IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Victoria Station

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Ava

avatar

Liczba postów : 145
Join date : 27/11/2013

PisanieTemat: Victoria Station   Sob Gru 21, 2013 1:17 pm

Główny dworzec kolejowy w Londynie, który liczy sobie 19 peronów. Można stąd dojechać do różnych części Wielkiej Brytanii, choć stacja oferuje również kursy na lotniska, kursy turystyczne oraz kursy miejskie. Wycieczkowy Orient Express zawiezie cię z Londynu przez Paryż aż do Wenecji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Victoria Station   Sro Mar 05, 2014 12:08 am

Było już grubo po północy kiedy dostał nieoczekiwany telefon. Dlaczego był tak nieoczekiwany? A dlatego, że osobą która dzwoniła była jego matka. Niby nic w tym niezwykłego, niegdyś dzwonili do siebie przynajmniej raz w tygodniu, ale od roku kontakt niemal im się urwał. Jedyne co mówiło Moranowi o tym, że jego rodzicielka jeszcze żyje, to wpływające na konto pieniądze. Oczywiście, że ona sam mógłby zadzwonić i na początku to robił, ale zdawkowe odpowiedzi i zbywanie debilnymi wymówkami szybko go zniechęciły. Nie chce, to nie. On się nie będzie naprzykrzał. Może to i dobrze, dzięki temu mógł skupić się tylko na sobie, tak jak zwykle. Wobec tego nic dziwnego, że był zdziwiony, gdy w słuchawce usłyszał jej głos, a już zupełnie szczęka opadła mu do ziemi, kiedy poprosiła go o pomoc.
Na początku aż się w nim zagotowało, ale potem, kiedy pierwsza fala złości przeszła nie potrafił jej odmówić... Nawet pomimo tego, że było już cholernie późno, był piątek wieczór i zamiast wracać do Birmingham by niańczyć uszkodzoną przez własną głupotę matkę, wolał się gdzieś zabawić. Cóż, więzy krwi wygrały, choć z trudem. Moran okutał się w płaszcz, zawiązał na szyi szalik, spakował pierdoły do podręcznej torby i potruchtał na stację, ale... tak, tak, tak. Dokładnie. Miał pecha. Najbliższy pociąg w tamtym kierunku jechał dopiero o szóstej, a ostatni odjechał niecałe pół godziny temu. Pieprzony świat. Jak tak to łupią te pociągi przez całą noc, ale żeby się jakiś przydał... Zacisnął zęby kuląc się z zimna. Stał jak pinda przed wejściem na dworzec i kombinował. Co tu zrobić? Niby mógł pojechać jutro z samego rana, ale to "jak możesz najszybciej, kochanie" wymówione zbolałym głosem, tkwiło mu w pamięci i powtarzało się jak zdarta płyta. Ble. Miał wrażenie, że jest stanowczo za dobry.
W końcu narodził się pewien pomysł jak dostać się do rodzinnego domu, ale nie był pewny czy wypali. Była wszak godzina późna, a osoba z samochodem, którą dobrze znał i która mogła mu pomóc była raczej niepewna, głownie dlatego, że Moran nigdy wcześniej nie prosił o taką przysługę. Zawsze jednak można było spróbować. Blondyn coś tam kojarzył, że Blaise ma zwykle nocne zmiany w pracy i być może dzisiaj także ma, ale co tam! Raz się żyje, najwyżej dostanie zjebę. Też nic nowego.
Zmarzniętymi palcami wybrał numer i przyłożył telefon do ucha, a gdy usłyszał znajomy głos wyszczerzył się odruchowo. W skrócie nakreślił swój jakże straszy problem i jaki to on nie jest biedny i jak bardzo nie potrzebuje pomocy. Oczywiście wiedząc, że nie ma nic za darmo, obiecał wygrzebać coś ze swojej piwniczki pełnej nalewek w podziękowaniu i w nagrodę za nie bycie dupkiem i nie zostawanie kumpli w potrzebie. Powiedział też gdzie się znajduje, a nawet grzecznie podziękował! Potem schował telefon, wcisnął dłonie w kieszenie płaszcza, a brodę wsunął w sploty długiego szalika. Świetnie, przynajmniej wiedział, że w przyszłości będzie mógł zamarudzić o jakąś podwózkę. Cóż, teraz trzeba było tylko czekać.
Powrót do góry Go down
Blaise Rooth

avatar

Liczba postów : 122
Join date : 17/02/2014

PisanieTemat: Re: Victoria Station   Sro Mar 05, 2014 8:08 pm

Do mieszkania jak zwykle wrócił wyjebany lepiej niż dziwka po trzech zamianach pod rząd. Padał na twarz, mordę i ryj jednocześnie; od dobrych trzydziestu minut marzył jedynie o łóżku (a to zdarzało się naprawdę rzadko. Zwykle jego umysł zajęty był seksem w każdej możliwej kombinacji, na każdej możliwej płaszczyźnie), ewentualnie jakimś ekspresowo szybkim śniadaniu, tak żeby nie zasnąć w trakcie jedzenia. Żołądek skręcał mu się w chińską ósemkę – osiem godzin o paczce fajek to jednak trochę mało jak na faceta w jego wieku i o jego aparycji.
Kiedy w końcu przekroczył próg mieszkania, nawet nie spojrzał w stronę kuchni. Od razu skierował się do łazienki – nie było mowy o pójściu spać bez uprzedniego zmycia z siebie syfu nocnej zmiany – a po szybkim prysznicu padł na łóżko jak zabity. Nie kłopotał się nawet szukaniem jakiejś randomowej piżamy; był w końcu u siebie, a kto bogatemu zabroni kimać nago we własnym domu?
Ledwo jednak przytulił twarz do poduszki, leżący Bóg wie gdzie telefon przypomniał mu o swoim istnieniu. Zignorował go na początku. Nie było głupich, każdy normalny wiedział, że żeby żyć z nim w zgodzie, nie należy naprzykrzać się przed dwunastą. Przekonany, że ten pomiot szatana zaraz się zamknie, naciągnął na siebie kołdrę. To cholerstwo jednak jak na złość niewinnemu wciąż darło się w niebogłosy i najwyraźniej wcale nie miało zamiaru cichnąć.
Wyklinając pod nosem samobójcę, który dzwonił do niego o tak nieludzkiej godzinie, wygramolił się z łóżka. Po przywaleniu małym palcem u nogi w kant komody w końcu udało mu się odnaleźć telefon.
- Czego? – zapytał jak zawsze uprzejmie.
Nawet nie spojrzał na wyświetlacz przed odebraniem; gdy usłyszał wesoły głos Morana, wyraz twarzy nieco mu złagodniał.
Nie omieszkał oczywiście powiedzieć blondynowi, jakie ma zdanie na ten i inny temat. Co prawda szczerze wątpił, by chłopak wziął sobie do serca cokolwiek z całego tego monologu, ale dla własnego spokoju musiał mu wygarnąć. Ostatecznie jednak markotnie zgodził się mu pomóc.
Ubrał się sprawnie w to, co akurat mu się nawinęło, na wierzch zarzucił puchową, czerwoną kamizelkę (z kapturkiem obszytym futerkiem, żeby nikt przypadkiem nie pomyślał, że jest mega męski) i, rzecz jasna mrucząc niewybredne inwektywy pod adresem tego bezdusznego smarkacza, wyszedł z mieszkania.
Dojechanie na dworzec nie zabrało mu specjalnie dużo czasu; o tej porze ulice były niemal puste, bo wszyscy normalni wygrzewali się na miękkich materacach i śnili o chujach, mujach, dzikich wężach. Tylko on jeden jak pojebany zapierdalał na dworzec główny…
Zatrzymał się przed budynkiem i wysiadł z auta. Na całe szczęście blondyn nie szwendał się nigdzie i czekał na niego grzecznie. Szlag by go przecież trafił, gdyby musiał szukać tego inteligenta.
- Zemszczę się kiedyś – bąknął na wstępie, zatrzymując się koło niego i wsuwając dłonie w kieszenie kamizelki. – Jedziemy?

_________________
rilejszynszip     ■     don't call me maybe     ■     aj kejm from
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Victoria Station   Sro Mar 05, 2014 10:37 pm

Moran przebierał nogami i nerwowo zerkał na wyświetlacz telefonu sprawdzając godzinę. Czas dłużył mu się niemiłosiernie. Patrzy, jest pierwsza. Patrzy za pół godziny, jest pięć po. Szlag by. Postanowił skupić się więc na utrzymywaniu ciepła, bo zimno i nuda strasznie dawały mu się we znaki. Trzeba było jednak założyć cieplejszy sweter, ale cóż, rychło w czas. Nienawidził bierności, czekania, kolejek... niestety teraz nie miał innego wyjścia. Powiedział, że będzie czekał przed stacją, więc wypadało stać i czekać, a nie włóczyć się po peronach. Bo w sumie już sobie wyobrażał wkurw Blaisea, gdyby nie zastał go w umówionym miejscu. Moranowi przyszło nawet do głowy, czy by po złośliwości gdzieś się nie schować, żeby zobaczyć tego wkurwa, ale chyba był dzisiaj trochę za bardzo podekscytowany całą wyprawą, żeby skupić się na głupich żartach.
Dostrzegając znajomy wóz, który zatrzymał się kilka kroków od miejsca do którego przymarzł, odruchowo zaczął suszyć zęby, choć nawet nie było tego widać spod szalika. Dopiero kiedy mężczyzna wysiadł utwierdzając blondyna swoim charakterystycznym do połowy wygolonym łbem, że to rzeczywiście on, chłopak zsunął szalik odsłaniając swój wielce pozytywny wyszczerz. Jakby właśnie nie ściągnął kumpla z łóżka w środku nocy i jakby nie odstał od niego zjebów przez telefon.
- Ale żadnego mszczenia się! Zobaczysz, twoja dobroć do ciebie wróci w formie hektolitrów boskich trunków, więc nie narzekaj. - Odparł tym swoim niefrasobliwym tonem chwytając rączkę torby, którą postawił sobie wcześniej na ziemi między nogami.
- Pakuj mnie do tego swojego cudeńka, bo przemarzłem na kość. - Poskarżył się i bez pytania, zaproszenia czy czegokolwiek innego skierował kroki do samochodu, a po chwili wrzucił swoją torbę na tylne siedzenie, samemu pakując się na miejsce pasażera z przodu. Ciepełko!
Powrót do góry Go down
Blaise Rooth

avatar

Liczba postów : 122
Join date : 17/02/2014

PisanieTemat: Re: Victoria Station   Sob Mar 08, 2014 8:28 pm

- Zatłukę go kiedyś, słowo daję – mruknął pod nosem, zaciskając schowane w kieszeniach dłonie w pięści.
Nawet nie miał zamiaru mu pomagać z bagażem – od razu wrócił za kierownicę. Bozia nie poskąpiła przecież blondynowi rączek; a że obie były lewe… Cóż, mówi się trudno. To auto było tak wytrzymałe, że nawet gdyby Moran chciał, nie byłby w stanie uszkodzić go przy głupim pakowaniu walizki na tylne siedzenie.
Gdy chłopak wsiadł do samochodu, Rooth zawrócił na chodniku – z którego chwilę wcześniej zrobił mało legalny parking – i wyjechał na ulicę. O  tej porze na szczęście nie było ruchu; istniały bardzo duże szanse, że dotrą nie miejsce w czasie krótszym, niż ustawa przewidywała. Zwłaszcza biorąc pod uwagę zamiłowanie Blaise’a do szybkiej jazdy.
Nieco podkręcił ogrzewanie i ustawił nawiew tak, by większość ciepłego powietrza owiewała Morana. Sam chętnie by to cholerstwo wyłączył, bo im cieplej się robiło, tym wizja miękkiego łóżeczka stawała się wyraźniejsza, aczkolwiek nie chciał, by mu ta maruda zamarzła. Zaraz by się przecież zaczęło jojczenie nad uchem, że zimno, że Antarktyda, że on serca nie ma… Jeszcze by się przeziębił i potem miesiącami by mu wypominał.
- To co się stało tej twojej matce? – zapytał, spoglądając na niego kątem oka. – Powiedziała dokładnie, o co chodzi czy tylko kazała ci przyjechać natychmiast? Nie chciałbym być niemiły – aż uśmiechnął się pod nosem - ale to trochę chujowe zagranie. Żaden normalny rodzić nie wyrywa dziecka z łóżka o tej porze…
Bardzo starał się zrozumieć tę kobietę, ale niestety wykraczało to poza jego zdolności. Gdyby jeszcze utrzymywała z Moranem jakiś w miarę normalny kontakt, to okej, może i byłoby to na miejscu. Ale tak? Przecież wysyłała mu jedynie pieniądze na utrzymanie, może jakąś byle kartkę  na urodziny (czego Blaise wcale nie był pewien). Doprawdy, nie rozumiał tego. I, prawdę powiedziawszy, chyba nawet bardzo go to cieszyło…

_________________
rilejszynszip     ■     don't call me maybe     ■     aj kejm from
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Victoria Station   Sob Mar 08, 2014 9:02 pm

Moranisko wesoło rozparło się na przednim siedzeniu, witając swojego szofera szerokim wyszczerzem białych kłów. Gdy ruszyli wgapiał się w niego jak cielę w malowane wrota przywołując swój przymilny uśmiech, tylko po to by udobruchać jego naburmuszenie. Był tego wgapiania jeszcze jeden dość zabawny aspekt. Moran uwielbiał facetów za kółkiem. Miał do tego jakąś niezdrową słabość, patrząc na ułożenie ciała, skupione spojrzenie i... chyba trochę kręciło go to, ze w praktyce, jakby chciał się nad tym po zastanawiać, jego życie było w rękach takiego o to wygolonego do połowy rudzielca. Poza tym, gdy tylko zobaczył ten znajomy pysk od razu humor mu się poprawił, pomimo chłodu, późnej godziny i niechęci powrotu do domu. Przecież z Blaisem nie może się nudzić, nie?
Czując powiew ciepłego powietrza, rozpiął płaszcz i ściągnął z szyi szalik rzucając go niedbale za siebie w okolice swojego bagażu.
- Moja matka przestała być normalna po rozwodzie - odparł swobodnie, jakby mówił o pogodzie, a nie problemach swojego dzieciństwa. Nie przestawał też gapić się na profil mężczyzny. - Podobno złamała prawą rękę w dwóch miejscach i teraz nie radzi sobie ze zwykłymi, codziennymi czynnościami. Jakieś trzy godziny temu wróciła ze szpitala. W sumie nie mam pojęcia jak długo ona chce żebym ja tam siedział, ale dłużej niż weekend, nie mam zamiaru.
Taka prawda. Matuńka grubo się myliła sądząc, że syneczek będzie zarywał szkołę po to żeby wytrzeć jej nos. Co prawda Moranowi zdarzało się ją zarywać z zupełnie mniej światłych powodów, ale tamte były przynajmniej przyjemne. Wystawił zmarznięte ręce pod ciepły nawiew i kontynuował swobodną paplaninę.
- Wiesz, wkurwia mnie to. Bo tak, to się słowem nie odezwie, ale jak się jej krzywda dzieje, to "oj ratuj kochanie, ratuj." No debilizm. Jestem dla niej za miękki. - Naburmuszył się wyraźnie. - Ty wiesz, że jak mnie samochód pieprznął to ona nawet nie raczyła przyjechać do szpitala?
Ponure myśli z tamtego okresu nawiedziły go niechcianą falą wspomnień i aż się wzdrygnął. Naprawdę był za dobry. Czemu ona znów wywoływała w nim uczucia, których nie chciał w sobie wywoływać? Czemu chciała by znów był tym ciepłym kluchem? I czemu do cholery pędził do niej na złamanie karku po jednym telefonie i płaczliwym tonie?
- Ty wiesz co? - Poderwał się nagle, chwytając mężczyznę za przedramię. - Zawracaj. Chuj z nią. Jedziemy do mnie. Albo do ciebie, niech se sama radzi. Co ja jestem organizacja charytatywna?
Jeb! i dobry humor poszedł się gonić. Moran się zaperzył, naburmuszył aż mu policzki poczerwieniały. Błyszczące niebieskie ślepia utkwił w drodze przed sobą na chwilę zapominając, że siedzi obok niego kierowca - ciacho i że... jeszcze chwile temu ściągnął go z łóżka, żeby robił mu za taksówkę. Ale oto cały Moran, nieprzewidywalny i impulsywny choleryk.
Powrót do góry Go down
Blaise Rooth

avatar

Liczba postów : 122
Join date : 17/02/2014

PisanieTemat: Re: Victoria Station   Sob Mar 08, 2014 9:47 pm

Prychnął z rozbawieniem pod nosem. Moran miał niezaprzeczalnie najzajebistszą matkę na ziemi. Blaise aż miał ochotę wystrugać jej medal z ziemniaka… Och, no tak, przecież obiecał sobie, że nie będzie cyniczny.
W jego głowie zaraz zrodziło się cholernie ważne pytanie: kto, do chuja pana, pozwalał takim ludziom zostać rodzicami? Przydałoby się jednemu z drugim przywalić w ryło krzesłem, żeby się następnym razem porządnie nad tematem zastanowili, bo jak tak dalej pójdzie, to Polski rząd będzie miał konkurencję w rankingu „gówno wszech czasów”. To już nawet jego ojciec był lepszy z tą swoją chrystianizacją.
W sprawie Moranowego jestestwa pod postacią ciepłej kluchy z pewnością by nie oponował. Oj, to musiałoby być niemożliwe słodkie połączenie. Ten nierozgarnięty blondyn plus urocza rozlazłość? Aż uśmiechnął się pod nosem, wyobraziwszy sobie taki obrazek. Kątem oka spojrzał na wkręconego w szaloną opowieść swojego życia Quert’a; no do schrupania!
Wrzucając wyższy bieg, przyspieszył na pustej prostej. Jego wzrok na kilka sekund zawisł na widniejącym na desce rozdzielczej zegarku.
Boże, kurwa – w poddańczym geście przetarł twarz dłonią, a potem niedbale odgarnął opadające mu na czoło krwistoczerwone kosmyki.
Zerknął na blondyna, a widząc, że tan nagle stracił dobry humor, zmarszczył brwi z dezaprobatą. Już miał się odezwać (i wyjątkowo nie miał to być tekst pokroju „chuja w mordę na poprawę samopoczucia?”, a jakieś zupełnie nie pasujące do niego pocieszenie – był albo zbyt zmęczony, albo… Cholera wiedziała, co właściwie nim kierowało, kiedy w pobliżu pojawiał się ten uroczy, niebieskooki dzieciak i cholera raczyła się tymi wiadomościami nie dzielić, bo mogłoby się to bardzo źle skończyć), ale chłopak niespodziewanie złapał go za przedramię.
Z zaskoczeniem przyjął tę nagłą zmianę zdania. Blondyn był bardziej nieprzewidywalny niż kobieta w ostatnim trymestrze; kiedy Blasie był niemal stuprocentowo pewien, co się zaraz wydarzy, Moran bez zapowiedzi zmieniał cały scenariusz (w 80% przypadków zostawiając Rootha z zajebistą erekcją). Może dlatego wciąż się z nim zadawał; nie lubił przewidywalnych ludzi. Nudzili go, a nuda była jedną z tych rzeczy, których czerwonowłosy nie potrafił zdzierżyć.
Wziął głęboki oddech, mocno zaciskając dłonie na kierownicy.
Tylko spokojnie, stary – mruknął do siebie, zaraz spoglądając na naburmuszonego Querta. Nie mógł go przecież zamordować w rozpędzonym samochodzie. Nie daj boru zielony i jemu by się udzieliło, a tak przystojnego skurczybyka byłoby szkoda.
- Jak Boga kocham, pizdnę ci zaraz – powiedział poważnie. – Nie po to zrywałem się z łóżka o jebanej piątej rano, żebyś mi teraz powiedział, że właściwie masz to wszystko w dupie. Jedziemy do twojej matki. Możemy wrócić nawet tego samego dnia, ale dopiero jak się wyśpię, jasne?

_________________
rilejszynszip     ■     don't call me maybe     ■     aj kejm from
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Victoria Station   Sob Mar 08, 2014 10:21 pm

Gdyby tylko Moraniasty wiedział, że Blaise chce zrobić z niego kluchę i że myśli o nim jako nierozgarniętym(?!) to najprędzej wyrwałby mu te rude kłaki i rozrzucił radośnie jak dziewica kwiatki. Na szczęście nie miał pojęcia o jakże sympatycznych myślach swojego kolegi, więc nadal siedział naburmuszony niczym dziecko. Nawet założył ręce na piersi odcinając się niewerbalnie od całego świata. Odechciało mu się wojaży, chociaż... czując jak prędkość wbija go w fotel, leciutko się uśmiechnął, ale tak tyci tyci, że i tak by Blaise nie zauważył w tym półmroku zimowego poranka.
W ciszy jaka zapadła nie trudno było usłyszeć mrukliwy głos mężczyzny. Blondyn rzucił mu spojrzenie spod jasnych rzęs, ale nie powiedział ani słowa. Oho. Jak Moran zaczyna milczeć, to znaczy, ze jest naprawdę w kiepskim nastroju. Wywrócił oczami na groźbę i westchnął obracając się niemal przodem do kierowcy.
- Ale nooo... - zaczął jękliwie, ale zaraz zatrzasnął paszczę z cichym kłapnięciem. No miał rudy skubaniec rację. Moran wyciągnął go, zamarudził, a teraz jak już siedział w cieple, to się z lenistwa i niechęci wycofywał. Prawda, że zwykle bywał niewdzięczny. Bywał też złośliwy, życzeniowy, a nawet agresywny, ale... nie dzisiaj. Dzisiaj dobijała go własna niekompetencja jeśli chodziło o sprawę matki. Pewnie, mógłby to wszystko olać i właśnie to chciał teraz zrobić, ale Blaise mu nie pozwolił... Pozostawało więc przynajmniej się naburmuszyć. No bo przecież nie wyskoczy z pędzącego samochodu, nie?
Jak tak siedział wyprostowany niczym struna, tak nagle zwiotczał, oparł głowę o zagłówek i westchnął głęboko. Zamknął oczy. Taki spokojny, bez wyszczerzu, wyglądał zdecydowanie sympatyczniej i bardziej naturalnie.
- To jest nie fair. - Wymamrotał - Nie powinienem tam jechać, może wtedy czegoś by się nauczyła. Że, no wiesz... - Otworzył oczy przez chwile patrząc na znajomy profil. - ...że ja też mam jakieś woje uczucia, czy coś tam.
A to już było dziwne, bo Moran o uczuciach nie mówił nigdy i biedny Blaise się chyba niechcący napatoczył w chwili kiedy ten zwykle roztrzepany blondyn miał małe osłabienie. Pech. Moranowi i tak była wsio rybka. Skoro już musiał tam jechać, to mógł chociaż wyrazić swoją dezaprobatę. A że jakoś nie miał siły się rzucać, to paplał coś tam pod nosem, niemal jak zbity szczeniak. I nie, naprawdę nie robił tego specjalnie. Słowo!
Powrót do góry Go down
Blaise Rooth

avatar

Liczba postów : 122
Join date : 17/02/2014

PisanieTemat: Re: Victoria Station   Sob Mar 08, 2014 10:44 pm

Och, jasne! Moran bawił się w pokonanego, że niby to on tu jest stroną cierpiącą, a Blaise miał mieć wyrzuty sumienia, tak? O nie, nie było głupich. On się tak dawał nie będzie! Jeszcze im wszystkim pokaże, że z nim tak sobie pogrywać nie można. Był zmęczony i głodny i nie miał zamiaru jeździć jak kretyn w tę i z powrotem.
Oczywiście zaraz mu ta bojowość dała w pysk i, odwróciwszy się napięcie, pomaszerowała w stronę zachodzącego słońca. Fakt faktem, najpierw biadolił wraz z blondynem na jego niewdzięczną rodzicielkę, a teraz sam kazał mu do niej jechać. Matko Ziemio, ojcze Hadesie, cóż to się działo na tym złym świecie? Hipokryzja pełną gębą i kopem w brzuch na dzień dobry.
- Jeśli nie chcesz tam jechać… – zaczął, a na głowę sypnęła mu się wiązanka łaciny (niewybrednej, gwoli ścisłości, i to jeszcze pod jego adresem. Ale kto by się tam przejmował). – Nie będę cię przecież zmuszał do wizyty u matki. Jak chcesz, to zawrócę. Ale uważam, że powinieneś jej wprost powiedzieć, że nie będziesz na każde jej zawołanie. Nie ma prawa oczekiwać, że za każdym razem, gdy tylko zadzwoni, będziesz do niej leciał na złamanie karku, podczas gdy sama traktuje cię jak… - z łaski swojej zamknął się w porę, żeby przypadkiem nie dobić leżącego. Sam Quert chyba najlepiej wiedział, jakie podejście miała do niego kochana mamusia.
Chyba zaczynał wątpić w siebie. Gdzie podział się ten egoistyczny drań, co to altruizm ma za zupę z Azji? Pokręcił głową z niedowierzaniem, na chwilę unosząc oczy ku górze. Jego czas na tym łez padole chyba naprawdę dobiegał końca; zmarniała dusza najwyraźniej postanowiła nie dogorywać w nędzy. Zachciało jej się rumakowania i takie tego były efekty: Rooth robił z siebie obrońcę uciśnionych. Wychodziła z niego Ciocia-dobra-rada przy ludziach, czar pryskał, dwa plus dwa to nie pięć - skończyła się era samolubnego dupojebcy. Trzeba było pożegnać się ze skurwysyństwem i na starość zadbać o wizerunek.
- To jak? – zapytał, zwalniając nieco i znów spoglądając na swojego pasażera.

_________________
rilejszynszip     ■     don't call me maybe     ■     aj kejm from
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Victoria Station   Sob Mar 08, 2014 11:11 pm

Tym razem to Moran trochę się zdziwił. Zmrużył oczy patrząc na swojego kompana z przesadną podejrzliwością. To co słyszał mu się we łbie nie mieściło. Skąd tyle wyrozumiałości? Od Blaisea?! Niemożliwe. Knuł coś, na bank coś tu śmierdziało.
- Kim jesteś i co zrobiłeś z tym starym skurczybykiem? - Mruknął, na powrót susząc zęby. Nie zmienił jednak pozycji. Nadal siedział oparty ramieniem o oparcie fotela ze ślepiami wlepionymi w kierowcę. Nie spodziewał się takiego podejścia po tym konkretnym człowieku. Nie żeby znali się jakoś strasznie dobrze, ale jednak na tyle, by Moran kojarzył go jako raczej mało wyrozumiałego. Taaak, czasem uwielbiał go wkurzać.
- Starzejesz się. Miękniesz jak rozgotowany makaroooon. - Tknął go w bok palcem - Ale żeby było śmieszniej, jedźmy do Birmingham. Niech się nie marnuje ten twój czas. Poza tym, moja stara całkiem nieźle gotuje i powinna mieć jeszcze moje wino malinowe... Tylko... - Jebnął się dłonią w czoło, aż poszedł huk. - Ze złamaną ręką to ona raczej nie będzie gotować. Chujnia, bo ja też nie umiem...
Poprawił się na siedzeniu, a uznając, że zaczyna się robić za ciepło, począł wyłuskiwać się z płaszcza. Robił to strasznie nieporadnie, a przy tym paplał dalej, coraz bardziej się rozweselając... Naprawdę jednak, powodem powrotu do poprzedniego nastroju były słowa Blaisea. Bo jak ktoś zaczynał uderzać w takim tonie, Moran zaczynał się trochę gubić i zdawał sobie sprawę, ze za bardzo się odsłonił. Nie, nie. Nie chciał by postrzegano go jako rozmemłaną kluskę przejmującą się taką pierdołą jak egoistyczna matka.
- Dziwnie tak będzie po tylu latach znów spać we własnym łóżku. Od rozpoczęcia szkoły nie byłem w domu. - rzucił płaszcz na tylne siedzenie i ogólnie strasznie się na nim wiercił. Chyba wychodziło jego ADHD - Byłeś kiedyś w Birmingham?
W końcu zapiął pasy usadawiając się wygodniej i znów wlepił spojrzenie chabrowych oczu w prowadzącego mężczyznę. Były i dobre strony tej wycieczki, jak na przykład te szerokie bary, albo wielkie dłonie, albo całkiem niczego sobie profil... Gapił się, ale to dlatego, że rzadko miał okazję jeździć z Blaisem gdziekolwiek. Jego wizerunek w aucie był zdecydowanie korzystny, albo Moranowi chcica zaczęła naciskać na mózg.
Powrót do góry Go down
Blaise Rooth

avatar

Liczba postów : 122
Join date : 17/02/2014

PisanieTemat: Re: Victoria Station   Wto Mar 11, 2014 4:17 pm

Oho, coś tąpnęło i przywiało opary z Czarnobyla. Blaise w momencie pożałował swoich słów; spójrzmy prawdzie w oczy: nie nadawał się na sentymentalnego doradcę w kwestii życiowych katastrof. Chuj go niby obchodziło szczęście innych? Jego własne było bezapelacyjnie najważniejsze i to na nim powinien się skupić, a słowa blondyna jedynie go w tym przekonaniu utwierdziły. Raz chciał dobrze, a jak zawsze wychodził przy tym na minus. Kurwa.
- To się lepiej naucz, zanim dojedziemy do Birmingham – mruknął ostrzegawczo. Był głodny jak diabli i nie miał zamiaru zadowalać się byle kanapką. Zwłaszcza po tym, jak go Quert wyciągnął z łóżka. Za takie poświęcenie trzeba było słono zapłacić, koniec, kropka.
Całe szczęście był już nie raz w tej dziurze; nie, żeby coś. Każdą miejscowość nazywał dziurą (znalazł się snob ze stolicy, psia jego mać). Nawigacją niestety nie dysponował, a Morana w roli przewodnika wolał sobie nie wyobrażać. Poza tym nawet jego wyobraźnia miała swoje granice…
- Byłem – kiwnął lekko głową, spoglądając na niego kątem oka. – Właściwie dlaczego nie uczysz się tam? Co takiego jest w Londynie, że postanowiłeś wyjechać?
Zawsze zastanawiało go, dlaczego tyle dzieciaków pchało się do londyńskich liceów. Że niby poziom lepszy, że wieś większa? Okej, może było tu kilka piaskownic więcej, ale były zdecydowanie bardziej zasyfione. Poza tym ludzie byli nie do zniesienia – pieprzone złamasy z zaburzonym systemem wartości.
Cóż, on świetnie wpasowywał się w klimat Londynu. Nigdy mu nawet przez myśl nie przeszło, by się stąd wynosić. Nawet na studia zostałby w tej zapchaj dziurze, choćby mu mieli dopłacić za Harwardy czy inne Browny. Dobrze mu było na miejscu; miał gdzie spać, czym wozić leniwy tyłek, od biedy jakiś dobry obiad wpadł i całkiem zadowalając numerek się trafiał.
Mimo że pizgało jak na Syberii, uchylił lekko okno. Nałóg nie Jezus, nie znał litości. Jak się o swoje dopominał, Rooth był bezradny. Z kieszeni kamizelki wyciągnął paczkę fajek i zaraz wymanewrował jedną z opakowania, to z kolei odkładając na chybił trafił przed drążek zmiany biegów, by następnym razem nie musieć męczyć się z zapiętą kieszenią (a przy okazji żeby i Moran mógł się poczęstować). Odpalił fajkę i dla wygody chwycił ją lewą ręką; swoje zasady miał i we własnym aucie nie syfił.

_________________
rilejszynszip     ■     don't call me maybe     ■     aj kejm from
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Victoria Station   Wto Mar 11, 2014 10:45 pm

Wiecie, to nie tak, że Moran był pozbawiony empatii. Nie, nie. Moran był cholernie empatyczny, tylko zwykle zlewał jej podszepty, a raczej zaczął je zlewać po kilku mało przyjemnych chwilach w swoim nie długim jeszcze życiu. Po prostu przestała mu być potrzebna, skoro nie martwił się o nikogo więcej prócz siebie. I niestety nie był to tylko jego problem. Mógł śmiało konkurować z Blaise'm w sztuce olewania ludzi i dbania tylko o własne interesy. Był w tym cholernie dobry, ale czy naprawdę było się czym chwalić?
- Powiało chłodem... - Mruknął mrużąc błękitne oczęta. Moranowa dewiza w postaci wrednego uśmiechu pojawiła się jak na zawołanie. Przeczucie zaś podpowiedziało cichutko "A żeś zjebał! Teraz nici z podwózek" Chłopak milczał jeszcze chwilę po przebrzmieniu pytania, obserwując jak Blaise sięga po papierosa. Sam nie palił, więc nie miał najmniejszego zamiaru sięgać kierowcy do paczki. Przeczucie tknęło raz jeszcze, ale tym razem pod trochę innym kątem aż zmarszczył brwi. Okulary w zestawieniu z powstałą nagle poważną miną bezsprzecznie robiły z Morana wykształciucha. Co ważniejsze ów wykształciuch kompletnie zignorował pytanie swojego towarzysza, no przynajmniej na pozór.
- A coś się tak rozdął jak stara puszka konserw, co? Na żartach się nie znasz? - Odezwał się lekkim tonem, ale gdzieś na granicy zamiast typowego wrednego rozbawienia czaiło się coś dziwnego. Zainteresowanie? Obawa? Może przestraszył się, że naprawdę zostanie zmuszony do gotowania?
- Doceniam troskę, naprawdę, żeby nie było że jestem niewdzięczny, bo nie jestem. - Wywrócił ślepiami zdając się trochę irytować, jednak po chwili z jego niewyparzonego pyska padły kolejne słowa okraszone spora porcją nieskładnej gestykulacji, tym samym skutecznie niszcząc poprzednie wrażenie.
- Pojadę tam i zrobię jak mówisz. Wygarnę jej wszystko, a jakby się rzucała ty złamiesz jej drugą rękę i w nogi! A Londyn to wymysł matki, tak jak i prawo. Ja tam zawsze chciałem prowadzić browar. Właściwie to chciała, żebym był lekarzem, ale po moim trupie.
No i wrócił Moranowy wyszczerz. Wzruszył ramionami z typową dla siebie niefrasobliwością i w końcu odwrócił spojrzenie od mężczyzny patrząc na niemal pustą drogę przed maską samochodu. W myślach zaczął kreować sobie prawdopodobny przebieg całej tej wyprawy i choć zaczął od tych najmniej przyjemnych aspektów jak faktyczna rozmowa z matką, to wykształcił sobie także wyobrażenie szlajanie się po starych śmieciach, co zachęciło go do nieoczekiwanej wycieczki.
Powrót do góry Go down
Blaise Rooth

avatar

Liczba postów : 122
Join date : 17/02/2014

PisanieTemat: Re: Victoria Station   Pią Mar 14, 2014 9:23 pm

Przez chwilę zerkał na niego z nieodgadnioną miną. Moran stanowił dla niego zagadkę. Albo więcej: wór pieprzonych zagadek, pełen niczym mikołajowy tobół z prezentami dla bachorów tego świata. Jedyną różnicą było to, że ostatecznie dzieci prezenty dostawały (bez względu na to, czy skubance na nie zasłużyły czy nie), a Rooth mógł się obejść smakiem. Nie miał pojęcia, jak mógłby do blondyna dotrzeć. Już prędzej przedarłby się przez amazońską puszczę w samych seksownych bokserkach, unikając choćby zadrapania.
Pokręcił głową z rozbawieniem, śmiejąc się pod nosem.
- Nie potrafię pojąć twojego toku rozumowania. Właściwie całego ciebie nie potrafię ogarnąć.
Zaciągnął się po raz ostatni i wyrzucił niedopałek za okno. To zamknął jednak dopiero po chwili, chcąc, by choć trochę się wywietrzyło. W końcu palenie to jedno, a przesiadywanie w smrodzie to drugie.
Przez chwilę majstrował przy radiu, by ustawić odpowiedni kanał. Dopiero wtedy pogłośnił nieznacznie, tak by Afraid zespołu The Neighbourhood nie przeszkadzało im w rozmowie.
- Nic nikomu nie będę łamał – zastrzegł, starając się zmarszczonymi brwiami odwrócić uwagę od dźwięczącej w jego głosie rozbawionej nuty. – Zwłaszcza niepełnosprawnym kobietom. Jestem brutalnym, ale mam jakieś tam zasady. Aczkolwiek w ucieczce chętnie ci pomogę; wywiozę cię w jakieś ciemne ostępy i zrobię z ciebie chłopczyka do bicia. Będę cię do końca życia gwałcił przynajmniej raz dziennie i nikt się o tym nie dowie. Później tylko znajdą twój rozjechany tyłek w jakimś drewnianym domku na końcu świata, kiedy obaj już wyzioniemy ducha.
Posłał mu uśmiech godny psychopatycznego mordercy-pederasty. Czasem się zastanawiał, po kim odziedziczył tak dzikie poczucie humoru. Finalnie zawsze stawał przed bilbordem głoszącym wszem i wobec, że jego rodzicie byli pojebani i że ma cholernie szczęście, że żadnego z nich nie zna. Z drugiej jednak strony zaczynało mu się robić żal ojca-wikarego; że też przyszło mu wychowywać tak skrzywionego dzieciaka...
- I to jest obietnica, nie groźba – dodał, nim blondyn zdążył zareagować.

_________________
rilejszynszip     ■     don't call me maybe     ■     aj kejm from


Ostatnio zmieniony przez Blaise Rooth dnia Pią Mar 14, 2014 10:14 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Victoria Station   Pią Mar 14, 2014 10:10 pm

A Moran zerkał na niego i kiedy już miał go po raz kolejny zacząć tykać w bok, mężczyzna w końcu się odezwał. Oho... blondasowi zrobiło się trochę nieswojo, ale tylko przez chwilę. Potem po prostu przełożył to na swój język i odebrał jako pokręcony komplement.
- Nie próbuj, jeszcze utoniesz w odmętach mojej pokręconej osobowości. - roześmiał się radośnie zakładając ręce za głowę. Ta nieswojość postanowiła jednak uwić sobie gniazdko w podświadomości i wierciła dziurę w brzuchu. Coś jak... niestrawność, albo... głód?
- Chyba też się głodny robię... - Pomasował sobie ręką żołądek chcąc pozbyć się dziwacznego uczucia, ale ono się przyczepiło. Oczywiście, że nie nazwie go po imieniu nawet przed sobą. Żadne motylki, a zwyczajnie wszamałby coś dobrego, o!
Siedział sobie spokojnie wsłuchując się w muzykę płynącą z radia dopóki nie padły kolejne słowa, które tym razem wywołały przyjemny dreszczyk ekscytacji. Moran po prostu uwielbiał takie droczenie się i nie przejdzie obok tego obojętnie, oj nie. Przysłowiowe motylki czmychnęły gdzieś. Chłopak był w swoim żywiole.
I tak duże chabrowe oczy rozszerzyły się, choć na pewno nie w wyrazie zaniepokojeni. Jego ślepia błyszczały w półmroku chorą fascynacją. Patrząc na mężczyznę lubieżnie oblizał górną wargę, a potem przygryzł na chwilę dolną. Gest zdecydowanie przerysowany, ale w połączeniu z bezczelnym spojrzeniem i szelmowskim uśmiechem robiło całkiem niezłe wrażenie. To oczywiste, ze się nie bał, a już tym bardziej nie speszył. Był człowiekiem u którego strasznie trudno o rumieńce wstydu. Świadomie prowokował ciekaw do czego Blaise się posunie... Mimo wszystko jednak nie podejrzewał go o bycie psychopatą.
- Taaak... mów mi tak jeszcze, a zaraz mi stanie. - wyszczerzył się bezczelnie i przesunął dłońmi po swoich udach. Ktoś patrząc na to z boku mógłby sądzić, ze dzieciak jest prawdziwym świrem, ale Moran doskonale wiedział, że Blaise go nie skrzywdzi. Skąd to wiedział? Dobre pytanie. On nazywał to adwokacką intuicją. Ta jednak mogła kiedyś wpuścić go w maliny, ale przecież komu jak nie sobie powinno się wierzyć?
Powrót do góry Go down
Blaise Rooth

avatar

Liczba postów : 122
Join date : 17/02/2014

PisanieTemat: Re: Victoria Station   Pią Mar 14, 2014 10:39 pm

Oczywiście, że mógł mu mówić jeszcze. Takich gierek Rooth nigdy nie miał dość. Pieprzenie od rzeczy było jego specjalnością, szczególnie gdy zahaczało o sprawy psychopatii, morderstw lub seksu. A jeśli łączyło w sobie te trzy rzeczy… Cóż, był w niebie.
Z niewiadomych jednak – nawet samemu sobie, a to już było zaskakujące (bo Blaise zawsze wiedział, co nim kierowało. Inna sprawa, że nie trudno było to wiedzieć: jeśli nie był to głód, to albo rozchodziło się o senność, albo o sztywnego jak cylinder Slasha fiuta) – przyczyn, wcale nie uczepił się tego tematu; słowa blondyna skwitował zaledwie śmiechem. Nieszczęśliwie tym razem jego zwykle irytujące i ironiczne podejście, sterowane wrodzonym idiotyzmem (zasada trzech „I” była w żywocie Blaise’a obecna tak jak drużyna R w Pokemonach), porzuciło kanon i wszyło przed szereg.
- Prędzej niż w odmętach twojej pokręconej osobowości utonę w twoich oczach – mruknął, spoglądając w rzeczone wyżej wymienione chabrowe jeziora, uśmiechając się przy tym ciepło. Zdecydowanie za ciepło jak na niego. Zupełnie jakby…
Oczywiście zaraz zdał sobie sprawę z tego, że tym razem nagła zmiana scenariusza nie wyszła mu na dobre. Zaschło mu w ustach, serce zabiło szybciej. Nieświadomie mocniej zacisnął dłonie na kierownicy, gwałtownie odwracając od blondyna wzrok.
Jasna cholera, ale się wjebał. W tej chwili chyba nie mógł wystartować z głupszym tekstem. Generalnie rzecz biorąc, taki podryw by przeszedł wszędzie. Każdy poleciałby na coś takiego; jeszcze by się pewnie sam czerwonowłosemu do łóżka wepchnął, nawet gdyby sobie tego nie życzył. Jeśli jednak chodziło o Morana… Ich relacja była klarowna jedynie z pozoru. Rooth nie miał pojęcia, co tak właściwie jest między nimi i wcale nie chciał tego ustalać. Niby wszystko było okej: żartowali, śmiali się, robili głupie rzeczy, świetnie się przy tym bawiąc. Kiedy jednak dystans między nimi drastycznie się zmniejszał, robiło się niebezpiecznie. Zwykły pocałunek doprowadzał Blaise’a na skraj szaleństwa. To nie było normalne; nie dla niego. I pewnie właśnie dlatego jeszcze się do Querta nie dobrał.

_________________
rilejszynszip     ■     don't call me maybe     ■     aj kejm from
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Victoria Station   Pią Mar 14, 2014 11:16 pm

Trzy uderzenia serca. Dokładnie tyle, (bo liczył) patrzyli sobie w oczy. Standardowy wyszczerz zmyło ciepło tego naiwnego wyznania. Gdyby nie zachowanie Blaise'a, Moran pomyślałby, że ten na pewno robi sobie jaja, ale reakcja była nad wyraz wymowna. I tylko dlatego, że się tego zupełnie nie spodziewał, blondyn siedział jakby kij połknął, z otwartymi lekko ustami i rosnącą obawą. Ścisnęło go w żołądku dwa razy mocniej niż poprzednio. Przełknął ślinę i wierzcie albo nie, ale zrobiło mu się gorąco. Zapadło niezręczne milczenie podczas którego chłopak nie odwrócił zaskoczonego spojrzenia nawet na chwilę, wlepiając te swoje chabrowe jeziora w rudzielca.
- Ty weź przestań bo się zabujam i się mnie nie pozbędziesz - Wykrztusił w końcu dławiąc w sobie chęć dotknięcia Blaise'a. Jakkolwiek, byle teraz się zbliżyć. Równie ciężko co wywołać u Morana wstyd, było sprawić, żeby nie wiedział co powiedzieć, ale właśnie teraz na stanowczo zbyt długo jego paszcza się zamknęła. Przez łepetynę zaś przemknęło mu kilka myśli w postaci wspomnień wszystkich tych dziwacznych akcji, które czasem zdarzało im się odpierniczyć. Bo przelizać się, to żadna zbrodnia, a zwykle i tak dla zabawy. Moran nie raz myślał o tym by pójść ze swoim rudym kolegą do łóżka, ale nigdy z poważnymi zamiarami. Często zwodził tego zboczeńca, tylko dlatego, że trochę szkoda mu było potem zrywać kontakt... ale nie był by sobą, gdyby się nie droczył. Oczywiście, że nie pomyślał o nim nigdy w kategoriach "stały" i "związek" a już na pewno nie jako jedno wyrażenie. Po pierwsze sam nie chciał się z nikim wiązać, a po drugie Blaise też nie wyglądał na kogoś kto by chciał. Wobec tego co się właściwie działo?
Podczas tej krótkiej chwili milczenia Moran odzyskał część animuszu odpychając od siebie głupie myśli. No jeszcze czego, nie będzie się przecież w nim bujał. Parsknął nagle przywołując na twarz ten swój zwyczajowy uśmiech. Jedynie wciąż zaciśnięte na udach dłonie mogły podpowiedzieć, ze nie wszystko jest do końca okej.
- Nie jestem pierwszą lepszą laską, która poleci na taki tekst. Jak chcesz mnie zaciągnąć do łóżka to się musisz wiesz, postarać bardziej. Propozycja domku w lesie była bardziej kusząca.
Uśmiechnął się bezczelnie, ale nie spojrzał na niego. Wzrok znów utkwiony miał w oświetlonej światłami samochodu drodze.
Powrót do góry Go down
Blaise Rooth

avatar

Liczba postów : 122
Join date : 17/02/2014

PisanieTemat: Re: Victoria Station   Pią Mar 14, 2014 11:51 pm

Rooth wcale by się nie obraził, gdyby faktycznie nie mógł się Morana pozbyć. Wbrew wszystkiemu co mówił – zwłaszcza gdy chłopak budził go w środku nocy – bardzo lubił jego towarzystwo. Nigdy się przy nim nie nudził; potrafili zawsze znaleźć sobie jakieś zajęcie. Poza tym świetnie się dogadywali, nawet mimo tego że byli tak samo uparci.
To spostrzeżenie zachował już jednak dla siebie, nie chcąc pogarszać sytuacji. I tak już się zrobiło dziwnie, nie trzeba im tu było kolejnej Fukushimy – jak na jeden raz katastrof mieli po uszy.
Odetchnął cicho; musiał się wziąć w garść. Okej, palnął głupstwo. Okej, Querta zbiło to z tropu. Okej, oboje nie bardzo wiedzieli, co właściwie się między nimi dzieje. Ale to jeszcze nie był powód, żeby przez resztę drogi siedzieć jak na szpilkach i się do siebie nie odzywać. Trzeba było jakoś rozładować sytuację. Wobec tego Blaise znów uśmiechnął się po swojemu, a że opanował ten grymas do perfekcji, Moran nie mógł zorientować się, że zrobił to na siłę.
- To ja tu się staram być romantyczny, a ty jak mi się odpłacasz? – zapytał, niby urażony jego reakcją na tak wyśmienity żart. Ha. Koń by się uśmiał. – Gdzie się podziało to miłe, niewinne dziecko? Tylko gwałt, seks i chuj w dupie cię interesuje?
Pokręcił głową, cmokając przy tym z dezaprobatą.
- Wstyd – skwitował, uśmiechając się półgębkiem.
Miał nadzieję, że blondyn jak zwykle podchwyci temat. Trochę się bał, że będzie chciał powrócić do tego, co się przed chwilą zdarzyło, ale zaraz zdusił tą niedorzeczność w zarodku. Chłopak przecież tak samo jako on zawsze unikał takich tematów.

_________________
rilejszynszip     ■     don't call me maybe     ■     aj kejm from
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Victoria Station   Sob Mar 15, 2014 12:34 am

Oczywiście, że Moran podchwycił temat bo świętą prawdą było, że i on chciał uniknąć niezręczności.
- To ty znasz takie słowo jak romantyczny? - parsknął śmiechem odrobinę się rozluźniając. - I powiedz mi z której strony ja byłem kiedyś miły, o niewinności nie wspominając?
Znajomy wyraz na Blaise'owym pysku sprawił, że chłopak niemal odetchnął z ulgą. Dawno bowiem nie znalazł się w podobnej sytuacji więc brak przygotowania zrobił swoje. Miał poczucie, że znów robi się za miękki... Może rzeczywiście powinni się ze sobą przespać i wtedy może nie byłoby tego napięcia? Przespać tak po przyjacielsku, jak z Andym... Znów ścisnęło go w żołądku i nadal nie był to głód.
- Jak chętnie chuja w dupę, to gwałtu już nie będzie. - wzruszył ramionami zerkając na towarzysza katem oka. Wykrzywił wargi w krzywym uśmiechu. Zadziwiające, że z taką łatwością mówił o czymś takim, ale jak przychodziło do wyznań czy nawet szczerej rozmowy, to gubił się niczym przedszkolak. Dodatkowo nowa myśl, która przerodziła się w pomysł zaczynała przybierać realny obrót i poruszać trybiki w Moranowej głowie. Bo czemu nie? Nie miał nic do stracenia, a co ważniejsze nie chciał o tym myśleć. Nigdy przecież tego nie robił, po prostu działał. Czym Blaise różnił się od innych?
Nie odpowiedział sobie na to pytanie. Zamiast tego odpiął pas i wychylił się do mężczyzny ignorując to, że takie zachowanie może spowodować zagrożenia na drodze. Na chwilę blond kłaki przesłoniły Blaise'owi przednią szybę, a raczej dokładnie w chwili, kiedy usta Morana po prostu przycisnęły się do jego warg. Cóż... właściwie do ich boku, bo ciężko było mu wycelować. Przyjemny dreszcz przebiegł chłopakowi po plecach, jak zawsze kiedy poczynał sobie tak odważnie wobec rudzielca. Bowiem było w nim coś drapieżnego, co zawsze mu się podobało... Czego właściwie nigdy nie ukrywał.
Powrót do góry Go down
Blaise Rooth

avatar

Liczba postów : 122
Join date : 17/02/2014

PisanieTemat: Re: Victoria Station   Pon Mar 17, 2014 7:00 pm

Posunięcie Morana zaskoczyło go do tego stopnia, że – w zupełnie naturalnym odruchu, nad którym wcale się nie zastanawiał – gwałtownie wcisnął hamulec. Auto z piskiem opon zatrzymało się na środku ulicy, a Rooth, kiedy już uświadomił sobie, co się stało, zaczął dziękować wszystkim znanym sobie bogom za to, że dookoła nie było żywej duszy. Przed oczami przeleciała mu wizja siebie w szpitalu, a tuż potem na sali sądowej w roli oskarżonego o spowodowanie wypadku.
Gdy tylko blondyn się od niego odsunął, zgromił go spojrzeniem. Gdyby wzrokiem można było zabijać, z chłopaka nie zostałaby nawet krwawa miazga.
- Chcesz nas pozabijać, matole? – zapytał ostro, zaciskając dłonie na kierownicy. – Zdarza ci się w ogóle używać mózgu?
Przez chwilę warczał coś pod nosem, znów ruszając. Nie pamiętał, kiedy ostatnio ktoś tak podniósł mu ciśnienie (choć podejrzewał, że tym kimś był również Quert – przy tym chłopaku nie umiał być spokojny). I wcale nie chodziło o to, że potencjalnie mógł skasować sobie auto i wysłać się do szpitala, a o ten cholerny pocałunek.
Inna sprawa, że generalnie nie miał nic przeciwko takim zabiegom. Właściwie to był za. Nawet bardzo. Było to jednak o tyle problematyczne, że zwykle stanowiło początek czegoś więcej. I o ile Blaise każdemu mówił „tak”, o tyle nie chciał, by między nim a Moranem coś się wydarzyło. Okej. Chciał aż za bardzo – i właśnie to go powstrzymywało.
- Moran… - zaczął po ciągnącej się jak guma chwili ciszy.
I na tym miał ochotę skończyć. Bo co, do chuja pana, miał mu właściwie powiedzieć? Że głupi dotyk przyprawia go o palpitacje serca? Że niewinny pocałunek sprawia, że ma ochotę zerwać z niego ubranie?
Przeklął w myślach.
- Nie możesz mi tak bez ostrzeżenia zasłaniać drogi, bo któregoś razu naprawdę wylądujemy na drzewie.
Znów przeklął. Był idiotą i nie dało się tego faktu niczym podważyć.

_________________
rilejszynszip     ■     don't call me maybe     ■     aj kejm from
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Victoria Station   Pon Mar 17, 2014 7:26 pm

Nie spodziewał się gwałtownego hamowania, dlatego odrobinę stracił równowagę, a dla zachowania jej szczątków w odruchu chwycił się uda mężczyzny zaciskając na nim palce. Serce zabiło mu bardzo mocno w odpowiedzi na adrenalinę. Po chwilę cofnął się, ale nieznacznie. Tylko na tyle by z bliska móc na niego spojrzeć. Ostry ton wcale nie pozbawił go pewności siebie i chęci wcielenia w życie szalonego pomysłu. Gniewne spojrzenie w ten najbardziej chory sposób blondyna nakręcało.
Wielkie niebieskie ślepia wpatrywały się w Blaise'a dziwnie poważnie, zupełnie jakby przejął się jego słowami i swoją głupotą. Jednak wcale tak nie było. Badał reakcję. Milczał, nie zmieniając pozycji, nawet kiedy mężczyzna zmienił bieg i ruszył. Zwolnił jedynie uścisk palców, teraz po prostu opierając dłonie na jego udzie.
- Czasem używam, ale teraz nie... - odparł szeptem i w końcu znów się uśmiechnął. - Ostrzegam...
Mruknął i znów się do niego nachylił, ale tym razem nie tak gwałtownie jak poprzednio. Musnął ustami linię jego szczęki. Delikatnie, słodko. Nie zastanowił się dlaczego jego towarzysz nie dał się sprowokować. Zwykle nie stanowiło to problemu. Może dlatego, że przestraszył się możliwością spowodowania wypadku? Kij z tym. Może to rzeczywiście było kiepskim zagraniem, ale nie mógł się powstrzymać. I choć Moran nie czuł między nimi większego dystansu, to jednak teraz zaczęła się kreślić jakaś niewidzialna bariera, której chłopak nie rozumiał. Albo raczej... nie chciał rozumieć. To oczywiste, ze się nią nie przejął, dlatego właśnie muskał ustami ciepłą skórę, przesuwając jedną z dłoni powoli w górę uda mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Blaise Rooth

avatar

Liczba postów : 122
Join date : 17/02/2014

PisanieTemat: Re: Victoria Station   Pon Mar 17, 2014 7:45 pm

Niby znał Morana i wiedział, że potulność nie jest jego domeną, aczkolwiek w głębi duszy liczył na pokorne zwieszenie głowy i powrót na własne siedzenie. Tymczasem dostał coś zupełnie przeciwnego. Coś, co nie figurowało w żadnym scenariuszu, nawet na najbardziej szarym końcu.
- Moran, kurwa, co ty wyrabiasz? – zapytał, znów mocniej zaciskając dłonie na kierownicy.
Nawet gdyby bardzo chciał, nie miał gdzie uciec przed jego dłońmi. Z trudem powstrzymywał się przed ruchem, obawiając się, że to mogłoby zachęcić tego idiotę do bardziej drastycznych kroków. W myślach sam siebie błagał o zachowanie spokoju.
Mimo że miał na to ogromną ochotę, nie zatrzymał się. Ułatwiłoby mu to wiele rzeczy (mógłby mu wtedy albo przypieprzyć, albo go w końcu pocałować, albo – w ostateczności – wysadzić z auta i odjechać w siną dal), ale też – tak przynajmniej wydawało się Roothowi – dałoby Quertowi do zrozumienia, że trafił na słaby punkt czerwonowłosego. A do tego Blaise nie mógł dopuścić. Po części nie pozwalała mu na to męska duma, a po części zwyczajnie się bał, że wtedy wszystko stanie się nad wyraz jasne.
Odetchnął bezgłośnie. Przez chwilę bił się z myślami, nie pozwalając włączyć się do dyskusji szaleńczo bijącemu sercu. Moran pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, co działo się w głowie jego ofiary.
- Przestań się wydurniać – powiedział stanowczo, wbrew temu, co podpowiadał mu chór głosów w głowie. Nie mógł mu ulec pod żadnym pozorem, bo to zniszczyłoby całą obojętność wobec tego roztrzepańca, którą udało mu się utrzymać. A to zbyt wiele go kosztowało, zwłaszcza ostatnimi czasy.

_________________
rilejszynszip     ■     don't call me maybe     ■     aj kejm from


Ostatnio zmieniony przez Blaise Rooth dnia Wto Mar 18, 2014 6:25 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Victoria Station   Pon Mar 17, 2014 8:09 pm

Moran słysząc pytanie przestał od razu. Oho... to było dla blondyna dziwne. Powaga w słowach kompletnie zbiła go z tropu. Czyżby Blaise był w aż tak złym humorze? Czy może... kogoś ma!? Ta myśl jebnęła chłopaka w potylicę, aż cofnął się zupełnie. Dotyk ust zniknął, podobnie jak wędrujące dłonie. Moran nie wziął pod uwagę takiej ewentualności bo zdawało mu sie to bardzo nieprawdopodobne, ale jeśli tak było... Właściwie to nie poczuł się zażenowany, że zdecydował się zaciągnąć mężczyznę do łóżka, nie, nie. Raczej znów odezwał się jego żołądek ściskając boleśnie. Zignorował to, jak i wszystkie inne zupełnie normalne i zdrowe odruchy.
- Trzeba było powiedzieć, że z kimś jesteś. Nie próbowałbym cię wtedy nakręcić na numerek na tylnym siedzeniu. - Uśmiechnął się krzywo, westchnął i usiadł prosto. Po chwili podjął znów. - Bo ostatnio jakoś tak dziwnie jest, nie? Myślałem, że po prostu powinniśmy się ze sobą przespać, bo mam wrażenie, że chcica przesłania mi mózg.
Tak, zdecydowanie wszystko wziął na siebie. Nie brał pod uwagę tego, że rudzielec mógłby się w nim bujnąć. To było tak abstrakcyjne, że aż nieprawdopodobne. Nawet jak pojawiła się w jego głowie taka myśl, szybko ja odgonił. Ani Blaise ani tym bardziej Moran nie nadawali się do tworzenia związków.
- Ale jak kogoś masz, to będę grzeczny. Nie jestem aż taką mendą żeby podbierać jakiejś zbłąkanej duszyczce miłość jej życia.
Posłał mężczyźnie firmowy zadziorny uśmiech dławiąc w sobie narastające uczucie smutku. Jeszcze czego! Żadna zazdrość. Na pewno nie.
Powrót do góry Go down
Blaise Rooth

avatar

Liczba postów : 122
Join date : 17/02/2014

PisanieTemat: Re: Victoria Station   Pon Mar 17, 2014 8:48 pm

Nie wiedział, czy ma się śmiać, czy płakać. Zerknął na chłopaka, potem na deskę rozdzielczą, a potem znów na niego. Może gdyby pomógł mu przydzwonić czółkiem w coś twardego, zacząłby kojarzyć fakty?
Tak, część Blaise’a bardzo chciała, żeby Moran w końcu zrozumiał, o co w tym wszystkim chodzi. Cała reszta roothowego jestestwa była jednak dziko zadowolona z faktu, że nic się jeszcze nie wydało. On sam chyba nie do końca pewien był, co tak właściwie jest na rzeczy… Albo może po prostu odpychał od siebie tak oczywiste rozwiązanie zagadki?
Westchnął cicho. Oparł łokieć na drzwiach i podparł głowę dłonią.
- Nie mam nikogo – oznajmił, tym razem już spokojnie. - I wątpię, żeby seks cokolwiek załatwił.
A nawet więcej: był pewien, że numerek jedynie pogorszyłby sytuację. Notabene, Quert wcale nie musiał czerwonowłosego na niego namawiać; gdyby to nie było tak skomplikowane, sam pewnie próbowałby się do niego dobrać. Blondyn zawsze go pociągał. Blaise nie mógł się napatrzyć w jego cudne oczy, za każdym razem, gdy tylko miał ku temu okazję, jego wzrok wędrował w stronę szczupłych ud czy tyłka chłopaka. Nie raz zastanawiał się, jak to seksowne ciało komponowałoby się z jego pościelą, za każdym razem dochodząc do tego samego wniosku: nagi Moran w jego łóżku wyglądałby obłędnie.

_________________
rilejszynszip     ■     don't call me maybe     ■     aj kejm from
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Victoria Station   Sro Mar 19, 2014 2:26 pm

Moran znów nakręcił się na jakąś swoją teorię do tego stopnia, że dał się zaskoczyć odpowiedzią. Przekrzywił głowę w typowy dla siebie sposób i uważnie przyjrzał się słabo widocznej w półmroku twarzy kierowcy. No naprawdę robiło się dziwacznie, a im dalej ta rozmowa się rozwijała, tym bardziej Morana przerażała samoświadomość i świadomość znaczenia posunięć oraz słów Blaise'a. Blondynowi wszystko można było zarzucić. Naprawdę. Jedno tylko zarzucić było ciężko, a mianowicie tego, że jest głupi. Głupi nie był, a jego inteligencja emocjonalna stała na bardzo wysokim poziomie, tylko chłopak świadomie kreował się na takiego, jakim wszyscy go znają. Niefrasobliwego, hedonistycznego wariata. Więc skoro głupi nie był, potrafił rozpoznać pewne symptomy, szczególnie kiedy były one tak wyraźne. Już sam poważny ton wrzeszczał na niego "patrz, to się dzieje i nic na to nie poradzisz!"
A że rzadko się zdarzało, żeby ktoś interesował się panem Q. w innym aspekcie niż tym czysto fizycznym, to była to dla niego w pewnym sensie zupełna nowość. Przecież nic prócz cielesności nie miało prawa bytu, prawda?
- Jeśli seks nic nie załatwi, to co?
Tym razem to on oparł łokieć o drzwi, a twarz na dłoni jakby świadomie chciał Blaise'a przedrzeźniać. Wgapiał się w niego uparcie zastanawiając się jaki jest sens brnięcia w tę rozmowę... Zważywszy na to, że przyjdzie im spędzić jeszcze dłuższą chwilę razem, to nawet nie było gdzie uciec. Ale żeby tak zamilknąć i nie rozwiązać tego.. czegoś? Nie, to zupełnie nie było w moranowym stylu. On lubił wszystko od razu, na czysto, bez owijania w bawełnę. Będzie drążył, dopóki Blaise nie postawi sprawy jasno... A i tak najpewniej właśnie przez tę dziwną rozmowę, przez postawienie tej sprawy jasno ich dziwaczna znajomość rozpadnie się. Każdy pójdzie w swoją stronę, jak działo się to nie raz w moranowym życiu. Czy będzie żałował? Być może. Może był po prostu emocjonalnym masochistą.
Powrót do góry Go down
Blaise Rooth

avatar

Liczba postów : 122
Join date : 17/02/2014

PisanieTemat: Re: Victoria Station   Sro Mar 19, 2014 7:36 pm

Jeśli Moran liczył na to, że Blaise otworzy się przed nim jak puszka z konserwą i pozwoli czytać z siebie jak z otwartej księgi, to z pewnością bardzo się teraz zawiódł. Rooth bowiem nie miał zamiaru odpowiadać mu na to pytanie. Nie lubił rozmawiać o uczuciach; krępowało go to, nigdy nie wiedział, co i jak powinien powiedzieć, żeby zostać właściwie zrozumianym. W tym wypadku dochodziła do tego wszystkiego jeszcze jedna, bardzo ważna kwestia: zwyczajnie się bał, że zrobi z siebie durnia. Znał Querta nie od dzisiaj i dobrze wiedział, jaki chłopak ma stosunek do związków. Dla niego – tak samo zresztą jak do nie dawna dla Blaise’a – zakochanie było kompletną abstrakcją.
Kątem oka spojrzał na blondyna, a widząc, że ten siedzi identycznie, powrócił do poprzedniej pozycji. Coś ścisnęło go w dołku; odniósł wrażenie, że Moran się z niego nabija. Że czerpie przyjemność z męczenia go, że bawi się jego zmieszaniem. W momencie się w nim zagotowało; oczywiście nie dał dojść do słowa intelektowi, który podpowiadał, że to jedynie głupie przeczucie, nie mające nic wspólnego z prawdą. Pozwolił, by złość wzięła nad nim górę. Już i tak zbyt długo starał się zachować zimną krew.
Plusem tego nagłego napadu gniewu było to, że na chwilę przestał zastanawiać się nad swoimi uczuciami względem Morana. Nie zmieniło to jednak faktu, że chciał, by chłopak zapadł się pod ziemię – gdyby nie fakt, że nie miał pojęcia, gdzie mieścił się dom jego matki, zapewne kazałby mu natychmiast wysiąść. Tak, Blaise był do tego zdolny, zwłaszcza gdy był wkurzony (albo postawiony w podbramkowej sytuacji; uważał dezercję za dobre wyjście – w jego przypadku działało to za każdym razem, więc czemu miał uciekać od takiego załatwiania problemów?).
Zacisnął usta w wąską kreskę i pogłośnił radio, tym samym oznajmiając swojemu pasażerowi, że nie ma zamiaru więcej z nim rozmawiać. Na szczęście dojeżdżali już do Birmingham.

[z/t]

_________________
rilejszynszip     ■     don't call me maybe     ■     aj kejm from
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Victoria Station   

Powrót do góry Go down
 
Victoria Station
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Victoria
» Victoria Rose
» Victoria Valerious

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Centrum miasta :: ∎ Komunikacja miejska-
Skocz do: