IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

  Sala nr 1

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Ava

avatar

Liczba postów : 145
Join date : 27/11/2013

PisanieTemat: Sala nr 1   Sob Gru 21, 2013 3:44 pm

Tutaj trafiają pacjenci, których pobyt w szpitalu nie należy do krótkich. Najczęściej są to osoby po ciężkich wypadkach, trudnych operacjach lub bardzo chorzy. Mają stałą opiekę pielęgniarek, lecz nie pozwala im się wstawać z łóżka. W niektórych przypadkach dopuszczane jest przejście do toalety i natychmiastowy powrót do łóżka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jonathan

avatar

Liczba postów : 73
Join date : 16/01/2014

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Pon Mar 24, 2014 5:43 pm

Niczym nie zmącone przedpołudnie. Przez izbę przyjęć przewijały się stosunkowo proste przypadki, pielęgniarki wesoło gawędziły sobie nad filiżanką kawy, a doktor robił obchód po salach sprawdzając co tam ciekawego u pacjentów. Nic szczególnego. Typowy, spokojny dzień w szpitalu. Tyle, że zawsze coś się musi stać, co zakłóci tą równowagę w przyrodzie.
Rozległy się syreny karetki zbliżającej się do wrót szpitala. Dyspozytornia poinformowała lekarzy, że czas wziąć się do roboty i właśnie wiozą ofiarę wypadku drogowego. Ze wstępnych informacji już można było wywnioskować, że nie tylko trzeba przygotować salę operacyjną i krew, ale że czeka ich bardzo dużo pracy. W ogóle sam fakt, że kierowca przeżył był już nie lada zaskoczeniem. Samochód był cały do kasacji, obwinięty w okół latarni, przygwożdżony nią. Było ślisko, mężczyzna jechał nieco za szybko jak na te warunki i gdy dzieciak wyskoczył mu na drogę, wpadł w poślizg i zatrzymał się dopiero na ulicznym oświetleniu. Wyciągnięcie go z wraku było bardzo trudne, nie obyło się bez cięcia karoserii i strażaków. Ale w końcu tutaj był, wieziony na noszach z maską tlenową na twarzy, owinięty w koce termiczne. Od razu trafił na salę operacyjną.
Wszystko trwało dobre 4 godziny. Pęknięta czaszka była najmniejszym problemem. Doszło do krwawienia wewnętrznego, przebite płuco, połamane żebra, nogi i spora utrata krwi. Nie obyło się bez transfuzji i masażu serca by przywrócić go do świata żywych, ale udało się. Przetrzymał i teraz leżał w sali pooperacyjnej, podłączony pod tlen i masę urządzeń monitorujących jego stan. Wyglądał nieco jak mumia, cały w bandażach i gipsie, blady z ciemnymi sińcami pod oczami. Dodatkowo jego czarne kosmyki odcinały się na jasnej pościeli tylko pogłębiając upiorny wygląd. Ale ciche pikanie pokazywało, że ten uparciuch jeszcze nie powiedział ostatniego słowa i ma się dobrze. Niech się teraz tylko obudzi i będzie dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava

avatar

Liczba postów : 145
Join date : 27/11/2013

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Pon Mar 24, 2014 6:47 pm

Chyba jeszcze nigdy telefon od nieznanego numeru nie podniósł go tak szybko na nogi. Akurat siedział przy stole w swoim mieszkaniu gotowy do wyjścia i przeliczał pieniądze na ten miesiąc, gdy usłyszał dzwonienie. Często nieznane numery po prostu odrzuca lub ignoruje, ale tym razem coś podpowiadało mu, że nie powinien tego zrobić. Przemiły głos młodej kobiety powiedział mu, aby przyjął następującą informację ze spokojem i nie martwił się o stan pacjenta, gdyż został już ustabilizowany. Łatwiej mówić niż zrobić. Ava ścisnął telefon, w dłoni i poczuł jak po plecach spływa mu zimny pot. Przez chwilę nie wierzył w to, co słyszy, ale gdy panna po drugiej stronie już któryś raz z kolei powtórzyła "halo", opamiętał się. Odpowiedział jej coś niewyraźnie, nawet nie wiedział co. Teraz jego myśli znajdywały się w zupełnie innym miejscu. Lewitowały gdzieś pomiędzy brutalną rzeczywistością a złudną nadzieją. W tym momencie głos ze słuchawki spytał go o przyjazd do szpitala. Od razu przytaknął i ucinając wypowiedź panience, rozłączył się. Zebrał rozłożone na stole pieniądze i nerwowo wepchnął je do kieszeni spodni, do której zaraz też wpakował sam portfel. Chwycił za klucze od mieszkania i chwilę później już go nie było.
Taksówkę wezwał jeszcze zanim zdążył wyjść z budynku, a podczas zbiegania po schodach niemal wyłożył się na klatce. Na szczęście to miasto było dużo bardziej zorganizowane pod względem dojazdów niż jakakolwiek mieścina w Polsce, więc samochód już na niego czekał. Wsiadł i nieopatrznie tak trzasnął drzwiami, że kierowca aż podskoczył, ale w tej chwili miał to zupełnie gdzieś. Podał adres docelowy i zapłacił z góry pieniędzmi, które miały zostać przeznaczone na opłacenie czynszu. Nieważne, poradzi sobie jakoś.
Nie jechali na szczęście długo, choć aktualnie każda sekunda wydawała mu się być wiecznością. Bez słowa opuścił pojazd i biegiem ruszył w kierunku wejścia do szpitala. Dopadł do recepcji i spytał o Sparksa, a kolejna przemiła pani potwierdziła wszystkie informacje i wskazała mu salę, w której przebywał. Nie zdążyła nawet dokończyć zdania, bo wraz z usłyszeniem magicznego numerka szatyn zniknął z jej pola widzenia.
Szedł marszem i po chwili był pod drzwiami sali numer jeden. Przełknął ślinę, bojąc się tego, co może zaraz zobaczyć, po czym nacisnął na klamkę i wpadł do środka. Widok Jonathana w takim stanie momentalnie go sparaliżował. Stał tak przez dłuższą chwilę, studiując wzrokiem każdą rurkę i urządzenie przyłączone do jego ciała, a także próbował powierzchownie ocenić jego stan, chociaż teraz wydawało mu się tak źle, że aż niemożliwie. W końcu otrząsnął się i zamknął za sobą drzwi, aby zaraz podejść do łóżka pacjenta. Przysłonił dłonią usta i zaraz przejechał nią po swojej twarzy. Z tego wszystkiego zapomniał nawet mrugać.
W końcu cofnął się o krok i powoli opuścił się na szpitalne krzesło. Usiadłszy wbił wzrok w zmęczoną twarz bruneta i z całym przejęciem i zmartwieniem obserwował go przez jakiś czas. W końcu ruszył się tylko po to, żeby szarpnąć się za włosy i wydać z siebie roztrzęsione westchnienie. Oczy miał zaszklone, ale daleko mu było jeszcze do płaczu. Czuł się bezradny i nie miał pojęcia co robić. Aktualnie chciał po prostu dowiedzieć się dlaczego obaj tutaj są zamiast zajmować się antykwariatem w spokoju. I jeśli to wszystko to sprawka jakiegoś kierowcy-debila, to przysięgam, że go, kurwa, zabiję.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jonathan

avatar

Liczba postów : 73
Join date : 16/01/2014

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Pon Mar 24, 2014 8:15 pm

Czas mijał, a on nie bardzo miał ochotę się budzić. Przynajmniej do póki to brzęczenie i pikanie sprzętu nie wróciło go do rzeczywistości. Było za głośne, zbyt częste i irytujące. Niestety wraz ze świadomością przychodziły też mgliste wspomnienia, nie pozwalające mu wrócić do świata snu. Przed oczami miał tamtego dzieciaka, jego przerażoną twarz, gdy zobaczył nadjeżdżający samochód, pisk opon, nerwowe kręcenie kierownicą i dociskanie hamulca do oporu. A wszystko to na nic. Pamiętał zbliżającą się latarnie, a później była już tylko ciemność. Może to i lepiej, że urwał mu się film, zwłaszcza, że teraz wraz ze świadomością wracał też ból. Z jego gardła wydobył  się cichy syk, który zaraz zmienił się w nieprzyjemny kaszel. Czemu branie oddechu jest tak nie przyjemne! Nie miał przecież pojęcia, że z boku wystaje mu dren, który odciąga płyn, by się w zasadzie nie utopił.
Powoli i niechętnie otworzył oczy, gdy tylko wreszcie złapał oddech. Nie czuł się dobrze. Prawdę mówiąc czuł się fatalnie, jakby był cały połamany. Co na dobrą sprawę było prawdą. Niepewnie rozejrzał się po pomieszczeniu próbując zorientować się, gdzie jest. Jasne ściany- niezbyt miłe kolory na jego oczy, specyficzny zapach, no tak szpital. Przechylił lekko głowę i jego spojrzenie padło na kogoś, kogo nie spodziewał się zobaczyć. Znaczy inaczej, nie sądził, że będzie przy nim od razu. Ale jednak siedział tutaj, był z nim, choć pewnie miał wiele innych ciekawszych rzeczy do roboty.
-Ava...- powiedział cicho co dodatkowo było stłumione maską tlenową. Uśmiechnął się mimowolnie do niego i wyciągnął dłoń w jego kierunku. Pal licho, że każdy ruch sprawiał, że wszystko go bolało. Trudno się mówi. Dla niego przetrzyma. Jak mógłby zresztą postąpić inaczej widząc go przy sobie, przejmującego się jego stanem i w ogóle. Drugą ręką powoli zsunął maskę z tlenem, by chociaż móc spróbować coś normalnie powiedzieć.
-Długo tu jesteś?- zapytał cicho przyglądając mu się spod przymrużonych powiek. Bo nie ukrywajmy, był zmęczony, kto by nie był po operacji i wypadku? Mimo to nie chciał zasypiać. Wolał być przytomnym, rozmawiać z nim i w ogóle jakoś okazać mu swoją wdzięczność. Swoją drogą Ava swoim zachowaniem pokazał mu, ze jednak cholernie mu zależy. Jak mógłby to zignorować? I przy okazji chyba nieświadomie pomógł Jonathanowi podjąć jakąś decyzję. Co prawda sam sobie z tego sprawy jeszcze nie zdawał- jego umysł był wciąż zbyt przytłumiony i w szoku, ale na pewno gest Jędryska nie zostanie zignorowany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava

avatar

Liczba postów : 145
Join date : 27/11/2013

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Pon Mar 24, 2014 10:55 pm

W głowie układał sobie plan na najbliższy czas, próbując jakkolwiek cokolwiek zorganizować, żeby miało to sens i przede wszystkim wypaliło. Teraz musiał zająć się sklepem, a także jego właścicielem, który będzie bardzo długo dochodził do siebie. Cholera, ciężka sprawa. Wbijał spojrzenie w szpitalną podłogę, kiedy coś usłyszał. Na początku wydawało mu się, że to tylko złudzenie, ale wtedy wśród pikania sprzętu rozległ się kaszel. Momentalnie uniósł spojrzenie na twarz bruneta, mimowolnie rozchylając usta. Tkwił tak przez moment, ale zaraz się otrząsnął. Szczerze ucieszył się, że Jonathan przebudził się tak szybko, ale nie potrafił tego okazać. Nadal miał za dużo na głowie. Proces leczenia będzie długi, bolesny i męczący przede wszystkim dla samego poszkodowanego, ale dla szatyna również. Do tego wyobrażał sobie jak bardzo musi teraz cierpieć jego pracodawca, co tylko sprawiało, że serce mu się krajało. Oczywiście, że czuł się fatalnie. A tak właściwie to nie było słowa, które mogłoby oddać jak źle w tej chwili czuje się mężczyzna. Po takim wypadku najsilniejszy miałby spory problem, a przecież nie zapominajmy o tym, że pan Sparks ze swoją tendencją do przepracowywania się miał nieco słabszy organizm.
- Csi. - uciszył go ze spokojem, chwytając wyciągniętą w jego kierunku dłoń. Ścisnął ją delikatnie w swoich rękach i spojrzał mu w oczy, nie potrafiąc ukryć swojego zmartwienia. Mimo wszystko, udało mu się wykrzesać łagodny uśmiech, jakim uraczył mężczyznę. Chciał go jakoś pocieszyć. Pokazać, że jest przy nim i wszystkim się zajmie. - Nic nie mów, odpocznij.
Przysunął się z krzesłem bliżej niego, nie puszczając jego dłoni. Nie chciał, żeby czarnowłosy teraz się przemęczał w jakimkolwiek stopniu. Oddychanie sprawiało mu trudność, a co dopiero mówienie. Nie zamierzał jednak opuszczać jego boku zbyt szybko, na pewno nie w tej chwili. Pociągnął nosem i pochylił głowę, gdy uświadomił sobie jak tragicznie mógł zakończyć się ten wypadek. W milczeniu pokręcił głową i ścisnął nieco mocniej jego dłoń. Kolejne westchnienie roztrzęsionego człowieka rozległo się w pomieszczeniu i rozmyło w ciszy, która tu panowała. On będzie mówił, słuchanie przypada drugiemu.
- Nie. Nie wiem, chyba nie. Właściwie na moment straciłem poczucie czasu. Poinformowali mnie niedawno. Wydaje mi się, że recepcjonistka chciała opowiedzieć co się stało, ale nie pozwoliłem jej dokończyć, bo ruszyłem do ciebie. Potem pójdę wypytać o szczegóły, ty nie musisz mi nic mówić. Nie forsuj się. - odetchnął głęboko, chcąc się uspokoić. - Potrzebujesz czegoś?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dio

avatar

Liczba postów : 50
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Pon Mar 24, 2014 11:25 pm

Ava, nie złość się, ja tylko na kilka pościków D: Popanikuję i ucieknę

Dio nie miał najlepszego dnia w szkole. Nadal nie potrafił znaleźć żadnej bratniej duszy, z którą mógłby się dłużej potrzymać. Co prawda spotkał raz chłopaka, który nie dość, że nie wypytywał się o bliznę chłopaka, to jeszcze sam nosił ślady na rękach, ale w końcu okazał się człowiekiem... powiedzmy że niebezpiecznym i okrutnym. Niby ten zarzekał się, że bije się z innymi tylko w obronie niewinnych, ale skoro tak to czemu uśmiechał się jak psychopata, kiedy ktoś się go przestraszył?
No, ale porzućmy już te rozmyślania. Bo chociaż Dio wracał do domu przybity, jak się okazało, wkrótce miała go dopaść jeszcze gorsza wiadomość. Już pod drzwiami mieszkania Jonathana nieźle się zdziwił. Były zamknięte na klucz. A to oznaczało, że jego wujka nie ma w domu. Nic na to poradzić nie mógł, więc zwyczajnie zajął się sobą - odgrzał sobie obiad, pobawił się przez chwilę z lotopałanką a potem zabrał do lekcji. To właśnie wtedy rozdzwoniła mu się komórka. Znów zdumiał się niezmiernie, bo do niego nikt nigdy nie dzwonił, szczególnie od czasu pożaru. W listę kontaktów miał wpisane tylko dwa numery - wujka oraz swojej matki, z tego drugiego jednak korzystał bardzo, bardzo rzadko. Dlatego też kiedy wyświetlił mu się na ekranie nieznany numer, Dio zaniepokoił się. Zawsze odbierał, chociażby miała być to durna próba wciśnięcia kompletu garnków ze stali nierdzewnej. Bardzo by chciał, by i tym razem okazało się, że to właśnie dzwoni jakiś telemarketer. Ale nie. Kiedy kobiecy głos w słuchawce poinformował go o tym, co przydarzyło się Jonathanowi, Dio omal nie upadł na podłogę, tak mu się słabo zrobiło.
Nie myślał wiele, zaraz dopytał kobietę w którym dokładnie szpitalu leży jego wujek, rozłączył się i wybiegł na ulicę. Nie miał pieniędzy na taksówkę, musiał więc tułać się po mieście komunikacją miejską. Przez cały czas z ocalałego oka płynęła mu rzeczka łez.
Bał się, tak strasznie się bał. O Jonathana, ale też o siebie. Wspomnienia z pożaru ożyły, ból związany ze stratą ojca powrócił i zalał mu serce lodowatą falą. Był przerażony. Nie chciał stracić kolejnej bliskiej mu osoby. Jedynej bliskiej mu osoby. Przecież chociaż to był pomysł matki, by Dio przeniósł się do Londynu, Jonathan zgodził się bez słowa sprzeciwu, przyjął pod swój dach, otoczył opieką. A teraz przytrafiło mu się to...
W recepcji zapłakany i zasmarkany od razu zapytał gdzie lezy jego wuj. Musiał powtórzyć pytanie kilka razy, zanim recepcjonistka w ogóle go zrozumiała. Zaraz pognał w kierunku odpowiedniej sali, ale przed wejściem zawahał się. Łzy ciekły ciurkiem, nawet gdy próbował je hamować. W końcu wszedł do sali. A widok jaki zastał, zmroził mu serce. Jonathan już wyglądał jakby był jedną nogą w grobie. Był tak.. strasznie blady. Dio zamarł, przerażony, zupełnie nie zwracając uwagi na mężczyznę, siedzącego przy łóżku czarnowłosego. Widział, że wujek jest przytomny, ale wcale nie odczuł przez to ulgi. Strach go nie opuszczał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jonathan

avatar

Liczba postów : 73
Join date : 16/01/2014

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Wto Mar 25, 2014 6:01 pm

Nie chciał nawet myśleć o tym co go czeka na przestrzeni kilku miesięcy. Połamane żebra były najmniejszym problemem, a i one pewnie będą mu dokuczać jeszcze z tydzień lub dwa o ile ładnie się zrosną. Nogi jednak będą się ciągnąć i ciągnąć. Sam gips pewnie zostanie na 2 miesiące lub dłużej. Później rehabilitacja, zabiegi lecznicze i w zasadzie nauka chodzenia. Jeśli za pół roku dojdzie do siebie to będzie dobrze. To przerażająca perspektywa. Ale może uda się jakoś szybciej? Chociaż sam nie wiedział, jak rozległe były obrażenia. Podejrzewał, że to zmiażdżona maska i kierownica go tak załatwiły, ale póki lekarze sami tego nie potwierdzą będzie mógł się tylko domyślać. Z każdą jednak chwilą docierało do niego jak bardzo będzie zależy od drugiej osoby w tym okresie. Przykuty do łóżka za wiele nie zrobi, a nawet proste, codzienne czynności będą niezmiernie trudne. We wszystkim będzie potrzebował pomocy, przynajmniej na początku. Nie znosił być tak uwiązany i ograniczony, pewnie nie raz będzie się załamywał nad własną bezradnością i będzie odstraszał wszystkich od siebie. Ale Ava z nim zostanie prawda? To będzie ciężka próba dla ich obu, ale jeśli to przetrwają chyba nic nie będzie w stanie zachwiać ich relacji.
Widział, jak chłopak znosi ta sytuację. Jemu musiało być nawet trudniej niż Jonathanowi. Brunet jedynie przeżył wypadek, Ava teraz wbrew swojej woli został zmuszony do opieki nad nim, musiał zmieć swoje plany no i chyba sam widok poturbowanego mężczyzny nie był przyjemny. No i jak mu tu nie ulec? Sparks niemal poczuł się w obowiązku by podnieść go na duchu, pomóc mu jakoś, choć w swoim stanie nie miał jak. Zacisnął więc mocniej jego dłoń, by powoli spleść ich palce razem.
-Tylko twojego uśmiechu. Nie martw się, nic mi nie będzie- powiedział cicho uśmiechając się łagodnie. Chciał go uspokoić i zapewnić, że wszystko będzie dobrze.
Usłyszał otwierane drzwi. Nieco ociężale zerknął w tamtą stronę i zobaczył zapłakanego chłopca z zabandażowaną twarzą. No tak, przecież jego wypadek wpłynie nie tylko na jego osobę. Był jeszcze jego siostrzeniec, dopiero co się poznawali, chłopiec przeżył utratę ojca i teraz znowu ląduje w szpitalu u boku opiekuna. Eh, widać nie tylko Avę będzie musiał jakoś uspokoić.
-Dio, nie płacz, nic mi nie jest- zapewnił go starając się brzmieć nie tyle pewnie co po prostu głośniej. Zaraz jednak krzywił się czując ucisk w piersi. Cholera, nawet tego chwilowo nie może? Szlag by to. Wolną dłonią wykonał gest zachęcając chłopca by podszedł. Nie chciał krzyczeć, siły na to nie miał. W ogóle wiedział, że powinien odpocząć, pójść spać, ale teraz tym bardziej nie chciał tego zrobić. Miał swoich bliskich obok siebie, czego chcieć więcej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava

avatar

Liczba postów : 145
Join date : 27/11/2013

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Wto Mar 25, 2014 9:57 pm

Mętlik i tyle. Ostatnio trzymał się go i nie chciał odpuścić nawet na moment. Teraz jednak problemy sprzed godziny zdawały się nie mieć żadnego znaczenia w obliczu nowych zmartwień. Nic nie było ważniejsze od obecnego stanu Jonathana, dosłownie nic. Nie dla Avy. On przez ten krótki czas, jaki się znali zdążył już się do niego przyzwyczaić. Coś tam w jego spostrzeżeniu na tego mężczyznę zmieniło się i teraz nie mógłby tak po prostu nie zrobić niczego albo się nie przejmować. Właściwie w tej chwili wydawało się, że to szatyn z ich dwójki jest bardziej zdenerwowany niż sam poszkodowany. W jego przypadku to jednak nic dziwnego. Tylko Johna jeszcze o tym nie wiedział. W takim razie teraz mógł dostrzec jak w obliczu stresu zachowanie chłopaka zmienia się. Nogi drżały, zęby przyciskały się do wargi, a palce zaciskały na bladej dłoni. Spojrzał mu w oczy, czekając na odpowiedź. Widział zmęczenie w jego twarzy i chciał teraz jak najlepiej.
Nie zostawi go, na pewno nie w tej chwili. Brunet mógł na niego liczyć i nie zawiedzie się, nie ma mowy. Jędrysek zajmie się dla niego sklepem, Dimitrem, a nawet jego siostrzeńcem, jeśli zajdzie taka potrzeba. Zrobi wszystko, żeby go odciążyć. Ponad to będzie go odwiedzał w szpitalu i pomagał ze wszystkim. Może nawet rozważy wyrobienie prawa jazdy tylko po to, żeby móc go wszędzie wozić? Nie wiadomo, wszystko możliwe. Przejął się i tyle. Zresztą, bez niego nadal byłby nikim, a jedynie nową osobą w mieście. Był mu coś winien.
W odpowiedzi na jego słowa uśmiechnął się mimowolnie, choć uśmiech ten był krótki i słaby. Idiota, nawet w takiej chwili kruszy młodemu serce. Nie tyle swoim stanem fizycznym, a tym cholernym urokiem. Już chciał się odezwać, gdy ktoś nacisnął klamkę. Na salę wpadł zapłakany chłopiec. Ava od razu zorientował się kim może być. To pewnie Dio. Przełknął swoją niechęć do dzieci i puścił dłoń czarnowłosego. Wtedy wstał i podszedł do blondyna, po czym pochylił się nieco i spojrzał w zapłakane oczy.
- Jestem Ava, zaopiekuję się twoim wujkiem. - powiedział trochę niewyraźnie, przełamując swoje własne opory. - Zostawię was na chwilę samych.
Położył szesnastolatkowi dłoń na ramieniu i zaraz odsunął się. Podszedł do drzwi i spojrzał jeszcze porozumiewawczo na Sparksa, wtedy opuścił pomieszczenie. Skierował kroki do recepcji szpitala, aby popytać o różne rzeczy. Chciał się dowiedzieć co się stało, jaki jest stan pacjenta, a także kto jest lekarzem prowadzącym. Uznał, że to odpowiedni moment do tego. Lepiej, żeby ich dwójka porozmawiała na osobności niż w jego obecności. On w tym czasie pogada sobie z personelem, a wróciwszy nie będzie już chyba przeszkadzał.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dio

avatar

Liczba postów : 50
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Wto Mar 25, 2014 10:34 pm

No i po jaką cholerę Jona kłamał. Bo przecież kłamał, przynajmniej w mniemaniu Dio. Chłopak jakoś nie potrafił uwierzyć w to że Jonathanowi nic nie będzie. Nie kiedy teraz widział go w takim stanie a w pamięci wciąż miał żywe wspomnienia tego, jak stracił ojca w pożarze.
Przez chwilę widok na czarnowłosego przysłonił mu mężczyzna do tej pory siedzący przy łóżku rannego. Blondynowi jakoś specjalnie nie zależało na tym, by Ava wychodził, z resztą nawet nie miał teraz do tego głowy. Zanotował więc jedynie w pamięci imię szatyna. Nawet się ucieszył w duchu, kiedy ten powiedział mu, że będzie zajmować się Jonathanem. A więc wujek miał kogoś, komu mógł zaufać i powierzyć swój los. To dobrze. Mama opowiadała zawsze o Jonathanie, że to dziwak który nie wystawia nosa poza próg swojego sklepu i nie ma ani jednego znajomego. A tu się jednak okazuje że ma kogoś drogiego.
Ulga jaką odczuł Dio była jednak mimo wszystko niczym przy zmartwieniu, które odczuwał, widząc wuja w takim stanie. Kiedy tylko drzwi zamknęły się za Avą, Dio podszedł tych kilka kroków i zajął opuszczone przez szatyna krzesło. Łzy ciepły nieprzerwanie i nie było mowy o tym, by je teraz powstrzymać. Chłopak przejechał zapłakanym spojrzeniem po całej postaci Jonathana, oceniając na podstawie swojej wiedzy, co może mu dolegać. Połamane nogi, coś z żebrami...tyle stwierdził na pewno. Na pewno zatem miał również wstrząs mózgu i kto wie co jeszcze. Z pewnością lepiej, że chłopak nie dopatrzył się takich obrażeń jak przebite płuco bo chyba by dostał histerii na miejscu. Ale swoją drogą, i tak był jej bliski.
Siedział w bezruchu i ryczał. Bał się, że Jonathan może umrzeć. Nie zniósłby tego, nie dałby rady przetrzymać. Może i dopiero co się poznali, ale Dio już zdążył się do mężczyzny przywiązać. W końcu to on jedyny okazał mu tyle życzliwości po wypadku oraz przeprowadzce. Nie chciał go stracić, nie chciał!
Nagle przez głowę chłopaka przebiegła pewna myśl... a co jeśli pośrednio on przyczynił się do tego, co się stało? Czy nie było tak, że każdego z jego opiekunów spotykało coś złego? Jego ojciec zginął w pożarze śmiercią niezwykle bolesną. Teraz, gdy Dio o tym pomyślał, przypomniało mu się, że ilekroć jeździł na jakieś wycieczki szkolne, wychowawczyniom zawsze zdarzało się coś złego - od drobnostek jak skręcona kostka po naprawdę poważne urazy jak złamana noga. Ledwo to sobie uświadomił, odskoczył od Jonathana jak oparzony. Spojrzał jeszcze bardziej przerażony w stronę czarnowłosego i przełknął głośno ślinę. Jesli miał rację, powinien jak najszybciej oddalić się od szpitala! Będzie musiał szybko wynieść się z domu i zająć pokój w akademiku... Przecież i tak miał to zrobić. Nie ma się więc czego bać... przestanie odwiedzać Jonę... dla jego własnego dobra...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jonathan

avatar

Liczba postów : 73
Join date : 16/01/2014

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Wto Mar 25, 2014 11:14 pm

Taki już był, zawsze bardziej troszczył się i martwił o innych niż o siebie. Nawet teraz, kiedy był cały poturbowany przejmował się tym w jakim stanie jest Ava, chciał go uspokoić i podnieść na duchu. Po co miał go martwić tym, że zwyczajnie wszystko go napierdziela, a oddychanie wcale nie jest przyjemne. Wolał leżeć bez ruchu, byle by tylko nie musieć nadwyrężać klatki piersiowej. Nie będzie obarczał go swoimi bolączkami, które pewnie miną, gdy tylko przyjdzie lekarz i naćpa go morfiną. Musiał jednak przyznać, że z każdą chwilą doceniał chłopaka coraz bardziej. Czemu w ogóle się wahał? Teraz, widząc jego zachowanie, to jak się przejmował nim, po prostu nie mógł mu nie uledz. Tyle, że teraz nie był to ani czas ani miejsce na takie rozmowy.
Zaś zachowanie Dio nieco go zaniepokoiło. Czy jego stan przypominał mu o niedawnym wypadku? To dlatego tak panikuje? Cholera. Musi coś zrobić, by ten się uspokoił i zaczął myśleć racjonalnie. Tylko co? Słowa to za mało, a ruszenie się choćby nieco wyżej na poduszce nie wchodziło w grę. Eh, szkoda, że szumi mu w głowie i ciężko się myśli.
-Dio, uspokój się proszę. Nic mi nie jest, żyję i nic mi już nie grozi na prawdę - powiedział spokojnie niemal z rezygnacją. Był zmęczony i było to widać po nim. Ten dzień był już i tak za długi. A potem dzieciak zrobił coś, co tym bardziej go zaniepokoiło. Czemu odskoczył? I do tego to przerażone spojrzenie. Co się stało? -Co się dzieje? Dio?- zapytał odruchowo próbując się nieco podnieść. Od razu tego pożałował. Syknął cicho zaciskając powieki. Od razu poczuł ból i musiał założyć maskę z tlenem by się jakoś uspokoić. Cholera, pewnie jeszcze bardziej go nastraszył. Wspaniale po prostu. Po chwili jednak ból odpuścił i znowu mógł zdjąć to paskudztwo z twarzy.
-Dio podejdź do mnie proszę - spojrzał na niego prosząco. I miał szczerą nadzieję, że chłopak go posłucha. Przydałby też się Ava, może on potrafił by dotrzeć do siostrzeńca mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava

avatar

Liczba postów : 145
Join date : 27/11/2013

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Sro Mar 26, 2014 3:27 am

Szczerze mówiąc było gorzej niż się spodziewał. Miał cień nadziei, że stan mężczyzny nie jest aż tak tragiczny, ale szybko wszystkie wątpliwości zostały rozwiane. Ava tak się zmartwił, że recepcjonistka przejęta stanem chłopaka zaproponowała mu, aby ten usiadł, ale odmówił. Nie chciał, aby teraz ktokolwiek się nim przejmował. Podpytał młodą pannę o szczegóły dotyczące leczenia i rehabilitacji, choć wydawał się nieobecny. Nic dziwnego, skoro jego myśli zajęte były obmyślaniem planu działania. Trudno, poradzi sobie. Musi sobie poradzić, żeby nie zawieść Jonathana. Oj nie, na to sobie w życiu nie pozwoli. Po zakończonej rozmowie poszedł z powrotem pod salę, ale nie wszedł do niej od razu. Zamiast tego przez chwilę krążył po korytarzu, podskubując grzywkę i wciąż intensywnie myśląc o najbliższej przyszłości. Chyba faktycznie załatwi sobie to prawo jazdy.
W końcu postanowił wejść do pomieszczenia, aby sprawdzić co u Dio i jego wujka, a także poczuwać przy jeszcze przez jakiś czas. Otworzył drzwi akurat w momencie jak młodzieniec odskakiwał od łóżka. Nie potrafił ukryć zaskoczenia, jakie wymalowało się na jego twarzy. Zamknął za sobą drzwi i podszedł do chłopca, spoglądając na niego, a później na bruneta.
- Jonathan. - warknął nieco ochrypłym głosem, co było kolejnym nietypowym dla niego zachowaniem. Oznaczało to tylko jedno. Mężczyzna ma leżeć i się nie przemęczać. A w ogóle najlepiej jakby odpoczął i może trochę się przespał. Jego młodszy o dziewięć lat opiekun wszystkim się zajmie. Przykucnął obok blondyna i spojrzał na jego zapłakaną twarz z dołu. Nie wiedział o co chodził ani jak miałby radzić sobie z dziećmi, ale przecież trzeba spróbować.
- Dio, tak? - nie był pewien imienia, więc wolał zagadnąć w tej sposób. Wszystko wskazywało jednak na to, że się nie pomylił. - Co się stało? Słuchaj, twój wujek jest nieco poturbowany, ale teraz wszystko będzie dobrze. Ma zapewnioną opiekę i towarzystwo, więc nie musisz się o nic martwić. Będzie dobrze, młody.
Chciał go uspokoić i może trochę pocieszyć, choć naprawdę nie wiedział jak się za to zabrać. Ponadto dopiero teraz dostrzegł, iż chłopak ma oszpeconą połowę twarzy. Tak, Ava mistrz spostrzegawczości. Cóż, wcześniej po prostu nie zwrócił na to uwagi, gdyż po głowie chodziły mu inne sprawy. Do tego on nigdy nie przywiązywał uwagi do tego typu spraw i tym razem nie było inaczej. Dla niego szesnastolatek był całkowicie normalny i nie było sensu rozwodzić się nad historią jego okaleczenia. No i właśnie, rozmawiał z nastolatkiem, a nie małym dzieckiem. To jak się do niego odnosił tylko świadczyło o tym jak bardzo nie potrafi radzić sobie z dzieciakami i młodzieżą, ale hej, przynajmniej się stara. I chyba dobrze mu to wychodzi. Chyba.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dio

avatar

Liczba postów : 50
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Sro Mar 26, 2014 9:54 pm

W następnym poście się zmywam.

Dio nie potrafił podejść bliżej. Patrzył na Jonę i po prostu stał jak sparaliżowany. Kiedy zdał sobie sprawę z tego że on naprawdę może być pośrednio odpowiedzialny za to, co się stało z czarnowłosym, zwyczajnie go paraliżowało. Przez dłuższą chwilę miał wrażenie, ze się dusi. A w momencie, kiedy Jonathan spróbował się podnieść i musiał założyć sobie maskę tlenową na twarz by jakoś złagodzić ból, chłopak niemal dostał małego ataku serca. Już zdecydował się co musi zrobić.
- N-nie.. nie.. Ja... ja muszę wyjść! - zaczął kwilić. - To wszystko moja wina..!
Oczywiście że nie podszedł do Jonathana, kiedy ten o to poprosił. Musiał się trzymać z daleka, czarnowłosy i tak ledwo zipiał. Blondyn nie chciał by fatum, którym najwyraźniej był obciążony, jeszcze bardziej dotknęło jego wuja. Odczuł więc ulgę, gdy tylko do sali wrócił Ava. Wiązał z nim dość spore nadzieje. No bo czy szatyn nie powiedział że "zajmie się Joną"? Powiedział. Tym lepiej dla całej sytuacji.
Rozdrażniło go to, w jaki sposób szatyn się do niego zwrócił. Jak do pięciolatka. Jeśli chłopak myślał że dobrze mu szło z dziećmi, to musiał się jeszcze wiele nauczyć. No bo na dobrą sprawę ile Ava mógł mieć lat? Dwadzieścia? Dwadzieścia dwa? Nie było pomiędzy nimi aż takiej różnicy wieku. Okej, Dio był po przejściach, był młodszy, ale to nie upoważniało Avy do wciskania mu tu takich kitów. Dio miał swój rozum no i stracił w pożarze tylko jedno oko, nie oba. Widział w jakim stanie jest Jonathan. Więc bajeczka o tym że "wujcio jest tylko trochę poturbowany" jest raczej bardzo grubymi nićmi szyta.
Dio zdecydował się. Nie mógł tu dłużej przebywać, bo stanowił zagrożenie dla czarnowłosego. Jednocześnie, musiał się wpierw upewnić, że jego wujek będzie miał dobrą opiekę. Najlepszą! Taką na jaką zasługuje. Kiedy więc Jędrysek podszedł do niego, przykucnął obok i powiedział co wiedział, Dio spoważniał i złapał go za koszulkę. Jego oko nadal robiło łzy, jednak strach o wuja mieszał się teraz z determinacją. Musi pokazać, że podjął już decyzję.
- Po pierwsze, nie traktuj mnie jak trzylatka - rzucił oschłym tonem, o którym nawet nie wiedział, że potrafi takiego używać. - Po drugie, masz zajmować się wujkiem najlepiej jak tylko potrafisz. Rozumiesz? Inaczej przyjdę i spotka cię coś podobnego!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jonathan

avatar

Liczba postów : 73
Join date : 16/01/2014

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Sro Mar 26, 2014 10:15 pm

Na prawdę nie rozumiał co się działo. Dlaczego Dio się tak zachowuje? Panika paniką, ale przecież żył tak? Owszem było z nim źle, ale najgorsze już minęło i będzie tylko lepiej. To była jego wina, za szybko jechał i nie zapanował nad autem. Spanikował wpadając w poślizg i skończyło się na szalikowaniu latarni. Jeśli miałby kogokolwiek obwiniać to tylko i wyłącznie siebie. I co z niego za opiekun? Dopiero co "dostaje" siostrzeńca pod swoje skrzydła i zaraz samemu potrzebuje pomocy. Maił mu pokazać Londyn, być oparciem, a tylko sprawił, że chłopak znowu będzie skazany na siebie przez jakiś czas. Strasznie go to bolało, a zachowanie Dio tylko pogarszało samopoczucie mężczyzny. Do tego jego słowa, jak on mógł w ogóle w ten sposób pomyśleć?
-Dio, to nie była twoja wina. Nie ty wyskoczyłeś mi na drogę i wyjechałeś w latarnie- powiedział w sumie ze zrezygnowaniem. Nie miał na to teraz siły, ale jeśli teraz tego nie wytłumaczy później będzie tylko gorzej. I jeszcze to karcące spojrzenie Avy. Dobrze, że wrócił, ale niech chociaż on nie robi mu wyrzutów za zwykłą troskę i chęć uspokojenia siostrzeńca.
-Przepraszam, już się nie ruszam- mruknął w odpowiedzi na jego karcący wzrok. Widać szatyn na prawdę wziął sobie do serca pilnowanie go. W sumie to dobrze. Jeśli nikt nie wisiał nad nim, Jonathan kompletnie olewał kwestię własnego zdrowia. W tym momencie byłoby to najgorsze co mógłby zrobić. Plus taki, że z połamanymi nogami za daleko nie zajdzie i będzie zmuszony do grzecznego wypoczynku w łóżku.
Szkoda, że próby Avy nie do końca podziałały. Z jednej strony Dio przestał płakać, ale Jonathan miał złe przeczucia. Młody coś odwali to było pewne. Niepotrzebnie się obwiniał, a biorąc pod uwagę jego przeszłość to nie wyniknie z tego nic dobrego. Tylko co Sparks mógł teraz zrobić? Nic, tylko pójść spać i mieć nadzieję, że wszystko jakoś się ułoży.
-Nie kłóćcie się, proszę. Dio na prawdę nic mi nie będzie. I to na prawdę nie jest twoja wina. Zależy mi na was obojgu, proszę dogadajcie się jakoś - mruknął cicho i znowu wsunął na nos to ustrojstwo. Było niewygodne ale mimo wszystko pomagało mu przy oddychaniu. Jej ile by teraz dał, by być w domu, siedzieć z nimi na kanapie i oglądać jakieś głupoty. Ava i Dio mieliby okazję poznać się lepiej wspólnie relaksując się, on byłby szczęśliwy mając ich przy sobie, zjedliby kolację czy coś takiego i wszystko byłoby w porządku. Eh chyba serio powinien iść spać, bo już zaczyna snuć plany póki co nie mające racji bytu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava

avatar

Liczba postów : 145
Join date : 27/11/2013

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Sro Mar 26, 2014 11:19 pm

Reakcja młodego była niespodziewana, ale czy na pewno? Ava zdecydowanie źle do tego podszedł i zorientował się, gdy było już za późno. W tym momencie zrozumiał, że rozmawianie z młodszymi jak z małymi dziećmi nie ma sensu. Właściwie gdyby Dio był w tym samym wieku, co on, to odezwałby się tak samo, używając nieco innej intonacji. Każdy ma na wszystko swoje własne określenia, a w jego stylu było delikatne zwracanie się do innych, nawet w poważnych sytuacjach. Zresztą, mniejsza o to. Złapał za dłoń, która ściskała jego bluzkę i odsunął ją od siebie. Wyprostował się i spojrzał na blondyna z góry, pełen zrozumienia dla jego postawy.
- Wybacz, mój błąd. - przyznał spokojnie, nie mając zamiaru tłumaczyć się ze swojej niechęci do młodszych. Nie miał nic do chłopaka i nie chciał się kłócić. To niepotrzebne, szczególnie w tej chwili. - Tak zrobię. Poświęcę każdą chwilę na opiekę nad nim, nie ma o co się martwić.
Tu spojrzał na Jonathana, ale tylko na krótką chwilę. Nie odpowiedział na dalszą część wypowiedzi Dio, która zawierała w sobie coś w rodzaju dziwnej groźby, ale zastanowił się przez chwilę. O co w ogóle chodziło? Właściwie to wtargnął tu i odezwał się, nie znając sytuacji i powodu zachowania chłopca, choć z tego, co zdążył zaobserwować Jonathan również nie wiedział w czym rzecz. Jednakże przed chwilą młody dał po sobie poznać, że nie jest bezbronny, co by wystarczającym dowodem na to, że sobie poradzi. Przestąpił z nogi na nogę.
- Właśnie... Pewnie nie powiem wam nic, czego byście się nie domyślili, ale lekarz powiedział, że wszystko będzie w porządku. Aczkolwiek, leczenie będzie trwało długo i będzie męczące, a przyśpieszyć je może jedynie współpraca pacjenta. - chciał dodać coś jeszcze, ale wstrzymał się zanim zaczął mówić dalej.
Problem stanowiło sfinansowanie przyszłych leków i ewentualnych pomocy medycznych. Już zdążył podjąć decyzję, iż wyłoży pieniądze z własnej kieszeni, ale postanowił na razie nikomu o tym nie mówić. Dio nie musiał wiedzieć, a brunet zapewne kazałby mu obiecać, że tego nie zrobi, więc poruszenie tego tematu na razie było niemożliwe. Powie mu w swoim czasie albo wtedy, kiedy o to spyta. Przecież kłamał nie będzie, ale przecież nie mówienie niczego nie było kłamstwem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dio

avatar

Liczba postów : 50
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Sro Mar 26, 2014 11:47 pm

Dobrze przynajmniej że Ava zrozumiał swój błąd. Dio, mimo iż niezwykle wrażliwy na opinię środowiska, miał również momenty kiedy dostawał skądś zastrzyk pewności siebie i potrafił się wtedy postawić. Tak jak to miało miejsce teraz. Dał się jednak bez protestów odczepić od koszuli szatyna i odsunął się o krok. Skinął mu głową na potwierdzenie, kiedy Ava obiecał mu zajmować się rannym. Z oczu już nie ciekły mu słone krople, policzki jednak nadal miał mokre.
To wcale nie było tak, że on się chciał kłócić. Po prostu musiał upewnić się że pod jego nieobecność Ava zajmie się Jonathanem. Musiał wiedzieć o tym, że jego wuj nie zostanie sam, bez pomocy kogoś bliskiego. Ta dwójka wyglądała na takich, co to ich łączą dość bliskie relacje. Nie żeby Dio był zazdrosny ani nic z tych rzeczy! Wiedział, że stosunki jakie on ma z Joną są inne od tych, które łączą czarnowłosego z Avą. Nie chciał tego zmieniać ani nic. Jemu wszystko pasowało. Po prostu nie mógł narażać wuja na kolejne wypadki.
nie odezwał się ani słowem, kiedy wujek próbował przekonać go, że to nie jego wina. Aha, widać jak bardzo nie było to jego winą. Dio po prostu ściągał nieszczęście na tych, który się nim opiekowali. To pewnie dlatego matka nie chciała się nim zajmować - wiedziała, że coś jest z nim nie tak, więc podesłała go Jonie.
Blondyn spojrzał na szatyna, gdy ten napomknął o rehabilitacji oraz długim okresie powrotu do zdrowia po takim wypadku. Nie był głupi, domyślił się jaką kwestię szatyn przemilczał, sam więc powiedział wszystko na głos:
- Mama sfinansuje rehabilitację. Ma kasy jak lodu, dla niej to pikuś - rzucił, właściwie nie kierując tych słów do konkretnej osoby. Potem spojrzał jeszcze raz na Jędryska. Wzrok miał poważny, minę wręcz surową. - Trzymam cię za słowo! Masz się nim opiekować! Inaczej pożałujesz!
Dio spojrzał jeszcze raz na Jonathana. Z maską tlenową wyglądał jeszcze mizerniej, jakby za chwilę miał wyrzec ostatnie słowa i odejść. W sercu blondyna znów wezbrała rozpacz. Nie chciał, by coś takiego miało miejsce. Nie chciał narażać wuja. Ale nie chciał go też opuszczać. Znów będzie samotny. Bał się. Ale strach o zdrowie i przede wszystkim, życie Jony był straszniejszy.
Z oczu znów pociekły mu łzy, ale nie pokazał im mężczyznom na sali. Odwrócił się na pięcie i wybiegł z pomieszczenia, a później opuścił szpital.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jonathan

avatar

Liczba postów : 73
Join date : 16/01/2014

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Czw Mar 27, 2014 9:06 am

Miał dość. Czy po prostu nie mogli się dogadać, posiedzieć przy nim i po prostu tu być. Tego najbardziej potrzebował. Bliskości i zapewnienia od nich, że wszystko będzie dobrze. Zwyczajnego wsparcia. Zamiast tego był świadkiem starcia przerażonego nastolatka i w sumie równie zmartwionym młodym mężczyzną. Oboje chcieli dobrze, rozumiał to, ale zabierali się do tego od złej strony. Może to też kwestia nie tylko tego, że Ava nie lubił dzieci, ale i faktu, że Dio miał trudny charakter. Był sam zagubiony w świecie i znowu jego chwilowy ład został zachwiany. Nie rozumiał tylko, czemu to siebie obwinia skoro w tym czasie był w szkole z dala od miejsca zdarzenia. Nie miał najmniejszego wpływu na sytuację. I nawet jeśli twierdził, że przynosi pecha to przecież był za daleko by w jakikolwiek sposób mu zaszkodzić. Tyle, że Jona nie miał siły tego tłumaczyć. Mówienie było problemem i to raczej nie małym. A próby przekrzyczenia ich był bez sensu. Zrezygnowany więc przymknął oczy i po prostu ich słuchał.
Wiedział, że szatyn się nim zajmie, co nie zmienia faktu, że ciężko było mu ten fakt zaakceptować. Zawsze samowystarczalny chcący wszystkim udowodnić, że da sobie radę. Teraz świadomość że będzie od kogoś tak zależnym go nieco dobijała. Kurczę, nawet w kwestiach łazienkowych nie będzie mógł zrobić niczego na własną rękę. Stwierdzenie jednak o rehabilitacji wyrwało go ze swego rodzaju letargu. Nie pomyślał wcześniej o tej kwestii. W sumie to normalne, w takich chwilach nikt nie myśli o pieniądzach. Ale skoro już o tym wspomnieli, to nie mógł pozostać obojętny.
-Nikt nie będzie brał kosztów na siebie… mam ubezpieczenie- mruknął, choć wolałby zabrzmieć o wiele bardziej stanowczo. Na pewno nie pozwoli Avie za wszystko płacić. W końcu domyślał się sytuacji finansowej mężczyzny. Gdyby była lepsza nie godziłby też się od razu przyjąć jego oferty pracy prawda? A co do siostry… cóż była ostatnią osobą jaką by o to poprosił. Mowy nie ma. Zwłaszcza, że dopóki Dio nie miał przyjechać do Londynu to nawet nie utrzymywali ze sobą kontaktu. Proszę was, jakby miałby teraz kazać jej płacić za swój wypadek. To leżało poniżej jego godności. Może i jego ubezpieczenie nie opiewało na wysoką kwotę, ale powinno pokryć chociaż część kosztów leczenia. Po drugie dalej miał swój antykwariat, którym zaopiekuje się Ava, więc będzie dalej generował przychód. Poradzą sobie. Ludzie w gorszych sytuacjach dawali sobie radę.
-Dio zostań… - zawołał jeszcze za nim, ale dzieciaka już nie było. I co on ma niby z nim zrobić. Nie martwił się o jego zamieszkanie. Miał przecież pokój w akademiku, a matka przysyłała mu kieszonkowe. Żałował jednak, że nie będzie mógł być przy nim w najbliższym czasie. Nawet nie zdążyli się za bardzo poznać. Bez nadzieja. Jonathan westchnął cicho przymykając oczy. I co niby teraz ma zrobić? Chyba powoli szok po wypadku mijał i dopadała go rzeczywistość. Miał ochotę się załamać, ale nie zrobi tego przy Avie, nie będzie go zamartwiał jeszcze bardziej, nie ma sensu.
-Dziękuję i przepraszam za niego. Nie wiem co w niego wstąpiło- mruknął przekręcając głowę, by móc spojrzeć na swojego partnera? Może już tak powiedzieć? Czy to dalej traktować, jako przyjacielską pomoc, czy relację pracowniczą. W tym też był pogubiony i zamiast wszystko wychodzić na prostą robiło się coraz bardziej zagmatwane.
-Co ci powiedział lekarz?- zapytał jeszcze woląc wiedzieć dokładnie co go czeka. Nawet w kwestii obrażeń tylko się domyślał co mu jest. Wiedzy dokładnej jednak nie posiadał niestety. Owszem obawiał się, że świadomość swojego stanu może go tylko dobić, ale po co to ukrywać i tak w którymś momencie się dowie i będzie tylko gorzej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava

avatar

Liczba postów : 145
Join date : 27/11/2013

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Czw Mar 27, 2014 3:57 pm

Może nie wyszło to tak, jak powinno, ale przecież wszystko się ułoży. Zresztą, młody najwyraźniej miał swoje powody, aby zachować się tak, a nie inaczej. No i stać go było na niedorzeczne groźby, więc raczej będzie umiał się sobą zająć. W razie czego otrzyma pomoc ze strony Avy, to nie tak, że chłopiec został znowu sam. No i jego wujek będzie przecież żył, a wszystko się ułoży w swoim czasie. Kwestii sfinansowania już nie poruszał. Jeśli rodzina bruneta może się tym zająć, to nie będzie im bronił. W razie czego nadal trzyma się planu, aby opróżnić własne kieszenie. I tak nie ma na co wydawać, a jego czynsz wcale nie jest jakiś wysoki. Plus dochody z antykwariatu, którym się zajmie. Jakoś to będzie.
Spojrzał za wybiegającym blondynem, nie mając nawet szansy na jakąkolwiek reakcję. No cóż, i tak nie wiedział co miałby powiedzieć więcej. Miał tylko nadzieję, że nie zrobi nic głupiego, choć wątpił w to. Dio nie wyglądał na idiotę. Zresztą, swoje przeżył, więc miał w sumie prawo do podobnego zachowania. Szatyn to rozumiał, więc nie dziwił mu się zbytnio. Z czasem młody zrozumie, że nic nie było jego winą, a jeśli nie, to trochę mu się pomoże. Zerknął na poszkodowanego, kiedy ten zawołał, gdy drzwi już się zamykały, a młodzieniec zniknął wśród ludzi na korytarzu. Bez słowa podszedł do krzesła i powoli na nim usiadł, zbierając wszystkie swoje myśli. Przynajmniej trochę się uspokoił, a to już jakiś postęp, choć nerwy nadal go zżerały, o zmartwieniu nawet nie mówiąc.
- To zrozumiałe, przeżył szok. - mruknął w odpowiedzi, krążąc myślami wokół zupełnie innego tematu. Z zamyślenia wyrwało go pytanie. Odetchnął głęboko. - Nie będę cię oszukiwał, jesteś w beznadziejnym stanie. Zaraz po wypadku dziwili się, że w ogóle żyjesz. Ledwo cię odratowali, choć jedną nogą byłeś już po drugiej stronie. Teraz twój stan jest stabilny i nie powinno się pogarszać, ale... To wszystko zajmie dużo, bardzo dużo czasu. Myślę, że pół roku minimum. No i już zawsze będziesz odczuwał skutki dzisiejszego dnia.
Nie wspominając o tym, że stracił samochód. To też będzie problemem, choć na razie i tak by mu się nie przydał. Z połamanymi nogami raczej by sobie nie pojeździł. Załatwi się nowe auto, kiedy wszystko będzie już trochę poukładane. Szatyn miał jakiś tam plan i będzie działał po swojemu, nawet wbrew woli Jonathana. Przecież nie zrobi nic lekkomyślnego lub czegoś, co mogłoby zaszkodzić któremukolwiek z nich. Po prostu poświęci się trochę bardziej. I tak nie ma co robić i dnie pewnie spędzałby w pracy, więc teraz będzie spędzał je w pracy i szpitalu. Oparł się o oparcie mebla i strzelił palcami. Przez chwilę w milczeniu spoglądał na ścianę przed sobą, ale w końcu spojrzał na zmęczoną twarz Jonathana i uśmiechnął się łagodnie. Chciał mu pokazać, że nie ma czym się teraz przejmować. Jego pracownik wszystkim się zajmie.
- Odpocznij trochę. - wyciągnął do niego dłoń i czule odgarnął kosmyk czarnych włosów z jego czoła. - Jesteś wykończony.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jonathan

avatar

Liczba postów : 73
Join date : 16/01/2014

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Czw Mar 27, 2014 7:22 pm

Słowa szatyna uspokajały, w jakiś sposób wyjaśniały zachowanie chłopca. Tyle, że Jonathan nadal nie mógł się wyzbyć wrażenia, że to dopiero początek ich wspólnych problemów. Sprawa z Dio będzie się jeszcze długo ciągnąć, bo najwyraźniej chłopiec ubzdurał sobie, że to jego wina i tyle. Oby tylko sobie czegoś głupiego nie zrobił, bo to byłby zdecydowanie zbyt duży cios jak dla Jonathana. Na prawdę zaczynał traktować go jak syna, którego nigdy nie będzie miał. Serce mu się krajało widząc go tak przerażonego i zagubionego ale obecnie nie mógł nic zrobić, by ten jakkolwiek zaradzić. A uwierzcie najchętniej wstałby teraz z łóżka i za nim pobiegł. Ta, ten plan musi poczekać sobie z dobre pół roku zanim pomyśli i joggingu.
Zdawał sobie sprawę, że jest źle, ale nie aż tak. Nie miał pojęcia, że w zasadzie umarł im tam i musieli ściągać go z powrotem. Nie przypominał sobie wędrówki w stronę światła czy chórów anielskich. Także ten mit mógł już obalić. Po prostu odpłynął na skutek uderzenia i otworzył oczy już po wszystkim. Bardziej jednak przerażała go perspektywa nie dojścia do siebie kompletnie. No bo jak to będzie odczuwał tego skutki do końca życia? Zdawał sobie sprawę, że pewnie blizny zostaną - miał śruby w nogach wystające między gipsem- ale żeby aż tak? Rehabilitacja powinna przecież wszystkiemu zaradzić... Terry'emu się udało, wrócił do siebie... a nie on też już tak sprawny jak kiedyś nie był, choć i tak pozostawał w dobrej formie. Wróć miałeś o nim Jonathanie nie myśleć, zwłaszcza, że jego od dawna nie ma w twoim życiu, a Ava skutecznie wypełnia i nadaje nowy sens twej egzystencji.
-Rozumiem, przynajmniej wiem co mnie czeka - marne to było pocieszenie, ale zawsze. Jonathan uśmiechnął się blado na chwilę przymykając oczy. Samochód teraz był ostatnim o czym w ogóle by pomyślał. Ponowne przekonanie się i przełamanie do jazdy zajmie mu jeszcze więcej czasu niż dojście do zdrowia. Omal nie zginął za kółkiem, coś takiego zostawia traumę. W teorii powinno się z nią walczyć, ale Sparks zdecydowanie nie chciał mieć zbyt dużo wspólnego z prowadzeniem. Po prostu nie. Znowu bałby się, że skończy na jakimś przedmiocie, że spowoduje wypadek i tym razem może zginąć ciągnąc kogoś za sobą.
W ogóle będzie trzeba coś pomyśleć, nad mieszkaniem. Skoro Ava tak często będzie gościł u niego - nie tylko ze względu na sklep ale i chociażby opiekę nad Dimitriem i później Jonathanem, można by mu było zaproponować wspólne mieszkanie. W ogóle chyba nawet będzie trzeba tak zrobić, po opuszczeniu przez mężczyznę szpitala. Sam nie da sobie rady, Dio też mu a dużo nie pomoże, a pewnie jeżdżenie z domu do domu będzie dla Avy męczące. Na razie jednak mu tego nie zaproponuje. Jest jeszcze za wcześnie, a Sparks i tak spędzi tu jeszcze bardzo dużo czasu.
-Ty też Ava, jedź do domu, prześpij się, wyglądasz okropnie - sam obdarzył go łagodnym uśmiechem. Wyciągnął rękę i pogładził po policzku. Nie było przecież sensu, by trwał u jego boku, nawet gdy ten będzie spał. Też powinien odpocząć, odreagować i oderwać się od białych szpitalnych ścian. Chociaż on jeden.
Jonathan jeszcze przez trochę siedział przytomny, ale gdy przyszła pielęgniarka i podała mu leki, w tym przeciwbólowe spokojnie odpłynął w sen, który miał trwać przez najbliższe kilka godzin.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava

avatar

Liczba postów : 145
Join date : 27/11/2013

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Czw Mar 27, 2014 9:36 pm

Cóż... Już zawsze będą go pobolewały nogi, żebra zapewne też czasem o sobie przypomną. Ponadto blizny i inne skutki uboczne. Możliwe, że będzie już zawsze kulał. Nigdy nic nie wiadomo. Z drugiej strony istnieje możliwość, iż naprawdę nic mu nie będzie, a wolał stawiać na te mniej optymistyczne scenariusze. To one, niestety, sprawdzają się najczęściej. No i trudno, aby przy tak poważnym wypadku naprawdę wyszedł bez szwanku. Rzeczywistość jest brutalna.
Wygląda okropnie? Nie można zaprzeczyć, ale nie chciał opuszczać jego boku. Wszystko mogło zaczekać. Siedział z nim jeszcze chwilę, ale wtem przyszła pielęgniarka. Podała leki, Jonathan zasnął. Z późnego popołudnia nagle zrobił się późny wieczór, gdy szatyn siedział w milczeniu przy łóżku poszkodowanego i spoglądał na jego śpiącą twarz, tylko czasem wyglądając przez okno. Rozpraszaczem były też pielęgniarki, które wpadały zmienić śpiącemu kroplówkę lub zapytać chłopaka czy wszystko w porządku. On za każdym razem przytakiwał i uśmiechał się do nich, zapewniając, że jest dobrze, ale myślał o czymś zupełnie innym. Przez czas, który spędził przy nim układał sobie plan tego, co powinien załatwić w najbliższym czasie. W końcu wyjął z kieszeni telefon i przesunął kciukiem wzdłuż pęknięcia, które przedzielało ekran na pół. Teraz wyglądało to gorzej, więc musiał pogorszyć sprawę, gdy w nerwach ściskał komórkę w dłoni zbyt mocno. Trudno, nie przeszkadzało mu to tak bardzo. Spojrzał na godzinę i postanowił wyjść. Jeszcze dzisiaj załatwi parę spraw. Ostatni raz spojrzał na Jonathana, po czym wyszedł z sali i skierował swoje kroki do wyjścia ze szpitala.
Poprzedniego dnia zdążył tylko dojrzeć antykwariatu i zajrzeć do Dimitra. Zmęczenie dopadło go szybciej niż się spodziewał, mimo to miał problem z zaśnięciem. Ostatecznie padł koło drugiej w nocy, choć sen miał niespokojny i wybudzał go każdy dźwięk. To dobrze, ponieważ całą noc dręczył go koszmar, który przedstawiał śmierć Jonathana, rozpacz Dio i różne abstrakcyjne metafory samotności, a ciągłe wybudzenia były powrotem do rzeczywistości, która jednak nie była aż tak zła. Przed ósmą rano stwierdził, że nie będzie już dłużej spał. Po prostu nie mógł. Poszedł do łazienki tylko po to, aby przekonać się, że wygląda jeszcze gorzej, a sińce pod oczami zaczęły odcinać się znacznie bardziej. Nie siedział w domu długo. Ogarnął się i ruszył do miasta, żeby załatwić co trzeba. Pierwszym celem był sklep, który postanowił zamknąć na parę dni. Wywiesił informację na drzwiach wraz z telefonem kontaktowym do siebie, a wszystkich klientów, którzy czekali na ewentualną transakcję powiadomił o tym, co się stało i przeprosił za opóźnienie. Lepiej będzie, jeśli na początku nie będzie musiał martwić się chociaż tym. Otworzy działalność jak najszybciej, ale na razie wolał się wstrzymać. Zajrzał jeszcze do Dimitra i poszedł. Stamtąd ruszył do sklepu, gdzie kupił jakieś jedzenie i małą niespodziankę dla Jonathana. Z bułką w zębach ruszył na przystanek i następnym autobusem pojechał do szpitala. Od razu pośpieszył do sali, na której leżał. Najpierw zapukał, lecz nikt mu nie odpowiadał. Najwyraźniej brunet nadal spał. Po cichu wszedł na salę, położył siatkę z zakupami na szafce i zajął miejsce obok łóżka. Próbował ułożyć swoje włosy, żeby wyglądać mniej beznadziejnie, kiedy starał się ocenić czy stan czarnowłosego się jakkolwiek polepszył. Wydawało się, że wszystko jest bez zmian, choć chyba nawet sen sprawiał mu ból. Ava oparł się o oparcie krzesła i w milczeniu czekał aż mężczyzna się obudzi. Było jeszcze stosunkowo wcześnie, więc mogło to chwilę potrwać, ale był na to przygotowany. Najwyżej sam przyśnie, choć nie chciał. Obawiał się, że koszmar znów go nawiedzi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jonathan

avatar

Liczba postów : 73
Join date : 16/01/2014

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Czw Mar 27, 2014 10:22 pm

Jego sen był spokojny, niezakłócony niczym. Ani snami, ani tym bardziej wspomnieniami. Zwykła, lecznicza ciemność. Potrzebował jej, zwłaszcza, że i bez wypadku jego organizm był w kiepskim stanie. Przemęczony, niedożywiony i nafaszerowany kawą. W zasadzie, dopiero kiedy Ava u niego zaczął pracować to przygotowywał posiłki dla nich obu. Obiady też, bo był pilnowany przez drugiego mężczyznę. Wcześniej potrafił jechać 2 dni na samej kawie i chrupkach ryżowych leżących pod ladą. Nie jest to pożywne ale zapycha i zapomina się o głodzie. Noce zaś przepełnione były grami, internetem i filmami.To nie jest zbyt zdrowe, a teraz w połączeniu z wypadkiem zdecydowanie nie pomoże mu do wrócenia do formy.
Ava nie musiał czekać aż tak długo na przebudzenie mężczyzny. Może z pół godziny, może troszeczkę dłużej. Powoli się wybudzał rozglądając po pomieszczeniu. Szok powypadkowy w zasadzie minął i jeśli chodzi o psychikę czuł się całkiem dobrze. Owszem dobijała go świadomość następnych miesięcy ale powoli następowała akceptacja całej sytuacji. Stało się, nie odkręci tego i będzie skazany na konsekwencje swojej głupoty. Może gdyby jechał te 5km wolniej na zwykłym złamaniu by się skończyło a nie na operacji i zamianie w mumię.
Odnalazł go wzrokiem i prawdę mówiąc nie podobało mu się to co zobaczył. Widać było, że chłopak nie spał za wiele, że jest zmęczony i powinien się położyć. Gdyby to łóżko było większe mógłby zrobić mu miejsce i by zwyczajnie spędzili w ten sposób resztę dnia. No ale nie bardzo się da. Szkoda. O dziwo jednak Jonathan w ogóle nie myślał o pracy. Miał gdzieś swój antykwariat. Znaczy inaczej, świadomość, że i tak się nie ma jak nim zająć sprawiała, że nie ciągnęło go do lokalu. Hmm czyżby był chociaż jeden plus tego wszystkiego? Jego pracoholizm poszedł na urlop?
-Dzień dobry- przywitał się cicho przesuwając dłonią po jego jasnych włosach. Czuł się lepiej niż wczoraj ale nadal był strasznie obolały i słaby. Łatwiej jednak było mu mówić, a to jakieś drobne pocieszenie. Maskę z tlenem miał w razie czego pod ręka, tak na wszelki wypadek.
-Spałeś choć trochę?- zapytał przyglądając mu się z czymś na kształt czułości. Nie bardzo rozumiał to co się teraz w nim działo, co czuje, ale nie miał siły tego chociaż próbować ogarniać. Będzie co będzie. Życie jest zbyt kruche by się martwić na zapas i właśnie to do niego docierało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava

avatar

Liczba postów : 145
Join date : 27/11/2013

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Pią Mar 28, 2014 12:37 pm

Faktycznie nie czekał długo. Widząc jak mężczyzna przebudza się, po prostu czekał aż się odezwie. Niech się nie spieszy i powoli dojdzie do siebie. Przecież mają czas. Ava już niczego dzisiaj nie planował. Chyba, że coś mu się przypomni w międzyczasie. Aktualnie nawet ja nie pamiętam co pisałem w poprzednich postach. W każdym razie tak sobie czekał w milczeniu, a gdy ich spojrzenia się zetknęły, uśmiechnął się do niego. I jeszcze ten gest przesunięcia dłonią po włosach. Słodko. Najwyraźniej mężczyzna czuł się nieco lepiej, co wywołało ulgę na twarzy szatyna.
- Trochę. Miałem dziwny sen, to nic takiego. - odpowiedział, chwytając go za rękę i odsuwając ją powoli od siebie. Nie dlatego, że nie chciał być głaskany, a dlatego, że nie chciał, aby brunet się jakkolwiek męczył. Może przesadzał, ale taki już jest. W końcu mu przejdzie. - A ty jak się czujesz?
Spytał z nieukrywaną troską w głosie, zauważając jak zimne są jego własne dłonie. Właściwie to chodził ubrany zbyt lekko jak na obecną pogodę, choć sam przestał zwracać na to uwagę. Nie odczuwał zimna jakoś mocno, więc nie przeszkadzało mu to. Co dziwne, nie czuł się chory i poza ogólnym zmęczeniem nic mu nie było. Być może wczorajszy zastrzyk adrenaliny podziałał na niego zbawiennie. W pewnym momencie sięgnął po siatkę z zakupami i spojrzał na czarnowłosego.
- Kupiłem ci coś do jedzenia. Wiem, że jeszcze nie możesz jeść, ale gwarantuję, że nie zepsuje się, jeśli poleży w szafce te parę dni. - mówił, wykładając z reklamówki jakieś słodkie bułeczki i inne pierdoły. Czuł się zobowiązany kupić mu jakieś produkty spożywcze, zważając na jakość i przede wszystkim smak szpitalnego jedzenia. Z doświadczenia wiedział, że nie jest zbyt dobre. Cóż, nie wiedział co prawda czy tutaj jest tak samo jak w Polsce, ale wolał założyć, że jednak jest. Chociaż na pewno nie mogło być gorzej. Nie ma to jak polak doceniający swój własny kraj. Tak. W końcu zostały tam tylko dwa kształty. - Mam też coś dla ciebie.
Wyjął z siatki dwie książki i wręczył je poszkodowanemu. Obie były o tematyce raczej fantastycznej z subtelnymi elementami horroru. Po tym geście chwycił się za grzywkę i potarł kosmyki między palcami.
- Mam nadzieję, że ci się spodobają. Brałem na czuja. - mruknął, mając szczerą nadzieję, że trafił w jego gust. Tylko, że coś go napadło i stwierdził, że nie wytrzyma bez wytłumaczenia się. - Oczywiście mogę wrócić do sklepu i wymienić je na jakieś inne, jeśli chcesz.
Naprawdę był gotowy w jednej chwili wyjść i zdobyć dla niego coś, co spodobałoby mu się bardziej.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jonathan

avatar

Liczba postów : 73
Join date : 16/01/2014

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Pią Mar 28, 2014 7:15 pm

Akurat czasu mieli teraz w nadmiarze. Nigdzie już nie musi się spieszyć, planować czy szykować na konkretny moment. Czekały go długie przymusowe wakacje na czas bliżej nieokreślony. Dziwnie będzie tak nie przejmować się terminami i nie pracować. To było całe jego życie i bez niego bał się, że się nie odnajdzie. No bo co będzie robił ciągle w łóżku, w domu? Oszaleje, no ale póki jest w szpitalu chyba nie musi się tym przejmować. I tak w najbliższych dniach będzie non stop spał i wypoczywał. To jest słodkie lenistwo.
-Opowiesz mi?- zapytał będąc ciekawy co takiego mu się śniło. Z resztą wolał się teraz skupiać na innych rzeczach niż na swojej raczej mało kolorowej przyszłości czy stanie zdrowia. Chciał oderwać myśli i zwyczajnie się odprężyć, a czy jest coś lepszego niż gadanie o głupotach? Takich mało ważnych, codziennych i takich na które zwykle nie zwraca się uwagi.
-Trochę lepiej. Nadal wszystko mnie boli i irytuje mnie, że nie mogę się podrapać pod kolanem przez ten gips. I oddycha mi się trochę lżej. Przynajmniej mogę mówić- nie chciał go martwić, mówiąc jak jest do końca ale też dużo nie skłamał. Bo przecież nie musi wiedzieć, że w ogóle ledwo nogi czuje i przez ten gips strasznie mu drętwieją. Łączenia ze śrubami też dawały o sobie znak, ale jakoś przeżyje.
Czuł chłód jego dłoni i prawdę mówiąc podobało mu się to. Skóra Jonathana była rozgrzana przez stan podgorączkowy więc jego zimne ręce przynosiły nie jako ulgę. Spokojnie leki mi już podano gdy spał więc nic mu nie będzie. W sumie podwyższona temperatura była normalna w takich sytuacjach. Ale mniejsza o to. Obserwował go gdy ten szperał po torbie i wyciągał coraz to różne smakołyki. Kochany chłopak. I jak tu się nie rozczulić? Co z tego, że by je spróbować będzie musiał chwile poczekać, nic nie szkodzi. Liczył się sam gest. A co do szpitalnej strawy to nie była ona taka tragiczna ale wiadomo nic co podawali w służbie zdrowia nigdy nie było w pełni satysfakcjonujące i tak dobre jak domowe.
-Dziękuję Ava, nie musiałeś na prawdę - uśmiechnął się czule do niego przyglądając się jego poczynaniom. Kolejny prezent? Tym bardziej nie spodziewany i ciekawość po prostu go zżerała. No bo co mógł mu sprawić, z czego będzie mógł skorzystać bez większego wysiłku? Niewiele rzeczy przechodziło mu do głowy. Ale szybko jego podekscytowanie zostało zaspokojone. Z lubością wziął od niego książki i zerknął na opisy. Trafił w jego gust, może nie każda fantastyka mu leżała, ale ta była jak najbardziej na miejscu.
-Ava pochyl się proszę- mruknął odkładając książki na swój brzuch i gdy tylko chłopak wykonał jego prośbę, Jonathan wyciągnął się na tyle na ile pozwalał na to jego stan i delikatnie musnął jego policzek wargami. -Są świetne, dziękuję - zapewnił go opadając znowu na poduszki. Oczywiście słowem nie pisnął, że teraz boli go tors jak diabli. Nie będzie o tym wspominał i tyle, zwłaszcza, że sam się o to prosi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava

avatar

Liczba postów : 145
Join date : 27/11/2013

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Pią Mar 28, 2014 8:56 pm

Ulżyło mu, że mężczyzna naprawdę czuje się lepiej. Oczywiście podejrzewał, że coś pewnie ukrywa, ale nie będzie go męczył. Nie ma nic bardziej irytującego niż dopytujący się do bólu, nadopiekuńczy facet. Wciąż widział, że wiele rzeczy sprawia mu ból, ale skoro znosi to tak dzielnie, to raczej nie ma się o co martwić. Nie można być kluchą i podskakiwać na każde syknięcie ofiary wypadku. To jak babcie, które wołają Boga, Marię, Jezusa i zastępy aniołów, bo dziecko się wywróciło. No matko. Bez przesady. Przeżyje. Jasne, w tym przypadku było trochę inaczej, ale dobre porównanie zawsze w cenie.
Bez słowa sprzeciwu lub pytań zrobił to, co mu kazano. Jakże zdziwiony był, gdy Jonathan złożył na jego wyziębionym policzku krótki i delikatny pocałunek. Gdyby nie to, że nos i uszy zaczerwienione miał od zimna, panującego na zewnątrz, to pewnie teraz by się zarumienił. Przede wszystkim jednak ucieszył się, że mężczyźnie spodobał się ten skromny prezent. Zadowolony odsunął się od niego i z powrotem usadowił na krześle. Na twarzy szatyna wykwitł szczery uśmiech, na który jeszcze wczoraj nie był w stanie się zdobyć, a w oczach błyszczała radość z tego, że udało mu się trafić z prezentem. Dawno nie był tak z siebie zadowolony. Na podziękowania przytaknął i uciekł gdzieś wzrokiem. Na krótką chwilę, bo zaraz wrócił do lica Jonathana.
- Ależ proszę, to nic takiego. Naprawdę się cieszę, że ci się podobają. - odrzekł, a uśmiech nie chodził mu z tego jego niewinnego ryja. Jak słodko, rzygajcie. Odebrał książki od bruneta i położył je na szpitalnej szafce. Na chwilę zapadła cisza, którą wypełniało pikanie osprzętowania. Irytujące. Leki poszkodowanego muszą być naprawdę mocne, skoro może zasnąć przy czymś takim. Cóż, w sumie nic dziwnego. Młodszy przez chwilę się nad czymś zastanawiał, ostatecznie postanawiając się odezwać.
- Co do tego snu... Był raczej przykry, nie wiem czy chcesz teraz słuchać o takich rzeczach. - mruknął, ale nie czekając na odpowiedź, zaczął opowiadać. - Ogółem śnił mi się moment twojej śmierci i to, co działo się po niej. Śnił mi się zrozpaczony Dio. Śniło mi się załamanie i jak wszystko wokół powoli się wali... Właściwie to nie pamiętam zbyt wiele, na szczęście. Wybudzałem się regularnie co jakiś czas. Stąd te sińce, ale to nic takiego. Nie czuję zmęczenia. No i to jednak był tylko sen i nic takiego nie stanie się w rzeczywistości. Przecież obaj wiemy, że będzie dobrze.
Trochę to brzmiało jakby bardziej próbował pocieszyć siebie niż czarnowłosego i chyba nawet było w tym ziarnko prawdy. Cóż, wiedział, że te głupie sny nie mają nic wspólnego z realnością, ale jednak jakoś tam wpływało to na jego psychikę. Nigdy nie był zbyt silny psychicznie. Stąd - rzadkie, ale jednak - zachwiania emocjonalne i impulsywność. Bywa. W każdym razie nie czuł się źle i nawet ta przykra wizja snu nie powinna wpłynąć na, bądź co bądź, aktualnie pozytywną atmosferę.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jonathan

avatar

Liczba postów : 73
Join date : 16/01/2014

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Sob Mar 29, 2014 2:43 pm

Dokładnie, nie ma sensu użalać sie nad sobą. No bo co w tym pomoże marudzenie, że tu go boli, tam ciągnie i gdzieś piecze. Ava nic mu na to nie poradzi, w magiczny sposób nie odciągnie od niego tych niedogodności. Będzie przez długi czas na niego skazany i tyle. Musi przywyknąć, zacisnąć zęby i jakoś przetrzymać. Poza tym pozostawała kwestia tego, że nie chciał go martwić i w ogóle. Już dość kłopotów zrzucił mu na głowę. W zasadzie zostawił go ze wszystkim, po bardzo krótkim czasie stażu. I nawet nie tylko o pracę chodzi. Sama opieka nad Jonem będzie pewnie męcząca, a jest jeszcze tyle innych rzeczy, prace domowe, doglądanie Dimy, praca no i mieszkanie Avy, w którym trzeba będzie robić to samo. To może przerosnąć nie jedną osobę. W sumie dlatego Jona postanowił, że zrobi wszystko by dojść do siebie jak najszybciej, by go jakoś odciążyć, pomóc mu i wyręczyć go. Na pewno, gdy z tą wyjdzie zajmie się papierkową robotą, w końcu do tego potrzebuje tylko laptopa, może pracować w łóżku.
Małe rzeczy wiele dają. Taki buziak, poza odrobiną wysiłku nie kosztował go nic, a potrafił sprawić, że szatyn nie tylko poczuł się doceniony ale i szczęśliwy. A przynajmniej tak się wydawało Jonathanowi. Później wynagrodzi mu to wszystko z nawiązką, ale na tą chwilę poza zwykłym "Dziękuję" niewiele mógł zrobić. A szkoda. Swoją drogą chłopak wyglądał uroczo taki zakłopotany i speszony. Może i Sparks niepotrzebnie sie nad nim rozczulał, ale no nic nie mógł poradzić na to, że od razu poprawiał mu się humor widząc go takiego. Jednakże musi pamiętać o tym, że Ava nie jest dziewczyna i nie może też go tak traktować. Sam nie chciał by, by ktoś do niego podchodził w ten sposób.
-Będę miał co robić, jak zostanę sam, albo nie będę mógł usnąć. Swoją drogą może uda im sie jakoś pokonać moją bezsenność?- co prawda w najbliższym czasie akurat na brak snu nie będzie mógł narzekać. Leki robiły swoje i zasypiał jak małe dziecko, ale przecież nie będą go nimi faszerować cały czas, w końcu je odstawią i nie będzie już wspomagaczy.
A potem przyszedł opis snu. Faktycznie, nie był on zbyt przyjemny. Ba budził u niego dreszcz, taki zimny i niemiły. I co gorsza wiedział, że niewiele brakowało, i to wszystko stałoby się prawdą. Pewnie, gdyby latarnia spadła nieco bardziej w prawo, zostałaby po nim krwawa miazga i nic poza tym. Mimo to uśmiechnął się lekko do mężczyzny, chcąc go zapewnić, że wszystko jest w porządku.
-To tylko sen Ava, jak widzisz żyję i powiedzmy, że nic mi nie jest, nie myśl o tym. Przepraszam, że kazałem ci sobie o tym przypominać- No bo przecież w innym wypadku, chłopak nie musiałby sobie przywoływać tych obrazów. No ale przynajmniej Jonathan wiedział jak mocno przeżył to szatyn, w innym wypadku nie wróciłoby to silnie w czasie snu. -Jak tylko poczujesz się zmęczony masz iść do domu i odpocząć jasne? Ja się stąd nigdzie nie ruszam, poczekam na ciebie- zażartował mimo wszystko martwiąc się o młodszego chłopaka. Nie chciał, by ten się przemęczał i nie dbał o siebie, zwłaszcza, że po części czuł się za to odpowiedzialny. Może, gdyby nie uległ wypadkowi, Ava by tak nie panikował, może nie przemęczałby się i zwyczajnie dbał o siebie, chociaż często on sam robił dokładnie to samo i to bez większego powodu. Widać byli do siebie bardziej podobni niż się wydawało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava

avatar

Liczba postów : 145
Join date : 27/11/2013

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Pon Mar 31, 2014 6:56 pm

Fakt, może faktycznie uda im się pomóc mu z jego bezsennością. Na razie jechał na prochach, ale przecież jeszcze dużo czasu spędzi w szpitalnym łóżku. Na pewno będzie spał znacznie więcej niż w domu. Może odpocznie i trochę naprawi sobie zegar biologiczny. Kto tam wie... W końcu szpitale mają pomagać, a nie pogarszać.
- Daj spokój. - machnął ręką w odpowiedzi na jego przeprosiny. - Przecież wiem, że to tylko głupi sen. W ogóle się nim nie przejmuję. I dobrze, dobrze. Zostanę ile zechcę, i tak nie możesz ode mnie zwiać. A tak serio to naprawdę nie czuję się zmęczony. Aż dziwne, ale prawdziwe. Mogę wyglądać jak zombie, ale się nim nie czuję. Właściwe to jak czuje się zombie? ...
W tym momencie dotarło do niego, że zaczyna pierniczyć od rzeczy. Prychnął cicho i rzucił krótkim "nieważne", kręcąc głową na swoją własną głupotę. Bez kitu, takie dziwne myśli go czasem dopadają, ale teraz nie było ani czasu ani miejsca na takie głupoty. No może były, ale nie chciał wygłupić się przed swoim pracodawcą i poniekąd kimś, na kim mu zależy. I tutaj na chwilę się zaciął. Przez jakiś czas przyglądał się w milczeniu twarzy Jonathana, zastanawiając się o co tak naprawdę chodzi pomiędzy ich dwójką. Niby znali się zbyt krótko, aby cokolwiek stwierdzać, ale powszechnie wiadomo, że tragiczne wydarzenia zbliżają do siebie ludzi. Chłopak starałby się dla niego, nawet gdyby do tego nieszczęsnego wypadku nigdy by nie doszło, ale cóż to mogło oznaczać? Do tego przypomniało mu się co działo się wówczas w mieszkaniu bruneta i aż musiał na chwilę odwrócić spojrzenie. Tamto już zdecydowanie coś znaczyło. Jego usta na moment ułożyły się w wąską linię, ale szybko wróciły do normalnego stanu.
Po krótkiej chwili ciszy chciał się odezwać, ale wtedy zadzwonił jego telefon. Szatyn niemal podskoczył, ponieważ nagła wibracja w kieszeni trochę go zaskoczyła. Powietrze przecięły dźwięki wygrywane na fortepianie, raptownie przerwane przez chłopaka, który odebrał telefon. Skinął w stronę bruneta i na moment opuścił salę. Nie było go może pięć minut, nawet nie. Wrócił, chowając komórkę do kieszeni i uśmiechnął się do czarnowłosego.
- Dzwonił jeden z klientów zapytać co się stało, że sklep jest zamknięty i mam przekazać pozdrowienia oraz życzenia powrotu do zdrowia.
Odłożył telefon na szafkę i zajął miejsce na szpitalnym krześle, pocierając o siebie swoje wyziębione dłonie. Nos dalej miał czerwony. No cóż, najwyraźniej trochę się przeziębił, ale to nic. Pewnie do jutra mi przejdzie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala nr 1   

Powrót do góry Go down
 
Sala nr 1
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Sala operacyjna
» Sala lekcyjna nr 2
» Sala segregacji
» Neuschwanstein - Sala Tronowa
» Sala przesłuchań

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Placówki publiczne :: ∎ Szpital-
Skocz do: