IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Izba przyjęć

Go down 
AutorWiadomość
Ava

avatar

Liczba postów : 145
Join date : 27/11/2013

PisanieTemat: Izba przyjęć   Sob Gru 21, 2013 3:22 pm

Pomieszczenie przypomina trochę poczekalnię. To tutaj zgłaszasz się ze swoim skierowaniem do szpitala. Miła pani w okienku zadaje kilka pytań, a następnie daje formularz do wypełnienia. Po wstępnych oględzinach przez lekarza wraca się do niej i dokańcza papierkową robotę. Potem pozostaje tylko prosta droga na oddział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Nie Maj 04, 2014 4:44 pm

Sean oparł potylicę o chłodną ścianę, wpatrując się tępo w punkt przed sobą. Przestudiowana gazetka leżała na jego kolanach, a telefon, którym dotychczas się bawił, przestał być pasjonującym obiektem. Brakowało słuchawek i kogokolwiek z kim mógłby wymienić więcej niż dwa zdania. Zwięzłe i wypełnione uprzejmościami bądź ironią, w zależności od istoty zawracającej mu głowę prawdziwymi bzdetami. Nudził się, a atrakcji w szpitalu brakowało. Jedynie płacz dzieci i niezadowolone miny pacjentów bądź ich rodzin, czekających w kolejce, mogły urozmaicić mu czas. Mogły, o ile nie odczuwało się irytacji wymieszanej ze znużeniem, po godzinie spędzonej w podobnych warunkach.
To był jeden z tych pogodniejszych dni, kiedy pogoda dopisywała i pozornie nic nie mogło stać na przeszkodzie wykorzystania w pełni jej potencjału.  Było miło i uroczo, niebieskie niebo i brak jakichkolwiek zachmurzeń. Parki i ulice wypełniły się uczniami oraz rodzinami, gdy sobotnie spacery i wypady z towarzyszami, brzmiały zadziwiająco dobrze. Nic dziwnego, że w obliczu podobnych zachęt i argumentów, Sean dał się wyciągnąć na zewnątrz, poza obręb pustego akademika. W porządku, brzmiało dobrze. Chętnie dał się wyciągnąć, chociaż nie spasował ze złośliwymi uwagami nawet na krótki moment, sypiąc nimi jak z rękawa, będąc… No cóż, Księżniczką.
Wstał sprężycie po kolejną porcję gorącej czekolady z automatu, nieporównywalnej do tej prawdziwej, a jednak zajmującej ręce i dające jakiekolwiek zajęcia. Nawet jeśli wizja podnoszenia plastikowego kubka do ust i opuszczania go, aby oprzeć o własne udo, wydawała się normalnie nużąca. Ostatecznie zamiast lury w kolorze czekolady, skończył z czymś, co miało w smaku przypominać karmel. Nie przypominało. Oparł głowę o ścianę, siedząc w jedynym zacienionym miejscu, gdzie słońce nie przygrzewało i panował przyjemny chłód.
Trzyletni chłopiec, zajmujący miejsce z matką kawałek dalej, znalazł sobie przednią zabawę, zeskakując z kolan rodzicielki i biegając wokół ławek. Dzikie piski wypełniły pomieszczenie, kiedy rodzicielka próbowała go złapać z zażenowaną minę, tworząc jeszcze lepszą atrakcję. W ten sposób dwójka zdrowo wyglądających ludzi (Sean nie miał pojęcia po co w takim razie siedzą tutaj, z drugiej strony on sam wyglądał zdrowo i dobrze) biegała, dopóki synek nie posłuchał matki… I nastała cisza.
Nudy, nudy, nudy. Z niewzruszoną miną i mniej posłusznym ciałem, wpatrzył się po raz kolejny w wyświetlacz telefonu, zaczynając w brzydkim odruchu machać nogą w powietrzu. Obijając podeszwę trampka o nóżki ławki znajdującej się w nieprzyzwoicie bliskiej odległości tej stojącej naprzeciwko, tej na której on siedział. Wywoływał wibracje w obu na raz, nie do końca nieświadomie… A złośliwie, czekając, aż ktoś mu zwróci uwagę.
Powrót do góry Go down
Wilk

avatar

Liczba postów : 199
Join date : 11/01/2014
Skąd : Monachium

PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Wto Maj 06, 2014 8:26 pm

Przypadki chodzą po ludziach i przyczepiają się niczym rzep do psiego ogona. Wolfa to już szczególnie. Awanturniczy Matt, który często unikał o włos sytuacji, kiedy już mógłby leżeć kilka metrów pod ziemią, oberwał. Tylko za co? Niespodziewanie za nic.Wspominanie ostatnich godzin były zdecydowanie udręką, ale przecięta skroń nie miała chęci, aby albinos zapomniał.
Sytuacja należała do komicznych.Wyjątkowo dziś apatyczny, wracał ze sklepu. Przypadkowo natknął się na grupkę chłopców, którzy awanturowali się chyba o jakieś karty, może piłkarzy? Przystanął, przysłuchując się towarzystwu. I to był błąd. Jeden z nich odwrócił się w stronę Wolfa, a albinosowi, aż serce stanęło. Tak brzydkiego dziecka na oczy chyba nikt jeszcze nie widział, szczególnie Matt. Na odległość ten o rudo-burowatej czuprynie potworek wymachiwał, jakby grożąc licealiście. W pewnym momencie brzydkie kaczątko zaczęło biec wprost na Wilka. Będąc prawie u celu, przewrócił się, bez kart, które miał w dłoni, bo te, nie wiadomo jaka siłą poleciały na czerwonookiego. Matt zamrugał oszołomiony i znów spojrzał na chłopca. Po dłuższej chwili poczuł jak traci coś cennego, a po policzku płynie coś mokrego i ciepłego. Szybka kontrola palcami i zerkniecie na nie. Krew. Potem dzikie wrzaski, ktoś mdlał w tle. Dalej potoczyło się standardowo. Ktoś wezwał karetkę, Wolfa wciągnęli do wozu, chociaż nie było to w ogóle konieczne, i tak znalazł się w szpitalu. Tam szycie skroni i rentgen. Wszystkie pielęgniarki wkoło obracały się na paradującego Matta, jakby nowy okaz przyjechał do zoo... Nadopiekuńczość otoczenia co raz gorzej wpływała na samopoczucie albinosa. Przez moment chciał wymiotować, ale dzielnie się powstrzymał, przecież jest mężczyzną. Poza tym przedłużyłoby pobyt tutaj, który i tak trwał za długo, bo żaden lekarz nie miał wystarczająco czasu, aby poświecić krótką chwilę pacjentowi. Zmuszony do grzecznego siedzenia na czterech literach W dodatku nie wiadomo jak, ni stąd, przed oczami białowłosego napotkał tego potworka. Znów nieudolnie wymachiwał tymi tłuściutkimi łapkami.
- Oddaj karty! Oddaj! - wrzeszczał na korytarzu.
- Ile razy mam powtarzać, że ich nie mam?! - Matt co raz bardziej był zmęczony. Pielęgniarka zainterweniowała, pouczając oboje w ostry sposób. Nie dało to długotrwałego efektu. Chłopiec łaził za nim krok w krok, a Wolf nieudolnie próbował uciekać. Tam gdzie się nie pojawili, tam niesmaczne grymasy widniały na twarzach innych pacjentów.
- Złodziej! - w końcu wyprowadzono z równowagi, skołatanego dotąd Wilka. Do tej pory spokojny, z miną męczennika wysłuchiwał tego dziecięcego bełkotu. Ruszył za nim, chcąc wydrapać mu oczu. Biegali po korytarzach jak szaleni, piszcząc przy tym butami. Nikt nie miał nawet odwagi ich gonić. Karykatura dziecka szybko się zmęczyła. Wolf już miał go na wyciągnięcie ręki a ten zniknął mu na zakręcie. Wilk nie miał zamiaru teraz przestać. Biegł dalej, ale nie zauważył chłopca. W końcu coś musiało powstrzymać to szaleństwo. Nikt jednak nie przypuszczał, że będzie to cudza noga. Zatrzymał się palcach, mając połowę ciała za przeszkodą, jednak sprawnie powrócił do właściwej pozycji. Zziajany spojrzał na innych.
- Widziałeś może tutaj biegnącego chłopca? Wygląda tak na siedmiolatka. Wyjątkowo brzydki. - wycharczał nisko łapiąc wciąż powietrze, po cichu licząc na informację położenia tej szkarady, która zepsuła mu dzień.

//wybacz zwłokę i taki chaos, poprawie się @_@

_________________

Ba­wisz się słowa­mi. Upa­jasz się ni­mi.
Słowa­mi chcesz zastąpić nor­malne, ludzkie uczu­cia, których w to­bie nie ma
.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Czw Maj 08, 2014 6:47 pm

Będąc rozłożonym na tym niewygodnym, twardym krześle, przymknął oczy. Nieprzerwanie stukał wyciągniętymi nogami, zagradzającymi przejście, o nóżkę drugiej ławki. Wybijał tylko sobie znany rytm, jednak nie to było najistotniejsze. Prawdziwą katastrofą była jego pozycja, tworząca katastrofalne wizje, jeśli ktoś nie patrzył na podłogę bądź biegł przed siebie do ostatniego tchu. Szarpnięty do przodu, w ostatniej chwili odruchowo złapał się za krawędź krzesła. Zsunął się z niego, a siedzisko niebezpiecznie zachwiało. Zaskoczenie i przyśpieszony puls. W jednej chwili się rozbudził, patrząc piwnymi oczami wprost na obiekt odpowiedzialny za całą sytuację. Mało brakowało, a wylądowałby tyłkiem na ziemi, spektakularnie i raczej boleśnie, tworząc mini przedstawienie dla równie znużonych pacjentów i ich towarzyszy.
Przenosząc ciężar ciała na ręce, ponownie wsunął się w głąb siedziska, wracając na swoje bezpieczne miejsce. Nie cofając jednak nóg nawet przez chwilę, dalej zagradzających przejście. Chociażby albinosowi. Głównie jemu. W jednej chwili ten nie tylko głosem przyciągnął uwagę… A swoją osoba. Postawą. Zamieszaniem. Nie odejmując Wilkowi uroku, ten nie prezentował się jak bohater, z kręgosłupem moralnym, czyniącym zło koniecznie. Pożeranie małych dzieci, szczególnie tych bez koszyczka, pozostawmy jednak innym charakterom. Ten był zdyszany, delikatnie zarumieniony i zauważalnie poruszony jakąś sytuacją. Czerwone oczy świdrowały obecnych, szukając winnego. Tylko czego mógł chcieć od małego chłopca? Pewnie „brzydkiego” brata. Bracia zawsze się tak do siebie odnosili.
Przeczesał ciemne kosmyki palcami, próbując zaczesać je do tyłu. Udając zamyślenie, oddając tym gestem odrobinę frustracji, tłumiąc powoli kiełkującą radość. Nadzieja na jakąkolwiek sensowną atrakcję pojawiła się niczym neon, kusząc i zwodząc, pragnąc zaufania i poddania się jej. Nigdy nie wychodził dobrze na poddawaniu się pragnieniom, jednak… Nie musiał do tego podchodzić w ten sposób. Zerknął na Wilka, poprawiając swoją koszulkę z długim rękawem, poprzez wygładzanie materiału.
- Oddział dziecięcy w drugą stronę, bloku terapeutycznego chyba nie posiadają.- Mruknął, uśmiechając się krzywo, jakby sytuacja miała w sobie cokolwiek zabawnego. Wsunął telefon do kieszeni, splatając dłonie na piersi. Patrząc na niego z dołu, czekając na ripostę, gotowy przyjąć wszystko na klatę… Był pewien, ze coś wpadnie. Nie podpuszczało się poirytowanych ludzi.
Powrót do góry Go down
Wilk

avatar

Liczba postów : 199
Join date : 11/01/2014
Skąd : Monachium

PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Nie Maj 18, 2014 12:07 am

Morderstwo w afekcie przez moment prawie przerodził się w zaplanowany czyn. Zmarszczył nieprzyjemnie czoło, wpatrując się z morderczym wzrokiem w oczy Seana. Nie dość, że zagrodził mu drogę do celu, to jeszcze nie wykazywał tej minimalnej współpracy, o która prosił Wolf. Przecież wiele nie wymagał, co nie? Zagryzł wściekły wargę, aż poczuł metaliczny posmak w ustach. Oparł zmęczony całą tą parodią dnia dzisiejszego. dłoń o ścianę. W jednej chwili ciśnienie zeszło z niego, nie zależało mu już na niczym.
- Nie trafi, jest za to za głupi. - westchnął ześlizgując się wprost na krzesło obok Seana. Spowodowało to lekkie wibrację. Wolf nie należał do najlżejszych.
Spojrzał na chłopaka, nieco nie chętnie, jakby z przymusu, mimo, że nikt nad nim nie stał i nie kazał mu tego robić.
- Jak się pytają Cie o coś, to zawsze poddajesz tak bezużyteczne informację? - zapytał taka, jakby wcale nie interesowała go odpowiedź, którą może lub prawdopodobnie nie usłyszy. Jeśli chłopakowi przebiegło przez myśl zobaczyć Wolfa w pełny szalem, to absolutnie się przeliczył. Wyczerpano już ten limit na dziś.
Zamilkł obserwując. Wpierw słabego informatora, potem resztę. Gdzieś zauważył bardzo ładne kobiece nogi i bezwstydnie spojrzał na właścicielkę. Ta zaś go nie zauważyła, co było dla Wolfa dosyć nietypowe. To naprawdę zły dzień dla albinosa.
Mimo wszytko, towarzystwo nieco starszych ludzi udzieliło się pozytywnie poszkodowanemu, aż brew przestała boleśnie pulsować. Odpoczywał mentalnie, aby zregenerować siły do kolejnej, ewentualnie, potyczki słownej. Gotowość jego umysłu do działania zwiększała się sukcesywnie, dopóki piskliwy głosik mu nie przerwał. Cała zyskana werwa oklapła w jednej chwili. Znajoma barwa głosy, notabene dla Wolfa kalecząca słuch, bełkotała coś o kartach. Matt postanowił być nieczułym na dziecięce wrzaski i spojrzał z uśmiechem na czarnowłosego. Wykrzywione usta w brzydki sposób mówiły wszystko. Skroń zaczęła znów boleć.

// wybacz, że tak długo czekałeś, ale studia i brak weny, co widać po długości posta... ;_;

_________________

Ba­wisz się słowa­mi. Upa­jasz się ni­mi.
Słowa­mi chcesz zastąpić nor­malne, ludzkie uczu­cia, których w to­bie nie ma
.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Sro Maj 28, 2014 6:57 pm

Wszystko szło źle? Prawo Murphy’ego działało z pełną siłą, dokładnie tak jak zakładało pesymistyczno-humorystyczne (w zależności od której strony podchodziło się do własnego nieszczęśliwego losu) założenie. Dzieciak, rozcięty łuk brwiowy i problematyczny kolega. Cóż, to mógł być dopiero początek prawdziwej lawiny nieszczęśliwych wypadków. Nieznikający grymas z twarzy Seana, nie oznaczał nic innego, jak dalszą drogę pod górkę.
- Jak się pytają mnie o coś ci mniej ogarnięci…- Oparł głowę o ścianę, nie przymykając oczu z egoistycznej zachcianki i odrobiny ciekawości. Prowokowanie danych osób i sytuacji, miało to do siebie, że najlepsze były efekty końcowe. Reakcje i emocje; drżenie dłoni, litościwy wzrok, sfrustrowane zaciskanie warg. Interesująca mieszanka, ukazana na mniej bądź bardziej ładnych twarzyczkach. - …Odpowiadam najlepiej jak umiem.- Dokończył, mocno naciągając prawdę. Wypił kolejne łyki karmelowego napoju, pusty kubeczek wyrzucając do kosza, znajdującego się na wyciągnięcie ręki, uprzednio zgniatając je w dłoni. Jednorazowe naczynie wydało skrzekliwy sprzeciw na podobne traktowanie, jednak dźwięk ginął wśród cichych rozmów i… Skrzeków wszelkiego typu.
Mała, rudowłosa bestia stanęła naprzeciwko nich. Coś mówiła, ciągnąc jedną panią za rękaw, wskazując na albinosa palcem. Faktycznie miał kilka lat, jednak twarz nie dawała nadziei na karierę modela. Piegi, nieco zbyt krzaczaste brwi, pyzate policzki i zadarty nosek – wyglądał szpetnie. Do tego co chwilę podnosił głos, próbując przeforsować swoją racje, robiąc przy tym płaczliwe miny. Znana taktyka, kiepskie wykonanie – zaskakująco ładna kobieta uniosła jedynie brew, odganiając go w stronę dwójki siedzących młodzieńców. W ten oto sposób chłopiec podszedł do nich z wojowniczą miną i rumianymi policzkami. Piąstki miał zaciśnięte w pięści i och… Mógłby wyglądać rozkosznie, jednak wyglądał zabawnie.
„Karz oddać swojemu chłopakowi moje karty!” Rudowłosa bestia nawet Seanowi zmazała uśmiech z twarzy.
Powrót do góry Go down
Wilk

avatar

Liczba postów : 199
Join date : 11/01/2014
Skąd : Monachium

PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Nie Cze 08, 2014 4:38 pm

Jeśliby wziąć cierpliwość do naczynia z miarką, to wilkowa sięgała niebezpiecznie granicy wylania swojego gniewu na otoczenie. Miał wszystkiego powyżej uszu, a jeszcze mu dokładano. Ten dzień nie może skończyć się dobrze.
Boleśnie zacisnął dłoń w pieść, sam nie wiedząc po co to do końca robi. Może, aby ostatkami sił opanować swoje chęci mordu i zemsty na otoczeniu.
- To słabo ci wychodzi. - skwitował to krótko, jak i zarazem cicho z nutą niezadowolenia, która przypominała mu jak świat jest popierdolony.
Kiedy ten nieszczęsny chłopaczek przylgnął do dwójki nastolatków wrzeszcząc przy tym niemiłosiernie, to Wolf miał ochotę zapaść się pod ziemie. Prymitywna ucieczka przed światem była, w jego mniemaniu najlepszym rozwiązaniem, ale nie miał co liczyć na taki obrót sprawy.
Ból w rozciętej skroni pulsował niemiłosiernie Początkowa rezygnacja i niechęć do życia przeistaczała się w gniew i irytację. Jedno trzeba przyznać, chłopiec był zdolny w graniu na nerwach.
W końcu spojrzał wyzywająco na chłopca.
- Nie dam ci żadnych karty. - wycharczał nieludzkim głosem mrużąc oczy , gotów nawet skoczyć i rozszarpać tą bestie w miejscu, gdzie ludzi się ratuję. Wstał zaraz i chwycił brzydkie kaczątko za kaboty i zaczął nimi szarpać.
- Zrozumiałeś do cholery? - warknął wściekły na wszystko i wszystkich. Nie liczył się z negatywną oceną przez otoczenie, zdziwionych czy przerażonych min. Ich reakcję spływały po nim jak po kaczce.
Chłopiec wrzeszczał i wierzgał się w uścisku zwabiając kolejne osoby, aby zobaczyć po co cały ten harmider i tak wokół niego i Seana utworzył się spory tłum gapiów.
Przez krzyki ofiary powstała kolejna przeszkoda. Zwabiona hałasem pielęgniarka biegła ewidentnie by zainterweniować i zapobiec rzezi na chłopcu. Jej mina świadczyła, że obroni bachora za wszelką cenę. Wilk to wyczuł, widząc jej bojową postawę i postanowił skapitulować. Puścił wrzeszczącego nieszczęśnika i szarpnął Seana za rękę. Stwierdził, że sam wpadł w nim po uszy w to bagno, wiec i tak by też oberwał za histerie dziesięciolatka. Biegł nieco na oślep, trzymając w żelaznym uścisku nadgarstek nastolatka. Wymijał ludzi tłoczących się na korytarzu. Niektórzy wrzeszczeli na nich, że po szpitalu przecież się nie biega. Wilk zauważył wnękę i tam postanowił się ukryć ze Seanem. Wcisnąwszy się tam nakazał mu gestem, że ma być absolutnie cicho, sam nasłuchiwał czy pielęgniarka , która ich goniła idzie w tutaj.

_________________

Ba­wisz się słowa­mi. Upa­jasz się ni­mi.
Słowa­mi chcesz zastąpić nor­malne, ludzkie uczu­cia, których w to­bie nie ma
.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Pon Cze 09, 2014 5:08 pm

Potrząsany chłopiec wiszący nad ziemią? Nienajlepszy pomysł. Fatalny. W jednej chwili albinos nie tyle przykuł uwagę, ale i zdobył nieprzychylność zebranych. Rodziców i dzieci, osób starszych, jak i nastolatków, a w tym i Seana. Dzieciak może i brzydki, zdecydowanie denerwujący i proszący się o manto, jednak… Czarnowłosy potarł skronie. Nie trzeba być geniuszem, aby wiedzieć, że pewnych rzeczy się nie robi. Szczególnie w obliczu ewidentnego dowodu, że oto brzydkie kaczątko i chybiony informator, byli w pewien sposób sprzymierzeńcami. Znajomymi, albo, broń Boże, rodziną.
Rudowłosy potwór zaczął płakać i krzyczeć jeszcze głośniej, zmieniając śpiewkę z kart na wyraźne i równie drażniące uszy „POMOCY!”. Nic dodać, nić ująć, a przez dłuższą chwilę wybawiciela dla irytującego dziecka zabrakło. Sean uniósł wzrok, następnie brew, i w ostateczności wstał z paroma ostrymi słowami na ustach. Zamiast tego, cholernie klasycznie, został szarpnięty za nadgarstek i pociągnięty w stronę… Sam nie wiedział gdzie. Dziecko upadło na ziemię, lądując zapewne boleśnie na kolanach, a pielęgniarka żywym marszem ruszyła za dwójką wandali.
Krótki bieg, nieudolna próba wyrwania nadgarstka z uścisku i szybie stwierdzenie – blondyn był silniejszy od niego, chociaż podobnego wzrostu. Sean wylądował na ścianie, wpatrując się przez chwilę w szoku na palec przykładany do ust. Nakazujący ciszę. Kazał mu się zamknąć i grzecznie stać. Błąd. Te same dłonie, które chwilę temu trzymał w dłoni, właśnie zacisnęły się na koszulce, popychając Wilka na pobliską ścianę. Brakowało agresji w oczach i zaciętej miny; obojętność na delikatnej twarzy była wręcz irytująca, ale pchnięcie było mocne. A potem nastąpiło kolejne, gdy za pomocą koszulki, zaskoczenia i siły, oderwał go od ściany, popychając głębiej we wnękę. Na nowo przyciskając go do powierzchni płaskiej, dodatkowo zaciskając jedną dłoń na jego ustach, tym razem do swoich warg przyciskając palec.
- Ciii…- Zmrużył lekko oczy, nie próbując nawet wymusić uśmiechu. – Wybrałeś doskonałe miejsce na kryjówkę. Za palmą, dwójka chłopaków, do tego jeden poszukiwany.- Pokręcił głową, mówiąc szeptem. - Wywalą nas za deprymowanie czy bójkę? – Zabrał rękę z jego ust, nie cofając się nawet na krok, i nie odwracając w stronę zbliżających się kroków. Za to zauważył drzwi z napisem „Pokój techniczny”.- Och… Wygląda to jeszcze lepiej w tym świetle.- Zironizował, podchodząc do drzwi. Szarpiąc za klamkę… I otwierając schowek.
Powrót do góry Go down
Wilk

avatar

Liczba postów : 199
Join date : 11/01/2014
Skąd : Monachium

PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Sob Cze 14, 2014 3:23 am

Ważniejsze była ucieczka, przed gniewem wściekłego personelu. Igranie z żywym ogniem. Ktoś mógłby pomyśleć, że Wolfa ruszyło sumienie, ale ten baczył tylko w tym momencie na siebie i Seana. Chłopaka nie ciągnął za sobą bez powodu. Wilk miał podejrzenia, że chłopak go wsypie. Pewnie sam byłby oberwał za współudział, przecież ten wredny rudzielec wrzeszczał na nich obu, ale tylko Matt został wyprowadzony z równowagi, ale ileż można użerać się z osoba, do której nic kompletnie nie dociera?
Kryjówka dawała im nikłe schronienie przed oburzoną pielęgniarką, ale nietypowość miejsca dawała chwilę wytchnienia i możliwość zastanowienia się co dalej czynić. Gdyby tylko dano mu możliwość. Chciał tylko, aby jego towarzysz powstrzymał się od wydawania jakikolwiek dźwięków, aby uniknąć otwartej konfrontacji z wrogiem.
Reakcja Seana go zaskoczyła, kompletnie nie przypuszczał, że w takiej chwili zostanie mocno pchnięty na ścianę. Powodowanie większego hałasu nie było wskazane. Spojrzał mu w twarz pokazując jak teraz jest zdezorientowany.
- Znalazłbyś lepszą? - gniewnie zmarszczył czoło. Zirytowany takim postępowaniem chciał dorzucić jeszcze trzy cenne grosze, jednak znów został przyparty do ściany.
- Mógłbyś grzeczniej obchodzić się z moim ubraniem? -prychnął poprawiając, na tyle ile mógł, koszulkę. Wcale nie zależało mu na estetyce swojego wyglądu, ale towarzyszący chłopak chyba nie zdawał sobie sprawy w jakim jest położeniu i co mogło go spotkać przy Wolfie.
- Mało kogo obchodzi za co. Ważne, że kara jest.
Powód do ukarania dziecka z reguły był nieistotny, jeśli rodzic czy opiekun mieli zapędy sadystyczne, albo po prostu mieli słabe nerwy. Westchnął cicho słysząc kolejną kąśliwą uwagę ze strony chłopaka. Sam Matt powoli miał go dosyć, ale postanowił wytrwać ile to konieczne. Co bądź i tak prezentował się o wiele lepiej niz rudowłosa bestia. Zdecydowani przyjemniejszy widok dla oka.
Czujne ucho Wolfa wykryło stukanie medycznych butów. W obawie przed złapaniem, nie zwlekając wepchnął Seana do środka pomieszczenia. Przytrzymał go dla pewności aby nie runął, tym samym zdradzając ich pozycję w terenie. Po cichu przymknął drzwi i rozejrzał się. Pierwsze co mu się rzuciło w oczy to okno.
- Nie hałasuj. - spojrzał ze złośliwym uśmiechem na towarzysza, jednocześnie podchodząc do okna.
- To okno da się chyba rozmontować. - wskazał palcem na szklana przeszkodę.
- Korzystasz czy nie? - zapytał wprost, będąc cały czas czujnym.

_________________

Ba­wisz się słowa­mi. Upa­jasz się ni­mi.
Słowa­mi chcesz zastąpić nor­malne, ludzkie uczu­cia, których w to­bie nie ma
.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Nie Cze 15, 2014 9:53 am

To była dość szybka akcja. Nie jedna z tych, które Sean traktował z przymrużeniem oka, traktując jak coś znośnego i całkiem uzasadnionego, a kompletną głupotę. Gdy znalazł się w schowku, wepchnięty do niego, bo jakżeby inaczej, zdał sobie sprawę z paru rzeczy, a przede wszystkim własnego błędu. Sam dał się tutaj wciągnąć – to raz, ale w tym wszystkim… Brał czynny udział, pozwalając na tą śmieszną akcję. Przez chwilę stracił równowagę, gdy Wilk mało subtelnie, nie bacząc na porozrzucane we wnętrzu środki czystości, mocnym ruchem nakazał mu zająć miejsce pod ścianą. Odzyskał ją opierając dłonie o jakąś półkę, na którym znajdowały się ściereczki do kurzu oraz przeróżnego rodzaju chemia, z którą chłopak nie miał zbytniej styczności. Pochylając się, chciał podnieść trzonek od miotły, tej przeklętej miotły o którą się potknął, mogąc spektakularnie stracić przednie zęby. Zamiast tego albinos wepchnął się do środka, zajmując część wolnej przestrzeni, potrzebnej do tego manewru. Czarnowłosy pozostał wyprostowany, ze zmarszczonymi brwiami wpatrując się w tą drugą twarz z ostrzejszymi rysami twarzy.
- Jakoś nie wydawałeś się przejęty, tak prozaiczną rzeczą jak ubranie tego dzieciaka.- Odpyskował od razu, chyba mając trochę za złe pomiatanie niewinnym chłopcem. Może i rozwrzeszczanym, rozkapryszonym, ale dalej… Tylko chłopcem. Co nie zmieniało faktu, że mu się należało. Pokręcił głową, nie spuszczając go z oka, z pokerową miną przyglądając się kombinowaniu przy oknie.
W pierwszej chwili… Zaśmiał się cicho, słysząc propozycję. Skrzekliwie i krótko, trochę nieprzyjemnie, chociaż przynajmniej szczerze. Potem przyszła druga refleksja – to wcale nie był żart, i miejsce śmiechu zajęła kilkusekundowa cisza, mówiąca sama za siebie. Trochę zwątpienia, trochę rozbawienia, i przede wszystkim czające się między nimi jedno, niewypowiedziane zdanie. Wilk był idiotą.
- Zamierzasz wyskakiwać z pierwszego piętra, ze szpitala, rozmontowując przy tym okno? – Głupia i nieprzemyślana ucieczka przed szkolnym personelem, co samo w sobie brzmiało już jak kiepski żart, była krótko mówiąc oznaką głupoty. Uciekanie jednak z miejsca publicznego przez cholerne oko, wymykając się jak rasowy przestępca, należało zaś do czegoś, w czym Sean nie zamierzał brać udziału. I tak pluł sobie w brodę za ten nieuzasadniony bieg po oddziałach.- Pójdę zmylić pielęgniarki, wymknij się stąd chwilę po mnie.- Odpowiedział w końcu, wychodząc ze schowka.

[zt]
Powrót do góry Go down
Wilk

avatar

Liczba postów : 199
Join date : 11/01/2014
Skąd : Monachium

PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Pon Cze 16, 2014 12:15 am

- Ten bachor to inna historia. - burknął nieprzejęty uwagą. Co prawda Sean miał absolutną rację, ale Wolf dzielił ludzi swoją własną wyznaczoną miarą. Chłopiec zasłużył w mniemaniu albinosa na takie traktowanie i Matt za Chiny Ludowe nie zmieniłby zdania.
Nie miał zamiaru patyczkować z kimkolwiek, tym bardziej z tamtym szkodliwym rudzielcem czy obecnym tutaj czarnowłosym. Takie gierki to nie z nim,
- To trzeba było mu pomóc, a nie teraz biadolić. Stało się. - warknął czując, że nerwy znów mu puszczają.
W sumie lekko kręciło mu się w głowie. Jakby nie było przecież miał rozciętą skroń. Krwi nieco uciekło z rozciętych naczyń. Okno było idealną ucieczką. Demontaż był prost, znał kilka sztuczek, aby pozbyć się szklanej przeszkody. Przecież to nie byłby pierwszy raz.
- A czemu nie? Pierwsze piętro to pikuś, łatwo da się zeskoczyć nic nie łamiąc. - biła pewność siebie od niego kiedy to powiedział. Doświadczenia przecież uczą. Doszło do niego, że Sean jest niechętny genialnemu planowi. Typ, który nie brudzi nigdy rączek? Bardzo prawdopodobne. Wolf tylko pokręcił głową. Westchnął na propozycję chłopaka. Nie miał zamiaru protestować. W sumie to też pomysł, bezpieczniejszy niż zeskakiwanie, ale trudniejszy uniknięciu konfrontacji.
- Nie daj się im. - mruknął tylko na pożegnanie i już jego towarzysza nie było. Sam odczekał dłuższą chwilę i opuścił pomieszczenie. Przez korytarz spotkał zdziwionego pracownika, który chyba miał zamiar wejść do schowka. Przechodząc przez kolejne korytarze, którymi niedawno uciekał, nie zauważył nic podejrzanego. Śladu brzydala też nie stwierdził. Za to dopadł go w końcu lekarz i zszył nieszczęsną skroń. Po zabiegu Wolf od razu ulotnił się z tego cholernego szpitala.

[z/t]

_________________

Ba­wisz się słowa­mi. Upa­jasz się ni­mi.
Słowa­mi chcesz zastąpić nor­malne, ludzkie uczu­cia, których w to­bie nie ma
.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   

Powrót do góry Go down
 
Izba przyjęć
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Izba przyjęć
» Izba przyjęć
» Izba Pamięci
» Izba Pamięci
» Główna izba

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Placówki publiczne :: ∎ Szpital-
Skocz do: