ale mogę wiedzieć czym zasłużyłem sobie na tą dobroduszność? - zapytał jeszcze ciągle nie spuszczając z tonu. Utrzymywał kontakt wzrokowy jeszcze przez krótką chwilę, by następnie leniwie przenieść go na kawę. Niespiesznie upił z niej spory łyk i zabrał się za wykańczanie torciku. I tak długo się z nim grzebał. Zwykle taki kawałem miał na kilka gryzów i po chwili już go nie było. Widać obecność Malcolma sprawiała, ze mimowolnie zwracał większą uwagę na maniery i swoje zachowanie.
-Nie ma problemu Malcolm, póki oboje czerpiemy z tego przyjemność mogę rozbawiać się bez przeszkód. Zwłaszcza, że nie stanowi to trudności w takim towarzystwie. Hmm komikiem mówisz, czemu nie. Byleby nie skończyło się na byciu drugim Jasiem Fasolą, nie trawie typa. - wiedział doskonale, że mężczyzna żartuje z tą propozycją, to też tak ją potraktował. Sam siebie nie widział na scenie rozbawiającego tłum. A w życiu, za bardzo by go trema zjadła nie mówiąc już o kompletnej pustce w głowie, gdy miałby zacząć pokaz. Co do samego Atcinsona to nie znosił faceta. Jego humor go nie bawił, nie rozumiał go, a mimika mężczyzny sprawiała że wszystkiego mu się odechciewało. Podobno w życiu prywatnym był jeszcze gorszy niż na scenie. Jak niektórzy mogli go lubić nie rozumiał.
-Ty zaś nadawałbyś się na psychologa. Jak dla mnie potrafisz dość szybko rozpracować drugą osobę. Albo to wrodzona intuicja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Starbucks   Pią Lut 07, 2014 10:30 pm

Rzeczywiście vice dyrektor miał wiele zachowań godnych jedynie arystokraty, ale taki już był i nie miał zamiaru ukrywać tej części swojej natury, zwłaszcza, że Ethan już na samym początku ich rozmowy pokazał, że jest jej świadom. Najwidoczniej nie przeszkadzała mu dumna postawa Malcolma, z kolei on jakoś przełknął niesamowitą bezpośredniość swojego towarzysza, którą uznał w obecnej sytuacji za zaletę, gdyż to własnie ta cecha pozwoliła tej rozmowie rozwinąć się w takim a nie innym kierunku. Reagowali na swoje słowne zaczepki, wymieniali się ciekawskimi spojrzeniami, praktycznie ze sobą flirtowali, co rzecz jasna nie było niczym zdrożnymi, w końcu ten ich cały flirt ma sobie tyle beztroski, że aż trudno go uznać za jakkolwiek nieodpowiedni. Właściwie cała ich rozmowa była tak niezobowiązująca, jakby obaj nie przywiązywali do niej żadnej wagi. Zwyczajnie nie próbowali czegokolwiek rozdmuchiwać, zajęli się raczej spędzeniem czasu w swoim towarzystwie w jak najmilszy sposób.
- Uznajmy to za "szczęście nowicjusza", jak to określiłeś - odparł z lekkim rozbawieniem, unosząc filiżankę do ust, aby zaraz upić z niej kolejny łyk kawy. Po chwili odłożył ją z powrotem na miejsce. - Twoja nieoczekiwana bezpośredniość zaintrygowała mnie, dlatego też staram się być dla ciebie miły. Powiedzmy, że chcę zobaczyć tę twoją bezpośredniość w pełnej krasie.
Zaśmiał się subtelnie, kiedy usłyszał wzmiankę o jego niechęci wobec Jasia Fasoli. Nie potrafiłby w jakikolwiek sposób porównać Ethana do Atcinsona, to było dla niego coś niemożliwego. jego umysł dziwnym trafem poszedł w kierunku absurdu i zaczął sobie wyobrażać, jak mężczyzna znajdujący się przed nim stara się stworzyć podobne miny co słynny aktor komediowy. Powstrzymał się od dalszego śmiechu, choć przyszło mu to z pewną trudnością. Niepotrzebnie spuszczał z wodzy swą wyobraźnię, ale zrobił to bezwiednie, wcale nie myśląc o konsekwencjach. I o mało co nie zemściło się to na nim. Na całe szczęście uniknął ambarasu.
- Nie musisz się obawiać, Jaś Fasola jest niepowtarzalny.
Odrobinę spoważniał, kiedy usłyszał jego kolejne słowa. Złapał za łyżeczkę i znów zgarnął na nią kawałek sernika, następnie włożył go do ust z jawną rozkoszą. Miał ochotę zamruczeć, lecz na całe szczęście nie wydał z siebie tak kompromitującego odgłosu. Padłby trupem, gdyby rzeczywiście zrobił coś tak dziwnego. Czasem zdarza mu się odejść od etykiety, jednak są tak wyjątkowe przypadki, które uzasadnione są czymś zdecydowanie istotniejszym niż uwielbienie dla sernika. Dobrze, że wciąż pamiętam jeszcze o tym, że posiada coś takiego jako honor.
- To z pewnością zasługa intuicji. Znam się na ludziach.
Uśmiechnął się kącikami ust, jakby tryumfalnie, gdy jeszcze raz przeanalizował w swych myślach słowa rozmówcy. Wychodzi na to, że coś już o nim wie, jakoś go rozgryzł, choć nie może być tego taki pewien, w końcu to ich pierwsze spotkanie. Dowiedział się o nim tak wiele, choć zdecydowanie więcej niż mógł oczekiwać. Zapewne żadna inna osoba nie wyjawiłaby mu tak łatwo tego, iż jest po rozwodzie. To nie tak, że Ethan mu ufał, on po prostu nie robił ze swojego nieudanego związku tematu tabu.
- Czyli mogę myśleć, że już cię rozpracowałem? - spytał żartobliwie. Delikatnie wsparł łokieć o blat stolika, a na dłoni wsparł głowę. W tej pozycji było mu wygodnie, na dodatek mógł bez problemu spoglądać na swojego towarzysz. - A może tak łatwo cię przejrzeć?
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Starbucks   

Powrót do góry Go down
 
Starbucks
Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Gastronomia oraz kluby :: ∎ Kawiarnie-
Skocz do: